Roman Tucholski został odznaczony medalem Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis w uznaniu zasług na rzecz walki o niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej i prawa człowieka. To wydarzenie stało się okazją, by Romana Tucholskiego zapytać, jak wyglądała działalność szubińskiego opozycjonisty w latach osiemdziesiątych: od powstania Solidarności do pierwszych całkowicie wolnych wyborów samorządowych w 1990 roku.
Roman Tucholski z medalem „Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis“ fot. Remigiusz Konieczka
Roman Tucholski jest szubinianinem. Urodził się w 1955 roku. Jego ojciec miał zakład szewski, ale w związku z tym, że władza ludowa niszczyła prywatną inicjatywę, podjął pracę w zakładzie poprawczym w Szubinie. Matka pracowała w szubińskiej drukarni w zakładzie poprawczym.Roman Tucholski ukończył Technikum Chemiczne w Bydgoszczy. Przed Solidarnością nie należał do żadnej organizacji. Odbywając służbę wojskową mówił o rzeczach niewygodnych dla ówczesnej władzy. Dlatego został wyrzucony z ZMS-u.- Byłem młodym chłopakiem. Nie godziłem się na rzeczywistość, która nas otaczała. Dlatego nie potrafiłem milczeć. Zawsze mnie sumienie dręczyło. Nie mogłem siedzieć cicho. Byłem pochłonięty historią. Pamiętam jak rodzice słuchali Radia Wolna Europa. Nam dzieciom nie pozwalali. Z siostrą i bratem podsłuchiwaliśmy pod drzwiami - mówi Roman Tucholski
W PRALNI
Kiedy w sierpniu 1980 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, a potem, gdy powstała Solidarność, Roman Tucholski pracował w Centralnej Pralni Służby Zdrowia przy ul. Objazdowej w Bydgoszczy. Pralnia podlegała szpitalowi XXX-lecia.
- Tam poznałem swoją obecną żonę. To był nowy zakład i nie znaliśmy się dobrze. Wybraliśmy przewodniczącego, którego uważaliśmy za najbardziej rozgarniętego. Zostałem członkiem „Solidarności“.
Roman Tucholski przyznał, że dopiero wtedy poznał prawdziwe dzieje Polski m.in. te dotyczące Katynia. Działając w Solidarności miał dostęp do podziemnej prasy, do ulotek i treści niekontrolowanych przez ówczesną władzę. Po pracy kolportował podziemną prasę, ale tylko ludziom z wąskiego kręgu, do których miał zaufanie. Zdawał sobie sprawę z niebezpiecznego zajęcia, ale też cały czas miał poczucie, że trzeba coś zrobić.
- Z tych ulotek dowiadywałem się, jaka jest sytuacja, że Armia Radziecka wcale nie musiała wkraczać do Polski, bo oni już tu byli.
Jego działalność związkowa w Bydgoszczy sprowadzała się do gotowości strajkowej. Strajk podejmowano w geście solidarności z innymi strajkującymi przedsiębiorstwami. W mieście, dawnym województwie bydgoskim i całym kraju.
- Jak był strajk, to wywieszałem flagę na terenie zakładu pracy. Ulotki różne krążyły, które trzeba było kolportować. Otrzymywałem, nie pamiętam już od kogo, i przekazywałem dalej. Człowiek się uczył dopiero. Po omacku, ale się działało - mówił Roman Tucholski.
W ROMECIE
Roman Tucholski przez cały okres funkcjonowania w legalnej jeszcze Solidarności miał przeczucie, że ta działalność może się szybko skończyć. I skończyła się 13 grudnia 1981 roku wprowadzeniem stanu wojennego.
- Włączyliśmy telewizor i nie było nic. Dużo śniegu. Zobaczyliśmy przejeżdżające czołgi koło naszego domu. Rodzice wiedzieli o co chodzi, bo wojnę pamiętali. Byliśmy przerażeni. Nikt nie wiedział, co to będzie. Staliśmy przy oknie i widziałem jak parę osób stało i kiwało czołgistom. Dla mnie to był szok, bo widziałem kilka cieszących się osób.
W czasie stanu wojennego Roman Tucholski cały czas pracował w Bydgoszczy. Dojeżdżał do pracy autobusem. W Białych Błotach autobus zatrzymywało wojsko. Żołnierze wchodzili do środka i sprawdzali każdemu pasażerowi dokumenty. Jednak te podróże do pracy w Bydgoszczy nie trwały zbyt długo, bo już w lutym 1982 roku Roman Tucholski zatrudnił się w zakładzie Romet w Kowalewie.
- Po ogłoszeniu stanu wojennego okazało się, że szef „Solidarności“ w Centralnej Pralni Służby Zdrowia jest sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej. Powiedziałem mu tak: Ty jako szef „Solidarności“ parę dni temu mówiłeś co innego, a teraz co innego? Odgrażał się mi, że nie dostanę nigdzie pracy, bo za mną pójdzie zła opinia. Takich ludzi mieliśmy w „Solidarności“. SB wsadzała swoich ludzi, żeby od dołu to rozwalić. Odszedłem stamtąd i zatrudniłem się w „Romecie“ - opowiedział mieszkaniec Szubina.
Trafił do działu technologa. Od pierwszych dni włączył się w działalność opozycyjną. Polegała m.in. na zbieraniu składek, które były przeznaczane na rzecz rodzin internowanych członków, na rozprowadzaniu ulotek, na podpisywaniu petycji o wypuszczeniu więźniów politycznych i nielegalności stanu wojennego. W październiku 1984 roku w Romecie zatrudniono Jana Rulewskiego, zaliczanego wtedy przez ówczesną nomenklaturę do ekstremy Solidarności. - Przed jego przyjściem SB zaczęło wzywać pracowników. Mnie przepytywał jakiś gość z Bydgoszczy. Fama poszła w „Romecie“, że przesłuchują. Wezwali i mnie. Facet siedział za biurkiem. Twarz zasłonięta teczką. Wiedziałem, że nagrywa. Mówił mi, że jestem młody, skory na jakieś wyskoki i przestrzegał, żebym nie dał się sprowokować podczas możliwych akcji po zatrudnieniu nowych osób, które wyjdą z więzienia. Nie mówili wprost kogo zatrudnią, ale my już wiedzieliśmy o kogo chodzi. Powiedziałem mu, że zawsze rewolucji dokonywali ludzie młodzi. Dałem do zrozumienia, że nie jestem człowiekiem do kupienia. Nic nie obiecałem i nic nie podpisałem. Jak już Rulewski przyszedł do biura konstrukcyjnego, to dostał kwiaty. Setki osób na bramie stało i przypatrywało się.
Roman Tucholski (pierwszy z prawej), Franciszek Najdek, Krystian Wendland, Jan Rulewski i Roman Danielewski w podziemiach kościoła pw.św.Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy w 1985 r. fot. arch. Romana Tucholskiego
SIŁA MODLITWY
Roman Tucholski dodał, że po zatrudnieniu Rulewskiego ludzie, szczególnie z opozycji, poczuli wiatr w żaglach. Działalność, jak podkreśla nasz rozmówca, polegała na rozmowach z pracownikami i mówieniu, by walczyli o swoje, by nie poddawali się, że mają rację i nie zgadzać się na posunięcia dyrekcji i władz. Wybuchł protest pracowników dotyczący niskich wynagrodzeń.
- Rulewskiego zrobili jednym z inicjatorów buntu i go zwolnili. On się odwołał, a my chodziliśmy do sądu, żeby czuł wsparcie. Wygrał sprawę w sądzie, ale do „Rometu“ nie wrócił. Napisaliśmy do komisji praw człowieka. Osobiście chodziłem i zbierałem podpisy. Udało mi się zebrać kilkadziesiąt podpisów pod petycją, że niesłusznie został zwolniony. W „Romecie“ zaczęły się przesłuchania i zastraszania przez SB. Przesłuchiwano na terenie zakładu i w komendzie MO w Szubinie. Zanim poszedłem na przesłuchanie, pomodliłem się pod krzyżem i przestałem się bać - wspomina Roman Tucholski.
- Zeznawałem w pokoju nr 14. Oskarżano mnie o zbieranie podpisów, że jestem prowodyrem buntu, że podpisałem. Odpowiedziałem, że to nieprawda. Nie zbierałem podpisów, a podpisać, podpisałem. Nie wyparłem się tego, bo mój podpis był duży i czytelny. Mówili, że mają świadków. Odpowiedziałem, by mi to udowodnili, a oni, że to tajemnica. I tak w kółko. Jak oni do mnie krzykiem, to ja jeszcze większym. Nie pozwoliłem sobie. Sam się potem dziwiłem, że na to się zdobyłem. Myślę, że mi pomogła ta modlitwa. Na koniec kazali mi napisać to, co mówiłem. Powiedziałem, że nie, bo coś dopiszą. I nic ode mnie nie dostali.
W DUSZPASTERSTWIE
W trakcie pracy w Romecie Roman Tucholski w rocznicę śmierci zamordowanego przez ZOMO Wojtka Cieślewicza jeździł do Kcyni. Tam, wraz z Henrykiem Tokarzem po mszy w farze rozdawali wśród ludzi ulotki, składali wiązanki na cmentarzu. Po zwolnieniu Rulewskiego zbierał pieniądze wśród pracowników dla rodzin tych działaczy Solidarności, którzy byli internowani.
- Kilka razy zawoziłem te pieniądze Rulewskiemu osobiście do domu, a przywoziłem ulotki. Pod sweter wkładałem, wsiadałem do tramwaju, w autobus do Szubina i rozdawałem pracownikom - mówi. - Potem Roman Danielewski mnie namówił i założyliśmy duszpasterstwo ludzi pracy, tak jak w Bydgoszczy, bo co miesiąc do jezuitów jeździliśmy. Duszpasterstwo im. ks. Jerzego Popiełuszki, bo to po jego śmierci było, powstało przy parafii pod wezwaniem św. Marcina.
Każdego jedenastego dnia miesiąca odbywały się msze za ojczyznę. Po mszy były wyświetlane filmy, przyjeżdżali różni artyści z programem patriotycznym: Piotr Szczepanik, Jacek Maziarski, Józef Duriasz, Jacek Moskwa, Stefan Pastuszewski, Tadeusz Jasudowicz oraz inne osoby, odbywały się prelekcje w salce katechetycznej. - Na msze za ojczyznę, na spotkania do salki przychodziło bardzo dużo ludzi.W Duszpasterstwie nie wszyscy wytrzymywali, bo to jednak napięcie psychiczne było duże.. Po tych naszych zebraniach księdza prałata Jana Kątnego nachodziła Służba Bezpieczeństwa. Kazali mu skończyć z tymi spotkaniami.
Ludzie z szubińskiej Solidarności wspólnie z działaczami ze Żnina, jako Solidarność Ziemi Pałuckiej jeździli na pielgrzymki do Częstochowy, na msze w intencji ojczyzny (które zainicjował ks. Jerzy Popiełuszko), do Gdańska podczas pielgrzymki Jana Pawła II.
- Jeździliśmy po wielu miastach, zajmowaliśmy się sprzedażą książek religijnych a spod lady książek z tzw. drugiego obiegu (zakazanych). Każdego miesiąca przez kilka lat otrzymywałem zbiorczo ulotki z rąk Franciszka Najdka które przywoził mi z Bydgoszczy. Moim zadaniem było rozprowadzić je dalej - wyjaśnia nasz rozmówca.
NIE ZŁOŻYŁ HOŁDU
Za działalność w opozycji Roman Tucholski nie dostawał w Romecie podwyżek, premii, a rodzinę trzeba było utrzymać. Od swojego kierownika dowiedział się, że w Romecie nie ma szans, ani na podwyżkę, ani na awans. - „Jak dyrektor słyszy twoje nazwisko, to dostaje białej gorączki. Tutaj dla ciebie przyszłości nie ma.“ To usłyszałem od kierownika. Musiałem się zwolnić i dostałem pracę w PZU - wspomina Roman Tucholski.
Zaczął tam pracę w maju 1986 roku i od razu podpadł szefostwu, ponieważ odmówił złożenia kwiatów przy pomniku który służył idei komunistycznej na pl. Wolności w Szubinie, podczas ówczesnego święta 22 lipca.
- I ja mu odmówiłem. Krzyczał na mnie, że będę zwolniony z pracy. Przy pracownikach powiedziałem, że znam historię i nie będę składał hołdu mordercom, bo na tym pomniku były podobizny Lenina i Stalina. Potem kazali mi - dyrektor z zastępcą - donosić na pracowników. Ze względu na stanowisko organizatora akwizycji, które - jak twierdzili - zobowiązuje mnie do mówienia, o czym ludzie mówią w zakładzie pracy. Powiedziałem, że muszę wyjść do toalety. Wyszedłem, ale do swojego biura. Po chwili wszedł za mną z-ca dyrektora i powiedział, że jestem zwolniony. Na co ja przy pracownikach odpowiedziałem, że nie będę ich konfidentem. Potem, jak komuna upadła, to spotkałem dyrektora na ulicy, był na emeryturze. Przeprosił mnie i powiedział, że musiał tak postępować, ponieważ był obserwowany otrzymywał wytyczne i polecenia odnośnie mojej osoby bezpośrednio od I sekretarza partii z Komitetu PZPR. Obecnie mieści się tam Liceum Ogólnokształcące. Ja byłem na indeksie. Po tym wyznaniu mu wybaczyłem.
Kiedy komuna chyliła się ku upadkowi, Roman Tucholski w noc przed Wszystkimi Świętymi wraz z Krystianem Wentlandem na krzyżu na środku cmentarza wieszał wizerunek ks. Jerzego Popiełuszki namalowany przez Henryka Wojtasa. Wszytko po to, by rano 1 listopada ludzie na cmentarz przychodzący widzieli obraz. - To podnosiło ich na duchu - mówi.
Już pod koniec lat osiemdziesiątych, jak po raz drugi została zarejestrowana Solidarność, Roman Tucholski próbował założyć związek w PZU, ale - jak przyznał - długo ta Solidarność nie przetrwała. Zawiódł się na ludziach, którzy jednego dnia mówili jedno, a drugiego co innego. - A tu nie trzeba gadać, tylko robić.
MEDALE
W 1989 r. wstąpił do Komitetu Obywatelskiego. Pełnił funkcję skarbnika. Przewodniczącym był Stanisław Hammermeister. Po rozwiązaniu KO, był przewodniczącym Porozumienia Centrum, a później RS AWS. Z jego inicjatywy w 1995 r. został pobudowany pomnik poświęcony ofiarom komunizmu i hitleryzmu, który stoi na Placu Kościelnym. Teraz wraz z Janem Monarchą wyszedł z inicjatywą uhonorowania działaczy Solidarności z lat 1980-1990.
- Tych najaktywniejszych chcemy uhonorować medalem z wizerunkiem ks. Jerzego Popiełuszki i z herbem Szubina. Chcemy też, by kandydaci do tego medalu byli zweryfikowani przez IPN pod kątem, czy nie byli tajnymi współpracownikami. Ma powstać książka o działaczach „Solidarności“ z terenu gminy Szubin, choć nie wiadomo, kto to napisze.
Działalność Romana Tucholskiego nie ogranicza się do Solidarności. Śpiewa w Chórze im. św. Jana Pawła II, aktywnie uprawia bieganie.
Medal Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis nadał marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki, a wręczony został w Bydgoszczy podczas obchodów 36. rocznicy wydarzeń marcowych w Urzędzie Wojewódzkim, 19 marca 2017 r. To nie jedyne wyróżnienie, jakie otrzymał. Z okazji XXXVI rocznicy powstania NSZZ Solidarność w dowód uznania i wdzięczności za wkład w budowanie niepodległej ojczyzny dostał medal Zasłużonego dla Regionu NSZZ Solidarność w Bydgoszczy. Na początku lat 90. otrzymał Medal za Wytrwałość dla NSZZ Solidarność 1980-1990.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1313 (15/2017)
SO24LI
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze