Fala eksmisji
Za długi i dewastację mieszkania
Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy w Barcinie realizuje nową strategię wobec notorycznych dłużników. Teraz są i będą w przyszłości eksmitowani oni tak naprawdę na bruk. Po prostu spółdzielnia nie będzie im już szukała w swoich zasobach lokali o gorszym standardzie. Według prawa bowiem obowiązek zapewnienia dachu nad głową bezdomnym spada na gminę.
T ak wyglądał aneks kuchenny oraz prysznic w mieszkaniu Henryka G. przy ul. Bielawskiej po opuszczeniu przez dłużnika tego lokum Pierwsza z zapowiadanej fali eksmisji miała miejsce w Piechcinie, w jednym z budynków na ul. Bielawskiej, czyli na starym osiedlu za torami. O tej eksmisji nie zdecydowały jedynie długi najemcy. Drugim - ważnym według prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie Henryka Popławskiego - powodem było to, że dłużnik dewastował zajmowany lokal o powierzchni około 20 m2.
Henryk Popławski mówi: - Spółdzielnia konsekwentnie realizuje proces pozbywania się lokatorów uchylających się od wnoszenia opłat. Tym samym skończy się ponoszenie kosztów zamieszkiwania tych osób przez pozostałych lokatorów uczciwie regulujących swoje zobowiązania. Spółdzielnia Mieszkaniowa to nie jest instytucja charytatywna. Spółdzielnia ponosi koszty podatku od nieruchomości, od dzierżawy wieczystej gruntów, opłaty za wodę, prąd na klatkach schodowych. Niektórzy przyzwyczaili się, że nawet przez kilkadziesiąt lat nie płacą i uważają, że to im się należy, myśląc, że tak już będzie zawsze. Nie dociera do nich fakt, że pasożytują na sąsiadach i wszystkich pozostałych mieszkańcach naszych osiedli.
Prezes podkreślił, że problem trudny jest nie tylko ze względów ekonomicznych, ale również społecznych. Dlatego każda eksmisja poprzedzona jest głęboką analizą i rozważeniem wszystkich aspektów: - Będziemy poszukiwali rozwiązania kwestii osób bez dochodów i osób niezaradnych życiowo we współpracy z opieką społeczną i gminą - powiedział prezes spółdzielni.
Pierwsza eksmisja dotyczyć miała Henryka G. z ul. Bielawskiej w Piechcinie. Wygenerował on, mieszkając teoretycznie sam (nikt inny nie był tam zameldowany), dług wobec spółdzielni wynoszący 11.200 zł. Do tego dochodzą odsetki od dnia orzeczenia przez sąd nakazu płatności. Do tej eksmisji nie doszło, bo Henryk G. dobrowolnie opuścił mieszkanie przed datą wyznaczoną przez komornika.
Przeprowadził się do mieszkania kolejarskiego w budynku dawnego dworca PKP w Piechcinie, gdzie mieszka jego rodzina i gdzie on też wcześniej mieszkał. Szkopuł w tym, że to mieszkanie jest też zadłużone - ale wobec kolei, a Henryk G. nie ma tam tak naprawdę prawa mieszkać. Co więcej, znosząc swoje graty z ul. Bielawskiej zastawił nimi klatkę schodową na dawnym dworcu. Chcieliśmy zapytać Henryka G., jak widzi swoją przyszłość mieszkaniową w tej sytuacji, ale nie udało się nam go zastać.
Przez pierwszy tydzień po opuszczeniu lokalu przy ul. Bielawskiej Henryk G. miał możliwość na koszt spółdzielni nocowania w pokoju hotelu Orion w Barcinie i załatwienia swojej przyszłości mieszkaniowej w gminie. On jednak do gminy się nie zgłosił.
- Po tym terminie 7 dni w hotelu problem zamieszkania staje się jego problemem. Przykład tej eksmisji pokazuje, w jaki sposób lokator może zostawić mieszkanie. Syf widać, ale smrodu nie czuć pomiędzy wierszami w artykule prasowym. Tam trzeba po prostu wejść. Zastanawiam się teraz, czy nie wynająć tego mieszkania ludziom szukającym ekstremalnych doznań - mówi prezes. Rzeczywiście, w mieszkaniu na ul. Bielawskiej, choć nie ma już żadnych mebli, powietrze niesie z sobą nieprzyjemną woń. Lokum musi być przez spółdzielnię poddane gruntownemu remontowi, ażeby mogło zostać oddane w użytkowanie. Spółdzielnia ten remont zamierza wykonać, ponieważ nie stać jej na marnowanie posiadanej substancji mieszkaniowej.
W tej chwili u komornika sądowego są 2 kolejne zakończone sprawy do przeprowadzenia eksmisji. Antoni S. z ul. Mogileńskiej w Barcinie stracić ma dotychczasowy lokal z powodu zadłużenia w kwocie 11.300 zł plus odsetki, a Urszula M. z ul. Radłowskiej w Piechcinie z powodu zaległości wobec spółdzielni w kwocie 24.500 zł plus odsetki. Antoni S. mieszka sam. W lokalu Urszuli M. - jak udało się nam dowiedzieć - przebywają na stałe również inne osoby bez zameldowania.
Henryk G. nie wyniósł śmieci nagromadzonych w swojej komórce na węgiel w piwnicy budynku przy ul. Bielawskiej. Musieli się tym zająć pracownicy spółdzielni. W ostatni poniedziałek spółdzielnia skierowała do komornika 3 kolejne sprawy. Eksmisji mogą się w związku z tym spodziewać: Grażyna O. wraz z 2 innymi osobami zameldowanymi w mieszkaniu na ul. Radłowskiej za długi w kwocie 15.200 zł, Danuta P. z ul. Bielawskiej plus jedna osoba za długi wynoszące 31.000 zł i Dorota P. plus 3 osoby z mieszkania na ul. Radłowskiej za długi 17.000 zł. Do wszystkich tych wierzytelności naliczane są bezustannie odsetki, które w niektórych przypadkach są już bardzo wysokie.
Wszyscy ci eksmitowani przez pierwszy tydzień po wyrzuceniu z mieszkania będą mieli przez spółdzielnię opłacone pokoje w barcińskim hotelu. W Krotoszynie eksmisja miała czekać także 1 rodzinę. Ta jednak zdecydowała się dobrowolnie opuścić do 15 sierpnia zadłużony lokal, aby uniknąć egzekucji komorniczej. Rodzina z Krotoszyna prawdopodobnie zamieszka u krewnych.
Dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Barcinie Dorota Dokładna powiedziała, że sytuacja wszystkich osób zagrożonych eksmisją jest znana opiece społecznej, choć nie wszyscy korzystają z oferowanej pomocy. Henryk G. np., jeśli już pracownikowi ośrodka pomocy uda się go namierzyć albo szczęśliwym trafem zastać w mieszkaniu, odmawia pomocy. Często pracownicy ośrodka muszą jeździć do niektórych podopiecznych po godzinach swego urzędowania, a nawet w weekendy, aby mieć szansę zastać ich w domach. Dyrektor zapewniła, że zrobione zostanie wszystko, żeby dotrzeć do już eksmitowanego.
Wszyscy eksmitowani ze spółdzielni mogą liczyć na pomoc samorządu. Albo zaoferowane im zostanie miejsce w schroniskach dla bezdomnych, albo też zasiedlą najgorsze lokale socjalne będące w zasobach gminy. Inni będą zapewne chcieli radzić sobie sami, szukając dachu nad głową np. u członków swoich rodzin. Dyrektor podkreśliła przy tym, że nawet jeśli załatwi się bezdomnym schronisko, to po prostu zdarza się, że oni z niego uciekają i mieszkają, gdzie popadnie.
Problem bezdomności w gminie narasta. Jako przykład Dorota Dokładna podała będącego cały czas pod opieką ośrodka pomocy społecznej barcinianina, który od kilkunastu lat mieszka w szopce po stróżu przy zamkniętym już wysypisku śmieci w Barcinie Wsi. Od 2 lat w opuszczonej szopce między cmentarzem a ul. Podgórną też koczują bezdomni, którzy nie przyjmują do wiadomości, że mają się przeprowadzić do schroniska. W tym przypadku Dorota Dokładna zastanawiała się już nawet z włodarzem miasta, czy nie rozebrać tej szopki i zmusić w ten sposób jej mieszkańców do wyprowadzki do schroniska.
Karol Gapiński
Pałuki nr 963 (30/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze