Reklama

Wojciech Cieślewicz z Kcyni zginął z rąk zomowców w lutym 1982 roku

Jeśli na pomniku ofiar totalitaryzmu, który stanąć ma w Szubinie, będą wyryte nazwiska  ofiar - to to nazwisko będzie prawdopodobnie ostatnie. Wojciech Cieślewicz 15 lutego 1982 miał na dobre rozpocząć pracę dziennikarza w poznańskim "Głosie Wielkopolskim". Dwa dni wcześniej, 13 lutego, w drugą miesięcznicę ogłoszenia w Polsce stanu wojennego ręka zomowca uzbrojona w szturmową pałkę, uderzeniem w głowę przyczyniła się do śmierci Wojtka. Zmarł 2 marca 1982 r., po 17 dniach zmagań ze śmiercią w poznańskim szpitalu na Lutyckiej, nie odzyskawszy przytomności.

    Z życiorysu
    Urodził się 9 lutego 1953 roku w Mieleszynie koło Janowca Wlkp., jako trzecie z kolei dziecko Kazimiery i Wincentego Cieślewiczów (starsze rodzeństwo to siostry Wanda i Maria oraz młodszy brat Paweł).
    Dzieciństwo i lata szkolne przeżył w Kcyni. Tu uczęszczał do Szkoły Podstawowej, a w latach 1968-1972 do Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Libelta, gdzie zdał maturę.
    Po egzaminie dojrzałości kontynuował naukę, studiując w latach 1972-1977 na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Poznańskiego. Uzyskał dyplom magistra administracji. Marzył jednak o pracy dziennikarza.
    W 1979 r. zdecydował się na Podyplomowe Studium Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Już wtedy pisywał do "Merkuriusza", "Przeglądu Sportowego", odbył praktykę w "Ekspresie Poznańskim".
    Mieszkał w akademiku na ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. Mówiono o nim, że współtworzył tam poznańskie lobby. Cechował go wielkopolski patriotyzm, Kcynia była zawsze bliska jego sercu. Na co dzień Wojtek był pogodnego usposobienia, otwarty na wszystko. Na warszawskich studiach dziennikarskich poznał przyszłą narzeczoną Teresę. Stan wojenny 13 grudnia 1981 r. pokrzyżował plany życiowe - pracę w "Głosie Wielkopolskim", ślub i - być może - długie i szczęśliwe życie...
    Śmierć przyszła niespodziewanie
    Sobota 13 lutego 1982 r. była w Poznaniu dniem pierwszych poważnych wystąpień przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Po południu przed Pomnikiem Poznańskiego Czerwca 1956 r. odbyła się demonstracja.
    W tym dniu Wojtek Cieślewicz przebywał w mieszkaniu redaktora "Głosu Wielkopolskiego" Józefa Gołaszewskiego, aby porozmawiać o rozpoczynającej się za dwa dni pracy w redakcji. Około 17.30 Gołaszewski odprowadził kolegę na przystanek tramwajowy. Na wysokości Mostu Teatralnego, kilku (6-7) zomowców, ubranych w mundury moro, wyposażonych w kaski z przyłbicami i pałki szturmówki rozpędzało manifestantów uciekających w kierunku ulicy Roosevelta i Fredry. Nagle jeden z zomowców uderzył Wojtka policyjną pałką w głowę. Upadł pod barierkami na moście. Leżącego, jak sępy, dopadli pozostali zomowcy, bijąc, gdzie popadło - po głowie, plecach, ramionach. A ten bronił się, zasłonił twarz rękoma i powtarzał: "Dlaczego mnie bijecie, ja tylko biegłem na "ósemkę".
    Na widok zbierającego się tłumu napastnicy pozostawili ofiarę i pobiegli w stronę "Merkurego". Przypadkowy taksówkarz "warszawą" odwiózł krwawiącego, ale przytomnego Wojtka Cieślewicza do wynajmowanego mieszkania na ul. Szamotulskiej. Pół godziny później odwiedził go redaktor Gołaszewski, któremu też się sięgnęło. To on, po opatrzeniu głowy Wojtka zadecydował wraz ze znajomym o przewiezieniu na wpół przytomnego, pobitego do szpitala na ul. Lutycką.
    Na Winogradach (po chwilowym odzyskaniu przytomności przez Wojtka) we trójkę wstąpili do znajomej, gdzie mieszkający po sąsiedzku lekarz stwierdził stan bardzo ciężki i wezwał "erkę". Wojtek był w stanie śmierci klinicznej. O 22.30 lekarze zadecydowali o trepanacji czaszki. Stwierdzono krwiak śródczaszkowy, stłuczenie pnia mózgu. Pięć dni później (18 lutego) zdecydowano się na drugą operację głowy. Dawano niewielkie nadzieje...
    5 marca w "Głosie Wielkopolskiem" ukazał się krótki nekrolog: "Dnia 2 marca w wieku 29 lat po 17 dniach walki ze śmiercią zmarł nasz nigdy nie zapomniany przyjaciel śp. Wojciech Cieślewicz. W głębokim żalu i goryczy - koledzy.
    Pogrzeb - manifestacja
    6 marca (sobota) w dniu pogrzebu Wojtka, w Kcyni pełno było tajniaków. Taki niespotykany i wyjątkowy pogrzeb. Obowiązywały jeszcze drastyczne zarządzenia stanu wojennego. Na rogatkach miasta przy ul. Poznańskiej, co niektóre samochody z poznańską rejestracją poddawano kontroli.
    Na pogrzeb przyjechali koledzy dziennikarze, przyjaciele ze studiów i z lat szkolnych.
    Trumna w kaplicy cmentarnej pw. św. Barbary była otwarta. Głowa Wojtka była mocno zabandażowana.
    Celebrujący nabożeństwo żałobne ksiądz powiedział: "Kłamstwo zawsze pozostanie kłamstwem, obłuda - obłudą, a morderstwo - morderstwem".
    Kilkuset mieszkańców Kcyni odprowadziło Wojtka Cieślewicza na miejsce wiecznego spoczynku. Prawie wszyscy w tym miasteczku go znali. Grób pokryły niezliczone ilości wieńców i wiązanki kwiatów. Wiele szarf było z napisem "Solidarność". Kilka z nich do dziś przechowuje matka Wojtka.
    Zmowa milczenia i kłamstwa
    Władze PRL-u - centralne i lokalne - robiły wszystko, aby prawda nie ujrzała światła dziennego.
"Gazeta Poznańska" po wydarzeniach 13 lutego 1982 r. napisała, iż podczas rozpraszania nielegalnego zgromadzenia nie użyto środków bezpośredniego przymusu i nikt nie odniósł obrażeń.
    Milicyjny tygodnik "W Służbie Narodu" nr 9 z lutego 1982 r. w jednym z artykułów relacjonujących manifestację z 13 lutego tak m.in. pisał: "...o 18.30 w mieście zapanował spokój. Nikt nie odniósł jakichkolwiek obrażeń. Poza jednym przypadkiem użycia pałki nie stosowano środków przymusu bezpośredniego. Funkcjonariusze MO działali bardzo rozważnie, nie dali się ponieść nerwom, sprowokować. Należycie wykonali trudne zadanie".
    Tylko "Radio Wolna Europa" podało prawdziwą informację o poznańskiej manifestacji i pobiciu Cieślewicza.
    W samym Poznaniu na ten temat panowało grobowe milczenie. Starano się, aby nazwiska Cieślewicza w żaden sposób nie kojarzono z "Głosem Wielkopolskim". Prowadzone od 19 lutego 1982 r. przez Prokuraturę Wojsk Lotniczych śledztwo zostało w czerwcu umorzone z powodu niewykrycia sprawców, choć w uzasadnieniu jednocześnie stwierdzono, iż śmierć Cieślewicza była następstwem urazów zadanych przez funkcjonariuszy MO w czasie interwencji w dniu 13 lutego 1982 r. na Moście Teatralnym przy ulicy Fredry. Akta obwarowano napisem "tajne".
    Na dalsze 8 lat PRL-u w sprawie śmierci Wojtka zapadło milczenie. Tylko od czasu do czasu na moście przy barierkach pojawiały się kwiaty, a w rocznicę stanu wojennego ktoś zapalał znicz.
    Dochodzenie prawdy
    Przemiany polityczne, jakie zaszły w 1989 r. w Polsce - zwycięstwo "Solidarności" i zniesienie cenzury - stworzyły możliwości ujawniania faktów i prawdy. Nazwisko Wojtka Cieślewicza znalazło się w raporcie Praw Człowieka Komitetu Helsińskiego.
    O liście Komitetu zawierającej nazwiska 93 osób, które w latach 1981-1989 poniosły śmierć z rąk peerelowskiego aparatu ucisku (MO, SB, ZOMO) mogły napisać krajowe gazety.
    W 1990 r. zabójstwo Cieślewicza wpisane zostało w rejestr ofiar stanu wojennego, sporządzony przez sejmową komisję posła Jana Rokity. Wznowione śledztwo doprowadziło do zidentyfikowania bezpośrednich sprawców czynu, lecz żadnemu nie zdołano udowodnić śmiertelnych ciosów na moście. Śledztwo umorzono.
    W 1993 r. po rewizji wyroku wniesionej przez matkę, ciągle dochodzącą prawdy i sprawiedliwości, kolejne (trzecie) śledztwo umorzono z powodu ponownego nieustalenia winnych.
    Pamięć o Wojtku
    W ósmą rocznicę śmierci Wojtka Cieślewicza, 4 marca 1990 r. Kcyński Komitet Obywatelski "Solidarność" na czele z profesorem historii miejscowego liceum Alojzym Szudrowiczem zorganizował okolicznościową wystawę poświęconą ofierze stanu wojennego. Na eksponowanym miejscu wystawy był napis: "Cóż zrobiłeś kapryśny złodzieju brylantów?".
    O godz. 12.15 w tłumnie wypełnionym kościele farnym odprawiona została msza św. w intencji zamordowanego. Potem na cmentarzu złożono kwiaty. W uroczystości uczestniczyli także członkowie "Solidarności" z Zarządu Regionu Bydgoszcz, MKZ Szubin i MKZ Żnin.
    Do dziś w licealnej Izbie Pamięci  jest stała ekspozycja poświęcona absolwentowi szkoły.
    W dziesiątą rocznicę śmierci, 2 marca 1992 r. na Moście Teatralnym w Poznaniu została odsłonięta i poświęcona upamiętniająca tablica. A może by tak i w Kcyni pokusić się o skromną pamiątkową tablicę?
    Co roku, w rocznicę tragicznej śmierci Wojtka Cieślewicza, na jego grobie w Kcyni składane są kwiaty, a w pierwszą niedzielę marca za spokój duszy odprawiana jest msza święta.

Józef Marosz
Pałuki nr 158 (9/1995)

Reklama

 

 

SO24LI

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/12/2025 23:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości