Mieszkańcy bloku przy Polnej 12 z zimnych mieszkań przyszli do Urzędu Miejskiego w Kcyni i od razu mogli poczuć się jak w tropikach, ponieważ spotkanie z burmistrzem przebiegło w bardzo gorącej atmosferze.
Fakty są takie. Do 11 października mieszkańcy bloku przy ul. Polnej 12 w Kcyni mieli zimno. Kotłownia nie działała, bo nie mogła. Enea odcięła prąd z powodu zaległości za energię elektryczną. Z płatnościami zalegała firma Piecobiogaz z Poznania. Ale faktycznym administratorem sieci ciepłowniczej jest firma Czemar. Na interwencje burmistrza ta właśnie firma zaczęła ogrzewać mieszkania. Nie znaczy to jednak, że problem został rozwiązany. Przeciwnie.

- Przez 10 lat nie wiemy gdzie iść i do kogo się zwrócić. Słyszymy tylko: „gówniana umowa” - mówi Barbara Sójko fot. Remigiusz Konieczka
IDEA BYŁA SŁUSZNA
Umowa między Zakładem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Kcyni, który był wtedy jednostką budżetową gminy, a firmą Piecobiogaz z Poznania została zawarta 13 sierpnia 2004 roku. Firma zobowiązała się w niej do wykonania nowego źródła ciepła na gaz ziemny i do modernizacji instalacji cieplnej wraz z wymianą zaworów grzejnikowych. To wszystko miało zostać wykonane do 30 października, tak by w nowym sezonie mieszkańcy byli ogrzewani gazem ziemnym z nowego kotła.
Ówczesny burmistrz Kcyni Tomasz Szczepaniak powiedział, że idea zawarcia umowy była słuszna, ponieważ spółka Piecobiogaz brała na siebie koszt przeprowadzenia modernizacji, a mieszkańcy mieli spłatę rozłożoną na 10 lat. Sam podmiot został wyłoniony w zapytaniu ofertowym i miał przejąć na siebie modernizacje instalacji w trzech budynkach w mieście. Dodatkowym atutem - zdaniem poprzedniego burmistrza - było ustalenie w umowie stałej ceny za moc zamówioną, czyli 62 zł za GJ energii cieplnej. Po 10 latach kotłowania miała przejść na rzecz wspólnoty mieszkaniowej. Problem pojawił się, gdy wykonawca nie mógł porozumieć się z podwykonawcą.
OKRES BŁĘDÓW I WYPACZEŃ
Dla Piecobiogazu modernizacji dokonała firma Czemar, która od tego czasu sprawowała stałą pieczę nad kotłem i instalacją grzewczą w bloku. Mieszkańcy naliczonymi zaliczkami za ciepło jednocześnie spłacali koszty poniesione na modernizację systemu cieplnego w bloku. Konflikty na linii Piecobiogaz - Czemar zaczęły skutkować przerwami w dostawie ciepła do mieszkań. Wspólnota płaciła komunalce, ta Piecobiogazowi, a ten z kolei firmie Czemar. Zdarzało się, że pieniądze utknęły gdzieś między pośrednikami i mieszkańcy mieli zimno.
Poprzedni szef komunalki w Kcyni Karol Delekta powiedział, że chciał rozwiązać sytuację, bo konflikt między wykonawcą a podwykonawca uderzał w ludzi. Dążył do tego, by doprowadzić do sytuacji, w której to wspólnota byłaby stroną w umowie (a nie komunalka) z firmą Piecobiogaz, ale do realizacji planów nie doszło.
W 2009 roku zarządcą wspólnoty mieszkaniowej na Polnej 12 został Wiesław Kwaśniewski. Wobec braku części dokumentów i niejasności w relacjach między wykonawcami nie zgodził się, by wspólnota zawarła nową umowę na dostawy ciepła.

Janina Wełnińska, która była w zarządzie wspólnoty przez trzy lata, złożyła rezygnacje i powiedziała, że więcej wspólnoty reprezentować nie będzie fot. Remigiusz Konieczka
ZARZĄDCA ZE ŻNINA
Lokatorzy, którzy w swoich mieszkaniach mieli do niedawna 11-12 stopni Celsjusza, byli zdumieni tym, że nikt wcześniej nie poinformował ich o zerwaniu umowy między Czemarem a Piecobiogazem, o zerwaniu umowy komunalki z Piecobiogazem i o zagrożeniu niedostarczania ciepła. Pytali o to prezesa ZGKiM Henryka Grobelnego. Ten powiedział, że zarząd informował, a tak naprawdę, to nie wiadomo kto wspólnotę reprezentuje, bo według niego są dwie reprezentacje.
Wyjaśnienie tej sprawy wymaga cofnięcia się znów do 2009 roku, kiedy został wybrany zarząd wspólnoty mieszkaniowej i zarządca Wiesław Kwaśniewski. Zostając zarządcą zobowiązał się do załatwienia kredytu termomodernizacyjnego i ocieplenia bloku przy Polnej 12. Kredyt udało się uzyskać nie bez problemu, na sumę 280.000 zł w 2010 roku.
Prezes Henryk Grobelny stwierdził na zebraniu, że przeprowadzona termomodernizacja oszczędności nie przyniosła, a straty na ogrzewaniu musiała pokryć komunalka. - Zarządca jest ze Żnina. Wykonawca ze Żnina. W jakim trybie wyłoniono wykonawcę? Czy to przypadek? - pytał i dodał, że do obecnych kłopotów z ogrzewaniem również doprowadził zarządca, bo niewiele zrobił, aby sprawę niekorzystnej umowy rozwiązać.
W rozmowie z Pałukami Wiesław Kwaśniewski wyjaśnił, że wykonawcę wyłoniono na drodze zapytania ofertowego. Firma Kaja Jarosława Głowskiego złożyła najtańszą ofertę i wykonała termomodernizację.
Wiesława Kwaśniewskiego nie dziwią te pytania i oskarżenia, ponieważ od prawie dwóch lat jest skonfliktowany z prezesem ZGKiM Henrykiem Gobelnym. Uważa, że ten chce się go pozbyć z Kcyni, co miał mu powiedzieć podczas rozmowy na jednym z zebrań wspólnoty w ubiegłym roku. Niemal od chwili objęcia funkcji prezes ZGKiM, jak twierdzi Wiesław Kwaśniewski, zachęcał go do tego, by nakłonić wspólnoty, którymi zarządza, do przejścia pod zarząd komunalki. - Ludzie mi odpowiedzieli, że w życiu nie wrócą do „komunalki” - powiedział zarządca. Dodał, że przez obecnego burmistrza został niemal zmuszony do rezygnacji z członkostwa w radzie nadzorczej ZGKiM w marcu ubiegłego roku.
Na czwartkowym zebraniu członek zarządu wspólnoty Tadeusz Nowak zapytał nawet prezesa ZGKiM: - To jest pana cel? Wziąć tą wspólnotę pod swój zarząd. Henryk Grobelny w rozmowie z Pałukami przyznał, że jeszcze w ubiegłym roku był taki plan, by nieruchomość przejąć, ale teraz już nie. - Tym się nie da zarządzać. Tam nie ma już wspólnoty, tylko jest sekta, a guru to Kwaśniewski - powiedział.
KULT JEDNOSTKI
Kolejne problemy zarządcy Polnej 12 miały miejsce w ubiegłym roku. Okazało się, że suma zaliczek nie pokrywa kosztów ogrzania mieszkań wynikających z faktur. By pokryć starty podniesiono zaliczkę do około 8 zł, na co nie zgodził się Wiesław Kwaśniewski.
Prezes ZGKiM wyjaśnił, że w rozliczeniach nigdy nie było kwoty około 8 zł, że to wymysł pana Kwaśniewskiego, bo według wyliczeń komunalki, żeby pokryć koszty ogrzewania za 2010 rok, zaliczka musiałaby wynosić 7,71 zł/m2, a za 2011 rok - 5,51 zł/m2.
Sprawa trafiła do sądu, bo komunalka domagała się od wspólnoty uiszczenia zobowiązania. - Na piśmie przedstawiłem kalkulacje, którą odrzuciła nie wspólnota, nie zarząd, a zarządca. Nie chcieli płacić i pokręciłem kurki [zmniejszył moc zamówioną - rk] tak, że udało się osiągnąć oszczędności, żeby ludzie nie musieli dopłacać.
Straty za 2010 rok wyniosły 52.000 zł. Propozycja ugody polegała na pokryciu straty pół na pół. Połowę miał pokryć ZGKiM a połowę wspólnota. Skończyło się na tym, że zgodnie z udziałem w nieruchomości wspólnota miała wyłożyć ekstra 38.000 zł. Po godzie wspólnota zapłaciła ponad 20.000 zł.

Wiesław Kwaśniewski (z lewej) twierdzi, że jest ofiarą nagonki, która ma doprowadzić do tego, by zrezygnował z administrowania nieruchomościami w Kcyni fot. Remigiusz Konieczka
- Cały czas współpracowała ze mną Janina Wełnińska, członkini zarządu wspólnoty - mówi Wiesław Kwaśniewski. - Podczas rozprawy w sądzie wstała i powiedziała, że cofa pełnomocnictwa mi i radcy Andrzejowi Dyksowi. Poszła na ugodę z „komunalką”, której ja nie chciałem zawrzeć. Było to 23 kwietnia, a 25 kwietnia tego roku przyszła do mojego biura w Szubinie i wręczyła mi wypowiedzenie. Pojechała do banku i cofnęła pełnomocnictwa do dysponowania pieniędzmi wspólnoty. W tym czasie pełniła jednoosobowy zarząd bez niczyjej kontroli.
Janina Wełnińska powiedziała nam, że zdecydowała się wypowiedzieć umowę Wiesławowi Kwaśniewskiemu, ponieważ ten nic nie robił. Miesiąc, dwa nie pojawiał się w Kcyni. Zarządzał na odległość i zostawił ją z problemami.
DWA OŚRODKI WŁADZY
Wiesław Kwaśniewski nie uznał uchwały odwołującej go i twierdzi, że uchwała została podjęta niezgodnie z prawem, a dokument spreparowano. Zwołał zebranie, na którym wspólnota odwołała Janinę Wełnińską i wybrała nowy zarząd, tym razem trzyosobowy ze Zbigniewem Woźniakiem, Tadeuszem Nowakiem i Mariolą Kowalewską.
ZGKiM nie uznał nowego zarządu wspólnoty, twierdząc, że Wiesław Kwaśniewski, jako zarządca i to w dodatku odwołany, nie mógł zwołać zebrania wspólnoty. Zebranie było zwołane nieprawidłowo, a uchwały na nim podjęte są nieprawomocne i dlatego ZGKiM, jako jeden z współwłaścicieli nieruchomości i członek wspólnoty, zaskarżył je do sądu. Wyrok jeszcze nie zapadł.
Prezes Henryk Grobelny oraz gmina kierowali pisma do Janiny Wełnińskiej, a nie do nowego zarządu. Nawet wtedy, gdy zrzekła się i uznała nowy zarząd, komunalka kierowała pisma do czterech osób: trzech z nowego zarządu i jednej ze starego zarządu.
I podobnie rzecz się miała z informacją o zerwaniu umowy z Piecobiogazem. Henryk Grobelny powiedział o tym uznanemu przez siebie zarządowi - Janinie Wełnińskiej, a nie nowemu. Ona z kolei tłumaczyła, że skoro zrzekła się funkcji, to nie miała obowiązku informować wszystkich innych lokatorów o zaistniałej sytuacji. I dlatego część osób, w tym nowy zarząd, żyli w nieświadomości do czasu, gdy okazało się, że Enea odcięła prąd w kotłowni.
WERSJA GROBELNEGO
Jeszcze za kadencji poprzedniego burmistrza Tomasza Szczepaniaka ZGKiM z jednostki budżetowej został przekształcony w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Było to na tydzień przed wyborami samorządowymi, które urzędujący burmistrz przegrał. Henryk Grobelny został prezesem ZGKiM spółki z o.o. Wiesław Kwaśniewski był wtedy w radzie nadzorczej ZGKiM jako licencjonowany zarządca. - Po wyborach 28 grudnia 2010 roku na zebranie rady nadzorczej przyszedł Hemmerling, jako nowy burmistrz i powiedział, że najlepszą osobą na stanowisko prezesa będzie Grobelny. Ja nie byłem zorientowany w tym, że to koledzy. Zagłosowałem za, bo członków rady nadzorczej powołuje burmistrz i wobec innej decyzji mógł mnie odwołać. Oprócz tego Hemmerling zasugerował pensję dla Grobelnego, która miała wynosić 9.500 zł plus 120% za dobry wynik finansowy, podczas gdy poprzednik dostawał około 5.000 zł - powiedział Wiesław Kwaśniewski.

Radca prawny Andrzej Dyks błagał Henryk Grobelnego, by ten wczytał się w umowę z 2004 roku, w której jasno jest napisane, że rozwiązać ją mogą tylko te strony, które ją zawierały fot. Remigiusz Konieczka
Henryk Grobelny został prezesem ZGKiM 1 stycznia 2011 roku. Będąc na spotkaniu w Urzędzie powiedział, że umowa z 2004 roku między ówczesnym ZGKiM (jednostka budżetowa) a firmą Piecobiogaz była niekorzystna. Stwierdził, że nikt nie wiedział, kto komu płaci i za co. Dodał, że ustalona była stała zaliczka na poziomie 5,20 zł za metr kwadratowy i od 2004 roku nie była podwyższana. W związku z tym okazało się w 2010 roku, że jest niedopłata 52.000 zł ze strony wspólnoty.
Prezes dążył do tego, by zerwać umowę z Piecobiogazem. Pretekstem była wiadomość o zajęciu komorniczym. Jednocześnie Czemar zerwał umowę z Piecobiogazem. Wobec tego ZGKiM również postanowił zerwać umowę z firmą z Poznania. Zdaniem Henryka Grobelnego, firma Piecobiogaz ma problemy, ponieważ związana jest z przedsiębiorstwem PBG, które ogłosiło upadłość. Powiedział wprost, że Piecobiogazu nie ma.
Radca prawny Andrzej Dyks, którego zatrudnił zarząd wspólnoty mieszkaniowej zwrócił uwagę, że ZGKiM spółka z o.o. nie mógł zerwać umowy, której nie był stroną. Umowę zawarł co prawda ZGKiM, ale jednostka budżetowa gminy. Natomiast spółka jest podmiotem nowym. Prezes ZGKiM zapewnił, że wszelkie konsekwencje związane z zerwaniem umowy bierze na siebie. Wyjaśnił, że podjął ten krok na zasadzie sukcesji generalnej. Dodajmy, że umowa obowiązywała do 2014 roku. Zerwanie umowy nastąpiło pod koniec lipca tego roku z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Okres wypowiedzenia mija 30 października.
AUTORYTET BURMISTRZA
Piotr Hemmerling stwierdził też, że problem z ogrzewaniem powstał nie dzisiaj i nie on jest za to odpowiedzialny, ale poprzednik. Tomasz Szczepaniak odpowiedział, że obecny burmistrz powinien zająć się w końcu rozwiązywaniem problemów w gminie, a nie szukaniem winnych w poprzedniej kadencji.
Kłopoty Piecobiogazu skutkowały tym, że firma nie płaciła Enei za prąd. Enea prąd wyłączyła, w związku z czym firma Czemar nie mogła rozpocząć grzania. Dopiero wtedy część mieszkańców dowiedziała się o zerwaniu umowy i o tym, że nie będą mieli ciepła. Zarząd wspólnoty mieszkaniowej postanowił rozwiązać sytuację i doszło do spotkania z burmistrzem Piotrem Hemmerlingiem i prezesem ZGKiM Henrykiem Grobelnym 20 września. Nie udało się rozwiązać problemu z dostarczaniem ciepła do mieszkań. Prezes ZGKiM zarzucił zarządowi, że torpeduje ustalenia związane z rozwiązaniem sytuacji grzewczej. A zarząd uznał, że rozwiązanie umowy nie ma mocy prawnej.
Piotr Hemmerling powiedział, że swoim autorytetem gwarantuje, że mieszkańcy będą mieć ciepło w mieszkaniach, bo firma Czemar, po wcześniejszym sprawdzeniu instalacji, podjęła się włączyć ogrzewanie. Zarząd wspólnoty musi jako strona podpisać nową umowę z firmą Czemar. Burmistrz powiedział, że gmina nie może być stroną w tej kwestii, bo nie będzie odbiorcą ciepła. W imieniu współwłaścicieli nieruchomości ma to zrobić zarząd wspólnoty. Do czasu podpisania nowej umowy mieszkańcy będą mieli ciepło. Zarząd miał podać termin podpisania umowy. Ale wzbraniał się od tego, bo chciał najpierw zapoznać się z dokumentami związanymi z umową z Piecobiogazem i kosztami ciepła w bloku.
AUTORYTET DOKUMENTU
Zbigniew Woźniak, członek zarządu wspólnoty, zażądał od ZGKiM m.in. informacji, kto będzie ponosił skutki prawne, gdy Piecobiogaz zaskarży zerwanie umowy, dokumentów poświadczających prawo do własności urządzeń zainstalowanych w kotłowni, przekazania danych związanych z analizą kosztów ciepła, danych związanych z oszczędnościami po termomodernizacji, harmonogramu spłat za modernizacje kotłowni od 2004 roku, gwarancji modernizacji, aktualnej kalkulacji kosztów, dokumentów potwierdzających, że właścicielem kotłowni w bloku jest ZGKiM oraz informacji, kto po zakończeniu umowy w 2014 roku będzie właścicielem urządzeń. Bez tych i innych dokumentów zarząd wspólnoty nie chce podpisać nowej umowy.
Burmistrz Kcyni zapewniał, że to zarząd wspólnoty będzie współautorem nowej umowy, że to od zarządu będzie zależeć, jak poszczególne punkty zostaną sformułowane i zadeklarował pomoc prawną ze strony Urzędu. Z kolei Henryk Grobelny powiedział, że nie wszystkie dokumenty, o jakie prosi wspólnota mieszkaniowa, są dostępne, bo zniknęły wraz ze zniknięciem poprzedniego kierownictwa ZGKiM (miał na myśli byłego dyrektora Piotra Rusina), ale to co jest oddaje do dyspozycji. Zarząd ma tylko zadeklarować, ile czasu potrzebuje na zapoznanie się z nimi.
Zbigniew Woźniak nie chciał się zgodzić na taki obrót sprawy, bo nie uzyskał satysfakcjonujących go odpowiedzi m.in. na pytanie co dalej z kotłownią. Burmistrz mu odpowiedział: - A bierzcie sobie tę kotłownie. Nikt zupy z tego nie naleje. To są szczegóły. Jak chcecie się tym zajmować, to proszę bardzo. Potem zwrócił się bezpośrednio do mieszkańców: - Ja chcę wam załatwić ciepło. To, że starsi ludzie nie mają ciepła, to zagranie poniżej pasa. Załatwię, że będziecie mieć ciepło. Wystarczy deklaracja ze strony zarządu, by podali termin, bo w trakcie rozmowy z „Czemarem” muszę podać jakaś datę.
NIECH PAN ZOSTANIE
Burmistrz twierdził na początku, że Czemar będzie ogrzewał budynek na starych zasadach do końca października. Ta data nie odpowiadała zarządowi wspólnoty. Zbigniew Woźniak powiedział, że w tak krótkim czasie nie jest w stanie zapoznać się ze wszystkimi dokumentami. A jak się nie zapozna, to nowej umowy nie podpisze i nie będzie jej firmował swoim nazwiskiem. Złożył rezygnację. Chciał wyjść, ale powstrzymała go jedna z lokatorek Barbara Sójko: - Panie Zbyszku, niech pan zostanie - prosiła, gdy ten miał już kurtkę na rękach i kierował się do wyjścia. - Większość z nas myśli tak, jak pan.
Ostatecznie zarząd wyznaczył termin 15 listopada. Do tego dnia ma być sporządzona nowa umowa.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1079 (42/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze