Gmina Rogowo bez wątpienia jest jedną z gmin najbardziej dotkniętych piątkowym huraganem. Do poniedziałku do GOPS-u wpłynęło 178 wniosków tylko o uszkodzonych budynkach mieszkalnych, w środę od rana spływają kolejne. Pierwszych pieniędzy poszkodowani mogą spodziewać się w najbliższych dniach.
Blacha z dachu budynku gospodarczego w Wiewiórczynie pofrunęła kilkaset metrów, daleko na pole po drugiej stronie drogi fot. Sylwia Wysocka DRZEWA NA DROGACH
Rogowo jest gminą, którą piątkowa nawałnica potraktowała wyjątkowo okrutnie. Pościągane z budynków dachy, ludzie z niebem nad głową. Tu w garażu przygniecione ścianą auto, tu garaż blaszany zawinięty wokół transformatora i wszędzie powalone drzewa. Jedne poskręcane, inne połamane albo też wyrwane z korzeniami. Tam blacha, tu eternit, jeszcze dachówki, cegły, jakieś elementy drewnianej konstrukcji dachu. Drogi nieprzejezdne zagrodzone ogromnymi drzewami - wszędzie wozy strażackie i warkot pił spalinowych. Pomagali też rolnicy, ściągając na pobocza ogromne, powalone na jezdnię drzewa. Drogi udrożniali mieszkańcy.
Taki widok od piątkowej nocy. Strażaków-ochotników, których spotkałam przed północą na jednej z janowieckich ulic, następnego dnia przed 10:00 spotkałam w Niedźwiadach, gdzie pokonywali kolejną barykadę kilku ogromnych drzew powalonych na drogę. Okazało się, że pracują bez wytchnienia, bo cała ich akcja trwała blisko 40 godzin. Inni spotkani za Rogowem mówili, że spali 5 godzin i wrócili do akcji. W niedzielne popołudnie na drodze Rogowo - Niedźwiady pracowało jeszcze kilkudziesięciu strażaków spoza naszego powiatu, przywracając drugi pas ruchu.
ZMIECIONE LASY
Las pomiędzy Rzymem, Niedźwiadami i Rogowem praktycznie nie istnieje, a jego uprzątnięcie to dla Nadleśnictwa Gołąbki ogromne wyzwanie. Nadleśniczy Marek Malak podkreśla, że o stratach póki co mówić się nie da, bo są szacowane, ale część dróg nadal jest nieprzejezdna i nawet nie ma możliwości przejścia tego na piechotę. - Wstępnie powierzchniowe straty oszacowaliśmy na poziomie ponad 500 ha i 160.000 m3 leżącego drewna ze wskazaniem do 200.000 m3 i to tylko na terenie Nadleśnictwa Gołąbki. W pierwszej kolejności udrażniamy drogi, kiedy już będzie przejezdność możemy mówić o sprzątaniu lasu. Jednocześnie mój gorący apel, jest zgoda wojewody, starostów, władz samorządowych na sprzątanie przez ludzi drewna leżącego przy drogach, natomiast jest nadinterpretacja tego faktu i spotkaliśmy się już kilka razy z próbą wjazdu do lasu i kradzieży drewna. Apeluję, żeby do tego nie dochodziło, bo będziemy za to karali. Jest ogłoszony zakaz wstępu na tereny leśne z uwagi na grożące niebezpieczeństwo wiszących gałęzi, pochylonych drzew i może dojść do nieszczęśliwych wypadków. Apeluję o przestrzeganie tego zakazu - mówił Marek Malak.
Nadleśniczy zapewnił, że największe szkody powierzchniowe na terenie leśnym powstały od Rogowa w stronę Gniezna, gdzie nastąpiło największe uderzenie.
Drogę z Niedźwiad w kierunku Rogowa zagradzały powalone z korzeniami drzewa fot. Sylwia Wysocka USZKODZONE BUDYNKI
Podinspektor do spraw wojskowych, obronnych i obrony cywilnej w rogowskim ratuszu Elżbieta Strzeżyńska, która zarazem kieruje gminnym sztabem kryzysowym, zapewniła, że służby pracują od piątkowego wieczoru, ruszyły do akcji tuż po nawałnicy, jaka nawiedziła teren gminy. - Wszyscy działamy, drogi mamy już przejezdne, wystąpimy o pomoc finansową do wojewody dla poszkodowanych w pierwszej kolejności w związku z uszkodzeniami budynków mieszkalnych. W części gminy nie ma wody, prądu, internetu, przez co nie mamy łączności. Zaraz po tej nawałnicy około 22:00 prace rozpoczęli strażacy, wydawaliśmy im plandeki, dodatkowe kupiliśmy w nocy w „Inter-Vax“ i wszystkie wydaliśmy strażakom. Strażacy zabezpieczali dachy na budynkach mieszkalnych, usuwali co mogli po drodze - mówi Elżbieta Strzeżyńska.
Wójt Rogowa Józef Sosnowski jeździł w nocy po terenie gminy, następnego dnia do sołtysów, bo nie mógł się z nimi skontaktować telefonicznie, a za ich pośrednictwem robiono wstępne listy szacunkowe poszkodowanych przez żywioł mieszkańców. W niedzielę zgłoszonych było już ponad 100 budynków z uszkodzonym dachem, z czego największe straty w Grochowiskach Księżych, Czewujewie, Izdebnie, Bożacinie, Lubczu, Cotoniu, Rogowie.
Poskręcane, połamane transformatory, zerwane linie energetyczne, powyrywane drzewa, tunel na drodze pomiędzy powalonymi drzewami. - Nie ma miejscowości, gdzie nie byłoby uszkodzonych budynków, przy Urzędzie zostały nam dwa drzewa, na szczęście upadły tak, że nie zrobiły większych strat. Najważniejsze jest jednak to, że nie ma ofiar w ludziach. Działamy i robimy wszystko, by jak najszybciej życie powróciło do normy - powiedziała szefowa sztabu kryzysowego Elżbieta Strzeżyńska.
Złamany konar zawalił się na budynek państwa Terczewskich w Rogówku fot. Sylwia Wysocka POMOC POSZKODOWANYM
Mariola Kuchcińska, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy w Rogowie, który przyjmuje wnioski do wojewody o pomoc finansową, zapewnia, że do poniedziałku do 14:00 wpłynęło 178 wniosków i są to tylko wnioski dotyczące zniszczeń w budynkach mieszkalnych. - Dziś (środa) od samego rana wpływają kolejne wnioski poszkodowanych, a kolejka jest długa, dlatego liczba ta systematycznie rośnie. Dziś w teren wyjeżdżają trzy ekipy pracowników Opieki i osób biegłych w zakresie budownictwa na wizje lokalne do wnioskujących. Podstawą wypłaty 6.000 zł od wojewody jest wywiad środowiskowy. Poszkodowani mogą spodziewać się pieniędzy w najbliższych dniach, procedurę utrudnia brak prądu w Rogowie - mówi Mariola Kuchcińska. Kierownik GOPS zapewniła, że ekipy potwierdzające szkody będą pracowały cały dzień.
Mieszkańcy gminy, których domy ucierpiały najbardziej mówią, że nawałnica trwała kilka minut, a spowodowała nieodwracalne straty. Zapewniają, że czegoś takiego nigdy nie przeżyli i już nie chcą tego doświadczyć po raz drugi.
POZRYWANE DACHY
Julita Marciniak mieszka w Lubczu wraz z mężem i czteromiesięczną córeczką. - Akurat karmiłam córkę, jak to się zaczęło. Najpierw wyrwało z dachu wywietrznik, woda zaczęła się lać lampami do środka, ściągało z dachu dachówki, woda się lała na komputer, telewizor, xboxa. Komody, panele na podłodze napuchły od nadmiaru wody. Nie ma u nas wody, prądu, telefony nie działają, coś strasznego, ale i tak cieszymy się, że tak się to skończyło, inni mają jeszcze gorzej - mówi mieszkanka Lubcza.
Na sąsiedniej posesji ściana zawaliła się na samochód zaparkowany w garażu, w Rogowie blaszany garaż przeniosło kilkadziesiąt metrów dalej i zawinęło wokół transformatora, inny stracił dach, kolejny boczną ścianę.
Jednak najtrudniejszą sytuację stanowią pozrywane dachy z budynków mieszkalnych, a takich jest mnóstwo - nawet jeśli niecały, to częściowo odkryty.
Dom w Czewujewie w sobotę rano fot. Natalia Urbanowska KONARY DĘBU W SALONIE I SYPIALNI
Andrzej i Maria Terczewscy w swoją posiadłość w Rogówku zainwestowali cały dorobek życia. 25 lat temu znaleźli to miejsce i przeprowadzili się z Poznania. Kupili to od księdza, dokupili jeszcze ziemi od sąsiadów i gminy. Stworzyli park, staw, wyremontowali budynki.
- Każdą złotówkę inwestowaliśmy w tę nieruchomość, zależało nam bardzo, by wszystko było naturalne drewno, kamień, blisko natury. Stworzyliśmy warunki do rozwoju ptactwa, wiewiórek, mieliśmy sowy, kaczki i chyba wszystkie gatunki ptaków występujące na tym terenie. Założyliśmy 80 budek lęgowych, w których rozmnażały się nawet wiewiórki. Taki prawdziwy azyl z przyrodą za oknem i w jednej chwili to straciliśmy - mówi Andrzej Terczewski.
- To był moment, niby normalna burza, nagle leży 50 drzew, na dachach konary, dwa wpadły na przestrzał do pomieszczeń w domu. Zniszczony jest też drugi dach, pękła ściana - mówi Mateusz Terczewski. Wokół domu powalonych zostało 50 akacji, ogółem na posesji jeszcze ponad 80 innych drzew.
Właściciel posesji zapewnia, że boli go ignorancja, zaraz po burzy zgłosili fakt, że konary dębu, oznakowanego pomnika przyrody przebiły im dach na wylot i sterczą w sypialni i salonie. Usłyszeli, że potrzebny jest dźwig, więc go pozyskali. Jak mówią, jeździli, dzwonili pięć razy, mieli obiecywane, że do nich przyjadą, a zjawili się dopiero w niedzielę przed wieczorem, po tym jak właściciel poinformował, że już ściągnął prasę. - Rozumiemy, że w pierwszej kolejności udrożnienie dróg, ale jak słyszymy od strażaków, że nie wyjmą nam konarów wbitych w dom, bo najpierw mają jechać wyciąć złamane drzewo u pracownika Urzędu, to ręce opadają. Uważamy, że ktoś powinien zadbać o to, by służby były kierowane z uwagi na wielkość poniesionych szkód, a nie najpierw w miejsca wycinki drzewka na prywatnej posesji. Nie ma organizacji, sami musimy szukać dźwigu, nikt się nie interesuje, strażacy 5 razy stąd wyjeżdżali. Załatwiliśmy dźwig, mieli być o 13:30 i też nie przyjechali, dopiero jak poinformowaliśmy, że jedzie dziennikarz - mówią Terczewscy.
Dąb - pomnik przyrody przez 25 lat był pod ich opieką. Jak zapewniają, nigdy nie chcieli z gminy grosza na jego utrzymanie, sami najmowali służby do jego pielęgnacji, za co płacili z własnej kieszeni. Za płotem mają Strugę Ryszewską, przy której rosły ogromne drzewa, które teraz wpadły na ich posesję. Drzewa o średnicy 70-80 cm w wielu miejscach uszkodziły płot, powyrywały wylewkę.
Opowiadają, że nie mogli się ratować folią, bo konary po 3 metry i większe leżały na dachu, dwa były w niego wbite, więc nie mieli szansy wejścia na dach i naciągnięcia plandeki. W przypadku deszczu mieliby zalane mieszkanie. Po burzy podstawiali miski i wiadra, by deszcz nie zalewał mieszkania.
TRZY BUDYNKI Z ZAKAZEM ZAMIESZKANIA
W Grochowiskach Księżych huragan dokonał ogromnych szkód i nikt nawet nie mówi tu o zniszczonych płotach, garażach, powyrywanych czy połamanych drzewach. Tu wiele budynków pozostało bez dachu, na samochody spadły drzewa, okna są powybijane przez latające dachówki i cegły. Trzy budynki są z zakazem zamieszkania, choć czwarty też się na to kwalifikuje.
- Jestem dumna z naszych strażaków OSP Grochowiska Księże, którzy po dwie doby i dłużej pracowali, udrożnili drogę, pomogli naszym mieszkańcom i dalej byli dysponowani do zdarzeń na terenie gminy Rogowo, jak i gminy Gąsawa. Na wielką pochwałę zasługują też mieszkańcy, którzy jednoczyli się z poszkodowanymi, pożyczali plandeki, pomagali je montować, ratował jeden drugiego, zapewniano schronienie poszkodowanym. Kiedy przyszedł czas na sprzątanie wsi, to wykazali się ogromną mobilizacją. Wieś wygląda strasznie, pospisywaliśmy już szkody, ludzie są załamani i strach na informację, że w środę ma przyjść podobne zjawisko - mówi sołtys Aneta Olszowa.
W nocy sołtys zgłosiła się do energetyki po huraganie, bo pozrywane linie energetyczne leżały na ziemi i otrzymała informację, że zasilanie zostanie odłączone, bo ujęte zostało to jako zagrożenie życia. - Nadal nie mamy prądu, słyszymy, że słupy są połamane, nie ma linii, skala zniszczeń jest ogromna. Energetycy nie potrafią nam odpowiedzieć na pytanie, kiedy wróci prąd do naszych domów - mówi sołtys Grochowisk Księżych.
SCHOWALI SIĘ W ŚWINIARNI
Natalia Urbanowska z Czewujewa opowiada jak kilka minut, które dla niej było wiecznością, zmieniło jej życie, ile kosztowało ją nerwów, jaki budziło strach. - Z nami mieszka niepełnosprawna ciocia i kiedy narzeczony usłyszał huk na strychu, kazał nam uciekać, bo hałas był taki, jakby się to wszystko zawalało. Uciekałyśmy przez okno, bo tędy było bezpieczniej. Wyniosłam ciocię i zaniosłam ją do świniarni, tam też zabrałam psy. Przemek, mój narzeczony został, chciał ratować. Z domu zabrało dach, częściowo z belkami i całą konstrukcją. Możemy przebywać tylko w jednej części, w kuchni, pokoju i łazience, druga część budynku grozi zawaleniem. Nikomu nie życzę takiej tragedii, w czerwcu był rok jak odbudowaliśmy dach, a teraz czeka nas kolejny remont dachu i domu. Nie wiem, jak to będzie - mówi Natalia Urbanowska.
Dachówki poleciały też ze świniarni, zachował się tylko kurnik. Po tragedii zabrała ich rodzina, jednak wrócili już do domu I mieszkają w części budynku. Strażacy zabezpieczyli dach plandekami. - Nie wiem, jak dziękować wszystkim, którzy przyszli nam z pomocą, rodzinie, znajomym, strażakom za ich pracę. Naszej wdzięczności nie da się opisać. To jest nie do opisania, całe szczęście, że nikomu nic się nie stało, że wszyscy wyszliśmy z tego cali. Teraz trzeba odbudować, a na poprzedni remont zaciągnęliśmy już kredyt - mówi poszkodowana w nawałnicy mieszkanka Czewujewa.
Opowiada o tym, jak bardzo bała się o niepełnosprawną ciocię, która bardzo emocjonalnie to przeżyła, o narzeczonego, który chciał ratować ich dobytek, o tym, że uciekając z ciocią pogubiła buty, o huku, trzasku, o lecących elementach obu dachów. Te kilka minut wydawało się być godzinami. Jak podkreśla, najważniejsze jest to, że są cali i zdrowi.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1331 (33/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze