Reklama

383 podpisy pod petycją do biskupa

Parafianie kościoła w Dziewierzewie nie ustępują, chcą za wszelką cenę bronić dóbr należących do parafii. Nawet u samego papieża Franciszka, jeśli zajdzie taka konieczność.

Mieszkańcy apelują o remont kościoła, a nie o budowę nowej plebanii, która była niedawno remontowana fot. Sylwia Wysocka

     Wierni z parafii św. Jakuba Apostoła w Dziewierzewie podejmują kolejne inicjatywy mające na celu zablokowanie sprzedaży kościelnego majątku. Podkreślają, że godzą się na uczciwą, jawną dzierżawę, w której wygrywa najwyższa oferta. Uważają, że z dzierżawy pola o areale 100 hektarów nową plebanię można pobudować w dwa lata.
     Grupa inicjatywna broniąca dóbr kościelnych plebanii, kaplicy i ziemi przed sprzedażą zebrała 383 podpisy pełnoletnich parafian pod petycją skierowaną do biskupa Jana Tyrawy, w której domaga się szczegółowych wyjaśnień dotyczących planu sprzedaży majątku miejscowej parafii. Jak podkreślano, petycja dotarła dotąd tylko do części wiernych i bez problemu listę tę można rozbudować o kolejne nazwiska, jeśli zajdzie taka potrzeba.
     Członkowie grupy inicjatywnej zaznaczyli, że poparcie dla ich działań w obronie majątku kościoła jest ogromne, są jednak osoby, które z różnych przyczyn (także uzależnienia od kościoła) nie zdecydowały się podpisać pod listem, choć popierają działanie. Niektórzy obawiają się represji ze strony proboszcza. - To jest dla nas zrozumiałe, nie chcemy nikogo narażać na nieprzyjemności, nerwy czy inne formy mobbingu za to, że złożył podpis pod wnioskiem do biskupa. Ta akcja dała nam świadomość, że nie jesteśmy sami, że nasze działanie popiera wielu wiernych tej parafii, że dają nam swoje upoważnienie do dalszej walki o nasze wspólne dobro, majątek naszej parafii, naszego kościoła. Jest to nasz pewien już pierwszy sukces - 383 podpisy parafian, liczymy, że liczba ta da do myślenia biskupowi i pokaże, że jesteśmy konkretną grupą ludzi, a nie „chłopkami spod remizy“, jak zwykł nas nazywać ks. proboszcz - mówi członek grupy inicjatywnej.
     Teraz parafianie oczekują na odpowiedź od biskupa Jana Tyrawy. Jeśli nie doczekają się konkretnych wyjaśnień, zapowiadają dalsze kroki. Od odpowiedzi biskupa uzależniają dalsze działania, a jako osoby zdeterminowane, jeśli zajdzie taka konieczność, planują wystąpienie do wyższych instancji Kościoła, a nawet zwrócić się o pomoc do samego papieża Franciszka.
     Członkowie grupy inicjatywnej zaznaczają, że nie chodzi tu o żaden konflikt interesów, jak mówi prawnik kurii, nie reprezentują żadnej innej strony zainteresowanej tą ziemią i nie działają w żadnym prywatnym interesie. Działają w interesie parafii, bo ksiądz jest tu cztery lata, za chwilę może się zmienić, a majątek zostanie uszczuplony.
     Uważają, że skoro majątek ziemski przekazał dziedzic celem zabezpieczenia utrzymania kościoła (notabene zaniedbanego w ostatnich latach bardzo), to nieuczciwym i nieetycznym jest sprzedaż tej ziemi - i to za plecami parafian, po cichu.
     Podobne zastrzeżenia mają do dotychczasowej formy dzierżawy, która po poprzednim dzierżawcy została przekazana następnemu bez konkursu ofert czy przetargu, gdzie by wygrał ten, kto zaoferował najwyższą cenę, dając wymierne zyski dla parafii. Podobnie stało się przy umowie przedwstępnej na sprzedaż ziemi kościoła na rzecz obecnego dzierżawcy - bez przetargu, bez zapytania o oferty innych lokalnych rolników - to też nie jest działanie dla dobra budżetu parafii.
     Mieszkańcy tłumaczą, że nie dopuszczają możliwości sprzedaży majątku kościoła, a jego uczciwą i jawną dzierżawę. Środowisko skupione wokół kościoła w Dziewierzewie to w większości społeczność rolnicza, dla której sprzedaż ziemi świadczy o niegospodarności i niewłaściwym traktowaniu posiadanego dobra.
     Mecenas Edmund Dobecki, reprezentujący interesy prawne Kurii, zapewnił nas (publikowaliśmy jego wypowiedź trzy tygodnie temu), że Kuria niczego nikomu za darmo nie oddaje, a proponowana przez nabywczynię cena za ziemię jest bardzo dobra. Podkreśla, że osobą prawną jest proboszcz i to on dokonuje sprzedaży. Podkreśla, że jego zdaniem jest to problem czysto osobowy, sztuczny problem małej grupy i przekonuje, że parafianie będą mogli skontrolować, na co zostaną wydane pieniądze ze sprzedaży.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1343 (45/2017)

Reklama

Inne teksty na ten temat:

Plan: sprzedać plebanię i grunt, postawić nową

Sprzedaż dzieli społeczeństwo

Chcą jawnej dzierżawy, a nie sprzedaży

Też działka po spalonych kościołach i cmentarzu

Szansa w konserwatorze zabytków

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości