Burmistrz Jarosław Jaworski: - "Stoją tu koło mnie parlamentarzyści, wojewodowie, marszałek województwa, burmistrzowie, wójtowie, radni; są z nami przyjaciele z Jaszun..." fot. Remigiusz Konieczka
Wspomnienia o Andrzeju Rosiaku
Życie w rytmie bluesa
Znajomym i przyjaciołom Andrzej Rosiak zapisał się w pamięci jako pogodny, wesoły, szczery człowiek oddany sprawom Żnina i ziemi pałuckiej, dla której zrobił bardzo dużo. Pomimo choroby miał plany na przyszłość. Nie dane będzie Mu ich realizować. Burmistrz Andrzej Rosiak zmarł w sobotę rano. Wczoraj odbył się jego pogrzeb.
- "Co ma się stać, to się stanie, ale trzeba myśleć o przyszłości, a poza tym ja chcę być konsekwentny, jeżeli chodzi o ślubowanie, które złożyłem mieszkańcom Żnina, że dopóki mi siły i zdrowie pozwolą będę im służył, będę służył naszej gminie w taki sposób, w jaki najlepiej potrafię, a chciałbym jeszcze wiele tutaj dobrego zrobić" - mówił Andrzej Rosiak w obszernym wywiadzie udzielonym "Pałukom" na początku roku. Wtedy, po wyłączeniu magnetofonu burmistrz mówił o powrocie i o planach na najbliższe miesiące.
W sobotę o 10:00 w Biskupinie nastąpiło otwarcie dziesiątego festynu archeologicznego. Uczestniczyli w nim rodzina oraz przyjaciele Andrzeja Rosiaka. Kilka chwil później do Biskupina dobiegła wiadomość o śmierci burmistrza. Atmosfera zabawy zamieniła się w atmosferę smutku i refleksji o człowieku, który dla Żnina i okolic zrobił bardzo wiele jako dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej i jako burmistrz Żnina. Ale przeszłość Andrzeja Rosiaka to nie tylko muzeum i Urząd Miejski.
- "Poznaliśmy się jak miałem trzy lata, a Andrzej cztery. Jego rodzice wprowadzili się do tego samego bloku przy 1000-lecia, w którym mieszkałam i ja" - wspomina Jerzy Tomajczyk - "Staliśmy się najlepszymi kolegami z podwórka. Z naszej przyjaźni zapadły mi w pamięci nasze wspólne gry. Kiedy zaczęliśmy wspólnie grać? Mieliśmy po pięć, sześć lat. W piwnicy Andrzeja rodziców mieliśmy kartony i pokrywki od garnków. Wydzieraliśmy się i łomotaliśmy na naszych "instrumentach" piosenki "Trubadurów" i "Czerwonych gitar". W wieku piętnastu, szesnastu lat zaczęliśmy gry na normalnych instrumentach. Inspirowani przez Wieśka Piechockiego, który grał na gitarze, zaczęliśmy próby. Wtedy byliśmy zafascynowani i graliśmy bluesa: "Breakout", Jimi Hendrix, "Deep Purple", "Led Zeppelin", Janis Joplin. Andrzej grał na gitarze, którą sam zrobił. Była to kopia gitary "Les Paul". Zanim uległ na dobre fascynacji muzycznej, to dał się poznać jako miłośnik literatury. Miał w domu pokaźną bibliotekę. Książki oprawiał i szanował. Mnóstwo czytał od najmłodszych lat. Lubiliśmy wtedy czytać przygody Tomka Wilmowskiego. Interesowała nas także fantastyka: Juliusz Verne i Stanisław Lem, a także historia. Przeczytaliśmy większość książek w bibliotece. Po pewnym czasie nie mieliśmy czego wypożyczać. Był skarbnicą wiedzy interdyscyplinarnej, przede wszystkim z zakresu kultury i sztuki, ale nie tylko".
Na początku lat osiemdziesiątych został najmłodszym dyrektorem domu kultury w Polsce. W 1981 roku, kiedy rozpoczynał pracę w Żnińskim Domu Kultury miał 25 lat.
- "Znaliśmy się praktycznie od zawsze" - mówi Andrzej Bogdański, szef żnińskiej drukarni "Graf-Bog". - "Urodził się w tym samym roku i w tym samym szpitalu co ja. Nasze mamy były przyjaciółkami i od początku byliśmy razem. Po okresie nauki w szkole podstawowej rozpoczęliśmy działalność w organizacjach młodzieżowych. Chcieliśmy zrobić to dla młodzieży. I udawało się zorganizować koncerty, zloty, przeglądy, Święto Młodzieży czy zlot motocykli "Harley-Davidson" to były duże imprezy. Ale Andrzej miał zawsze nowe pomysły. Stałem zawsze za jego plecami i służyłem podpowiedzią i pomocą, bo zdarzały się momenty łatwiejsze i trudniejsze. Dumny jestem z tego, że byłem jego przyjacielem. Nasze wspólne działania zaowocowały tym, że powstała ekspozycja historii drukarstwa w Żninie. Zawsze na sercu leżała mu Wenecja. Połączenie jej jednym ciągiem z Biskupinem. Byłoby to uwieńczeniem jego marzeń i starań. Cały czas myślał o innych, aby podnosili swoje umiejętności, żeby to co robią pozostało".
Pracę w domu kultury zakończył na przełomie 1988 i 1989 roku. Wtedy został szefem Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Bydgoszczy, a po przeszło roku szefem ośrodka wypoczynkowego w Wenecji. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęło ukazywać się pismo "Baszta", którego Andrzej Rosiak był naczelnym. W 1992 roku został dyrektorem Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie. Muzeum najpierw mieściło się w Sufraganii przy ul. 700-lecia, a później w Magistracie.
- "Andrzej Rosiak został naszym dyrektorem w 1992 roku i od tego czasu wiele się zmieniło" - opowiada dyrektor MZP Urszula Nowicka. - "W 1996 roku nastąpił zwrot Sufraganii i adaptacja nowego budynku. W 1997 roku został odnowiony budynek w Magistracie. Powstała stała ekspozycja "Historia żnińskiego drukarstwa". Rozbudował Muzeum Kolejki Wąskotorowej. Dokupił dodatkową działkę, sprowadził wiele eksponatów - dwa parowozy spalinowe, wagon osobowy z 1885 roku, przy współpracy fundacji polsko-niemieckiej powstała nowa zwrotnica i budka dróżnika. Nawiązał kontakty na Litwie. Wziął czynny udział w odnawianiu grobów Braci Śniadeckich. Z jego pracy w muzeum utkwiły mi w pamięci wystawa prac profesora Józefa Kopczyńskiego jeszcze w Sufraganii, wystawa kolejnictwa z Węgier z 2001 roku, wystawa z wykopalisk archeologicznych z 1993 roku oraz wystawa "Indianie 500 lat po Kolumbie" z tego samego roku. Andrzej Rosiak był wspaniałym człowiekiem. Kiedy trzeba był też wymagający, ale traktował nas też jak rodzinę. Z każdym problemem można było się do niego zwrócić. Nam, pracownikom będzie nam go bardzo brakowało. Nawet gdy był burmistrzem, to prosiliśmy go o rozwiązanie problemu. Będzie zawsze dobrym duchem dla muzeum".
Jako dyrektor MZP nawiązywał kontakty z innymi tego typu placówkami. Jedną z nich było muzeum w Wągrowcu. - "Znałam Andrzeja Rosiaka i współpracowałam z nim od wielu lat. Poznaliśmy się jeszcze jak był dyrektorem domu kultury". - mówi Zofia Zawol, dyrektor Muzeum regionalnego w Wągrowcu i wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Pałuckiej. - "Znałam go jako wesołego i pogodnego człowieka. Kiedyś byliśmy dwa, trzy dni na szkoleniu. Andrzej Rosiak nie przestawał opowiadać kawałów i żaden się nie powtórzył. Kontaktowaliśmy się poprzez współpracę muzealną i poprzez Towarzystwo. Był wspaniałym kolegą i przyjacielem".
Dyrektor MZP Urszula Nowicka powiedziała, że Andrzej Rosiak chciał jeszcze dokończyć rozpoczęty w 1995 roku remont muzeum w Wenecji, budowy parkingu i nowego budynku. na realizację czekało powstanie skansenu z wiatrakiem, chatą i stodołą pałucką. Na strychu muzeum miała powstać wystawa etnograficzna.
Z Andrzejem Rosiakiem współpracowała także Olga Romanowska-Grabowska, wieloletni wojewódzki konserwator zabytków w Bydgoszczy i członek Rady Muzeum Ziemi Pałuckiej. - "Andrzej Rosiak swoją osobowością przerastał otoczenie. Był niedoceniony, bo wielkie osobowością zawsze są niedoceniane. Zasługiwał na uznanie, ponieważ wiele zrobił dla regionu. Wielu ludzi, których znał i którzy znali jego, może wypowiadać się o Andrzeju Rosiaku w samych superlatywach. Muzeum pod jego kierunkiem było wspaniałą promocją miasta i regionu. Potrafił przyciągać do muzeum wielu ludzi. Miał także wspaniałe pomysły i plany wystawiennicze".
W trakcie pracy w muzeum Andrzej Rosiak był także prezesem Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego, działał także w Kujawsko-Pomorskim Towarzystwie Kulturalnym.
Przełom wieków to dla Andrzeja Rosiaka początek działalności politycznej. Wspólnie ze starostą Zbigniewem Jaszczukiem zaczął tworzyć Forum Samorządowe "Pałuki".
- "Cała rzecz narodziła się na spotkaniu w Reczu. Było to latem 1998 roku" - powiedział starosta Zbigniew Jaszczuk. - "Andrzej ciężko przeżywał sprawy gospodarczo-samorządowe. Jego zdaniem dużo więcej można było zrobić właśnie w tej sferze. Miał pomysł, aby powstało apolityczne ugrupowanie, które by się tym zajęło. Zresztą robił wszystko, żeby nie mieszać polityki z gospodarką. Gdyby ktoś powiedział o nim, że jest politykiem, to by się pewnie obraził. Koncentrował się głównie na tym co miał zrobić".
W 2002 roku w Polsce odbyły się pierwsze bezpośrednie wybory na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. W wyborach na burmistrza Żnina kandydowali Leszek Jakubowski, Czesław Kośmicki, Ryszard Wiechetek i Andrzej Rosiak, który wygrał pierwszą, a później drugą turę wyborów i od połowy listopada był burmistrzem Żnina.
- "Kiedy Andrzej zdecydował się kandydować, tego nie wiem" - kontynuuje starosta Zbigniew Jaszczuk. - "Wiele osób mówiło mu, aby zdecydował się kandydować. Kiedy wyjeżdżał na Litwę skontaktowaliśmy się telefonicznie i powiedziałem mu, że nadszedł już czas podjąć ostateczną decyzję. Odpowiedział wtedy, żebyśmy się zajęli wszystkimi: - "Zgadzam się i niech się dzieje co chce". Tak to się odbyło. Jak został burmistrzem postanowił uregulować sprawę udziałów w spółce Żnińska Kolej Powiatowa. Był pomysłodawcą kolejki i powrotem do starej nazwy. Był także w Radzie Nadzorczej spółki. Czuł niesmak, że Żnin nie ma udziałów i jak został burmistrzem, to powrócił do sprawy. Jak wiemy ostatecznie Żnin ma 25% udziałów w kolejce. Jako burmistrz rzucił się w wir pracy. Przyjmował interesantów nie tylko we wtorki, ale w każdy dzień. Chciał wszystko sam pozałatwiać i wszystkich sam przypilnować. Jeszcze jak był dyrektorem, to sam zawoził farbę i pracowników do muzeum w Wenecji. Wszystko brał na siebie. Ale na stanowisku burmistrza tak się nie da. Dlatego mówiłem mu aby zastopował".
Sam Andrzej Rosiak mówił nazajutrz po wygranej: - "Postaram się być rozważnym w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji, a w szczególności decyzji personalnych". Po prawie dwóch miesiącach na stanowisko swojego zastępcę wybrał Jarosława Jaworskiego.
- "Znałem Andrzeja wiele lat i podziwiam go jako człowieka, który to co robił, to robił całym sobą. Był człowiekiem pełnym energii i cichych inicjatyw. Dostrzegał lokalną rzeczywistość i lokalne potrzeby. Ktokolwiek się do niego zwrócił, to nie mówiło się do niego panie burmistrzu czy panie dyrektorze, ale po imieniu. Świadczy to o jego otwartości na ludzi. Razem pracowaliśmy w Radzie Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Żninie, tak że już wtedy odbywaliśmy kontakty o charakterze roboczym. Tutaj w Urzędzie Miejskim nasz kontakt był bezpośredni - wręcz koleżeński" - mówi Jarosław Jaworski.
We wrześniu ubiegłego roku Andrzej Rosiak zachorował na białaczkę. Od razu podjął leczenie w warszawskiej Klinice Hematologii i Transfuzjologii. Po trzech miesiącach leczenia, pod koniec grudnia burmistrz przyjechał do Żnina. To wtedy, tuż po nowym roku udzielił wywiadu dla "Pałuk". - "Jestem pod bardzo dobrą, a nawet jestem skłonny powiedzieć najlepszą opieką, jaką mogę mieć zapewnioną w Polsce i myślę bardzo optymistycznie o przyszłości" - mówił Andrzej Rosiak.
Razem z mieszkańcami Żnina powitał Nowy Rok. W marcu uczestniczył w posiedzeniu komisji budżetu. Czynnie uczestniczył w pracach komitetu organizacyjnego mistrzostw motorowodnych.
W maju złożył rezygnację z pełnienia funkcji burmistrza. - "Nie będę lekceważył tego, co mówili mi lekarze. Jasno powiedzieli, że przez kilkanaście miesięcy muszę się poddać leczeniu i prowadzić oszczędny tryb życia" - mówił.
W lipcu Andrzej Rosiak uczestniczył w otwarciu zawodów motorowodnych w Żninie. Pod koniec lipca udał się do Warszawy na kolejny etap leczenia. Do Żnina nie zdążył wrócić. Wiadomość o jego śmierci dotarła w sobotę rano. - "Kiedy dotarła do mnie wiadomość o śmierci Andrzeja jechałem samochodem. Wyłączyłem radio. Całe nasze młodzieńcze życie to była muzyka. Wróciłem do domu i przypomniało mi się jak uczciliśmy przed laty śmierć naszego kolegi Macieja. Wyjęliśmy instrumenty i graliśmy różne rzeczy. Przede wszystkim "Breakout", na którym się wychowaliśmy. Pomyślałem, że Andrzej byłby zadowolony, gdyby dla niego zagrać tych "Breakoutów". Puściłem pierwszą płytę i wspominałem te czasy, w których graliśmy" - wspomina Jerzy Tomajczyk.
O 14:00 w kościele pod wezwaniem św. Floriana odbyło się nabożeństwo żałobne. Później tłum przyjaciół, znajomych i mieszkańców miasta odprowadził swojego burmistrza w miejsce ostatniego spoczynku.
- "Jestem szczęśliwy gdy wracam do Żnina. Od razu poprawia mi się samopoczucie. Nawet lekarze się dziwią". - mówił po lipcowym powrocie do Żnina Andrzej Rosiak.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 658 (39/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze