Reklama

- Zdzichu, i ty się Boga nie boisz...

Szczepan Walkowiak, Jan Strzelecki i Ferdynał Myszkowski przy tablicy wmurowanej ku czci nauczyciela szkoły fot. Sylwia Wysocka

Wybranowo, Żnin, szkoła, dziedzic, Zdzisław B., Janta Połczyński
    - Zdzichu, i ty się Boga nie boisz...
    Zdzisław B., radny Rady Miejskiej w Żninie, twierdzi, że jest właścicielem budynku po szkole w Wybranowie. Mieszkańcy Wybranowa nie pamiętają, aby kiedykolwiek rodzina Zdzisława B. użytkowała albo remontowała ten budynek. Dowodów własności, o których mówi Zdzisław B., nikt w sądzie nie widział. Kolejna rozprawa nie przyniosła rozwiązania.

    W Sądzie Rejonowym w Szubinie od ponad pół roku toczy się proces o budynek szkolny między wsią Wybranowo (gm. Janowiec) a mieszkańcem Żnina wywodzącym się z tej wsi Zdzisławem B. 29 maja odbyło się już piąte z kolei posiedzenie sądu w tej sprawie, ale i ono - podobnie jak poprzednie -nie przyniosło rozstrzygnięcia, Wieś Wybranowo zamieszkuje 16 rodzin liczących razem 82 osoby.
    Budynek szkolny znajdujący się w tej wsi pamięta czasy sprzed I wojny światowej. W okresie międzywojennym i przez dłuższy czas po II wojnie światowej funkcjonowała w nim szkoła czteroklasowa. Po jej likwidacji wieś miała tam świetlicę.
    ŚWIETLICA NA KŁÓDKĘ
    Od jakiegoś czasu drzwi tej świetlicy są zamknięte na kłódkę. Jan Strzelecki, sołtys Wybranowa, mówi, że kłódkę założył Zdzisław B. (radny Rady Miejskiej w Żninie), który powołując się na akt własności, uważa, że od 29 lat jest właścicielem budynku szkoły i zabudowań gospodarczych przynależnych do niego oraz działki liczącej 770 m2, na której te budynki się znajdują.
    - Wieś jest oburzona, bo z powodu zamknięcia świetlicy nie ma gdzie odbywać wiejskich zebrań. Wybory sołtysa wsi trzeba było zorganizować w Janowcu - mówią mieszkańcy.
    Starsi mieszkańcy Wybranowa uczestniczący w rozprawie znają Zdzisława B. od dziecka: - W latach młodości razem się na wsi wychowywaliśmy. Dobrze pamiętamy rodziców pana B. - mówią. W gorącej dyskusji na korytarzu sądowym z dużymi emocjami opowiadali o konflikcie i przedstawiali swoje racje.
    - Ta szkoła jest własnością wsi, a nie pana B. W tej sprawie wszyscy mieszkańcy naszej wsi, również władze gminy Janowiec, jesteśmy jednomyślni i domagamy się, aby pan B. oddał wsi 77 arów i budynek szkolny oraz budynki gospodarcze - mówił stanowczo sołtys Strzelecki, który od 17 lat zamieszkuje ze swoją rodziną w budynku szkoły.
    - Mieszkanie przydzielił nam naczelnik Blochowiak. Natomiast klucze do mieszkania otrzymaliśmy od ówczesnego sołtysa. Podobnie jak poprzedni lokatorzy tego budynku czynsz i podatek od nieruchomości płaciliśmy do gminy. Teraz ostatnie dwie raty podatku zapłacił pan B. - wyjaśnia żona sołtysa w rozmowie telefonicznej już po rozprawie.
    Według opowiadań najstarszych mieszkańców, szkoła w Wybranowie to dar dziedzica dla wsi. - Janta Połczyński właściciel między innymi Zakrzewa, Redgoszcza i Wybranowa, wybudował w naszej wsi szkołę, a ponieważ było dużo dzieci i szkoła była za mała, dobudował jeszcze jedną klasę, tzw. dobudówkę - opowiada na korytarzu sądowym sołtys S. Uczestniczący w rozmowie Szczepan Walkowiak, były sołtys tej wsi - dodaje, że działka, na której stoi szkoła sąsiaduje z działką, na której znajdowało się domostwo rodziców pana B.: - Ale te dwie działki i budynki na nich usytuowane zawsze funkcjonowały oddzielnie. Wszyscy we wsi wiemy, że pan B. odziedziczył działkę po rodzicach. Natomiast jak nabył prawa do szkolnej działki przylegającej do jego rodzinnej posiadłości, to nie wiemy, ale się domyślamy. /.../ Nikt na wsi nie słyszał, aby rodzice pana B. mówili o swoich prawach do budynków szkolnych i działki. Nigdy też nie zajmowali się budynkami szkoły, ani też ich nie remontowali - dodaje.
    DAR DZIEDZICA
    Zdzisław B. przysłuchujący się tej wypowiedzi spokojnie wyjaśnia: - Dziedzic Janta Połczyński budynek szkolny wraz z działką podarował swojemu administratorowi, a ten z kolei sprzedał tę działkę w 1913 roku moim przodkom. Po babci odziedziczyła tę działkę mama. Dowodem na to jest stara księga wieczysta znajdująca się w Gnieźnie - mówi. Świadkowie z Wybranowa Barbara K. i Ferdynand Myszkowski oraz obydwaj sołtysi bardzo ostro reagują, uznając wypowiedź Zdzisława B. za wierutne kłamstwo: - Zdzichu, i ty się Boga nie boisz, że tak kłamiesz - krzyczy oburzony Jan Strzelecki. - Takiego dowodu nie ma na pewno w starych księgach wieczystych - podkreślają zgodnie starsi koledzy pana Zdzisława z lat młodości.
    GRA NA ZWŁOKĘ
    Zdaniem sołtysa, sprawa ciągnie się długo, ponieważ pan B. gra na zwłokę. - Nie stawiał się na niektóre rozprawy. Jak dotąd nie przedstawił żadnych dowodów świadczących, że racja jest po jego stronie. /.../
    KTO UŻYTKOWAŁ
    29 maja nie przybył na posiedzenie sądu mecenas Antoni Saliński reprezentujący Zdzisława B. W związku z tym pan B. wnioskował o odłożenie rozprawy na inny termin. Prowadząca sprawę sędzia Jolanta Jabłońska odrzuciła wniosek pana B. Posiedzenie odbyło się. Wieś Wybranowo i jej sołtysa Jana Strzeleckiego oraz Urząd Gminy w Janowcu reprezentował radca prawny Janusz Szaniawski. Sąd przesłuchał dwóch świadków, Barbarę K., która od 68 lat mieszka w Wybranowie i Ferdynanda Myszkowskiego, który się wychował w tej wsi i gospodarował przez wiele lat na swojej ojcowiźnie. Dopiero od kilku lat mieszka w Janowcu.
    Barbara K. w Wybranowie mieszka od urodzenia. - Zaraz po wojnie jako 10-łetnia dziewczynka zaczęłam chodzić do tej szkoły. Uczył nas Stanisław Chojnacki. Klasy były łączone, I z II i III z IV. Również do tej szkoły chodził mój brat. Natomiast mój najstarszy syn urodzony w 1960 r. i młodsze moje dzieci już do tej szkoły nie chodziły - zeznawała.
    Z odpowiedzi pani Barbary na pytania wynika, że po likwidacji szkoły budynek spełniał inne funkcje, mieszkali w nim ludzie i nie byli to nauczyciele. Mieszkania przydzieliła im gmina. Po zamknięciu szkoły przez jeden sezon rodzina Specjałów hodowała nawet w jednej z pustych klas jedwabniki. Natomiast w przybudówce była świetlica, odbywały się w niej zebrania wiejskie i gminne. Na pytanie sędziny Jolanty Jabłońskiej: - Czy pan Zdzisław B. albo jego rodzina użytkowali szkołę lub budynki gospodarcze? - pani Barbara odpowiedziała: - Nie, nigdy. Państwo B. - Janina i Wojciech - rodzice pana Zdzisława, mieli swoją ziemię oraz dom i nigdy nie użytkowali działki szkolnej, ani budynku szkolnego, ani też chlewika czy stodoły. Pani Janina często przychodziła do mojego domu. Takiej mądrej kobiety jak ona nie było w całym Wybranowie. Ona wiedziałaby, że jest właścicielką szkolnej działki i budynków. Kiedy pan Zdzisław po otrzymaniu w spadku ojcowizny mówił, że również działka szkolna należy do rodzinnej posiadłości, pani Janina dziwiła się. Pamiętam dokładnie, co powiedziała "Jak ten Zdzichu załatwił, że szkoła jest nasza? - te słowa słyszałam od niej osobiście zeznawała przed sądem pani Barbara. - Te słowa pani Janina mówiła również do innych mieszkańców naszej wsi. Kiedy pani Janina była chora, ja często chodziłam do niej i opiekowałam się nią. Miała swój domek, swoją zagrodę i remonty robiła tylko na swoim - mówiła.
    KTO REMONTOWAŁ
    Świadek Ferdynand Myszkowski zeznał, że do szkoły w Wybranowie chodził od 1934 do 1939 r. Mówił, że w szkole wtedy mieszkał jego nauczyciel Marian Grobelny, który w czasie wojny walczył w szeregach AK i wojny nie przeżył. Miał on jedną krowę i ziemię przynależną do szkoły obsiewał zbożem. - Wiem, bo to mój ojciec młócił mu to zboże. Od 1948 r. pracowałem w Poznaniu i Zielonej Górze. Kiedy ojciec zachorował, wróciłem na gospodarstwo, było to w roku 1964. Nigdy nie słyszałem, aby szkoła i jej otoczenie należały do rodziny B. A przecież mój ojciec z panem Wojciechem - ojcem Zdzisława - utrzymywali bliskie kontakty. Razem brali udział w wojnie bolszewickiej - mówił. Podczas rozprawy do zeznań świadka włączył się Zdzisław B. - Ojciec pana Ferdynanda, który był radnym wójtostwa Janowiec, namawiał mojego ojca, aby ten poszedł do gminy po czynsz za szkołę - powiedział. Świadek Myszkowski zaprzeczył temu: - Nie było takiej sytuacji, aby B. mieli otrzymywać jakiś czynsz - stwierdził.
    Zapytany o remonty szkoły wyjaśnił sądowi, że przed II wojną w szkole nie przeprowadzano remontów, natomiast po okupacji były w szkole remonty przeprowadzane na zlecenie władz oświatowych lub gminnych: - Tego dokładnie nie wiem. Sam nie uczestniczyłem w żadnych remontach, ale pamiętam, że dach został nakryty eternitem i młodsi mieszkańcy naprawiali posadzki w klasie i układali na podłogi linoleum. Kolo Gospodyń Wiejskich i Gminna Spółdzielnia wyposażyły szkołę w krzesła i firanki. Po wojnie pomieszczenia gospodarcze użytkowali nauczyciele. Sam zwracałem się do nauczyciela Chmielewskiego, aby pozwolił mi wysuszyć groch w budynku należącym do szkoły - zeznawał.
    29 maja miał złożyć przed sądem zeznania jako świadek liczący 92 lata Stanisław Ch., pierwszy powojenny nauczyciel w Wybranowie. Ze względu na swój wiek poprosił listownie o przesłuchanie go w miejscu zamieszkania, w Dąbrowie koło Damasławka. Sędzina Jolanta Jabłońska przychyliła się do wniosku pana Ch. i wyznaczyła posiedzenie sądu w Dąbrowie na 30 czerwca, na 13.00.
    GDZIE SĄ DOWODY?
    Pani sędzina zwracając się pod koniec rozprawy bezpośrednio do pana B., między innymi powiedziała: - Rozumiem, że w najbliższym czasie pełnomocnik pana sprecyzuje i przedstawi dowody na to, iż szkoła i działka były własnością pana rodziców.
    Podczas rozmowy na korytarzu sądowym pan B. przyznał, że nie bierze pod uwagę żadnego porozumienia ze wsią, nawet w sprawie użytkowania świetlicy: - Chciałbym, żeby było tak, jak w dokumentach zostało zapisane - powiedział i wyjął z teczki dowody płaconych przez siebie podatków.
    Na prośbę reportera o pokazanie aktu własności byłego budynku szkoły Zdzisław B. nic nie odpowiedział.

Aurelia Kaszewska

Reklama

Pałuki

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości