"Spomasz" i "Spomasz" bis w sądzie
Zlecenie produkcji, nie inwestycji
Na kolejnej rozprawie prezesów "Spomaszu" byli pracownicy zeznali, że otrzymywali zaległe wynagrodzenia poprzez egzekucje komornicze. Obecni pracownicy stwierdzili, że teraz żadnych zaległości nie ma.
Przypomnijmy, Leszek F. - obecny prezes "Spomaszu" SA oraz Jan B. - były członek zarządu firm "Spomasz" SA i "Spomasz - maszyny spożywcze" spółka z ograniczoną odpowiedzialnością po raz drugi stanęli przed żnińskim sądem. Prokuratura oskarża ich o wyprowadzenie majątku ze starej spółki "Spomasz" SA do nowej "Spomasz - maszyny piekarnicze" w celu uniknięcia spłaty wierzycieli. Rozprawa musiała odbyć się po raz drugi, ponieważ zmienił się skład orzekający, przewodniczący składu oraz ławnicy. Oskarżeni nie przyznają się do winy.
Przed sądem zeznawał szef powiatowych struktur NSZZ "Solidarność" w Żninie Edmund Bolewski, który cztery lata temu odszedł ze "Spomaszu". Zeznał, że zakład funkcjonował źle już w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy dyrektorem był Stanisław Woźny. W czasie prezesury oskarżonego Jana B. pracownicy zrzekli się podwyżek ze względu na trudną sytuację w firmie. Po wykupieniu zakładu przez Leszka F. pracownicy zażądali zwiększenia płac. -"Sytuacja nie była tak dramatyczna, aby ich nie żądać" - powiedział Edmund Bolewski. Dodał też, że jako szef związku zawodowego otrzymywał od pracowników informacje, że nowy właściciel nie płaci w terminie wynagrodzeń. Zdarzały się miesięczne i dwumiesięczne poślizgi. Dlatego pracownicy wystąpili do sądu, a później do komornika o egzekwowanie należności. Szef związku wyjaśnił, że były organizowane spotkania związków z kierownictwem spółki, ale nie przyniosły rozstrzygnięć w kwestii uregulowania należności.
O tym, że były zaległości płacowe mówił były szef spomaszowskiej komisji zakładowej NSZZ "Solidarność" Bernard Z. Według świadka, pieniądze dostawali ci pracownicy, którzy zgodzili się przejść do nowej spółki "Spomasz - maszyny piekarnicze". Pracownicy zwalniani musieli wejść na drogę sądową, aby otrzymać zaległe wynagrodzenie. Szef "Spomaszu" na mocy decyzji sądowych musiał uregulować zaległości. - "Pracownicy otrzymywali pieniądze przez komornika, a mnie po publikacjach prasowych F. przesłał wynagrodzenie do domu" - zeznał Bernard Z. - "Gdyby pracownicy nie wystąpili do sądu, to nie dostaliby wynagrodzeń. Zostałem później zwolniony. Podejrzewam, że nie tylko z przyczyn ekonomicznych, bo portier nadal tam jest".
Obecny pracownik "Spomaszu" SA Bronisław S. stwierdził, że w zakładzie "idzie ku dobremu". Pensje płacone są terminowo, a zaległości w stosunku do niego z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej są regularnie spłacane. - "Gdyby nie nowa spółka, to "Spomasz" upadłby" - zeznał świadek. - "Utworzenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością było dobrym wyjściem" - mówiła pracownica zakładu Barbara D. Jej zdaniem, stara spółka akcyjna generowała straty, a nowy podmiot pozbawiony był obciążeń finansowych. Wysokie straty zakładu spowodowane były zobowiązaniami pracowniczymi i koniecznością ich spłaty. A związki zawodowe nie chciały pójść na ustępstwa. Obecnie wszystkie zobowiązania pracownicze zostały uregulowane, a spółka nie generuje strat. Zeznająca poruszyła także sprawę zaległości "Spomaszu" SA w stosunku do gminy Żnin z tytułu podatku od nieruchomości. Powiedziała, że zaległości wobec gminy są, ale nie ma ich w stosunku do urzędu podatkowego.
- "Zwracaliśmy się do gminy, aby zagospodarowała majątek, ale bezskutecznie. Gmina nie chce nam znieść, czy umorzyć podatku od nieruchomości" - mówiła Barbara D., która odpowiedziała sądowi, iż nowy podmiot produkuje urządzenia piekarnicze. - "Spółka akcyjna zleca produkcję spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie było tak, że to spółka z o.o. zlecała "Spomaszowi" SA wykonanie jakiejś inwestycji. Nie ma przepływu gotówkowego między spółkami. Na zlecenie wykonania określonej czynności w spółce z o.o. płaci "Spomasz" SA, obciążając nową jednostkę, w której jest 100% udziałowcem" - zeznała Barbara D.
Świadek wyjaśnia również, że utworzenie we wrześniu 2002 roku firmy "Spomasz - maszyny piekarnicze" nie mogło uniemożliwić zaspokojenia wierzycieli. Spółka posiada nadal majątek nieruchomy, który mógłby być przeznaczony pod egzekucję, ale wierzyciele nie chcieli go zagospodarować. Natomiast komornika interesowała tylko gotówka. Dlatego też spółka akcyjna ma zajęte konta do dziś. - "W związku z taką sytuacją, gdyby nie utworzenie nowej spółki, to stary "Spomasz" upadłby" - zeznała Barbara D.
Radca prawny "Spomaszu" Michał J. wyjaśnił, że utworzenie nowej formy było zgodne z prawem, a powołanie do życia pozbawionego obciążeń podmiotu pozwoliło spłacić zobowiązania spółki akcyjnej.
<>Jeden z wierzycieli Romuald M. powiedział, że faktycznie w grudniu 2002 roku "Spomasz" spłacił zobowiązania. - "Sytuacja się zmieniła i nie żądam ścigania oskarżonych. Ja sam zgłosiłem się do prokuratury po artykułach prasowych o spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. Teraz jestem zadowolony ze współpracy z tą spółką" - powiedział świadek.
Godzinna przerwa w rozprawie Leszka F. i Jana B. spowodowana była absencją ich obrońcy Edmunda Dobeckiego, który w trakcie ustanowionej przez sąd pięciominutowej przerwy, udał się na inną rozprawę w żnińskim sądzie. Tym samym zamiast pięciu minut świadkowie czekali ponad godzinę na kontynuowanie sprawy. Przewodniczący składu sędziowskiego Łukasz Bem uznał zachowanie pełnomocnika oskarżonych za naganne.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 717 (45/2005)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze