- Jak można było psu dać na imię Mojra. Ten pies nosił imię, które go skazało na taki los - oskarżał właścicielkę psa w mowie końcowej Krzysztof Podstawski, obrońca myśliwego. - Podjął pan pochopną decyzję, ten pies na pewno nie nosił cech psa zdziczałego. Moim zdaniem strzelił pan gola wielu myśliwym - zwracał się do myśliwego sędzia Jacek Tadych uzasadniając wyrok.
Przewód sądowy został zamknięty 19 kwietnia w Sądzie Rejonowym w Szubinie, wyrok zapadł tego samego dnia. Sędzia Jacek Tadych warunkowo umorzył postępowanie na próbę jednego roku i nakazał myśliwemu Henrykowi P. zapłacić Sylwii Kumilewskiej 1.700 zł rekompensaty za zabicie psa, do jakiego doszło w Złotowie.
Przypomnijmy, do zdarzenia doszło pod koniec lipca ubiegłego roku w Złotowie. Tego wieczoru właścicielka owczarka belgijskiego Sylwia Kumilewska i Gracjana Wesołowska spacerowały konno i z psem po okolicznych lasach i łąkach. Kiedy pies oddalił się od kobiet, myśliwy Henryk P. zastrzelił go twierdząc, że nosił on znamiona psa zdziczałego i że gonił sarnę.
- Są dwie racje: bezpieczeństwo zwierzyny leśnej i dobro zwierzęcia domowego, jakim jest pies - mówił w mowie końcowej prokurator Wojciech Jabłoński. - Zachowanie oskarżonego, a w szczególności to, że ukrył zwierzę w samochodzie świadczy o tym, że chciał zatrzeć ślady.
Wojciech Jabłoński dodał, że myśliwy mógł obserwować szczegółowo psa i mógł w sposób bezwzględny stwierdzić, że nie stanowi on zagrożenia dla innego zwierzęcia. Uznał, że wina Henryka P. jest w tej sytuacji bezsprzeczna.
Podobnego zdania była Sylwia Kunilewska, właścicielka zastrzelonej suczki i oskarżycielka posiłkowa.
- Oskarżony w trakcie postępowania przygotowawczego ani razu nie wykazał jakichkolwiek oznak skruchy, nie wyraził swojego żalu z powodu zaistniałego zdarzenia, a wręcz przeciwnie, wypowiadał się, że kolejny raz postąpiłby dokładnie tak samo - mówiła Sylwia Kumilewska i domagała się jednego roku bezwzględnego pozbawienia wolności, orzeczenia zakazu wykonywania działalności związanej z polowaniem na 10 lat oraz przepadek broni palnej oraz orzeczenie nawiązki w wysokości 2.500 zł na cel społeczny związany z ochroną zwierząt.
- Tu trzeba wybierać mniejsze zło, a większym złem byłoby, gdyby pies dopadł sarnę i ją zagryzł - podkreślał Krzysztof Podstawski, obrońca Henryka P. - Owczarki belgijskie to są psy rzadkie w Polsce, przypominają owczarki niemieckie, ale to są owczarki skundlone, to nie jest dla mnie pies, którego ja uwielbiam. Uważam, że temu psu coś brakuje. Mój klient mógł odnieść wrażenie, że to jest zwyczajny kundel. Zresztą jak można było dać psu na imię Mojra. Może to już za daleko, ale imię jest wróżbą. Ten pies w moim przekonaniu - ja nie jestem przesądny - ale miał imię, które go skazywało na taki los.
Krzysztof Podstawski w mowie końcowej skupił się na tym, że pies nie miał obroży, tylko opaskę przeciwko insektom, która przy strukturze sierści psa jest niewidoczna. Przypomniał też, że pies biegał luzem, podczas kiedy powinien być prowadzony na smyczy. Także sędzia Jacek Tadych podkreślał, że właścicielka powinna bardziej dbać o psa, że zabrakło jej wyobraźni. Stwierdził, że nie można wykluczyć, że pies faktycznie gonił sarnę. Uznał jednocześnie, że cały problem sprowadza się do tego, że myśliwy na podstawie tego, co zaobserwował, nie miał prawa uznać psa za zdziczałego.
- Jakie były podstawy, że uznał pan psa za zdziczałego? - pytał sędzia. - Posiadał pan przyrządy optyczne, a nie musi to być fantastyczna lornetka, żeby zobaczyć, że jest założona obroża owadobójcza. Było lato, było jasno, dokładnie mógł pan zdawać sobie sprawę z tego, że ludzie z psami latem wychodzą na spacery. Podjął pan pochopną decyzję. Moim zdaniem strzelił pan gola wielu myśliwym. Nie jesteśmy tacy, jakimi się nas pokazuje. Postrzega się nas przez to, co jest złe, a nie przez to, co jest dobre, a przecież nie ma lepszych strażników tego, co się dzieje w lesie niż myśliwi. Może trzeba było wykazać odrobinę pokory, powiedzieć „przepraszam, przykro mi, że tak się stało”. Ja bym przeprosił.
Sprawa zakończyła się warunkowym umorzeniem postępowania na okres próby jednego roku. Henryk P. został także zobowiązany do naprawienia szkody w postaci wypłacenia Sylwii Kumilewskiej 1.700 zł oraz obciążony kosztami rozprawy.
Wyrok nie jest prawomocny.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1054 (17/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze