W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy we wtorek zeznawał drugi z mężczyzn, oskarżonych o podwójne zabójstwo dziewcząt z Barcina. Jego zeznania były odmienne, niż pierwszego oskarżonego. Oświadczył, że w czasie zbrodni nie było go w ogóle na miejscu zdarzenia.
Oskarżony o zbrodnię odpowiada na pytania sędziego fot. Magdalena Kruszka Przypomnijmy, 12 października ruszył proces przeciwko oskarżonym o zabójstwo 15-letniej Klaudii i 23-letniej Patrycji z Barcina w Chałupskach nad Jeziorem Wiecanowskim w nocy z 3 na 4 sierpnia 2016 roku. Jako pierwszy zeznania złożył 22-letni Maciej K. z Sędowa, młodszy z oskarżonych (publikowaliśmy na ten temat artykuł w numerze 42/2017). Nie podtrzymał swoich wcześniejszych zeznań, w których przyznaje się do winy i obciążył starszego z oskarżonych, 46-letniego Sławomira G. z Kołodziejewa.
ZEZNANIA SŁAWOMIRA G.
Starszy z mężczyzn złożył obszerne wyjaśnienia na rozprawie 14 listopada. Relacjonował, że 3 sierpnia po 2200 zadzwonił do niego Maciej K. i prosił o pożyczenie 50 zł. Powiedział, że nie ma takich pieniędzy, na co Maciej K. miał oznajmić, że ma dwie chętne dziewczyny i miał spytać, czy mężczyzna chce się zabawić. Mężczyźni umówili się na krzyżówce koło lasu, w pobliżu miejsca zamieszkania starszego z mężczyzn. Sławomir G. nie pamiętał imion dziewczyn. Starszą określał jako blondynkę, a młodszą jako dziewczynę z długimi czarnymi włosami.
Według zeznań Sławomira G., Maciej K. z dziewczynami mieli podjechać do niego.
- Wyszła ta starsza z dziewczyn, blondynka i pytała, czy jestem chętny, powiedziałem, że tak, a ona powiedziała, że nie z nią, tylko z koleżanką, ponieważ ona ma okres - mówił starszy z oskarżonych. - Potem wysiedli Maciek z tą drugą dziewczyną. Powiedziałem, że chciałbym się zabawić. Pytali, ile mam pieniędzy, bo chcieli 50 zł. Powiedziałem, że nie mam 50 zł. Pytali, ile masz? Mówili: „dziadku, nawet tych dwóch dyszek nie masz?“ To powiedziała ta młodsza, ciemna dziewczyna. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy koło leśniczówki.
Tam Maciek K. miał się zatrzymać i wszyscy mieli udać się do garażu i siedzieć na pustakach. W końcu Sławomir poszedł do drugiego pomieszczenia z Klaudią. Maciej K. miał ich poinstruować, że jest tam kołdra, która wisi na wieszaku. Sławomir G. zeznał, że wówczas odbył stosunek z Klaudią, po czym zapłacił jej 20 zł. Nie potrafił powiedzieć, gdzie dziewczyna schowała pieniądze. Po stosunku wrócili do garażu, gdzie przebywali Maciej i Patrycja. Sławomir stwierdził, że chciał wracać już do domu, ale dziewczyny stwierdziły, że noc jeszcze młoda i nakłaniały, żeby jechał z nimi.
- Dziewczyna była chętna, nie powiem, że nie liczyłem na jeszcze raz - tłumaczył Sławomir swoją decyzję o tym, że jednak nie wrócił do domu, tylko jechał dalej z młodymi. Stwierdził, że opiekunka do dziecka zajmuje się jego sześcioletnią córką, więc zgodził się na to.
- Maciek powiedział, że jadą w stronę Chałupsk po zielsko, po narkotyki - mówił Sławomir G. - Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę Kołodziejewa i potem Chałupsk. We Wszedniu Maciek zaczął ubliżać mojej żonie, teraz już byłej żonie. Mówił, że znowu wróci i znowu będzie się [słowo nie do druku]. Powiedział też, że miał moją żonę, kiedy byłem w pracy. Pod nogami miałem butelkę piwa. Wziąłem tę butelkę. Maciek wiedział, że może mnie tylko rodziną sprowokować, niczym innym. Pokłóciłem się z nim. Dziewczyny się przestraszyły, uspokajały nas, ale nie było tam żadnych krzyków, ale ja byłem agresywny w stosunku do Macieja. Powiedziałem, że ma zatrzymać samochód, że wysiadam, bo inaczej mu [słowo nie do druku].
Sławomir G. zeznał, że około północy wysiadł z samochodu we Wszedniu, naprzeciw remizy, przy figurze Matki Boskiej. Usiadł na murku, wypił piwo, wypalił 4-5 papierosów i uspokoił się. Trwało to około 20-30 minut. Wiedząc, że młodzi ludzie pojechali do Chałupsk, co jest stosunkowo niedaleko, a mając do domu około 10-15 km postanowił iść w stronę Chałupsk, czyli w kierunku przeciwnym od miejsca zamieszkania. Liczył, że młodzi go podwiozą. Uszedł około 2 km i zobaczył nadjeżdżający samochód. Okazało się, że to Maciej K. Zatrzymał się. Dziewczyn już z nim nie było. On sam był wesoły.
- Wtedy jeszcze się śmiałem, podszedłem do samochodu i spytałem: a dziewczyny gdzie masz? - relacjonował starszy z oskarżonych. - Myślałem, że zostały tam, gdzie oni mieli jechać zrobić zakup. On zaczął się śmiać i mówił, że się kąpią lub pływają. Coś takiego. Spytałem, gdzie. Mówi, że tam. Wsiadłem do samochodu. Ujechaliśmy 50, może 100 metrów. Była to polna droga w stronę jeziora.
Sławomir G. zeznał, że kiedy podchodził do brzegu jeziora, to zobaczył, że jedna z dziewcząt leży twarzą do ziemi w mokradłach. Podszedł, chwycił z przodu za ramiona. Podszedł, ale była ciężka, a ręce miała z tyłu jak gdyby skrępowane. Spytał o drugą dziewczynę. Maciej wskazał jezioro.
- Wszedłem do jeziora, porozglądałem się i mówię: „gdzie?“ - zeznawał Sławomir G. - On mówi: „trochę w bok“. Tam leżała druga dziewczyna. Leżała twarzą do wody. Podszedłem, podniosłem. Tak samo nie dawała oznak życia, no to opuściłem ją. Wyszedłem z wody. Powiedziałem: „Maciek, coś ty k... odj...“ On tylko stał i głupio się uśmiechał, jakby był naćpany. Zresztą cały czas się śmiał. Wyszedłem z tej wody, nie wiedziałem, co zrobić. Postałem trochę koło tej drugiej dziewczyny i mówię: „Maciek, dobra, choć bierzemy ją“. Podnieśliśmy ją, ja za ramiona, on za nogi i zanieśliśmy ją koło drugiej dziewczyny w trzciny. Maciej jeszcze przewrócił się na tę dziewczynę. Ona nie ruszała się, nie dawała oznak życia. Wyszliśmy z wody, poszliśmy koło samochodu. Maciek przy samochodzie otworzył bagażnik. Przebrał spodnie i buty. Wsiedliśmy do samochodu, on pojechał w stronę Chałupsk i potem do Żnina. W połowie drogi, przy wiatraku zatrzymał samochód, wysiadł i dzwonił do kogoś. Nie wiem, do kogo.
Sławomir G. przyznał, że siedząc w samochodzie znalazł torebkę jednej z dziewczyn. Trzymał ją cały czas przed sobą i przeglądał ją. Były tam prawo jazdy, dokumenty i jakieś papiery. Mężczyźni wrócili do leśniczówki. Maciej K. szukał bluzy, którą rzekomo zostawił. W tym czasie Sławomir miał wyrzucić zawartość torebki do garażu w leśniczówce. Maciej nadal szukał bluzy na górce w okolicach leśniczówki (Maciej K. zeznał wcześniej, że właśnie na górce przy leśniczówce współżył z Klaudią).
Później Maciej K. miał odwieźć Sławomira do domu. Tam drzwi otworzyła mu Oliwia, opiekunka jego dziecka. On sam poszedł do łazienki, zdjął mokre ubrania, spodnie wrzucił do pralki, a buty postawił przy prysznicu. Zeznał, że nie spał tej nocy. Około 700 przyjechał Maciej K., bo mężczyźni mieli iść razem do pracy przy burakach. Uśmiechał się. - Powiedziałem: „Maciek, nie jedziemy do żadnej pracy i dzisiaj cię nie chcę widzieć, dosyć było w nocy“ - relacjonował Sławomir G.
Drugi raz Maciej K. przyjechał około 1000. Pokazał telefony. Sławomir G. miał powiedzieć, że nie chce widzieć tego u siebie w domu i wyszedł do garażu napompować rowery córki i jej opiekunki, zostawiając Macieja K. samego w domu. Telefony zostały na ławie w domu Sławomira, były rozłożone, bez baterii. Miały one zostać podarowane Oliwii. Sławomir poskładał te telefony i przekazał Oliwii, że Maciej zostawił dla niej telefony. Po południu poszedł do pracy przy burakach. Na pole, na którym pracował, przyjechała policja. W środku był Maciej K. zakuty w kajdanki. Policjant pytał, kim jest Oliwia dla Macieja. Jak odjechali, zadzwonił do opiekunki swojej córki z poleceniem, aby schowała telefony, bo policja jedzie. Schowała je do kominka. Wieczorem jeden z telefonów kupił chłopak Oliwii. Kolejnego dnia Sławomir znów udał się do pracy, odebrał pieniądze. Z telewizji dowiedział się, że Maciej K. zabił dwie dziewczyny i że było bardzo brutalnie. Także z mediów miał dowiedzieć się, że było żądanie okupu. W końcu przyjechała policja i zatrzymała także Sławomira G., przeszukała jego mieszkanie. Znaleźli telefon w kominku. Pytali o broń. Mężczyzna został zatrzymany.
- Jeszcze w Żninie poprosiłem o badania wariograficzne, odmówiłem tylko wizji lokalnej - mówił Sławomir G.
Zapytany przez sędziego Marka Krysia o znajomość z Maciejem K., Sławomir G. opowiadał, że zna go od urodzenia, a z jego rodzicami się przyjaźnił. Twierdził, że zawsze mieli kłopoty z synem i że zawsze broił. Do Sławomira G. miał przyjeżdżać bardzo często, woził go samochodem w różne miejsca, między innymi w poszukiwaniu żony Sławomira, kiedy ta uciekała. Wówczas informację o miejscach pobytu żony uzyskiwał na komendach policji. Maciej K. miał wziąć na siebie laptopa na kredyt dla Sławomira G. Zdarzało się też, że Maciej pożyczał od Sławomira pieniądze, jeśli ten dostawał je z opieki lub z programu 500+. Zawsze oddawał. W dniu zdarzenia on bardzo potrzebował pieniędzy.
- Pan słyszał, co mówił K., jak on oceniał znajomość z panem, jak pan to skomentuje? - pytał sędzia. Przypomnijmy, że Maciej K. zeznał, że jego znajomość ze starszym mężczyzną nie była dobra, bo pił, odwalało mu, kradł i wyzywał żonę. Powiedział, że feralnej nocy bał się Sławomira, dlatego nie interweniował, kiedy ten miał topić dziewczyny.
- Nie potrafię tego skomentować - mówił Sławomir G. - Zawsze mu pomagałem. Zawsze go broniłem. Jest prawdą, że był dosyć długi okres, kiedy nie przyjeżdżał do mnie, ale to było spowodowane jego zachowaniem. Ja wtedy uwierzyłem jemu, nie córce. Córka powiedziała, że ją dotykał.
Sędzia pytał także o broń. Oskarżony zeznał, że miał broń gazową, a na komendzie w Mogilnie upewnił się, że na tę broń pozwolenia nie trzeba. Pocisków do niej nie miał. Broń leżała w szafce w domu. Potem wyniósł ją do garażu. Maciej K. miał wiedzieć o tej broni, często się nią bawił, ekscytowała go.
- Kiedy wyszła sytuacja z K. i z tymi dziewczynami, to wracając do domu wiedziałem, że K. się bronią strasznie interesuje - zeznawał mężczyzna. - Wystraszyłem się, że może gdzieś miał ją. Była w reklamówce. Wyniosłem ją na koniec ogrodu pod drzewo razem z reklamówką. Razem z bronią w reklamówce był kogut policyjny, stare czapeczki policyjne. Nie przypominam sobie, żeby była tam taśma.
Sławomir G. nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego wyniósł broń, a nie wyniósł telefonów należących do dziewczyn. Tłumaczył natomiast, że taśma, którą były krępowane dziewczyny, była wcześniej u niego w garażu. Dawno temu Maciej K. miał kleić za jej pomocą lusterko i zostawić ją u Sławomira. On sam używał jej do sklejenia siatki na muchy. Zeznał, że nie zabierał jej ze sobą na spotkanie z Maciejem K. i dziewczynami, nie potrafił powiedzieć, jak to się stało, że w dniu zdarzenia znalazła się nad jeziorem. Nie był w stanie także odpowiedzieć na pytanie, co sobie myślał wysiadając z samochodu w nocy 10-15 km od domu. Zeznał, że kiedy pojechał z Maciejem K. nad jezioro, to widząc dwa ciała, nie spytał, co się stało.
- Jak siedziałem w tym samochodzie, to cały czas grzebałem w tej torebce i cały czas wiedziałem, że będę głównym oskarżonym - tłumaczył mężczyzna.
- Z tego, co pan opowiada, to pan nie jest - mówił sędzia Marek Kryś. - Z tego co pan opowiada, to pan przyjechał, zobaczył ciała i jedynie wtedy można było powiedzieć, że nie zawiadomił pan policji o popełnieniu przestępstwa. Dlaczego pan nie drążył tematu z K., co się stało? Mam rozumieć, że jak się rozstawaliście, to atmosfera między nimi była dobra, śmiali się. I co? Po 15 minutach one nie żyją, on się śmieje, a pan nic?
Sławomir G. nie potrafił tego wytłumaczyć. Wyjaśniał natomiast, dlaczego wyszedł z inicjatywą, aby zwłoki Patrycji przenieść. Uzasadniał, że kiedyś już był karany za gwałt i nie wiedział, że to przestępstwo zostało już zatarte. Nie chciał opowiadać, co się wówczas zdarzyło. Obawiał się, że będzie oskarżony znów o gwałt, a tym bardziej o morderstwo. Chciał uniknąć odpowiedzialności. Nie przeszło mu przez myśl, żeby zawiadomić policję. Zeznał, że kiedy przenosił ciało dziewczyny, to nie dawała ona żadnego znaku życia. Wyglądało, jakby miała związane ręce. Miała też coś czerwonego na głowie, co zerwał z niej i odrzucił na bok.
Sędzia Marek Kryś pytał Sławomira G., jak odnosi się do zeznań K.
- Nie chcę go oskarżać - mówił mężczyzna.
- Ale de facto dziś pan to zrobił, oskarżył go pan o zabójstwo dwóch dziewcząt - mówił sędzia.
Sławomir G. zeznał, że nieprawdą jest to, co mówił wcześniej Maciej K., że to Sławomir utopił obie dziewczyny. - Byłem nad jeziorem, ukrywałem zwłoki, do tego się przyznaję - oświadczył przed sądem. Przyznał, że nieprawdą jest też to, że pokłócił się z jedną z dziewczyn w leśniczówce i że miał tam ze sobą broń. Zapytany, czy którąkolwiek z dziewczyn uderzył, bądź zachowywał się agresywnie, zaprzeczył, tłumacząc, że nie było powodu.
- Za co mam bić kobietę, z którą przed chwilą się kochałem? - mówił mężczyzna. Przyznał, że dziewczyny mówiły do niego dziadku, ale nie uznał tego za obraźliwe, zwłaszcza że w swoim środowisku też mówi się na niego Duszek, Brat czy Tołdi i nigdy z tego powodu się na nikogo nie obrażał. przypomnijmy, że to właśnie przezwisko Dziadek, według zeznań Macieja K., miało zdenerwować Sławomira i zapoczątkować tragiczne zdarzenia.
ODCZYTANIE POPRZEDNICH ZEZNAŃ
Podczas pierwszych zeznań, składanych przez starszego z oskarżonych, zeznał on, że wcale nie było go z Maciejem i z dziewczynami, a całą noc spędził w domu z córką i jej opiekunką. Przed sądem nie podtrzymał tych zeznań. W kolejnych zeznaniach utrzymywał, że do spotkania doszło. Twierdził, że torebkę jednej z dziewczyn wyrzucił jeszcze w czasie, kiedy cała czwórka przebywała w leśniczówce, a nie po śmierci dziewczyn. Wcześniej także zeznawał, że doszło do stosunku nie tylko między nim a Klaudią, ale także między Maciejem i Klaudią. Utrzymywał, że nie było go nad jeziorem.
Przed sądem jednak zeznawał, że nie było sytuacji, żeby Maciej z Klaudią oddalili się w celu odbycia stosunku. Sędzia Marek Kryś pytał, dlaczego oskarżony wcześniej zmyślał na ten temat. Oskarżony przyznał, że w dwóch pierwszych zeznaniach kłamał, gdyż chciał bronić nie tylko siebie, ale także Macieja K. Nie potrafił jednak odpowiedzieć, w jaki sposób chciał to zrobić.
Kolejne zeznania odczytane przez sąd okazały się bardzo szczegółowe, nie było w nich jednak wątku o tym, że zdarzało mu się wcześniej jeździć z bronią przy sobie, tylko twierdził, że ona cały czas była w szafie. Te rozbieżności w zeznaniach oraz powody wyrzucenia broni interesowały sędziego, ale oskarżony nie potrafił ich wyjaśnić.
W dalszej części odczytanych wcześniejszych zeznań Sławomir G. przyznał, że kiedy wrócił z Maciejem nad jezioro i podszedł do Patrycji, która leżała na łące na brzuchu, to podszedł do niej, dotknął jej przez kurtkę, ale ona się nie ruszała. Jak ją podnosiliśmy, to pamiętam, że była jakby nieprzytomna, ale była ciepła, chyba dotykałem szyi i czułem ciepło - zeznawał wówczas. Jak ją dotykałem, to była wilgotna, ale nie ociekała wodą.
Sędzia Andrzej Rumiński stwierdził, że z wcześniejszego opisu sytuacji nie do końca wynika, że dziewczyna nie żyła. Oskarżony stwierdził, że teraz już nie potrafi opisać, czy była ciepła czy zimna, wcześniejsze zeznania składane były w nerwach, a on sam był zestresowany.
- Pan w szczegółach wtedy opowiadał o wszystkich lodach, które córka zjadła, o seksie, wchodził pan w takie szczegóły, a tu nagle stres?
- dopytywał sędzia. - Pan dużo szczegółów podaje o różnych elementach, a o samym zdarzeniu tak krótko.
Sędzia dziwił się także, że oskarżony potrafił określić kolor szmaty, jaki w nocy dziewczyna miała na głowie, a nie potrafił powiedzieć, czy miała skrępowane ręce z tyłu. Sławomir G. tłumaczył, że kiedy podnosił dziewczynę, to głowę miał przy jej głowie i zauważył tylko, że jej ręce pozostały z tyłu, stąd wyciągnął wniosek, że były związane.
- Czy pan miał pewność, że nie żyła? - dopytywał sędzia Andrzej Rumiński.
- Nie miałem pewności - zeznał oskarżony.
- Nie ma pan pewności, że ona nie żyje i pan ją do wody zanosi? To miało jej pomóc? Dlaczego pan nie dzwonił po policję? - dopytywał sędzia.
- Gdy ją podnosiłem, ona się nie ruszała, nie dawała żadnych oznak życia - wyjaśniał mężczyzna. - Widziałem drugą w wodzie, wiedziałem, że ona nie żyje. Znając K. wiedziałem, że się stało coś złego. Byłem wcześniej karany. Wiedziałem, że będzie wszystko na mnie. Tak sobie to tłumaczyłem.
Sławomir G. przyznał, że wyobrażał sobie, co mogło się stać nad jeziorem. Rozmawiał na ten temat z kolegami. Oświadczył, że nie chce nikogo oskarżać. Na stwierdzenie sędziego, że i tak oskarża K., powiedział, że nie chce oskarżać innych osób, które K. wskazywał, a które zostały zwolnione. Domagał się konfrontacji z K., żeby ten prosto w oczy powiedział mu prawdę, ale Maciej K. nie wyraził zgody na przesłuchanie konfrontacyjne.
Oskarżony pytany o nieścisłości i sprzeczności w zeznaniach podkreślał, że były to dla niego sytuacje stresujące.
- Może wyglądam na zwyrodnialca, ale trup w mojej sytuacji też jakieś emocje wywołuje - przekonywał. - Ja do dzisiaj mam pewne odczucia, pewne wyrzuty. Nie co dzień się widzi kobietę, z którą się pół godziny czy godzinę wcześniej kochało, nagle trupem. Proszę zrozumieć moje emocje i nerwy.
Mężczyzna przyznał też, że chciał zadać przed sądem pytania Maciejowi K., dlaczego to się stało i kogo Maciej się boi, ale ten nie zgodził się odpowiadać na pytania kogokolwiek innego, niż swojego obrońcy.
- Ja muszę z tymi pytaniami się zmierzyć i chcę odpowiadać - mówił Sławomir G. - Ja się nie boję tak jak on. Nie muszę zwalniać swoich adwokatów. Nie muszę pani prokurator oskarżać.
NASTRÓJ
Już samo doprowadzanie oskarżonych na salę sądową wywoływało emocje ludzi, którzy brali udział w procesie. Nie szczędzili wyzwisk. Dawali upust swoim emocjom także na sali sądowej, kiedy zeznawał starszy z oskarżonych. Nie dali wiary w jego słowa. Kiedy opuszczał salę sądową, krewna jednej z dziewczyn krzyknęła za nim: - Takie bajki to możesz swojej córce opowiadać, ale nie nam.
ZA TYDZIEŃ
Wczoraj przed sądem zeznania składała także matka Klaudii oraz brat Klaudii, a także matka Macieja K. O szczegółach poinformujemy za tydzień.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1344 (46/2017)
Inne teksty na ten temat:
Utopione w jeziorze
Barcinianie pożegnali zamordowane dziewczyny
Zachariasz Z. w areszcie na kolejne dwa miesiące
Jeszcze żyły, gdy znalazły się w wodzie
Młodsza skrępowana taśmą
- Proponował, żebym z nim wywoził dziewczyny do Niemiec
Oskarżony przedstawia, jak doszło do obu zbrodni
Zabójcy barcinianek wkrótce przed sądem
Brat Klaudii stroną w sprawie
Zachariasz Z. nie zabił
Maciej K. nie przyznał się do zabójstwa Klaudii
Jest wyrok dla sprawców zabójstwa
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze