Dobrze się stało, że Żniński Dom Kultury skasował rezerwację terminu na koncert pamięci honorowego obywatela Żnina, profesora Kazimierza Piwkowskiego. Dzięki temu koncert w stulecie jego urodzin odbył się tam, gdzie jako kilkulatek asystował swemu tacie – Pawłowi Piwkowskiemu – w grze na organach, w odpowiednim momencie zmieniając registry.
Paweł Piwkowski bowiem – długoletni organista żnińskiej fary – był pierwszym nauczycielem muzyki swoich synów. Na pewno miło byłoby Profesorowi, że organizator jego jubileuszowego koncertu Tomasz Gronet, przypomniał tę scenę. Piwkowscy mieszkali tuż obok kościoła, na rogu Szkolnej i 700-lecia. Parterowy dom, z którego maturzysta Kazio wybrał się na studia muzyczne do Warszawy, stoi do dziś. Do tego wspomnienia byłego dyrektora Domu Kultury w Żninie dodam swoje, a raczej mego stryja, Janusza Księskiego. Lato roku 1945. Armia Czerwona przeprowadza z Germanii stado bydła. Z Germanii, czyli od Damasławka przez Kościuszki, Rynek, Sądową i Szkolną, z której przed farą konwojowane przez kawalerzystów krowy skręcają w prawo, w 700-lecia – do krainy ruskiego miru (mir to pokój, ale należy pamiętać, że nie należy tego słowa traktować literalnie). Przed swą furtką (jest w tym samym miejscu do dziś) stoi Paweł Piwkowski z pękiem trawy w wyciągniętej ręce. I czeka. W końcu któraś Rotschimmel nie wytrzymuje i skręca w lewo – w obejście organistówki. Trafiony zatopiony. Trofiejna krowa bez jednego wystrzału zmienia właścicieli.
Kazimierz Piwkowski miał wtedy 20 lat. Nieco później, w scenerii znanej nam z filmu "Pianista" wstępował na studia w warszawskim konserwatorium. Jeszcze później – gdy zauroczony polską muzyką czasów renesansu zapragnął ją grać – musiał najpierw zbudować instrumenty, na które była pisana. Dziś grę na dawnych instrumentach można usłyszeć w miarę często, ale w latach powojennych trzeba było zdobyć kawał drewna, na tokarce go obrobić, wyborować otwór, według starych ksiąg nawiercić dziurki, przyciskane potem palcami... Słowo krzywuła znane jest każdemu, kto choć raz się z Profesorem spotkał.
Na jubileuszowym koncercie krzywuł nie było, ale występ Musica Antiqua Inovroclaviensis był jak najbardziej stylowy. Założony w 1979 roku przez Danutę Szymę zespół zaprezentował muzykę dawną, jakiej dawno w Żninie nie słyszeliśmy.
Komum ja kwiateczki rwała,
A ten wianek gotowała?
Tobie, miły, nie inszemu,
Któryś sam mił sercu memu.
To Jana Kochanowskiego "Pieśń świętojańska o Sobótce". Wykonanie z muzyką na pewno bardziej trafia do duszy, niż czytanie twardych liter w szkole. Usłyszeliśmy też mniej już szkolny utwór "Skarżeć się, matusiu moja", w którym dziewczyna skarży się mamie, iż zuchwały syn bogini Wenery – Kupidyn, nie dał jej spać w nocy. No cóż – samo życie. I kto powie, że renesansowa muzyka jest niedzisiejsza?
Zespół zachwycił zarówno grą, jak i śpiewem oraz tańcem. Pamiętajmy, że wydana w roku 1973 płyta zespołu Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses, w której grali obaj bracia Piwkowscy – Kazimierz i Leon oraz obecna na koncercie Leokadia Piwkowska (żona Kazimierza) – nosiła tytuł "Pieśni tańce i pawany". Na jubileuszowym koncercie usłyszeliśmy więc dwie pawany – francuską i wenecką. Tę drugą nawet zobaczyliśmy – taneczna część inowrocławskiego zespołu zaprezentowała ów taniec dworski, którego cechą charakterystyczną jest ruch wahadłowy: po kilku krokach w przód, zamykających się we frazie muzycznej, następuje ta sama liczba kroków wstecz.
Stroje, w których występowali goście z Kujaw, projektował jeszcze w latach 80-tych poznański kostiumograf Władysław Wigura, tworząc stylizacje inspirowane renesansowymi ubiorami. Młodzi wykonawcy prezentowali się w nich bardzo pięknie, stwarzając wrażenie, jakby zeszli z obrazów malowanych przez Leonarda da Vinci.
Musica Antiqua Inovroclaviensis nie pojawił się w Żninie przypadkiem. W 2001 roku, gdy Telewizja Bydgoska kręciła film o profesorze Kazimierzu Piwkowskim, właśnie zespół z Inowrocławia ilustrował program muzycznie.
Jakie instrumenty zabrzmiały w naszym gotyckim wnętrzu o wspaniałej akustyce? Justyna Remiasz zagrała na altowej violi da gambie (takiej mniejszej wiolonczeli), Katarzyna Bednarz – na sopranowej violi da gambie (dziś jej następczynią jest altówka), a Jagoda Gorzelańczyk – na fideli (fiddle – to do dziś po angielsku - skrzypce). Założycielka i liderka zespołu - Danuta Szyma grała na bongosie, dbając o rytm i właściwe tempo. Jej córka Izabela Szyma-Wysocka (w zespole od 7 roku życia) oraz wnuczka – Weronika Wysocka tworzyły sekcję instrumentów dętych drewnianych, grając na fletach: sopranowym, altowym i tenorowym. Zespół uzupełniała sekcja taneczno – wokalna: Daria Kuźmińska, Aleksandra Gordon, Zofia Popielarz i Agnieszka Tylinska-Sopolińska. Wszyscy, których grę, śpiew i taniec podziwialiśmy, zaczynali swą przygodę z zespołem w wieku szkolnym.
Miałem przez cały czas wrażenie, że jakiś dobrze ustawiony żniński renesansowy polityk załatwił nam wizytę zespołu z wawelskiego dworu króla Zygmunta Starego. W tym wrażeniu zgadzało się jedno – rzeczywiście politycy: starosta żniński i burmistrz naszego miasta byli sponsorami tego koncertu.
W drugiej jego części wystąpił poznański Tromb Quartet: Piotr Banyś, Wojciech Jeliński, Marek Kaczor i Tomasz Kaczor. Przedstawiając muzyków Tomasz Gronet zaznaczył: - Obecność tego zespołu nie jest przypadkowa, bo to ukłon w stronę wybitnego żnińskiego muzyka – również członka zespołu Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses, brata profesora Kazimierza Piwkowskiego – puzonisty Filharmonii Narodowej - Leona Piwkowskiego.
Wojciech Jeliński zapowiedział, że pierwszym utworem będzie uwertura do opery o rozwoju uczuć i odpowiedzialności za drugiego człowieka a także o zwycięstwie oświeconego absolutyzmu nad niebezpiecznym obskurantyzmem. Co do absolutyzmu – to nawet oświecony nie był nigdy nam bliski, ale co do walki z obskurantyzmem, to akurat trafił. Muzycy występowali przecież na tle tablicy wmurowanej w ścianę kościoła przez Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, a poświęconej braciom Śniadeckim, z których jeden – Jędrzej – dał się poznać jako zaprzysięgły wróg tej narodowej wady: kołtuństwa, wrogiego nastawienia do wiedzy naukowej oraz niechęci do poznawania faktów lub szczegółów jakiejś sprawy.
Jak zagrać uwerturę do "Czarodziejskiego fletu" (jednego) na puzonach (czterech)? Okazało się, że można. Polifonię tej uwertury aranżer rozpisał na poszczególne instrumenty. Znikły co prawda kolory orkiestry, ale na tej czarno-białej fotografii uwyraźniły się harmonie, a interwały – jakby nie było nigdy temperowanej skali – goniły się echami między filarami kościoła. Całość brzmiała rewelacyjnie.
Wielkim odkryciem były też dla mnie odlane w miękkim metalu interpretacje tańców Feliksa Nowowiejskiego. Cały późny romantyzm poznajemy w wykonaniu orkiestrowym. Przełożenie Nowowiejskiego na blachę dało nowe barwy tej muzyce. Tu monogamia instrumentalna dodała partyturze kolorów. Czy może wnętrze kościoła tak zagrało, rozrzucając po całej przestrzeni alikwoty?
Koncert był też okazją do wspomnień. Ksiądz Wacław Osiński z Grodziska Mazowieckiego, który przedstawił się jako jeden z pierwszych uczniów Profesora, podkreślał zasługi dla kariery artystycznej Kazimiera Piwkowskiego jego żony – Leokadii. To ona – mówił – cierpiała zamienianie małej kuchni małego mieszkania na pracownię budowy instrumentów. To ona dbała o nuty i partytury. To jej bębenek wybijał rytm dla zespołu. Ze słów księdza Wacława mogliśmy wywnioskować, że trzymała cały zespół w garści – łącznie z bujającym w obłokach artystą. Kwiaty dla pani Leokadii i wyrazy uznania od występujących artystów były potwierdzeniem jej roli w zespole. Rodzina Piwkowskich, obecna na koncercie, zakończyła imprezę wspólnym zdjęciem.
Nie wiemy, ile lat będą pamiętać Profesora w Filharmonii Narodowej, w której grał, czy na Uniwersytecie im Fryderyka Chopina, gdzie uczył. Nie wiemy, ile lat będą pamiętać Profesora w Saarbrucken, gdzie pracował w latach 80-tych. Ale o honorowym obywatelu Żnina, który po obdarowaniu całego świata (z Australią włącznie) polską muzyką wrócił do swego rodzinnego miasta i zastępował czasem w farze organistę – pamiętać musimy.
Dominik Księski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze