Wilgoć w mieszkaniu najbardziej daje się we znaki chorym na astmę dzieciom. Trudno jednak pozbyć się wilgoci, gdy piec centralnego ogrzewania nie działa dobrze. Najemca prosi o pomoc administrację, bo nie ma pieniędzy na wymianę pieca i konieczne naprawy, administracja odpowiada, że też nie ma pieniędzy. Mieszkanie jest w coraz gorszym stanie.

Katarzyna Nowak opowiada, że spod brodzika wypływa woda fot. Arkadiusz Majszak
Katarzyna Nowak mieszka wraz z czworgiem dzieci i matką Danutą Nowak w oficynie secesyjnej willi przy Gnieźnieńskiej 18 w Żninie. Początkowo w oficynie znajdowała się stajnia. Po wojnie przerobiono ją na mieszkania.
BYŁO SUPER
Rodzina zajmuje mieszkanie o powierzchni 49 m2, z trzema pokojami i łazienką. Rolę kuchni spełnia niewielka część największego z pokoi na parterze. Dwa pokoje są na poddaszu.
- 14 lipca ubiegłego roku, jak przyjmowałam to mieszkanie, to było super, natomiast już jesienią, a potem zimą, w mieszkaniu zaczęła wychodzić wilgoć. Na ścianach powstaje grzyb. Dwie meblościanki już mi tutaj zgniły. Ze ścian można zbierać wodę - odpowiada Katarzyna Nowak.
- Sufit tutaj grozi zawaleniem. Piec centralnego ogrzewania jest popsuty, a w mieszkaniu jest taka wilgoć, że aż wychodzi grzyb. Wszystko nadaje się do remontu, a mi się każe wszystko robić we własnym zakresie. Na kontroli w mieszkaniu był „sanepid”. Był też kominiarz Józef Ganzera i mówił, żeby uważać na piec, bo grozi wybuchem. Kąpać się nie możemy, bo woda w łazience wylewa się z brodzika - wyjaśnia Katarzyna Nowak. I pokazuje pisma, które dotychczas wysłała, prosząc o poprawę warunków mieszkaniowych.
DO WYMIANY: PIEC, DRZWI, BRODZIK
W październiku ubiegłego roku napisała do burmistrza Leszka Jakubowskiego z prośbą o wymianę drzwi wejściowych do mieszkania: Drzwi są popsute i wieje przez nie. Prośbę swą motywuję tym, że nie stać mnie na kupno drzwi, a zbliża się zima i przez te drzwi bardzo wieje. Po tygodniu otrzymała odpowiedź. Burmistrz poinformował, że przeprowadzenie prac remontowych leży w kompetencji Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie jako podmiotu zarządzającego nieruchomościami lokalowymi w gminie Żnin. Nadmieniam jednocześnie, że wszelkie prace remontowe i modernizacyjne w danym roku wykonywane są na podstawie zatwierdzonego planu remontów, który jest przedkładany w Urzędzie przez PGM - dodał w swoim piśmie burmistrz. W lutym tego roku skierowała do burmistrza kolejne dwa pisma. W jednym prosiła o wymianę pieca centralnego ogrzewania na mniejszy i zainstalowanie go w mieszkaniu, zamiast w piwnicy, bo w piwnicy po opadach deszczu stoi woda. W drugim piśmie wniosła o zamianę kabiny prysznicowej i brodzika na wannę, ponieważ wycieka z nich woda, w łazience non stop jest mokro, a jej samej nie stać na taki zakup.
Leszek Jakubowski odpisał, że zgodnie z prawem, koszty naprawy, konserwacji i wymiany wanien i brodzików należą do najemcy. Burmistrz dodał, że piec centralnego ogrzewania może zostać zmieniony tylko po wcześniejszym zakwalifikowaniu go do wymiany przez PGM w Żninie, ze względu na jego stan techniczny i na podstawie zatwierdzonego planu remontów, przedkładanego przez przedsiębiorstwo w Urzędzie Miejskim.
ZIMNO I MOKRO
- Mam czwórkę dzieci w wieku od 3 do 14 lat chorych na astmę i wilgoć w tym przypadku jest niewskazana. Przy tej wilgoci często chorują. Mają duże zaległości w szkole, bo częściej są w domu niż w szkole - mówi bezradna już matka.
Danuta Nowak zaznacza, że tylko w jednym pomieszczeniu jest ciepło. To najmniejszy pokój jednego z chłopców. W pozostałych pomieszczeniach jest zimno. Wyjaśnia, że były dni, kiedy o trzeciej i czwartej nad ranem schodziła do piwnicy, by dołożyć opału do pieca. Twierdzi, że kaloryfery były gorące, a w pomieszczeniach - poza wspomnianym pokoikiem - było zimno.
Kobiety dziwią się, że administracja próbuje je obarczyć winą za wilgoć w mieszkaniu. Słyszą, że doprowadziły mieszkanie do złego stanu, ponieważ nie paliły w piecu, a przecież paliły.
- Kłopoty z tym piecem były od samego początku. Od miesiąca zgłaszamy, że piec grozi wybuchem - mówi Danuta Nowak i dodaje, że instalacja grzewcza też nie jest sprawna; zdarza się, że woda wycieka z tej instalacji, aż ściany są mokre.
Mistrz kominiarski Józef Ganzera mówi, że zawsze stawia się na wezwania pani Nowak. Ostatnio komin i piec zostały udrożnione. Mimo to ma wątpliwości, czy piec ten powinna obsługiwać starsza kobieta: - Trudny jest ten kocioł, jeśli chodzi o budowę. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby PGM inny piecyk zainstalował, mniej skomplikowany. Ja bym sobie z tym kotłem poradził, a pani Danucie Nowak często się on sadzą zawala. Ma kłopot. Sugerowałem w PGM, żeby zainstalowali jej inny piec. Teraz komin i piec jest drożny, bo przeczyściliśmy, ale piec miał awarię przy nas ostatnio. Dzieje się coś z elektryką. Kazałem jej więc tylko przepalać. Do tego pieca musiałby zajrzeć elektryk - mówi Józef Ganzera.
SANEPID ZALECA: SPRAWDZIĆ PRZYCZYNĘ
Sytuację w mieszkaniu badali w ubiegłym tygodniu pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Żninie.
W lokalu nr 12 zamieszkałym przez panią Katarzynę Nowak, a zarządzanym przez Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie stwierdzono występowanie zacieków na sufitach w pokojach znajdujących się na wyższej kondygnacji oraz w pomieszczeniu gospodarczym na niższej kondygnacji. Tam też stwierdzono silne zawilgocenie i zniekształcenie sufitu. Na belkach i deskach dachowych występuje silne zawilgocenie i warstwy szarego nalotu. (...) Według oświadczenia pani Katarzyny Nowak w zajmowanym przez nią lokalu mieszka również czwórka dzieci w wieku 3-14 lat chorych na astmę, u których objawy chorobowe nasiliły się w ostatnim czasie. Pani Nowak oświadczyła również, że instalacja centralnego ogrzewania w jej mieszkaniu nie jest w pełni sprawna, co powoduje przecieki z instalacji wody do mieszkania i możliwość kontaktu wody z instalacją elektryczną - czytamy w pokontrolnym piśmie państwowego powiatowego inspektora sanitarnego w Żninie Tadeusza Kosiary.
Ze wstępnych ustaleń sanepidu wynika, że szary nalot stanowią najprawdopodobniej grzyby pleśniowe. Obecność pleśni, ze względu na ich toksyczny i alergizujący charakter, może wywoływać negatywne skutki zdrowotne u mieszkańców, a wyjątkowo niebezpieczne są dla małych dzieci oraz osób o osłabionym układzie immunologicznym. W opinii Tadeusza Kosiary obecnie mieszkanie nie odpowiada warunkom zdrowotnym i technicznym określonym w prawie budowlanym. Dlatego w trybie niezwłocznym niezbędne jest jednoznaczne określenie przyczyn powstawania pleśni i podjęcie działań w celu jej likwidacji.
ZALECENIA NIE SĄ REALIZOWANE
Według Andrzeja Grzegorczyka z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Żninie do remontu nadaje się cały budynek, w którym jest mieszkanie Katarzyny Nowak. Podczas kontroli stwierdzono zacieki w dachu i uszkodzenia instalacji elektrycznej. Inspektor zwraca uwagę, że w budynku przeprowadzane są okresowe kontrole. Zalecenia pokontrolne z przeglądów okresowych nie są realizowane. - Zarządca i właściciel budynku tego nie wykonuje - zaznacza Andrzej Grzegorczyk. Andrzej Grzegorczyk nie ukrywa, że jak najszybciej muszą znaleźć się w gminie pieniądze na przeprowadzenie remontów w budynku.
NAJEMCA NIE MA PIENIĘDZY, PGM NIE MA PIENIĘDZY
- Powiem uczciwie, że za to mieszkanie przestałam płacić. Ja muszę wykupić recepty dzieciom. Dzieci są wiecznie chore i przeziębione. Płacę za to mieszkanie niecałe 300 zł. I chociaż będę miała zadłużenie, to ja do czasu poprawy warunków nie będę płacić. Dopiero jak zrobią tu generalny remont, to spłacę zadłużenie. PGM nic nie robi, bo nie ma pieniędzy. A skąd ja mam wziąć pieniądze? - żali się Katarzyna Nowak.
Stanisław Wiciński, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie, zapewnia, że będzie rozmawiał z pracownikami Urzędu Miejskiego na temat problemu i skali kosztów, jakie gmina mogłaby ponieść, żeby poprawić warunki mieszkaniowe mieszkańców kamienicy.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1048 (11/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze