Niedziela na motorowodnych mistrzostwach świata upłynęła pod znakiem oczekiwania na polepszenie się warunków atmosferycznych. Niestety, podobnie jak w piątek pogoda storpedowała plany organizatorów, odbyły się tylko dwa biegi, po czym zapadła decyzja o zakończeniu zawodów. Impreza została bardzo wysoko oceniona przez zawodników, a kibiców najbardziej ucieszyło dwóch Polaków na podium żnińskich eliminacji MŚ.
Dzięki odpowiedniej wadze i mniejszej prędkości maksymalnej w niedzielne przedpołudnie możliwość ścigania się otrzymała tylko klasa P-750. Odbyły się dwa biegi pontonów, ostatecznie zwycięstwo w zawodach odnieśli Niemcy - Andreas Brillowski i Dennis Brillowski. Zdobyli 1100 punktów. Drugie miejsce dzięki lepszej jeździe w dwóch ostatnich biegach wywalczyli Krzysztof Gockowski i Jacek Kołpaczyński (Ślizg Szczecin) spychając na najniższy stopień podium Marcina Muchę i Macieja Wojewódzkiego (WKS Zegrze).
Do godziny 13:00 komisja sędziowska dała sobie czas na podjęcie decyzji odnośnie startów pozostałych klas, bo przy panujących warunkach - dość silnym wietrze i fali na jeziorze - w grę wchodziło ewentualne rozegranie kolejnych wyścigów w innej z "cięższych" klas, a mianowicie GT-30.
Zapadła jednakże decyzja o odwołaniu wszystkich pozostałych niedzielnych biegów, w tym oczywiście również tych z cyklu Hydro GP. To oznaczało, że wyniki po sobotniej części rywalizacji uznano za końcowe. Dopuszcza takie rozwiązanie zarówno Regulamin Międzynarodowej Unii Motorowodnej jak i Międzynarodowych Motorowodnych Mistrzostw Polski. Zawodnicy zaczęli zatem zwijać sprzęt i pakować się, bo w związku z odwołaniem biegów postanowiono - bardzo słusznie - przyspieszyć ceremonię zamknięcia mistrzostw o trzy godziny.
Wydarzenie kończące tegoroczne zmagania motorowodne na Jeziorze Małym miało wyjątkowy przebieg. Pod sceną zgromadziły się wszystkie reprezentacje krajów uczestniczących, kilkunastu reporterów i całkiem spore grono kibiców. W poprzednich dwóch latach bywało wręcz odwrotnie, tym razem zawodnicy zdecydowali się uszanować wysiłek organizatorów i uczestniczyć w wydarzeniu do samego końca.
Szczególnie gorąco przyjmowano oczywiście reprezentantów Polski - zwłaszcza Henryka Synorackiego (Poznański Klub Morski), który pomimo, że w Żninie zajął "dopiero" czwarte miejsce, w klasyfikacji końcowej Formuły 125 po trzech eliminacjach zdobył tytuł wicemistrza świata. To jego 39. medal w długiej i bogatej w sukcesy karierze. Mattia Calzolari (Włochy), który prowadził przed zawodami w Żninie i tym razem okazał się niepokonany. Ogromną szansę na tytuł mistrza świata miał już przed rokiem, ale jej nie wykorzystał. Teraz młody motorowodniak dopiął swego i na podium wyszedł w koszulce z napisem "Przepraszam za roczne opóźnienie". Takich oryginalnych, humorystycznych momentów było zresztą więcej.
Największe owacje po raz kolejny w stolicy Pałuk otrzymał Marcin Zieliński (H2O Szczecin), który po raz piąty z rzędu podczas tutejszych wyścigów stanął na podium. W tym roku po raz trzeci okazał się niepokonany, ale najwyraźniej daleko mu do wpadnięcia w rutynę. Swój sukces przeżywał jak wiele wcześniejszych, ciesząc się niczym nastolatek z możliwości wysłuchania "Mazurka Dąbrowskiego". A pamiętać należy, że swoje pierwsze podium w mistrzostwach Polski Marcin wywalczył również w Żninie, w 2001 roku kiedy nie miał ukończonych jeszcze 12 lat. Dziś ten niespełna 35-letni motorowodniak jest gwiazdą światowego formatu. Dominuje na wodzie niczym najwięksi w historii tego sportu. Osobowością zaś momentalnie zdobywa serca fanów, bo pozostaje sympatycznym, otwartym człowiekiem. Po tej wygranej umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej Formuły 500 i jest coraz bliżej obrony tytułu mistrza globu. Nad zajmującym drugą pozycję Słowakiem Robertem Henczem ma 9 punktów przewagi.
Mówiąc o najlepszych w historii sportu motorowodnego nie sposób nie wspomnieć o wizycie w Żninie Włocha Maurizio Darai. To zawodnik, który na pałuckim akwenie wygrał pierwsze, rozegrane w 1984 roku mistrzostwa Europy w klasie OA. Po 40 latach znów odwiedził Żnin, tym razem w roli mentora swego 18-letniego syna Nicolo. Najmłodszy z rodziny Darai zajął piąte miejsce. Komitet Organizacyjny z burmistrzem Łukaszem Kwiatkowskim na czele postanowił wykorzystać przyjazd mistrza i podczas zakończenia wręczył Maurizio specjalnie przygotowany grawerton przypominający tamten doniosły sukces. Włoch nie krył wzruszenia i zaskoczenia, że po tylu latach żninianie wciąż pamiętają o bohaterze swoich pierwszych mistrzostw Europy. - Żnin to piękne miejsce, wszędzie trafiam na niezwykle miłych ludzi o niespotykanej gościnności - powiedział Maurizio Darai po zejściu ze sceny - Jeśli w przyszłym roku znów zorganizujecie zawody, na pewno tu przyjedziemy!
Swojego zachwytu nad naszym miasteczkiem nie kryli też... Amerykanie. Było ich dwoje - Pete Nydahl z córką Amy. Wspierani przez załogę węgiersko-włoską również zapamiętają pobyt w Żninie. Pete wywalczył trzecie miejsce w wyścigach Formuły 500 i jest pierwszym reprezentantem USA, który w Żninie stanął na podium. Jego córka miała mniej szczęścia, nie ukończyła żadnego biegu, do tego skąpała się w jeziorze, ale jak na rodzinne powiązania przystało, cieszyła się i świętowała sukces taty. - To jezioro jest wymarzone do ścigania, podoba mi się tutaj – powiedział Pete przed wyjazdem - Chcemy tu wrócić, może już w przyszłym roku i na pewno znów zamieszkamy w tej… pięknej, starej fabryce cukru.
Lepszego podsumowania czerwcowych zawodów nie sposób wymyślić. Mistrzowie odebrali puchary, medale i są już w drodze do domów. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, dopięli wszystko na ostatni guzik. Na myśl przychodzą w tej sytuacji słowa byłego, nieżyjącego już Prezydenta Międzynarodowej Unii Motorowodnej Ralfa Fröhlinga wypowiedziane na zakończenie mistrzostw świata w 1999 roku - Jeśli chcecie jeszcze coś w tych zawodach zmieniać, to chyba tylko po to, żeby popsuć.
Tekst i fot. Michał Krzyżaniak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze