Przy piecu c.o.
Zapaliły się opary
Dzień przed Wigilią trzyosobowa rodzina uciekała z palącego się mieszkania przedzierając się przez płomienie. Ojciec do dziś ma ślady poparzeń na twarzy. Cały dobytek poszedł z dymem.
Oto co zostało ze skutera Oficjalnie straż mówi, że przyczyną pożaru w Gogółkowie była nieostrożność osób dorosłych w posługiwaniu się materiałami łatwopalnymi. Jednak mieszkańcy wsi mówią o lekkomyślności lokatora. W mieszkaniu, blisko pieca centralnego ogrzewania stał skuter. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pożar wybuchł od oparów paliwa, w trakcie spuszczania benzyny z baku pojazdu. Faktem jest, że skuter był w mieszkaniu. Znalazł się tam, gdyż główny lokator chciał następnego dnia dojechać rano do pracy w masarni Stanisława Kwiecińskiego w Bożejewiczkach i chciał mieć pewność, że skuter ruszy.
Dom, w którym wybuchł pożar podzielony jest na dwie części. Po prawej stronie od głównego wejścia mieszka Patryk K. z partnerką i ich rocznym synkiem. Są tam dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Rodzice Patryka wyjechali. Pracują za granicą. Tak samo siostra.
Pożar wybuchł gwałtownie i szybko się rozprzestrzenił. Było już ciemno, około 17:00. Przerażona matka z niemowlęciem uciekła przed pożarem do łazienki. - Później przez ogień ich wynosiłem - relacjonuje Patryk K. Wszyscy uciekli tylnym wyjściem od strony ogródka.
Spalone mieszkanie Po straż zadzwonili sąsiedzi, bo telefony lokatorów stopiły się w płomieniach. Kiedy jednostki straży dojechały na miejsce, lokatorzy stali już na zewnątrz. Okna pozbawione były szyb. Strażacy narażając życie weszli do środka, aby wynieść z kuchni butlę z gazem. Zdążyli. Dzięki temu budynek nie wyleciał w powietrze. Strażakom udało się też uratować mieszkanie w drugiej części domu, które nie uległo spaleniu i nadaje się do zamieszkania.
Gorzej jest z pomieszczeniami, które zajmuje Patryk K. z rodziną. One w zasadzie zostały doszczętnie zniszczone. Cała trójka na święta przeniosła się do dziadka Patryka, do budynku obok. Teraz w trzech pokojach gnieździ się dziewięć osób.
Podczas pożaru z pomocą pospieszyli sąsiedzi. Spalone mieszkanie oglądali wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma, radna Maria Warda, a także właściciel masarni, w której pracuje gogółkowianin. Wszyscy oferują pomoc. Jest potrzebna, bo pożar strawił niemal wszystko.
Wójt jeszcze w dniu pożaru udzielił wsparcia w gotówce, aby rodzice mogli kupić ubranka dla malucha. Dalsza pomoc zostanie udzielona na zakup materiałów koniecznych do remontu. - Do końca tego miesiąca mają oczyścić mieszkanie, aby komisja mogła ocenić zakres strat. Mieszkańcy dostaną wsparcie na zakup materiałów, a remont mają wykonać własnymi siłami - powiedział wójt Zdzisław Kuczma. Pogorzelcy z Gogółkowa będą potrzebować również mebli. Jednak taka pomoc będą mogłli przyjąć dopiero po remoncie: - Teraz nie ma gdzie włożyć tego - mówi Patryk K.
Sprawę rodziny z Gogółkowa nadzorują pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gąsawie.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 933 (52/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze