Reklama

Zapaliły się opary

Przy piecu c.o.
     Zapaliły się opary
     Dzień przed Wigilią trzyosobowa rodzina uciekała z palącego się mieszkania przedzierając się przez płomienie. Ojciec do dziś ma ślady poparzeń na twarzy. Cały dobytek poszedł z dymem.

Oto co zostało ze skutera
           fot. Remigiusz Konieczka

     Oficjalnie straż mówi, że przyczyną pożaru w Gogółkowie była nieostrożność osób dorosłych w posługiwaniu się materiałami łatwopalnymi. Jednak mieszkańcy wsi mówią o lekkomyślności lokatora. W mieszkaniu, blisko pieca centralnego ogrzewania stał skuter. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pożar wybuchł od oparów paliwa, w trakcie spuszczania benzyny z baku pojazdu. Faktem jest, że skuter był w mieszkaniu. Znalazł się tam, gdyż główny lokator chciał następnego dnia dojechać rano do pracy w masarni Stanisława Kwiecińskiego w Bożejewiczkach i chciał mieć pewność, że skuter ruszy.
      Dom, w którym wybuchł pożar podzielony jest na dwie części. Po prawej stronie od głównego wejścia mieszka Patryk K. z partnerką i ich rocznym synkiem. Są tam dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Rodzice Patryka wyjechali. Pracują za granicą. Tak samo siostra.
      Pożar wybuchł gwałtownie i szybko się rozprzestrzenił. Było już ciemno, około 17:00. Przerażona matka z niemowlęciem uciekła przed pożarem do łazienki. - Później przez ogień ich wynosiłem - relacjonuje Patryk K. Wszyscy uciekli tylnym wyjściem od strony ogródka.

Spalone mieszkanie    
           fot. Remigiusz Konieczka

      Po straż zadzwonili sąsiedzi, bo telefony lokatorów stopiły się w płomieniach. Kiedy jednostki straży dojechały na miejsce, lokatorzy stali już na zewnątrz. Okna pozbawione były szyb. Strażacy narażając życie weszli do środka, aby wynieść z kuchni butlę z gazem. Zdążyli. Dzięki temu budynek nie wyleciał w powietrze. Strażakom udało się też uratować mieszkanie w drugiej części domu, które nie uległo spaleniu i nadaje się do zamieszkania.
      Gorzej jest z pomieszczeniami, które zajmuje Patryk K. z rodziną. One w zasadzie zostały doszczętnie zniszczone. Cała trójka na święta przeniosła się do dziadka Patryka, do budynku obok. Teraz w trzech pokojach gnieździ się dziewięć osób.
      Podczas pożaru z pomocą pospieszyli sąsiedzi. Spalone mieszkanie oglądali wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma, radna Maria Warda, a także właściciel masarni, w której pracuje gogółkowianin. Wszyscy oferują pomoc. Jest potrzebna, bo pożar strawił niemal wszystko.
      Wójt jeszcze w dniu pożaru udzielił wsparcia w gotówce, aby rodzice mogli kupić ubranka dla malucha. Dalsza pomoc zostanie udzielona na zakup materiałów koniecznych do remontu. - Do końca tego miesiąca mają oczyścić mieszkanie, aby komisja mogła ocenić zakres strat. Mieszkańcy dostaną wsparcie na zakup materiałów, a remont mają wykonać własnymi siłami - powiedział wójt Zdzisław Kuczma. Pogorzelcy z Gogółkowa będą potrzebować również mebli. Jednak taka pomoc będą mogłli przyjąć dopiero po remoncie: - Teraz nie ma gdzie włożyć tego - mówi Patryk K.
      Sprawę rodziny z Gogółkowa nadzorują pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gąsawie.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 933 (52/2009)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości