Arkadiusz Świtalski jako piłkarz zdobył już kilka pucharów. Jednak blisko rok temu doznał kontuzji, która przerwała jego karierę sportową.
fot. Karol Gapiński
Żnin, działacze, Pałuczanka, odszkodowanie, zawodnik, więzadło, ubezpieczenie
Zerwane więzadło - 24 zł z ubezpieczenia
Zawodnik Pałuczanki był ubezpieczony tak, jak inni zawodnicy tego klubu, w zakresie podstawowym. Klub zapłacił za sezon na wszystkich 60 piłkarzy 504 zł ubezpieczenia. Odszkodowanie dla kontuzjowanego gracza, którego czeka rekonstrukcja więzadła, wyniosło 24 zł, a koszty leczenia i rehabilitacji - jak szacują rodzice piłkarza - sięgają kilku tysięcy złotych.
Arkadiusz Świtalski ze Żnina od dzieciństwa uwielbiał grać w piłkę nożną. Odziedziczył tę pasję po tacie Jacku Świtalskim, który do dzisiaj lubi sobie pokopać futbolówkę. Kiedy Arkadiusz osiągnął wiek szkolny, zapisał się na treningi do Jezioraka Żnin. W wieku młodzieńczym zmienił klub i trafił do drużyny juniorskiej MKS Pałuczanka Żnin. Występował na pozycji stopera.
W drużynie juniorów grał przez dwa sezony. Ponieważ działacze Pałuczanki przed sezonem 2013/2014 planowali dokooptowanie do pierwszej drużyny grającej w V lidze także chłopaków ze składu juniorów starszych, to przed Arkadiuszem Świtalskim otwierały się perspektywy na grę w dorosłym zespole. Dla ucznia I Liceum Ogólnokształcącego w Żninie byłoby to dużym wydarzeniem w jego przygodzie ze sportem.
Niestety, 29 czerwca zeszłego roku wszystkie plany Arkadiusza Świtalskiego przekreśliła kontuzja. Tamtego dnia na boisku Pałuczanki w Żninie rozgrywany był turniej towarzyski, który wieńczył sezon 2012/13 i jednocześnie był jednym z wydarzeń towarzyszących jubileuszowi 90-lecia żnińskiego klubu.
Z PIŁKĄ PRZY NODZE
- Było 5 minut przed końcem spotkania z „Brzysko-Rolem” Brzyskorzystewko. To nie było w kontakcie z przeciwnikiem. Byłem z piłką przy nodze i w pewnym momencie źle stanąłem, poczułem ból, upadłem. Pani Jaśmina Malak zawiozła mnie na pogotowie, gdzie lekarz stwierdził skręcenie lewego stawu kolanowego - opowiada Arkadiusz Świtalski o tym, co się stało 29 czerwca ub.r. na boisku i o tym, jak trafił do Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie na szpitalny oddział ratunkowy.
- Następnie Arek leczył się u ortopedy. Ściągana była krew z krwiaka w kolanie. Następna wizyta była w poradni, ponieważ syn cały czas uskarżał się na ból w kolanie. Tam otrzymał skierowanie na rehabilitację. Po przebytej rehabilitacji stan kolana się nie poprawił, dlatego doktor Gąsior skierował Arka na artroskopię z podejrzeniem zerwania więzadła i w celu dalszego leczenia oraz rekonstrukcji kolana. Jest to bardzo długie i kosztowne leczenie. Są długie kolejki w oczekiwaniu na zabieg, a prywatne wizyty u lekarza sporo kosztują. Poza tym płacić też trzeba za rehabilitację oraz na lekarstwa, gdyż wszystkiemu towarzyszy też leczenie farmakologiczne. A w najbliższy czwartek (17 kwietnia 2014 r. - przypis kg) syn będzie miał zabieg rekonstrukcji więzadła kolana w PCZ. Już się dowiadywałam, że następnie będzie potrzebna rehabilitacja przez kilka tygodni, co najmniej z częstotliwością dwa razy na tydzień. Jedna taka wizyta kosztuje 50 zł. Nie wiem, ile łącznie to wszystko kosztuje, pewnie trzeba liczyć nawet w tysiącach złotych. Nie mówię w ogóle o złamanej karierze sportowej, o bólu i o tym choćby, że przez cały rok syn był zwolniony z zajęć wf, a on kocha sport - opowiada Beata Świtalska, mama kontuzjowanego zawodnika.
60 GRACZY ZA ROCZNĄ SKŁADKĘ 504 ZŁ
Rodzice piłkarza zebrali w klubie potrzebne dokumenty, by starać się o odszkodowanie od ubezpieczyciela z tytułu następstw wypadku, który dotyczy osoby uczestniczącej w kulturze fizycznej. Okazało się, że 60 zawodników Pałuczanki było ubezpieczonych w zakresie minimalnym, w ramach świadczenia podstawowego za kwotę składki 504 zł na wszystkich. Piłkarze ze Żnina ubezpieczeni byli w Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń S.A.
- Taka kwota składki skutkuje oczywiście śmiesznie niskim odszkodowaniem. Nie mam tutaj pretensji do PZU, bo wypłacili na podstawie tabel wynikających z kwoty składki ubezpieczenia. Oszacowali, że ubytek zdrowia wynosi 2% z sumy ubezpieczenia 1.200 zł, bo taką podstawę dała wysokość składki. Oznaczało to w przypadku Arka odszkodowanie w kwocie 24 zł. Czyli z tego wynika, że 100% ubytku na zdrowiu, chyba śmierć warta byłaby 1.200 zł. Dlaczego działacze tak nisko ubezpieczyli piłkarzy? I to w zeszłym roku, gdy dostali aż 120.000 zł z budżetu gminy na jubileusz klubu. Mamy pretensje, że działacze nawet nie poinformowali nas - rodziców o ewentualnych skutkach tak niskiego ubezpieczenia, które opłacił klub. 24 zł to mniej więcej tyle pewnie, ile zapłaciłam za telefony do PZU - musiałam dzwonić do Białegostoku - załatwiając formalności związane z wnioskiem o odszkodowanie. Chcę teraz ostrzec też innych rodziców, ażeby brali pod uwagę to wszystko, dając zgodę na grę swoich synów w klubie - mówi Beata Świtalska.
PREZES NIE WIEDZIAŁ
Prezes Pałuczanki Leszek Sudak stwierdził, że po pierwsze on o niczym nie wiedział. - Ja nie znałem tej sytuacji, bo ostatecznie rodzice Arka ze mną nie rozmawiali, tylko z naszym sekretarzem. Oczywiście wiedziałem, że piłkarz ma ciężką kontuzję i że rodzice starają się o odszkodowanie, bo zbierali u nas w klubie dokumenty, jak dowód ubezpieczenia, czy protokół meczowy. Jednak o tym, że piłkarz otrzymał 24 zł odszkodowania i potrzebuje pomocy klubu, to nie wiedziałem. Co do wysokości ubezpieczenia naszych zawodników, to powiem tylko tyle, że na większe nas nie stać. Ubezpieczenie jest takie samo w tym sezonie, jakie było w poprzednim, czyli minimalne. Nie ma co tutaj podnosić kwoty 120.000 zł dotacji w zeszłym roku, bo te dotacje przyznawane są w oparciu o konkretne zadania, które uwzględniamy we wnioskach, starając się w Urzędzie Miejskim o tę dotację. I później nie możemy sobie wydawać tych pieniędzy dowolnie, a tylko i wyłącznie na to, co założyliśmy we wniosku o wsparcie. Szkoda, że w tym przypadku rodzice piłkarza zamiast przyjść do mnie, to próbują coś załatwiać za pośrednictwem prasy - mówi Leszek Sudak.
W rozmowie z nami rodzice zawodnika przekazali, że próbowali skontaktować się z prezesem, ale bezskutecznie. - Nie tylko trudno było go zastać w klubie, ale też nie odbierał telefonów - mówią rodzice. Prezes przyznaje w odpowiedzi, że dobrym rozwiązaniem będzie wywieszka w klubie, na której będzie informacja dla zapisujących się do Pałuczanki, że klub ubezpiecza ich tylko w stopniu podstawowym. Poza tym Leszek Sudak odpiera również zarzut dotyczący tego, że sam nie udzielił takiej informacji rodzicom Arkadiusza Świtalskiego, gdy chłopak decydował się na akces do klubu. - Gdy on zostawał piłkarzem „Pałuczanki” to ja nie byłem jej prezesem - powiedział Leszek Sudak.
UBEZPIECZENIE NISKIE, BO NA WYŻSZE NIE STAĆ
Sprawdziliśmy dla porównania, jak wyglądają ubezpieczenia zawodników w innych klubach piłkarskich w naszym powiecie.
Prezes Sparty Janowiec Adam Zygaj przekazał, że ich klub dokonuje opłaty ubezpieczenia podstawowego na podobnym poziomie jak Pałuczanka. Na wyższe ubezpieczenie zawodników klubu nie stać.
Prezes Noteci Łabiszyn Marcin Kowalski powiedział, że około 70 piłkarzy tego klubu jest ubezpieczonych grupowo w oparciu o również minimalną składkę około 600 zł na sezon. - Doskonale wiemy, że odszkodowanie w przypadku kontuzji będzie nieadekwatne. Ostatnio np. jeden z naszych zawodników miał pękniętą kostkę i otrzymał za to odszkodowania około 80 zł. Jednak gdybyśmy mieli płacić powiedzmy 50 zł ubezpieczenia indywidualnego na każdego zawodnika za 1 miesiąc, to nie starczyłoby nam kwoty całej dotacji przyznanej z budżetu Łabiszyna. A gdzie tu inne, podstawowe wydatki, jak koszty dojazdów na mecze, czy opłaty dla sędziów - oznajmił Marcin Kowalski.
Marcin Kaśków, prezes Dębu Barcin powiedział, że również i w tym klubie płaci się jedynie minimalne ubezpieczenie piłkarzy. Jest to ubezpieczenie grupowe około 1.000 zł na rok na wszystkie drużyny, czyli dla około 80 osób. Prezes Dębu przypomina sobie sytuację, gdy jeden z piłkarzy miał jakiś czas temu kontuzję, którą ubezpieczyciel oszacował według swoich tabel na 6% ubytek na zdrowiu i wypłacił poszkodowanemu około 60 zł.
Pytani przez nas działacze podkreślają, że świadomość istnienia dowolnych możliwości indywidualnego ubezpieczenia powinien mieć współcześnie każdy. Dlatego o tym, że można się samemu ubezpieczyć od kontuzji powinni z góry wiedzieć nie tylko rodzice piłkarzy, czy sami piłkarze, ale wszyscy z nas. Nawet ci, którzy nie uprawiają sportu w klubach, czy stowarzyszeniach lub prywatnie. Kontuzja może nas spotkać nie tylko na boisku, lodowisku, parkiecie, bieżni itd., ale również w sytuacjach w ogóle nie związanych ze sportem.
POTRZEBNY DOBRZE UZASADNIONY WNIOSEK
Zapytaliśmy Leszka Sudaka, czy zarząd Pałuczanki, pomijając kwestię niskiego odszkodowania z PZU dla Arkadiusza Świtalskiego lub potencjalnie kontuzjowanych innych piłkarzy, zakłada możliwość dodatkowego wsparcia zawodnika w kosztach leczenia kontuzji. Prezes Pałuczanki odpowiedział, że nie jest to wykluczone, choć na pewno nie w całości kosztów, a jedynie na tyle, na ile klub byłoby stać. Na taką okoliczność jednak potrzebna byłaby decyzja zarządu na wniosek piłkarza. I musiałby to być wniosek dobrze uzasadniony.
Rodzice Arkadiusza Świtalskiego nie dziwią się, że Pałuczanka nie mogła zebrać piłkarzy do jedenastki na niektóre mecze. - Skoro tak ich traktują, to nie dziwne, że chłopacy nie chcą grać - mówi Beata Świtalska. Jej syn zapowiada, że jeszcze do piłki nożnej wróci. Kontuzja jest ciężka, ale nie eliminuje z gry na zawsze. Choć może nie będzie to już gra w Pałuczance, do której piłkarz stracił zaufanie. - Przykre jest to, że żaden z działaczy nie zainteresował się moją sytuacją, gdy byłem w szpitalu, gdzie np. potrafili mnie odwiedzać i wspierać koledzy z drużyny i jej trener, pan Rafał Witucki. Dlatego im za to dziękuję. Działaczom - niekoniecznie - powiedział na koniec Arkadiusz Świtalski.
Dzisiaj ma się stawić w szpitalu na zabieg rekonstrukcji więzadła w kolanie.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1157 (16/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze