Marian Jaworski chciał zarysować pomnik burmistrza
Zakon rycerzy Czarnej Róży
Właściwie nie wiadomo po co pani burmistrz Barcina zaczęła na piątkowym spotkaniu z mieszkańcami tłumaczyć się ze swoich zachowań i słów, które stały się przedmiotem doniesień medialnych w całym kraju. Nie wiadomo po co, bo na to spotkanie przyszli jej wierni zwolennicy.
Ewa Stankiewicz zdecydowała się raz jeszcze wrócić do argumentów na swoją obronę. Burmistrz w sali nr 12 ratusza pojawiła się w asyście wiceburmistrz Joanny Graczyk, która jednak nie zabierała głosu, oraz wśród licznych motywów różanych rodem ze słynnej wystawy Róża w świecie współczesnym, którą przed miesiącem prezentowała pierwsza dama. Róże były rozłożone na zielonym suknie stołu obrad.
Aplauz wśród zgromadzonych wzbudził utwór aspirujący do miana dzieła literackiego, zatytułowany Hiena i sępy, będący autorstwa Ewy Stankiewicz. Utwór ów deklamowała autorka głosem pełnym patosu.
WYŻSZA KONIECZNOŚĆ
Pani burmistrz przyznała wprawdzie, że zdarzało się jej korzystać ze służbowego samochodu w związku z dojazdami do pracy, była jednak zbulwersowana tym, że prasa jej to wypomniała. Ewa Stankiewicz uzasadniła, że dojazdy do pracy busem służbowym to była wyższa konieczność, gdyż jej honda miała awarię. Pani burmistrz była też niezadowolona, że przedmiotem śledztwa w prasie był dojazd służbowym samochodem do szkoły jej dziecka. Ewa Stankiewicz powiedziała, że to zdarzyło się tylko raz. Według włodarza nie można też wykorzystywać jej dziecka w prasie wtedy, kiedy korzysta ono na polecenie swej mamy z - jak to określiła - publicznego środka transportu.
Ewa Stankiewicz powiedziała, że kiedy następnym razem zepsuje się jej samochód, to będzie dojeżdżała do pracy z Inowrocławia do Barcina i z powrotem na rowerze oklejonym herbami Barcina. Ma to być jeden z rowerów, które kilka lat temu zakupiła będąc burmistrzem Stanisława Ciesielska. Miały one służyć urzędnikom, w tym samej burmistrz do służbowych wyjazdów na miasto. Ta idea Stanisławy Ciesielskej umarła jednak śmiercią naturalną. Z naszych ustaleń wynika, że najprawdopodobniej część tych jednośladów zalega w piwnicy ratusza, a część trafiła do barcińskiego gimnazjum, gdzie miały służyć młodzieży.
NIE BĘDZIE PROGRAMU
Bohaterka wszystkich krajowych stacji telewizyjnych oraz licznych tytułów prasowych powiedziała mieszkańcom zgromadzonym w ratuszu, że we wtorek 1 lutego padła ofiarą prowokacji. Według słów burmistrza, już rano tajemnicza osoba z Rady Miejskiej miała ostrzegać Ewę Stankiewicz, że szykowana jest - jak to określiła burmistrz - preparacja i manipulacja skierowana przeciwko niej.
Pomimo tego ostrzeżenia i, jak utrzymuje Ewa Stankiewicz, namawiania jej do tego, żeby szybko jechała do domu, ona zdecydowała się pozostać w ratuszu. Tyle tylko, że dla swego jakoby bezpieczeństwa zdecydowała się przyjmować jednocześnie nie jednego, ale po kilku interesantów. Jak się to wszystko skończyło, opisywaliśmy w poprzednich tygodniach.
Burmistrz jednak ma inny opis zaistniałych wtedy zdarzeń. Otóż oznajmiła ona mieszkańcom, że nie ogłaszała 1 lutego żadnej wojny.
- Wojna, to była chyba w głowach pani przewodniczącej Ciesielskiej i pani dyrektor ośrodka kultury, Joanny Konwalskiej-Rony - rzekła pani burmistrz, wywołując aplauz swoich wielbicieli.
Przypomnijmy, że dyrektor ośrodka kultury potwierdziła przed komisją rewizyjną, że Ewa Stankiewicz zarządziła tamtego dnia akcję mobilizacyjną w zakresie OC i dzwoniła z jej telefonu do szefa Zakładu Usług Miejskich Romana Wcisło z poleceniem malowania słupów ogłoszeniowych. Miały na nich zawisnąć ogłoszenia informujące o akcji, której Ewa Stankiewicz nadała kryptonim W.
Na spotkaniu z mieszkańcami burmistrz wszystkiemu zaprzeczyła. Powiedziała, że słupy miały być zdzierane po to, żeby wywiesić na nich informację, że w środę 2 lutego nie będzie emisji programu barcińskiej telewizji lokalnej. A to dlatego, że operator tej stacji nie nagrał jednego z jej wystąpień.
Dodajmy, że obecnie Joanna Konwalska-Rona przebywa na zwolnieniu lekarskim.
WYRZUCIĆ REPORTERA, POSADZIĆ OPONENTA
Burmistrz Ewa Stankiewicz zaprzeczyła kolejny raz, że używała obraźliwych słów w stosunku do radnych w rozmowie ze mną 1 lutego w obecności Joanny Konwalskiej-Rony i prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie, Henryka Szczepańskiego.
W związku z tą deklaracją Ewy Stankiewicz w tłumie jej zwolenników zawrzało, gdyż byłem obecny na sali. Niektórzy z gości deklarowali chęć wyrzucenia mnie ze spotkania. Inni chcieli także mego wyrzucenia z pracy. Wtedy jeden z mieszkańców zauważył: - No tak, ale jak go wyrzucić, przecież on nie pracuje w urzędzie?
Jedynym, który próbował uczynić rysę na pomniku burmistrza był Marian Jaworski. Łamiącym się głosem przedstawiał on swe wieloletnie kłopoty dotyczące domu. Częścią winy za swe problemy obarczył Ewę Stankiewicz. Ale jej zwolennicy nie chcieli tego słuchać. - Cicho bądź Jaworski! Panie Jaworski siadaj! - usadzali Mariana Jaworskiego rozkazami, kiedy ten próbował co kilka minut wstawać i kontynuować swoje wystąpienie, uderzające w Ewę Stankiewicz.
SŁOWA NIE DO DRUKU
Pani burmistrz odniosła się do kwestii swego zdrowia. Powiedziała, że jest w bardzo dobrej kondycji. Przyznała, że była wcześniej w depresji, ale to z powodu tego, iż związany z nią wcześniej mężczyzna nie chciał przyznać się do ojcostwa jej syna.
Kolejny raz Ewa Stankiewicz stwierdziła, że jej hospitalizacja w 2000 r. po wizycie w ratuszu w Barcinie była skutkiem intrygi, którą przeciwko niej uknuła ówczesna burmistrz Stanisława Ciesielska, przewodniczący Rady Miejskiej Marek Drozdowski, szef ośrodka zdrowia Aleksander Kmiećkowiak oraz komendant policji Leszek Baczyński.
Powiedziała, że do Barcina wówczas przyjechała z mieczem japońskim nie po to, żeby atakować ratusz, ale żeby ów miecz oddać ojcu swego syna.
Według Ewy Stankiewicz, Stanisława Ciesielska źle oceniła widok Ewy Gołąb z synem i mieczem samurajskim, w związku z czym wezwała służby.
- Przyszedł doktor w cywilu, wyszedł i za chwilę znów przyszedł, już w fartuchu. Przybyło również 5 policjantów. Jeden z nich śmiał się. Pamiętam, że powiedziałam do niego: "I z czego się (słowo nie do druku) śmiejesz? - opowiadała wpatrzonym w nią mieszkańcom burmistrz miasta. Spotkała się z gromkimi oklaskami.
BANKIETY
Zresztą spotkanie wielokrotnie było przerywane oklaskami. Nagradzano nimi panią burmistrz oraz tych mieszkańców, którzy krytykowali radnych. Największe brawa spotykały za skrytykowanie Alfreda i Janusza Lewandowskich oraz Stanisławy Ciesielskiej.
Jedna z mieszkanek Piechcina była zbulwersowana tym, że Stanisława Ciesielska - będąc burmistrzem - organizowała przy okazji meczów w hali widowiskowo-sportowej bankiety na zapleczu hali. Mieszkanka stwierdziła, że było tam jedzenie i picie na koszt gminy. Chciała w związku z tym rozliczeń za te bankiety. Przez chwilę był obecny z tyłu sali radny Sławomir Różański, zawodowo będący redaktorem telewizji lokalnej. Mieszkanka wyrzucająca Stanisławie Ciesielskiej organizowanie bankietów w poprzedniej kadencji, zapytywała radnego: - Panie Różański, gdzie ma pan te kasety? Ale Sławomira Różańskiego już wówczas nie było.
Później radny ten zapewnił mnie, że pierwsze słyszy o kasetach, które jakoby miałyby dokumentować bankiety. Nie wie zresztą dokładnie o jakie kasety mogło chodzić dopytującej się o nie piechciniance.
Natomiast Stanisława Ciesielska powiedziała później, że były za jej kadencji organizowane mecze drużyn samorządowych. - Ale nie przypominam sobie bankietów. Może tej mieszkance pomyliło się to z bankietem, który obecna pani burmistrz organizowała w hali w związku z zeszłorocznymi Dniami Barcina - powiedziała Stanisława Ciesielska.
Przypomnijmy, że chodzi tu o bankiet, na który burmistrz zaprosiła wszystkich, ale wpuszczeni ostatecznie zostali tylko niektórzy. Sprawę tę opisywaliśmy w Tygodniku Barcińskim Pałuki nr 28/2004 w artykule zatytułowanym Bawi się tylko elita.
GDZIE JEST DOM PRZEWODNICZĄCEJ
Mieszkańcy obecni na spotkaniu z burmistrzem jeden przez drugiego zarzucali radnym intrygowanie przeciwko Ewie Stankiewicz, gromadzenie pieniędzy dla siebie. Zdaniem tych mieszkańców to np. Alfred i Janusz Lewandowscy oraz obecny wicestarosta Michał Pęziak są winni temu, że przez wiele lat promowali na stanowiskach publicznych innego piechcinianina, Andrzeja P., ostatnio dyrektora kolejki w Żninie, który znalazł się w areszcie.
Jeden z mieszkańców zarzucał Stanisławie Ciesielskiej gromadzenie środków na budowę domu, gdy była burmistrzem.
- Może wskażą mi ten dom? Gdzie on jest? W Dąbrowie Mogileńskiej, jak się mówiło, czy gdzie indziej? Niech mnie tam zawiozą, pokażą, dadzą klucze, bo ja nic nie wiem o moim rzekomym domu, a chętnie bym się wyprowadziła. Ale niestety nie mam żadnego domu oprócz mieszkania tutaj w Barcinie, ani też nawet działki. Są nieruchomości w gminie Dąbrowa, z której pochodzę, ale one nie należą w żadnej części do mnie. Oświadczenia majątkowe jako radna zawsze wypełniam na czas i skrupulatnie - broniła się w późniejszej rozmowie ze mną Stanisława Ciesielska.
RADNI DO BADANIA I LUSTRACJI
Jedna z mieszkanek spotkała się ze szczególnym aplauzem pozostałych gości, kiedy postulowała, żeby to radnych skierować na badania, a nie panią burmistrz. Ten postulat był tak przejmujący, że reporterzy TVP 2, którzy nie zdążyli go zarejestrować na taśmie filmowej, poprosili mieszkankę o powtórzenie go.
Jednak na razie to burmistrz ma według ustaleń Rady Miejskiej być skierowana na badania w zakresie medycyny pracy. Przewodnicząca, wbrew temu co wcześniej zapowiadała, nie przekazała zalecenia zrobienia badań Ewie Stankiewicz w zeszły czwartek. Uczyniła to w ostatni wtorek. W piśmie przewodnim kierującym panią burmistrz na badania w zakresie medycyny pracy, przewodnicząca Stanisława Ciesielska dała Ewie Stankiewicz termin dwóch tygodni na uzyskanie zaświadczenia o zdolności do wykonywania obowiązków włodarza gminy.
Tymczasem na piątkowym spotkaniu padła z ust zwolenników burmistrza jeszcze jedna propozycja. Jeden z rycerzy Czarnej Róży zaproponował, aby skierowała ona do Rady Miejskiej projekt, który zakładałby lustrację radnych. - Niech głosują za lustracją. Jak któryś będzie się uchylał od głosowania, to już będzie wiadomo, że donosił i donosi nadal - oceniał mieszkaniec wywołując radość zdecydowanej większości pozostałych gości.
Goście na sali parli nawet na burmistrza, aby po prostu wyrzucić radę, gdyż współpraca z nią nie jest w obecnej sytuacji możliwa. Ewa Stankiewicz jednak starała się uspokoić tłum. Mówiła, że jest osobą, która nie chce wojować, a współpracować. I jej zdaniem współpraca z tą radą jest trudna, jednak możliwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze