Reklama

Za nieletnich odpowiadają rodzice

Posiedzenie komisji zdominowały wydarzenia na janowieckim stadionie

        fot. Sylwia Wysocka

Janowiec, prezes, Sparta, radni, nieletni, kibice, chuligańskie zachowanie
     Za nieletnich odpowiadają rodzice
    Radni nie poparli zachowania grupy kibiców na meczach Sparty z Orłem i Pałuczanką. Radny Czesław Langowski jako jedyny zauważył, że przez chuligańskie zachowanie w świat idzie zła opinia również o Janowcu, bo takie spostrzeżenia do radnych docierają.

     Projekt stanowiska komisji oświaty, kultury, zdrowia i opieki społecznej Rady Miejskiej w Janowcu w sprawie niewłaściwych zachowań grupy młodych ludzi podczas spotkań piłkarskich Sparty Janowiec z Orłem Kcynia i Pałuczanką Żnin przygotował radny Leszek Grzeczka, członek tej komisji. Radny przygotował skierowane do zarządu klubu pismo, w którym wnioskował o właściwe, kulturalne dopingowanie bez wulgaryzmów i używania materiałów pirotechnicznych (za co klub został ukarany przez Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej karą 300 zł).
     Radni, członkowie komisji, zapoznani zostali z treścią pisma stanowiącego projekt stanowiska komisji w sprawie zachowania porządku na trybunach w trakcie rozgrywek.
     W środowym posiedzeniu komisji, w której uczestniczyli jej członkowie: Bartosz Bembnista, Grażyna Szafrańska, Czesław Langowski, Jan Linette, Aleksandra Walendowska, Wanda Bembnista, Marek Tarnowski, Zbigniew Różnowski, Teresa Rusiewicz, Leszek Grzeczka i Przemysław Kotuka, udział wziął również prezes LKS Sparta Adam Zygaj.
     PREZES WYJAŚNIA
     Prezes Sparty przedłożył swoje oświadczenie dotyczące wydarzeń na meczu z 10 sierpnia, kiedy rywalem Sparty była Pałuczanka. W piśmie prezes pisze, że na tym meczu grupa młodzieży dopingująca Spartę chwilami zachowywała się w sposób niekulturalny, używając wulgarnych słów i środków pirotechnicznych. Na te zachowania była odpowiednia reakcja ze strony spikera zawodów i służb porządkowych, a kibice już przed meczem zostali poinformowani przez wiceprezesa do spraw organizacyjnych Bogdana Wiśniewskiego, że na zawodach jest delegat K-PZPN i mają się zachowywać w sposób kulturalny. W trakcie zawodów sportowych kilkakrotnie były używane środki pirotechniczne, co jest niezgodne z regulaminem PZPN. Wulgaryzmy były wykrzykiwane w sumie 35 sekund - czytamy w oświadczeniu.
     Delegat po meczu - jak dalej zawarto w oświadczeniu - sporządził protokół, który podpisał wiceprezes Bogdan Wiśniewski, z opisem wydarzeń, do których doszło w trakcie meczu, przede wszystkim używania środków pirotechnicznych.
     Liderzy grupy kibiców bezpośrednio po meczu przy budynku szatni odbyli rozmowę z prezesem Adamem Zygajem, który ich skrytykował używając ostrych słów, że zachowanie to było niegodne klubu kibica i że klubowi grozi kara pieniężna, a oni mają zakaz wyjazdu na najbliższy mecz do Brzystkorzystewka. Przeprosili za swoje zachowanie i obiecywali poprawę - czytamy w piśmie.
     Dalej w oświadczeniu prezes powołuje się na rozmowę telefoniczną z reporterem Pałuk, gdzie informował, że był to incydent jednorazowy, który więcej się nie powtórzy (przypomnijmy, że mecz z Pałuczanką był już drugim, wcześniej grupa małoletnich kibiców zachowywała się nagannie na meczu z Orłem). Nawiązał też do rozmowy telefonicznej z radnym Leszkiem Grzeczką, którego zapewniał, że klub ma wystarczające środki w postaci służb porządkowych, które będą skuteczne w walce ze złym zachowaniem kibiców.
     Radny Zbigniew Różnowski zapytał prezesa, kto mierzył czas wykrzykiwania wulgaryzmów i którego meczu to dotyczyło - z Orłem czy z Pałuczanką. W odpowiedzi usłyszał, że meczu z Pałuczanką, a czas mierzył on sam z nagrania video. Radny pytał też, co na to delegat. - Spisał, nagrywał, filmował zdarzenia, jest świeca dymna, są wybuchy, kapiszonów moim zdaniem, to jest ujęte w protokole delegata, który podpisał wiceprezes. Tam są gotowe rubryki. Nie wiedziałem, dopiero dowiedziałem się z prasy, że w domu delegat robi szczegółowy protokół, powinno być tak, że delegat daje sobie czas i robi protokół na stadionie przy biurku. Jedni robią tak, inni robią protokół w domu. Później każdy ma swoje wersje. Nie komentuję tego, co było w prasie, bo mi nie wypada - mówił Adam Zygaj.
     CZYŻBY PROWOKACJA?
     Zbigniew Różnowski stwierdził, że Kujawsko-Pomorski Związek Piłki Nożnej nie dowiedział się o zdarzeniach z Pałuk, a bezpośrednio od delegata. Prezes zapewnił, że najpierw interweniowała prasa, a delegat przedstawił to dopiero w piątek. Przypomnijmy, że przewodniczący wydziału dyscypliny K-PZPN Tadeusz Pietrzyk zapewnił, że już w trakcie meczu otrzymał telefoniczną informację o sytuacji na janowieckim stadionie i że delegat, przedstawiciel zarządu, upomniał jeszcze przed meczem, kiedy pojawiły się pierwsze petardy, że za takie zachowanie w trakcie meczu zostaną wyciągnięte konsekwencje finansowe. Dodał też, że w wymaganym terminie po spotkaniu spłynęła też duża adnotacja dotycząca zdarzeń w trakcie meczu przedłożona przez delegata. W tej informacji dokładnie opisane zostały zajścia.
     Prezes za prowokację uznał fakt, że reporter zadzwonił do niego dopiero w poniedziałek, a nie bezpośrednio po meczu w sobotę, podobnie jak radny Leszek Grzeczka, który przypomniał, że nie on dzwonił, a jedynie oddzwonił do prezesa, bo wcześniej, kiedy ten do niego dzwonił, nie mógł podjąć rozmowy. Pytał też, po co dzwonić do prezesa, skoro działacze są na meczu i słyszą co się dzieje, dlatego za zbędne uważa telefonowanie z informacją, że z trybun obrażani są inni w czasie meczu. - A czy na „orliku” nie ma wulgaryzmów? - pytał prezes Leszka Grzeczkę, organizatora rozgrywek ligowych. - Gdyby pan był, to by słyszał, że są wulgaryzmy, ale za nie są kartki. I są dwie zasadnicze różnice: to są pojedyncze wulgaryzmy z boiska, a nie zorganizowana grupa, w większości dzieci, wyzywająca: „Raz, dwa, trzy, żnińskie psy” czy „Pałuczanka to pederasta”, wymieniłem te delikatne określenia bez wulgaryzmów - podkreślił radny. Zapewnił, że za przeklinanie jest na orliku najwięcej kartek dla zawodników, nie za faule, ale właśnie za to.
     Prezes Adam Zygaj stwierdził: - Wróciłem z Gdyni i kiedy przyjechałem na stadion, to byłem zaszokowany zachowaniem tej grupy młodzieży. Czy ktoś ich nakręcił, czy to jest jakaś prowokacja, bo Zygaj złożył wniosek o dodatkowe 5.000 zł do gminy? Ja uznałem to za prowokację - mówił prezes Sparty.
     Leszek Grzeczka pytał prezesa, czy w ten sposób sugeruje, że burmistrz albo ktoś z radnych namówił te osoby, żeby obrażały. Prezes zauważył, że to już są insynuacje radnego i że może zrobiła to konkurencja klubowa, bo za tej kadencji Sparta po raz pierwszy otrzymała obniżone środki na działanie klubu. - Po raz pierwszy, wiem jakie wojny i podchody były, mieszkam w Janowcu, ale dalej nie będę kontynuował tematu - stwierdził prezes, mimo że radny domagał się wytłumaczenia stawianych zarzutów.
     Zbigniew Różnowski przypomniał, że były też obraźliwe banery, które sędziowie kazali zdjąć uzależniając od tego rozpoczęcie meczu. - Z takimi napisami pierwszy raz się spotkałem - mówił radny Różnowski. Radny Grzeczka przypomniał, że ta sama treść kierowana pod adresem PZPN-u była wykrzykiwana w trakcie meczu.
     WULGARNA MŁODZIEŻ
     Radna Wanda Bembnista przyznała, że młodzież robi się coraz bardziej wulgarna, to słychać w szkole, na boisku, na chodniku. Mecze powinny być po to, żeby ta młodzież się wykrzyczała, ale nie za pomocą takich słów. Pytała prezesa, kto ochrania w trakcie rozgrywek, bo to zarząd odpowiedzialny jest za ład i porządek. Pytała o zachowanie ochrony, czy nie można było porozmawiać z jednym czy drugim, a nawet wyprowadzić takiego niekulturalnego kibica z boiska. I to już by była kara i ostrzeżenie dla innych, że i oni mogą opuścić boisko.
     Prezes poinformował, że ochrona jest społeczna, chodzi w kamizelkach odblaskowych z napisem Służba porządkowa, ma nie dopuścić do wtargnięcia kibica na boisko, żeby nie doszło do przerwania meczu. - Na trybuny im wchodzić nie wolno, bo nie mają uprawnień tzw. przymusu fizycznego, mogą jedynie złapać za ręce i blokować wejście na boisko. Zadaniem ochrony jest obserwacja - tłumaczył Adam Zygaj.
     - Miałem odprawę na janowieckim komisariacie i dowiedziałem się, że kara za używanie wulgaryzmów to 100 zł, dlatego wzywając na 997 policję byłbym prawdopodobnie ośmieszony, biorąc koszty przyjazdu radiowozów ze Żnina i legitymowania grupy 30 osób używających słów wulgarnych. Oni nie zagrażali bezpieczeństwu innych, tylko sami sobie rzucając te kapiszony. Nawet niektórzy kibice ze Żnina nie słyszeli wulgaryzmów. Jeśli będzie świadek, że ktoś przeklinał, to policja zrobi swoje, prokurator odrzuci nagranie jako dowód twierdząc, że jest to grupowe zachowanie - mówił Adam Zygaj.
     Radna Bembnista pytała, jaki jest finał tej całej sprawy. Została zapewniona, że prezes jest dysponentem materiałów z tego meczu i ma rok na zgłoszenie zakłócenia porządku publicznego w miejscu publicznym. Zapewnił, że tego dowiedział się na komisariacie, gdzie powstała grupa operacyjna w janowieckim komisariacie i wszystko będzie monitorowane.
     WINNI RODZICE
     Radna pytała też, czy zostały przeprowadzone rozmowy z rodzicami. Stwierdziła, że z tego typu incydentami powinien poradzić sobie zarząd klubu. - Powinno podjąć się właściwe środki, rozmowy z rodzicami, nawet powiadomić dyrekcję gimnazjum z konkretnymi nazwiskami uczniów, a za zachowanie małoletnich odpowiedzialni są rodzice - uważa radna
     Radna Grażyna Szafrańska pytała, czy Sparta ma klub kibica. Prezes zapewnił, że nie jest to klub kibica, jest to grupa zorganizowana. Prezes zapewnił, że po meczu z Kcynią mieli obiecany nawet zakup szalików przy pomocy klubu, jeśli nie będzie wulgaryzmów. Grażyna Szafrańska zapewniła, że nie chodzi jej o rekwizyty klubowe, a o nauczenie kulturalnego dopingowania drużyny. Prezes stwierdził, że w tym kierunku dążą. - Są pod obserwacją. Jeśli będzie wykroczenie w tej grupie, będzie kara 500 zł. Panuję nad wszystkim, proszę się nie obawiać. Przepraszam, że Rada musiała się tym zajmować, ale nie ja pisałem do Rady - mówił Adam Zygaj.
     Radny Czesław Langowski przyznał, że źle się stało, że sprawa trafiła aż do Rady. Przyznał, że jako Urząd finansują klub, ale w zaistniałej sytuacji niewłaściwego kibicowania również prezes zdobywa doświadczenie. - Myślę, że dobrze trzeba przemyśleć sprawę z osobami, które nazywają się kibicami, a nimi nie są, bo nie boję użyć się słowa, że są to chuligani i jeśli nie potrafią się zachować, to nie wpuścić na stadion tych aktywnych w agresji. To będzie już dla nich kara - mówił Czesław Langowski. Poparł spostrzeżenie radnej Wandy Bembnisty o rozmowie z rodzicami, bo główną winę za zachowanie tych nastolatków ponoszą rodzice i z nimi trzeba się spotkać, żeby wiedzieli, co się dzieje. - Na przyszłość, zarówno z tymi młodocianymi, jak i ich rodzicami zorganizować spotkanie, omówić czym to grozi nie tylko dla młodzieńców, ale czym grozi takie zachowanie dla klubu i jaka opinia jest przez nich o naszym mieście, bo to do nas dociera, i tak być dalej nie może - mówił radny Langowski.
     - Nie pochwalam absolutnie takiego zachowania na meczach i z tym trzeba walczyć i piętnować, karać takich bezpośrednio. Niech rodzice za nich płacą, bo oni są odpowiedzialni za dziecko, które puścili na mecz - mówiła radna Bembnista.
     - Wychodzi na to, że musieliby z rodzicami przychodzić i wtedy można obarczyć rodziców za złe zachowanie, ale nie każdy rodzic pójdzie - stwierdziła radna Szafrańska.
     Wanda Bembnista zapewniała, że za wybryk dziecka niepełnoletniego odpowiedzialny jest rodzic, bez różnicy, czy puści dziecko samo, czy z nim pójdzie.
Radny Bartosz Bembnista zadzwonił do PZPN i zapytał o sprawy Sparty. Podkreślił, że nie stygmatyzowałby grupy małoletnich kibiców pojęciem chuliganerii czy pseudokibiców.
     - Mecz z Kcynią, powtórka ze Żninem, czyli działania były nieskuteczne. Warto było zwrócić uwagę, bo w kolejnych meczach nie było przekleństw, nie było obrażania, z czego się bardzo cieszę i uważam, że to jest zasługa tego, że zwrócono na to uwagę - mówił radny Grzeczka. Radny dodał, że razi go spłycanie tematu, że to był wybryk, nic się nie stało.
     WIĘCEJ NIE DOSTANĄ
     Radni uznali, że nie ma już sensu przesyłać pisma do zarządu klubu, skoro na komisji obecny był prezes i wysłuchał uwag. Na koniec Adam Zygaj zakomunikował, że nie bierze udziału w wyborach do Rady Miejskiej i samorządu, co dla większości radnych było niezrozumiałą deklaracją.
     Klub LKS Sparta w związku z awansem zwrócił się do Urzędu Miejskiego o zwiększenie dotacji na klub w wysokości 5.000 zł. Otrzymał odpowiedź od wiceburmistrz Jadwigi Chojnowskiej, że negatywnie rozpatrzona została sprawa dodatkowego finansowania klubu.
     Wiceburmistrz wyjaśniała, że poza konkursem, na mocy którego rozdzielona została pula środków na działania sportowe dla klubów w gminie Janowiec, istnieje możliwość przyznania dodatkowych środków w drodze pozakonkursowej, ale z przeznaczeniem na konkretny cel, imprezę. - Nie ma możliwości dofinansowania wyjazdów, tylko konkretnej imprezy sportowej - tłumaczyła wiceburmistrz.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1126 (37/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości