Tragedia w Bielawach
1200 kg w człowieka
Na mężczyznę pracującego na terenie Zakładów Wapienniczych Kujawy w Bielawach zwalił się 1200-kilogramowy skip do załadunku kamienia wapiennego do pieca. Pracownik zginął na miejscu. Charakter jego pracy wykluczał, ażeby mógł znajdować się choć przez chwilę w zasięgu skipu.
Komisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie poinformował, że do tragicznego zdarzenia doszło w Bielawach (gm. Barcin) 21 stycznia około 1.00.
Śmiertelny wypadek zdarzył się w Zakładzie Wapienniczym Kujawy należącym do Zakładów Przemysłu Wapienniczego Trzuskawica S.A. w Sitkówce pod Kielcami. Jednak 34-letni Robert F., mieszkaniec Piechcina, był zatrudniony jeszcze w innej firmie zajmującej się spedycją kolejową, czyli Stel-Tor w Inowrocławiu.
Firma ta przed 2002 r., kiedy Zakłady Wapiennicze Kujawy należały jeszcze do ówczesnego Lafarge Wapno, zatrudniana była w Bielawach na bocznicy kolejowej w charakterze pracodawcy. Kilku pracowników Stel-Toru zajmowało się na tej bocznicy rozładunkiem kamienia wapiennego z wagonów kolejowych oraz załadunkiem gotowego wapna. Zakłady Wapiennicze Kujawy kupują wapień z cementowni Lafarge i produkują wapno palone w piecu hutniczym. Stel-Tor był podwykonawcą dla dawnego KCW Kujawy (przed prywatyzacją) jeszcze w latach 90.
34-letni Robert F., był doświadczonym pracownikiem Stel-Toru na stanowisku operatora manewrowego, a specyfikę Zakładu Wapienniczego Kujawy w Bielawach znał doskonale, gdyż na tutejszej bocznicy wyładowywał kamień do wagonów samowyładowczych i załadowywał gotowe wapno do wagonów kolejowych od 7 lat, czyli od przejęcia firmy przez Trzuskawicę S.A.
Feralnej nocy na Roberta F. spadł skip (winda, która dostarcza wapień do pieca hutniczego), który wprawdzie był pusty, ale i tak waży on 1200 kg. Skip uderzył w piechcinianina bokiem i zabił go na miejscu.
Do tej tragedii tak naprawdę nie miało prawa w ogóle dojść, a dlaczego doszło ma wyjaśnić dochodzenie policji, Państwowej Inspekcji Pracy i przedstawicieli Zakładów Trzuskawica w Sitkówce. - Jest to ogromna tragedia. Od 2002 r., czyli od przejęcia zakładu w Bielawach, nie mieliśmy żadnego poważniejszego wypadku w pracy. Tylko 2 lata temu zmianowy mistrz produkcji idąc przez zakład skręcił sobie kostkę. Tylko co to za wypadek? Równie dobrze mogło się to zdarzyć w domu, czy na ulicy - powiedział Adam Kaczmarek, dyrektor Zakładów Wapienniczych Kujawy w Bielawach.
Dyrektor stwierdził, że Robert F. nie powinien wtedy się znajdować przy piecu, w zasięgu skipu. To, że się on tam znalazł, Adam Kaczmarek tłumaczy sobie tym, że było -14 stopni Celsjusza na dworze. Przy takiej temperaturze manewrowy kolejowy, zajmujący się przetaczaniem i rozładunkiem wagonów na bocznicy, w pewnej chwili chciał się ogrzać i poszedł 300 m dalej do pomieszczenia, gdzie znajduje się piec do wypalania wapna.
- Nawet jednak fakt, że pan Robert w tym miejscu, w którym być go nie powinno, znalazł się, nie powinien jeszcze oznaczać, że znajduje się on w zasięgu windy do załadunku kamienia. Po prostu on prawdopodobnie postanowił spontanicznie pomóc koledze, który jest operatorem pieców i znalazł się w zasięgu windy. Ta również nie powinna się zerwać. Nigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzyło u nas. Stalowa lina zapętliła się wcześniej i na skutek tarcia doszło do ostatecznego przetarcia i zerwania się. A przecież wszystkie nasze urządzenia mają wymagane atesty. Nie potrafię nawet wytłumaczyć sobie, jak mogło dojść do tak tragicznego zbiegu okoliczności. Nie wiem, czy była to wina operatora pieca, samego manewrowego, wina mrozu, czy usterka sprzętu? To wszystko musi wyjaśnić dochodzenie - powiedział dyrektor Adam Kaczmarek.
Bezpośrednią przyczyną śmierci pracownika było najprawdopodobniej uderzenie windy w głowę. Świadków tej tragedii było dwóch: mistrz zmianowy oraz operator pieca, pracujący na nocnej zmianie. Ze względu na traumatyczne przeżycia, jakie stały się ich udziałem, dyrektor urlopował ich i kazał na koszt zakładu zawieźć do Inowrocławia i skierować na rozmowę z psychologiem w celu uzyskania wsparcia psychicznego.
Jak dowiedzieliśmy się w firmie Stal-Tor w Inowrocławiu, jej pracownicy są ubezpieczeni dodatkowo i w razie wypadku w pracy oni, czy też ich rodziny mogą liczyć na odszkodowanie. Wszystko jednak zależy od wyniku dochodzenia prowadzonego przez PIP, policję i Zakłady Trzuskawica. Wynik bowiem tego dochodzenia będzie podstawą dla orzecznictwa w sprawie ewentualnego odszkodowania dla rodziny.
Karol Gapiński
Pałuki nr 937 (4/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze