Reklama

Kazimierz Piwkowski - wirtuoz, nauczyciel, propogator muzyki dawnej (filmy)

CZE15

Kościół pw. św. Floriana w Żninie godz: 12:00

Zbliża się 100 rocznica urodzin prof. Kazimierza Piwkowskiego. Z tej okazji przypominamy postać muzyka, wykładowcy, światowego autorytetu w dziedzinie muzyki dawnej. Oddany swojej pasji artysta z odwagą realizował wymarzone przez siebie projekty. Choć zdobył sławę, był człowiekiem światowym i przez długi na stałe zamieszkał w Niemczech, najlepiej czuł się w Żninie. Tu zawsze powracał, w końcu powrócił na stałe. Odchodząc w wieku 87 lat był człowiekiem młodym duchem i takim go zapamiętamy - ciepłego i uśmiechniętego, kochającego życie, ludzi i muzykę, zaangażowanego całym sercem we wszystko, co robił. Wkrótce poinformujemy o koncercie, jaki będzie miał miejsce z okazji 100 lat, a dziś przypominamy jego postać. Nie zapomnijcie obejrzeć filmów (są trzy)!

Kazimierz Piwkowski urodził się 15 czerwca 1925 roku w Żninie. Zamiłowanie do muzyki miał w genach, pochodził z bardzo muzykalnej rodziny, jego dziadek był organistą w Gorzycach, a ojciec Paweł Piwkowski przez ponad trzydzieści lat pracował jako organista w kościele św. Floriana, był także dyrygentem dwóch chórów - parafialnego św. Cecylii i chóru męskiego, który dzisiaj znany jest jako Chór Moniuszko. Organistą był również stryj Kazimierza Piwkowskiego, a i jego matka była bardzo muzykalna i obdarzona pięknym głosem.
Swoją muzyczną edukację Kazimierz Piwkowski rozpoczął bardzo wcześnie, bo już w wieku trzech lat ojciec zabierał go ze sobą na msze i sadzał przy organach, a mały Kazio wyciągał registry. W wieku sześciu lat potrafił już sam zagrać pieśni kościelne.
Ojciec pragnął przeznaczyć syna na kapelmistrza wojskowego, ale wybuch II wojny światowej zweryfikował te plany. Podczas okupacji Kazimierz Piwkowski pracował w drukarni przejętej przez Niemców od Alfreda Krzyckiego. Po wojnie młody Kazimierz postanowił kształcić się w dziedzinie muzyki. Wybrał szkołę muzyczną w Warszawie.Ukończył najpierw szkołę średnią, a później wyższą. Już wtedy na swym koncie miał wyróżnienia i nagrody zdobyte na konkursach międzynarodowych, ponadto w 1949 roku, jeszcze jako student, rozpoczął pracę w Polskim Radiu, gdzie jego przełożonym był Władysław Szpilman. W radiu poznał też między innymi Jerzego Wasowskiego, jednego ze słynnych Starszych Panów.
Później Kazimierz Piwkowski pracował w Filharmonii Narodowej, w której był pierwszym fagocistą. Jednak najbardziej fascynowała go dawna muzyka instrumentalna. Był koniec lat pięćdziesiątych, Kazimierz Piwkowski w muzeach zaczął szukać zachowanych dawnych instrumentów, co było możliwe m.in. dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki i pobytowi w Paryżu. W jego ręce trafił też Traktat Muzyczny autorstwa Michaela Toriusa z 1619 roku, w którym były rysunki instrumentów z tamtego okresu.  
- Kazimierz Piwkowski był jednym z pionierów, który podjął się przywracania starej muzyki, przede wszystkim w jej wersji instrumentalnej. Zainteresował się na początku krzywułami. A ponieważ był artystą, człowiekiem nieobliczalnym, powiedział sobie, że może sam te instrumenty odtworzyć. Był to człowiek o ogromnych umiejętnościach i wyobraźni - wspomina prof. Mirosław Perz, muzykolog, znawca muzyki dawnej i długoletni bliski przyjaciel Kazimierza Piwkowskiego.
By tworzyć dawne instrumenty, Kazimierz Piwkowski posiadł umiejętności rzemieślnicze. Jego pierwszy warsztat mieścił się w małej kuchni pięćdziesięciometrowego warszawskiego mieszkania. - Na to wszystko trzeba było wielkiej odwagi. Cała rodzina brała w tym udział, to nie było łatwe. Ale tam było głośno, wesoło, szczęśliwie - zauważa prof. Mirosław Perz. Profesor podkreśla ogromną rolę żony Kazimierza Piwkowskiego Leokadii, która wspierała męża, później także pracowała z nim w zespole. Małżonkowie w doskonały sposób się uzupełniali.

Tomasz Gronet:
- Prof. Kazimierz Piwkowski był człowiekiem zawsze uśmiechniętym, zawsze bardzo pogodnym, choć miał na pewno swoje problemy, miał kłopoty ze zdrowiem, bo był już człowiekiem wiekowym. Każde z nim spotkanie dodawało człowiekowi energii, bo skoro profesor miał w sobie wciąż tyle energii, cieszył się życiem, to jakże my możemy się życiem nie cieszyć.
Jego dzieło ciągle żyje. Od niego zaczął się renesans muzyki dawnej w Polsce, a później także na świecie, bo on swoją pracę kontynuował później w Niemczech, ze swoimi zespołami jeździł po świecie. Zespoły muzyki dawnej nadal w Polsce powstają i może nawet kiedyś taki zespół powstanie też w Żninie, ale bez profesora będzie to znacznie trudniejsze.
W maleńkiej kuchni były dłuta i szlifierki, przy użyciu których powstawały krzywuły, fagoty, flety i szałamaje. Instrumenty te - tworzone metodą prób i błędów - były doskonalone. - Te instrumenty Kazia mają charakter dzieł mistrzowskich - ocenia prof. Mirosław Perz. - On umiał je budować, nauczył się też na nich grać i uczył tego innych. Prof. Mirosław Perz dodaje, że niezwykłość Kazimierza Piwkowskiego polegała na tym, że sam dawne instrumenty tworzył i na nich grał - to było czymś nowym.
Już pierwszy kontakt z dawnymi instrumentami w paryskim muzeum nasunął Kazimierzowi Piwkowskiemu pomysł założenia zespołu, który na dawnych instrumentach grałby dawną muzykę. Gdy zrekonstruowane instrumenty już były, zespół mógł zostać powołany. W połowie lat sześćdziesiątych Kazimierz Piwkowski założył zespół Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses (z łac. Piszczkowie i Trębacze Warszawscy). Pierwszy koncert odbył się 24 listopada 1965 roku. Zespół w dużej mierze był projektem rodzinnym: Kazimierz Piwkowski grał na ukochanym przez siebie fagocie, na puzonie grał jego brat Leon, dawne pieśni śpiewali dwaj synowie założyciela zespołu oraz jego bratanek. Po przejściu mutacji ci młodzi ludzie w zespole zaczęli grać na instrumentach. Do Piszczków Warszawskich dołączyła też Leokadia Piwkowska, która grała na bębenku.
Zespół Fistulatores wykonywał przede wszystkim utwory renesansowe, ale także średniowieczne i barokowe. - Było to bardzo widowiskowe, tych instrumentów nigdzie poza muzeami wtedy nie było. On umiał też dobierać repertuar. Było to wierne odtworzenie całej dawnej rzeczywistości muzycznej - mówi prof. Mirosław Perz.
Z czasem zespół stał się sławny w Europie i na świecie, był zapraszany na festiwale, koncertował nawet w Australii, a Kazimierz Piwkowski stał się prawdziwym autorytetem w dziedzinie muzyki dawnej. Występując z zespołem Fistulatores Kazimierz Piwkowski mógł spełniać swoje marzenia; takim jego wielkim marzeniem był koncert w kaplicy królewskiej St. Chapel w Paryżu i wykonanie utworów napisanych dla kaplicy. Marzenie to spełniło się 6 września 1977 roku, gdy zespół został zaproszony do kaplicy na dwa koncerty. W ciągu swojej dwudziestoletniej działalności Piszczkowie Warszawscy dali niemal pięćset koncertów, nie licząc audycji szkolnych, których również było całe mnóstwo.
Równocześnie z działalnością koncertową rozwijała się kariera naukowa Kazimierza Piwkowskiego. W 1966 roku został pracownikiem Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie. W latach 1972-1975 był dziekanem, a w latach 1975-1979 prorektorem tej uczelni. Działalność naukową i pedagogiczną Kazimierz Piwkowski kontynuował w Saarbrucken w Niemczech, gdzie przybył na zaproszenie rektora szkoły muzycznej. Na Zachodzie Kazimierza Piwkowskiego zastał stan wojenny, postanowił osiedlić się w Niemczech na stałe. Przez wiele lat wykładał muzykę dawną w Wyższej Szkole Muzycznej oraz na Uniwersytecie w Saarbrucken. W tym okresie powołał też do życia nowe zespoły muzyki dawnej. W 1989 roku przeszedł na emeryturę. Już będąc na emeryturze przeprowadził się do Lubeki, nabył również nieruchomość w Żninie, by do ukochanego miasta na Pałukach wraz z żoną wracać na całe miesiące. Tu urządził sobie w domu pracownię, w której mimo podeszłego wieku oddawał się swojej pasji - tworzeniu dawnych instrumentów.
W 2005 roku Kazimierz Piwkowski obchodził dwa jubileusze - 80. rocznicę urodzin i sześćdziesięciolecie pracy artystycznej. Z tej okazji dla uświetnienia uroczystości do Żnina na koncert przyjechał zaprzyjaźniony z profesorem włoski chór Cantori del Mattino.
W roku 2007 władze rodzinnego miasta na wniosek Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego postanowiły wyróżnić Kazimierza Piwkowskiego tytułem Honorowego Obywatela Żnina. Uroczystość nadania tytułu, z uwagi na wcześniejszą nieobecność profesora w Żninie, miała miejsce kilka miesięcy później, w lutym 2008 roku. Uświetnił ją swym śpiewem Chór Moniuszko, który profesor ogromnie lubił.
- Był bardzo dumny z tego, że taki chór w Żninie jest. Cenił nas, związany był sercem z naszą działalnością. Zawsze przyjeżdżał na nasze jubileusze, choć to nie było tak łatwo przyjechać z Niemiec - mówi Beata Różańska, dyrygent Chóru Moniuszko i wspomina, że z okazji jednego z okrągłych jubileuszy - 90-lecia chóru, które miało miejsce w 1999 roku - profesor Kazimierz Piwkowski podarował chórzystom pochodzącą z 1910 roku batutę, która należała do jego ojca Pawła. Profesor interesował się repertuarem chóru. Opracował nawet specjalnie dla Chóru Moniuszko pieśń o Matce Bożej Żnińskiej, na chór męski rozpisał także psalmy Mikołaja Gomółki, ale tej pracy nie zdołał ukończyć.
- Profesor swoją działalnością, swoimi powrotami do Żnina, swoje piętno na naszym mieście odcisnął. Niewielu jest takich ludzi pochodzących ze Żnina, którzy zrobili karierę, niecelebrycką, i których możemy dawać swoim dzieciom za wzór, że nie tylko dzięki talentowi, ale i pracy osiągnęli sukces - mówi Tomasz Gronet, autor filmu o prof. Kazimierzu Piwkowskim Pan Fistulatores, który w 2001 roku zrealizował dla TVP Oddział w Bydgoszczy (film, w którym prof. Piwkowski opowiada o swoim życiu i pracy, pokazuje, w jaki sposób rekonstruuje dawne instrumenty, gra m.in. na wykonanym przez siebie regale - przenośnych organach). - Pan profesor był bardzo przywiązany do Żnina, żył tym, czym żyli mieszkańcy Żnina. Kibicował Żninowi, choć nie wszystko mu się tu podobało.
Profesor między innymi cieszył się bardzo z renowacji organów w kościele Najświętszej Marii Panny Królowej Polski i ubolewał, że renowacja organów w żnińskiej farze nie dochodzi do skutku. Kazimierz Piwkowski głośno protestował przeciwko dobudowaniu budynku do zabytkowego spichlerza przy ul. Gnieźnieńskiej w Żninie i domagał się jego zburzenia. Swoją szpetotą budowla ta godziła w jego poczucie estetyczne, zmysł artystyczny, któremu dawał upust przebudowując dom w Żninie, tworząc w nim salę koncertową.
- Mimo lat miał w sobie cały czas energię i chęć tworzenia, on cały czas pracował, rekonstruował instrumenty, przebudowywał dom. Był architektem wnętrz, designerem - to było po tych jego domach widać. On zmieniał przestrzeń wokół siebie i robił to w sposób piękny - zauważa Tomasz Gronet.     
Prof. Kazimierz do ostatnich swych dni miał wiele planów na przyszłość. Myślał między innymi o utworzeniu w Żninie zespołu muzyki dawnej. Mieli go tworzyć młodzi żnińscy muzycy, już po studiach; dyrektor ŻDK zainspirowany przez profesora podjął nawet na ten temat rozmowy z dwoma muzykami. Innym projektem, nad którym Tomasz Gronet miał wraz z profesorem pracować, była książka wspomnieniowa. Książka miała mówić o życiu i pracy Kazimierza Piwkowskiego, ale najważniejszą w niej część miały stanowić wspomnienia profesora o Żninie. - Zdawałem sobie sprawę, że profesor jest skarbnicą wiedzy o przedwojennym Żninie - mówi Tomasz Gronet. - Żałuję bardzo, że wcześniej nie wpadłem na taki pomysł; że taka książka nie powstanie.
- Rozmawiałem z nim dwa dni przed jego śmiercią, on miał wciąż plany, chciał przede wszystkim to swoje instrumentarium uporządkować - wspomina Józef Nyka, żninianin, taternik i dziennikarz, przyjaciel Kazimierza Piwkowskiego od czasów szkolnych, gdy chodzili przed wojną do jednej klasy żnińskiego Gimnazjum im. Braci Śniadeckich. - Była to osoba o wyjątkowej charyzmie, wszystkie serca podbijał - i swoich studentów, i znajomych. Był dla mnie jak członek rodziny albo i więcej, w każdej sytuacji było można na niego liczyć.
Profesor Kazimierz Piwkowski zmarł 3 kwietnia w Lubece. Pochowany został na żnińskim cmentarzu w rodzinnym grobowcu. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w sobotę, 28 kwietnia. O 12.30 w kościele św. Floriana wystawiona została urna z prochami profesora i wysłuchać można było nagrań zespołu Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses. O 13.00 rozpoczęła się msza święta, którą uświetnili muzycy, koncert odbył się również po niej. Później kondukt pogrzebowy wyruszył pieszo na cmentarz.

Reklama

 

***

Z okazji setnej rocznicy urodzin prof. Kazimierza Piwkowskiego (1925 - 2012), Honorowego Obywatela Żnina, 15 czerwca 2025 roku w kościele pw. św. Floriana w Żninie odbędzie się koncert. Początek wydarzenia o 12.00. Wystąpią TrombQuartet z Poznania oraz Schola Cantorum Inovroclaviensis.

***

 

 

Film z uroczystości pogrzebowych Profesora:

 

Powiedzieli o Profesorze - film z fragmentami mów wygłoszonych podczas uroczystości pogrzebowych:

 

Marta Złotnicka
Pałuki nr 1054 (17/2012)

Reklama


Zobacz także:





Zobacz także:


Zobacz także:




Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/06/2025 08:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości