Reklama

Zdrowa świnia - opłacalna świnia

Na zdjęciu od lewej Tadeusz Wieczorek z Szelejewa i Bogdan Lewandowski z Gogółkowa dyskutują o tym, jak zwiększyć opłacalność hodowli trzody

      fot. Magdalena Kruszka

Żnin, hodowla, trzoda chlewna, dyskusja, rolnictwo
     Zdrowa świnia - opłacalna świnia
     O tym, co trapi rolników hodujących trzodę mogli sobie porozmawiać ci, którzy są specjalistami w tej      dziedzinie, czyli ci którzy wiedzę zdobywają podczas hodowli i ci, którzy zawodowo zajmują się doradztwem.

     Dyskusja jaka rozgorzała dotyczyła hodowli trzody chlewnej. Dyskutowali o tym między innymi Bogdan Lewandowski - prezes RSP Gogółkowo, Tadeusz Wieczorek - rolnik z Szelejewa, Stefan Marcinkowski - rolnik z Komratowa, Mirosław Wietrzykowski - rolnik ze Słębowa, Jadwiga Filipiak - główna księgowa w RSP w Biskupinie, Józef Waźbiński - rolnik ze Żnina i Tomasz Szablewski - rolnik z Nowej Wsi Pałuckiej. Hodowcy wymieniali się swoimi doświadczeniami, ale także konsultowali swoje niepokoje i wątpliwości z obecnymi na spotkaniu fachowcami.
     Hodowcy pytali między innymi o zasady uboju zwierzęcia we własnym gospodarstwie i na własny użytek. - Kiedyś nasi dziadkowie i pradziadkowie ubijali sobie świniaka kiedy chcieli, a obecne przepisy są nie do pomyślenia, więc żona bierze pieniądze, jedzie do miasta i przywozi mięsa na jeden półmisek - mówił Bogdan Lewandowski, prezes RSP Gogółkowo.
     Józef Perdjon z firmy Provimi podkreślał, że jest to kwestia podejścia do przepisów, natomiast Andrzej Holeniowski, lekarz weterynarii dodał, że najlepiej jest to zrobić w gminnym lub wiejskim punkcie uboju będącym pod nadzorem inspekcji weterynaryjnej.
     Wiele miejsca w dyskusji poświęcono opłacalności hodowli. Wszyscy zgodnie przyznali, że małe hodowle tracą swoją rację bytu. - Kiedyś, żeby chlewnia była rentowna trzeba było sprzedać przynajmniej 300 tuczników rocznie, a dziś musi ich być minimum 600 - mówił Andrzej Holeniowski.
     - Tucznik jest bardzo tani i nie utrzymuje hodowli. Rolnicy zboże przepuszczają przez tuczniki i nie zauważają, kiedy to zniknęło. Same tuczniki nie pokrywają kosztów produkcji.
     Potwierdził to Stefan Marcinkowski z Komratowa, który hoduje świnie kupowane z Holandii i Danii, i w tej chwili z maciorami nie ma w ogóle do czynienia. - Kiedyś było u mnie 30 loch, ale okazało się, że to za mało, a nie miałem pomieszczeń, żeby zwiększać hodowlę - mówił Stefan Marcinkowski.
     Pomysł na zwiększenie opłacalności ma Tadeusz Wieczorek, rolnik z Szelejewa. Hoduje on około 40 macior w obiegu zamkniętym, posiada około 500 sztuk tuczników, sprzedaje trochę prosiąt, ale wolałby sprzedawać warchlaki, bo okazuje się, że są one dużo droższe.
     Cena warchlaka to właśnie jeden z czynników decydujących o tym, czy hodowla jest opłacalna. Drugim jest cena słomy. Dlatego też zapowiada się, że ten rok będzie trudny dla rolników.
     - Obecnie ceny świń nie są zbyt opłacalne - stwierdził Marcin Kamiński, regionalny kierownik sprzedaży w Provimi i dodał, że prognozy dotyczące cen trzody są lepsze. Kalkuluje się, że ich cena w ciągu najbliższych miesięcy wzrośnie nawet do 6,20-6,40 zł za kilogram. Założenia są takie, że w lipcu i sierpniu cena będzie najlepsza, ale są to jedynie prognozy.
     - Jeśli faktycznie takiej ceny nie będzie, to przy kosztach słomy, warchlaka, paszy, nigdy się to nie będzie kalkulowało - orzekł Marcin Kamiński.
     Dodatkowym czynnikiem wpływającym na opłacalność hodowli jest dbałość o zdrowie stada. Ci, którzy kupują zwierzęta z zagranicy, kiedyś mieli problem z tym, że nie były one wolne od chorób. Jeśli ktoś kupił i przywiózł 1.000 warchlaków i one nagle zaczynały chorować i zdychać, to straty dla rolnika były ogromne.
     - Teraz sprzedawcy choćby z Danii czy z Holandii zaczęli się z nami liczyć, bo jesteśmy dobrym rynkiem zbytu. Kładziemy duży nacisk na profilaktykę, sprawdzamy szczepienia. To są koszty, ale wyniki są widoczne - mówił Marcin Kamiński.
     - Najpierw o takiego warchlaka trzeba zadbać, dać lekarstwa profilaktyczne, zapewnić ciepło, doglądać, a potem można liczyć na efekty - dodał Stefan Marcinkowski.
     Andrzej Holeniowski przestrzegał przed tym, żeby doprowadzić swoje hodowle do stanu, w którym nie warto już będzie leczyć zwierząt. Żeby tego uniknąć, trzeba pilnować szczepień, zwłaszcza w fermach w cyklu zamkniętym, gdzie choroby przechodzą i nawarstwiają się w kolejnych pokoleniach. Zdrowotność zwierząt ma znaczenie także w przypadku rozrodu.
     - W jednym miocie powinno być średnio 12 młodych, a 11 odsadzonych, a jeśli urodzi się 10 sztuk, a odsadzi 7, to przestaje być to opłacalne, ale oznacza też, że coś z tymi zwierzętami jest nie tak zdrowotnie - mówił Andrzej Holeniowski. - Oko hodowcy jest tu ważniejsze niż ten lekarz, który przyjedzie. Hodowca jest w chlewni kilka razy dziennie i widzi, że świnia inaczej prychnie, kichnie, więc od razu reaguje. Jeśli tak jest, to wtedy można oczekiwać efektów.
     Obecni na spotkaniu zdradzili także kilka prostych metod na to, aby zwiększyć skuteczność inseminacji.       
     Warto zadbać o to, aby w pomieszczeniu, w którym dokonywana jest inseminacja była zapalona świetlówka. Na poprawę prośności wpływa także obecność knura przy inseminacji. Z kolei Andrzej Holeniowski zdradzał, jakie są zakaźne i niezakaźne przyczyny zaburzeń w rozrodzie. Zwracał uwagę nie tylko na najczęściej występujące w polskich chlewniach choroby, ale także na to, żeby niwelować stres, na jaki narażone są zwierzęta, zadbać o ich odpowiednie odżywienie, a także o to, aby loszki po wyproszeniu miały wodę. Dbając o zdrowie trzody, można uniknąć takich problemów, jak kanibalizm wśród świń, mumifikanty czy nieliczne mioty, a także problemy z płodnością.
     Józef Waźbiński podkreślał, że o szczepienia dba, więc jeśli chodzi o zdrowie zwierząt, to nie ma niespodzianek, dodał jednak, że jego metodą na opłacalność w rolnictwie jest granie dwiema kartami.
     - Według moich obserwacji trzoda była rozwojowa do 1999 roku, ale kiedy sprzedałem 100 sztuk po 1,80 zł, to wyleczyło mnie to z monokultury i zacząłem hodować też bydło opasowe - mówił Józef Waźbiński.
     - Świnki trzeba chować stale, czy są tanie czy są drogie - podsumował Stefan Marcinkowski. - Jednego razu jest taniej, a zaraz potem może być nawet 1 zł więcej za kilogram. Wtedy, żeby móc ocenić efekt, trzeba rozliczać świnie w długim cyklu.
     Spotkanie w restauracji Basztowej zorganizował Wacław Górny, właściciel żnińskiej firmy Inter-Vax. - Podczas rozmów z rolnikami staram się wyłapać to, z czym mają problem, co ich w danym temacie najbardziej interesuje i odpowiedzieć na ich potrzeby - mówi szef Inter-Vaxu. Wacław Górny zapewnił, że rozmowa o trzodzie była pierwszą z cyklu, jaki chce zapoczątkować. Kolejne dotyczyć będą innych problemów, z jakimi borykają się rolnicy w swoich gospodarstwach, jak choćby problemy z maszynami rolniczymi, ciągnikami, hodowlą bydła.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1051 (14/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości