Reklama

Zostali bez pracy

Nadleśnictwo Szubin, pracownicy, praca, Lasy Państwowe
     Zostali bez pracy
    Przez kilkanaście lat pracowali na rzecz nadleśnictwa. Swoją pracę wykonywali jak najlepiej. Nie było żadnych zastrzeżeń. W grudniu, po rozstrzygnięciu przetargów na usługi leśne, okazało się, że pracy dla nich już nie ma.

     - Mieliśmy dobrą robotę - tak mówią przedstawiciele firm, które jeszcze w ubiegłym roku świadczyły usługi na rzecz Lasów Państwowych, a dokładniej na rzecz Nadleśnictwa Szubin.
     - Pracowałem tam przez 30 lat. Szukali oszczędności i zwolnili bez odprawy nawet. Musiałem założyć własną działalność - mówi jeden z właścicieli firm usługowych.

Strona z rozstrzygnięciem jednego z przetargów ogłoszonych przez Nadleśnictwo Szubin. W rubryce dotyczącej liczby punktów przyznanych za zastosowanie przyjaznych technologii w zakresie oddziaływania na środowisko Andrzej Wolnik dostał zero punktów. Twierdzi, że to za brak „forwardera”.  

     NA WŁASNĄ RĘKĘ
     Firmy założyli byli pracownicy Nadleśnictwa Szubin, którzy zostali zwolnieni z Lasów Państwowych. Kiedy pracowali w nadleśnictwie, robili to samo, co do niedawna. W 1995 roku Lasy szukały oszczędności, zwolniły pracowników, a ci założyli własne działalności i dalej świadczyli te same usługi co wcześniej, tylko na innych zasadach. Co należało do ich obowiązków?
     - Cała gospodarka leśna - mówią. - Pozyskiwanie drewna, zrywka, hodowla, przeciwpożarowa ochrona lasu czy utrzymanie obiektów turystycznych.
    Na początku były podpisywane między stronami umowy. Te pierwsze umowy zawierane były na czas nieokreślony. Trwało to do czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.      W 2004 roku umowy zostały im wypowiedziane. Potem nadleśnictwa zaczęły ogłaszać przetargi na każdy rok. Poszczególne firmy zgłaszały swoje oferty na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej. I każdego roku, po ogłoszeniu wyników przetargu, nadal wykonywały swoją pracę.
     - Każdy robił swoje i nikt nikomu w drogę nie wchodził - oświadczają nasi rozmówcy.
     ZASKOCZENIE
     Nadleśnictwa ogłaszają przetargi na poszczególne pakiety. W jednym pakiecie znajduje się zazwyczaj jedno leśnictwo. Szubińskie nadleśnictwo założyło sobie, że podczas wyłaniania najkorzystniejszej oferty osiemdziesiąt procent oceny stanowi cena, a kolejne dwadzieścia procent pozostałe czynniki. Do oceny w tej drugiej grupie wlicza się: zastosowanie przyjaznych technologii w zakresie oddziaływania na środowisko (10%), posiadanie licencji przyznanej przez Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych w Gołuchowie lub dokument równoważny potwierdzający kwalifikacje do prowadzenia działalności w zakresie usług leśnych (5%) oraz dysponowanie osobą z nadzoru technicznego, która posiada minimum wykształcenie średnie leśne (5%).
     Jak co roku, także w 2012 r. podmioty wykonujące usługi z zakresu gospodarki leśnej złożyły swoje oferty (w listopadzie), ale wynik przetargu (na początku grudnia) większość z nich zaskoczył. Zaskoczył, bo przegrali i zostali bez pracy. Dla wielu wykonywanie usług dla nadleśnictwa było jedynym źródłem utrzymania. Teraz nie wiedzą, co robić.
     Zaczęli szukać przyczyn przegranej w przetargach i analizować sytuację. Wydawało im się niemożliwe, że rok wcześniej było wszystko w porządku, a teraz już nie.
     LEPSZY SPRZĘT
     Twierdzą, że diabeł tkwi w szczegółach i właśnie tam znaleźli przyczynę swojej porażki. W kryterium związanym z zastosowaniem przyjaznych środowisku technologii według specyfikacji istotnych warunków zamówienia należało używać bioolejów. Ten wymóg, jak twierdzą przedstawiciele firm, stosowany jest tylko w Nadleśnictwie Szubin. Każdy z nich takich olejów używa, bo inaczej już wcześniej nie mogliby z nadleśnictwem podpisać umowy. Ten wymóg spowodował również wzrost cen na te oleje o ponad 100%. Dlatego nasi rozmówcy dziwią się, że używając tylko takich olejów, które są wymagane, mogli przegrać. - Zmuszono nas do stosowania bioolejów, choć nie było wymogu - podkreślają.
     Zaczęli szukać dalej. Okazało się również, że w tej samej kategorii w specyfikacji w punkcie opisującym wzory do obliczenia punktowego dla pakietów 1-19 napisane jest: Za zastosowanie przyjaznych technologii w zakresie oddziaływania na środowisko uważa się dysponowanie sprzętem do zrywki nasiębiernej drewna stosowanego oraz kłód innym niż przyczepa kłonicowa z żurawiem, [tylko - przyp. rk] np. ciągnik specjalistyczny typu „forwarder” w ilości minimum 1 sztuka. Kryterium to będzie weryfikowane na podstawie wykazu narzędzi i urządzeń, jakimi dysponuje wykonawca. Brak zastosowania technologii = 0 pkt.
     - My mamy przyczepy HDS [skrót od: hydrauliczny dźwig samochodowy - przyp. rk] z żurawiem - wyjaśniają. - A „forwarder” to pojazd samojezdny, tylko że w praktyce to te same maszyny. Dotychczas wykonywaliśmy zlecenia stosując HDS-y, a tu nagle taka zmiana. Dwa lata temu powiedzieli nam w nadleśnictwie, że jak nie będziemy mieć wózków [czyli HDS-ów - przyp. rk], to nie będziemy spełniać wymogów. Firmy nasze się pozadłużały, nabraliśmy kredytów i pokupowaliśmy sprzęt, za który teraz dostaliśmy zero punktów.

Reklama
”Forwarder” przypisany był tylko do pakietu nr 23 i w żadnym momencie w pozostałych pakietach jego ewentualne posiadanie nie było punktowane” - twierdzi nadleśniczy Krzysztof Kraska

     NIE SPOD KIOSKU
     Nasi rozmówcy twierdzą, że wpisanie przez Nadleśnictwo Szubin takich, a nie innych, kryteriów faworyzowało firmy, które w ostateczności przetargi wygrały. Uważają też, że ceny zaproponowane przez konkurencję są dumpingowe, niższe od faktycznych kosztów zatrudnienia. Mówią też, że w gospodarce leśnej nie mogą być zatrudnione osoby bez odpowiednich przeszkoleń i kursów. To powoduje zwiększenie kosztów.
     - My już nie mamy czym z ceny zjechać - twierdzi jeden z nich.
     - Nie mogą to być osoby spod kiosku z piwem, które pracują za grosze - tłumaczą przedsiębiorcy.
     Zasady są takie, że na jeden pakiet kierowanych jest zazwyczaj 4 pracowników. Są pakiety, na które wymagana jest większa lub mniejsza ilość osób, ale w większości wymaga się czterech. Część z osób, zazwyczaj dwie, musi mieć ukończone kursy pilarzy, a jedna osoba musi posiadać uprawnienie do pracy ze środkami ochrony roślin. Wykazane osoby w zamówieniu do jednego pakietu nie mogą powtarzać się w innym zamówieniu. Prościej rzecz ujmując: każde leśnictwo ma mieć stałą ekipę, która nie może pracować na terenie innego. - Ale w tym samym nadleśnictwie. Te same osoby wykazywane są do pracy w innych nadleśnictwach - wyjaśniają przedsiębiorcy.
     - Nadleśnictwo Szubin nie jest uprawnione do kontrolowania podmiotów gospodarczych pracujących poza jego terenem - tłumaczy nadleśniczy Nadleśnictwa Szubin Krzysztof Kraska.
     Przedstawiciele podmiotów, które w ubiegłym roku usługi na rzecz Nadleśnictwa Szubin świadczyły, powiedzieli nam, że na co dzień nikt nie sprawdza, czy w wykazach nazwiska się powtarzają. Dodają, że przy tak niskich cenach firmy oszczędzają na ludziach i mogą zatrudniać osoby nieprzeszkolone i bez kursów. A nasi rozmówcy, by zapewnić obsadę w poszczególnych leśnictwach, musieli też ponosić koszty związane z zatrudnieniem: opłacić ZUS, badania lekarskie, przegląd techniczny sprzętu, nie mówiąc o kosztach wynikających z samej umowy.
     - Było ogłoszenie w prasie, że poszukują pilarzy. Nasi pracownicy dzwonili i dowiedzieli się, że oferowali pracę na 9 godzin z własną piłą, gdzie przepisy wymagają, że pilarz nie może pracować więcej nić 4 godziny - twierdzą.
     Kolejna zmiana w specyfikacji dotyczy osoby z nadzoru technicznego. - Kiedyś wystarczyło, że miała odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, a teraz musiała mieć pięcioletnie doświadczenie. To też nas zaskoczyło - mówią. Dodają, że firmy pomagają sobie w zakresie zatrudniania techników z wykształceniem leśnym.
     - To nie jest tak, że osoby z nadzoru muszą wykazać się pięcioletnim doświadczaniem od tego roku. To kryterium stosujemy od 3 czy 4 lat - informuje nadleśniczy. - W żadnym kryterium nie mówi się o pięcioletnim doświadczeniu, tylko o wykształceniu leśnym.
     Nadleśniczy powtarza też, że na jeden pakiet są wyznaczone 4 osoby i nie mogą się powtarzać w innym pakiecie oraz to, że 2 z nich muszą posiadać uprawnienia pilarza.
     BEZ PERSPEKTYW
     Ceny konkurencji, jak twierdzą nasi rozmówcy, są średnio niższe o 20% od tych, jakie zaproponowali oni. Z tym, że na kilka pakietów ceny, jakie przedstawili oferenci, są wyższe od sum, jakie na dany pakiet chce przeznaczyć zamawiający. - Na szkółkę cena przekroczyła 98 tys. zł i przetarg został unieważniony, a na usługi związane z użyciem „harvestra” też oferta była droższa, ale tu przetargu nadleśnictwo nie unieważniło - wyjaśniają. - Tam, gdzie przetarg unieważniono, startował mały przedsiębiorca z naszego terenu, a tam gdzie ofertę przyjęto, startował jeden z tych potentatów, którzy powygrywali.
     Teraz podmioty, które przegrały przetargi, są w trudnej sytuacji. - Dla mnie było to jedyne źródło dochodu - mówi jeden z nich. - Trzydzieści lat pracy w lesie i zostałem bez środków do życia. Nikt się tym nie martwi. Zainwestowałem w sprzęt, zadłużyłem się, a teraz nie mam nic, a ludzie, których zatrudniałem, poszli na bruk. Nie wiem, skąd ta polityka nadleśnictwa. Wykonywaliśmy prace rzetelnie, a leśnicy byli zadowoleni. Żadnych skarg, uchybień, kar nie było.
     Wśród kilku podmiotów, które przegrały, są firmy szubińskich radnych Rady Miejskiej Elżbiety Katafiasz i Andrzeja Wolnika. Widzą dramat ludzi, którzy zatrudniali pracowników i po przegranych przetargach musieli ich zwolnić. Około 30 osób zostało bez pracy w gminie z i tak wysokim bezrobociem. Podkreślili, że firmy zatrudniały pracowników normalnie i legalnie na podstawie umów o pracę, a nie na zasadzie samozatrudnienia. - Podejrzewamy, że tak się dzieje, ponieważ przy normalnych kosztach, jakie ponosi się na pracowników, nie ma możliwości tak obniżyć cenę - mówią.
     Zdaniem wszystkich przedsiębiorców, z którymi rozmawialiśmy, Nadleśnictwo Szubin samo może znaleźć się w tarapatach, bo w tym roku zwycięzcy oferowali niskie ceny, ale w przyszłości może być zupełnie inaczej. - Teraz, żeby wykończyć konkurencję, czyli nas, oferowali ceny bardzo niskie, których my nie mogliśmy przeskoczyć. Potem, jak nas wykończą i nie będą mieć konkurencji, to nadleśnictwo będzie musiało przyjąć ich oferty z ich cenami, bo na rynku nikogo innego nie będzie - przewidują nasi rozmówcy. - Nadleśniczy powinien służyć społeczności lokalnej, a nie obcym.
     WJEDZIE KOMBAJN
     Jedną z osób, które widnieją w ogólnodostępnym wykazie zwycięzców przetargów na poszczególne pakiety, jest Jan Kwaśniewski z Samoklęsk Małych, a więc z terenu gminy Szubin.
     - Kto złoży tańszą ofertę, to wygra i tyle mam w tym temacie do powiedzenia - twierdzi i dodaje, że po to są przetargi, by wygrywała oferta najtańsza.
     Zapytaliśmy go, jak to jest z tymi dumpingowymi, niskimi cenami, które nie pokrywają kosztów. - Kombajn wjeżdża do lasu i koszty są niższe. Ośmiu pilarzy taki kombajn zastąpi - wyjaśnia przedsiębiorca. - Mamy iść za nowoczesnością czy ciągle tkwić w epoce kamienia? Ciągniczek ledwie pyrkolił i się psuł. Musimy iść z postępem, bo nas Czesi i Niemcy zjedzą.
     Katarzyna Hartwich z Wtelna kieruje firmą, która również zajmuje się usługami leśnymi. Jej firmie także udało się w tym roku wygrać przetargi na wykonywanie usług w Nadleśnictwie Szubin. Odnosząc się do argumentów związanych ze zbyt niską ceną powiedziała, że wykonuje usługi leśne nie tylko w Nadleśnictwie Szubin, ale również w ościennych nadleśnictwach. Tam spotkała się z tym, że pewien podmiot wykonywał podobne zadania za 8 zł na godzinę, za roboczogodzinę, czyli za dużo mniej. - Jeśli ma się dobrze zorganizowaną pracę, dobry sprzęt i jeśli się wymaga od pracowników, to można robić za takie pieniądze - uważa nasza rozmówczyni.
     Podkreśla, że przetargi są otwarte nieograniczone i każdy, kto spełnia wymogi zawarte w SIWZ, może do przetargu stanąć. Dodaje, iż pracuje w branży leśnej ponad 13 lat i w tym czasie wykonywała usługi w różnych częściach kraju: - Pracujemy tam, gdzie wygrywamy.
     Katarzyna Hartwich przyznaje, że w swojej ofercie miała forwarder. - Tak, dysponujemy takim sprzętem. Zaczynaliśmy równo. Na samym początku miałam jedną piłę i ciągnik. Każdy ma takie same możliwości. Można wziąć kredyt lub leasing. Jeśli chce się pracować w tej branży, to nie można stawać w miejscu.
     FORWARDER NIE BYŁ WYMAGANY
     Podczas naszej rozmowy nadleśniczy Nadleśnictwa Szubin Krzysztof Kraska wyjaśnił, że forwarder nasiębierny - specjalistyczny ciągnik do zrywki drewna był przypisany tylko do jednego pakietu o numerze 23, a mianowicie do pozyskania drewna przy pomocy procesora ścinkowego (harvestera). Natomiast startując w pozostałych pakietach wnioskodawcy nie musieli wykazywać się tym sprzętem. Podkreślił, że poza ceną, której znaczenie wynosiło 80%, jednym z kryteriów było również stosowanie przyjaznych środowisku technologii, w tym przypadku olejów biodegradowalnych (10%). Inne kryteria zastosowane w przetargu to: posiadanie licencji przyznanej przez Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych w Gołuchowie lub równoważny dokument potwierdzający kwalifikacje do prowadzenia działalności w zakresie usług leśnych (5%) i ostatnie kryterium to dysponowanie osobą z nadzoru technicznego posiadającą wykształcenie minimum średnie leśne (5%).
     Zapytaliśmy nadleśniczego, czy nie wystarczyłaby sama cena w kryteriach ocen. - Nie wystarczy, bowiem może się okazać, że różnica w zaoferowanej cenie będzie niewielka i wpływ na rozstrzygnięcie będą miały inne walory firmy, które są oczekiwane przez nadleśnictwo, a wyrażone w dodatkowych kryteriach.
     DECYDOWAŁY PUNKTY
     Zapytaliśmy nadleśniczego, dlaczego w pakiecie pod nazwą Pozyskanie drewna procesorem ścinkowym przyjęto ofertę droższą niż pula, jaką ma na to nadleśnictwo, skoro przy każdym pakiecie preferowane były najniższe oferty.
     - Wybierane były oferty z najwyższą sumaryczną ilością punktów według ustalonych kryteriów, a nie najniższe oferty - wytłumaczył i dodał, że skoro na innych pakietach powstały oszczędności, bo oferty okazały się dużo tańsze od puli, jaką miało nadleśnictwo, to w tym konkretnym przypadku można było sobie pozwolić na przyjęcie oferty niemieszczącej się w puli: - Ale najniżej wycenionej ze złożonych w przetargu ofert - doprecyzował nadleśniczy.
     MOGĄ PRACOWAĆ DALEJ
     Nadleśniczy Nadleśnictwa Szubin Krzysztof Kraska powiedział, że rozumie przedsiębiorców, ale uważa, iż z tej trudnej dla nich sytuacji też jest wyjście. Osoby, które przetargi przegrały, mogą - zdaniem nadleśniczego - starać się znaleźć pracę w tych zakładach usług leśnych, które rozstrzygnęły przetarg na swoją korzyść i dalej wykonywać swoje usługi na rzecz nadleśnictwa jako podwykonawcy tych, którzy wygrali.
     Jan Kwaśniewski powiedział, że ma z kilkoma podmiotami podpisane umowy i pracują u niego jako podwykonawcy. - Zaproponowałem, by wspólnie iść. Wszyscy mogą mieć pracę. Tylko musimy się trzymać razem, a tak przyjdą z innych rejonów Polski i też wygrają i pozamiatają po nas - mówi przedsiębiorca.
     Zapytaliśmy również Katarzynę Hartwich o ewentualną współpracę w ramach podwykonawstwa z podmiotami, które w przetargach przegrały: - Jeśli ktoś kopie dołki pod innymi, to jak miałaby ta współpraca wyglądać? - zapytała.
     Przedsiębiorcy twierdzą, że współpracować mogą, ale na uczciwych warunkach: - My poniesiemy koszty, a główny wykonawca za to weźmie jeszcze 10% lub więcej do siebie. Niech nas nie ośmieszają. To jest haracz. Wskazując nas jako podwykonawców nadleśniczy na to pozwala. A ten pan jak chciał współpracować, to przed przetargiem powinien to uzgodnić, a nie po.
     CHCĄ WYJAŚNIEŃ
     Ludzie, dla których do niedawna las był źródłem utrzymania, chcą teraz wyjaśnień. Wystosowali pismo do Regionalnego Dyrektora Lasów Państwowych w Toruniu i czekają na jego działania.
     - Człowiek by się pogodził, gdyby nie te niuanse świadczące o niejasnościach wokół przetargu - mówią.
     Rzecznik prasowy Urzędu Zamówień Publicznych w Warszawie Anita Wichniak-Olczak wyjaśniła, że zgodnie z prawem zamówień publicznych procedura przetargu winna być przeprowadzona z zachowaniem zasady uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Ponadto czynności związane z przygotowaniem oraz przeprowadzeniem postępowania o zamówienie publiczne należy wykonywać w sposób bezstronny i obiektywny.
     Zapytaliśmy rzecznika UZP, czy dokładne zapisy w SIWZ dotyczące wymagań technicznych w zamówieniu nie ograniczają liczby oferentów. - Wypowiadanie się na temat konkretnego postępowania o udzielenie zamówienia publicznego możliwe jest po analizie dokumentów tego postępowania. W tym wypadku trudno przesądzić, czy doszło do nieprawidłowości, czy też nie, tzn. czy sprzęt wymagany w zamówienia był np. niezbędny do jego realizacji - wyjaśniła Anita Wichniak-Olczak.
     Poznanie dokumentacji i zbadanie sytuacji będzie możliwe, jeśli wnioskodawcy, którzy czują się pokrzywdzeni, spróbują zgłosić sprawę powołanym do tego organom, na przykład Krajowej Izbie Odwoławczej lub zwrócą się do Urzędu Zamówień Publicznych.
     - Nie zawsze jednak są potrzebne tak daleko idące kroki. Czasem wystarczy zwrócić uwagę zamawiającemu, że w dokumentacji postępowania zawarto wadliwe zapisy - stwierdziła nasza rozmówczyni.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1095 (6/2013)

Reklama

 

 

 

Komentarz

   Im dalej w las, tym więcej pytań

     W jednym z nadleśnictw usłyszałem: - Jak my byśmy taki przetarg rozpisali, to wykończylibyśmy naszych ludzi. To była reakcja po lekturze Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia dotyczącej przetargu na wykonywanie usług z zakresu gospodarki leśnej w Nadleśnictwie Szubin. No i w Szubinie podmioty, które dla nadleśnictwa pracowały - zostały tej pracy pozbawione lub ich praca została mocno ograniczona. Z kilku pakietów został jeden lub dwa. I wtedy ci ludzie zadają to samo pytanie, jakie zadał Donaldowi Tuskowi hodowca papryki: - Panie premierze. Jak żyć? Z tą tylko różnicą, że zmienia się adresat pytania. I ludzie pytają wprost: - Panie nadleśniczy. Jak żyć?
     Po lekturze specyfikacji zwróciły moją uwagę zapisy dotyczące wymagań i kryteriów oceny tego, co nazywa się zastosowaniem przyjaznych technologii w zakresie oddziaływania na środowisko. Na czwartej stronie są wymagania zamawiającego dotyczące sprzętu. Nie ma tam specjalistycznego ciągnika o nazwie forwarder, ale... przerzucam kilkanaście kartek, i docieram do strony szesnastej, i czytam, że za zastosowanie przyjaznych środowisku technologii uważa się wykazanie w przetargu forwardera.
     Biorąc do rąk wynik przetargu na pakiet numer trzy widzimy, że podmiot, który taki sprzęt miał, otrzymał punkty w kategorii oddziaływania na środowisko, a ten, który nie miał - otrzymał tych punktów zerową ilość. Potem czytam to, co napisał nam nadleśniczy: Forwarder przypisany był tylko do pakietu nr 23 i w żadnym momencie w pozostałych pakietach jego ewentualne posiadanie nie było punktowane. Mam więc wynik przetargu na pakiet numer trzy, wypowiedź nadleśniczego i dysonans poznawczy.
Uważam za kuriozum, że posiadanie forwardera uznano za stosowanie technologii przyjaznych dla środowiska, a przyczepy już nie. Osoby z branży (spoza naszego województwa), z którymi rozmawiałem, zgadzały się z wypowiedziami, że przyczepy z żurawiem to praktycznie to samo, co forwardery. Jedno i drugie służy do zrywki podwieszonej drewna. Usłyszałem pytanie: od jakiego nacisku osi technologia jest przyjazna dla środowiska?
     I tu jest pies pogrzebany. Aby rozstrzygnąć pytanie (ważne pytanie), czy specyfikacja istotnych warunków zamówienia była pisana pod konkretnych wykonawców, trzeba mieć specyficzną wiedzę, którą mają ludzie lasu, specjaliści. Myślę, że będziemy mogli opublikować odpowiedź na to pytanie, gdy wypowiedzą się na ten temat Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu czy Urząd Zamówień Publicznych.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1095 (6/2013)

 

 

 

 

Więcej informacji:
- Uszkodzenia powoduje nawet fura z koniem

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości