W Przychodni Lekarskiej w Rogowie kilkakrotnie odmówiono choremu popołudniowej wizyty domowej
fot. Sylwia Wysocka
Rogowo, Żnin, wizyta domowa, mieszkaniec
Batalia o wizytę domową
- Nie mogę być obojętna na to, jak traktuje się mojego dziadka. Czy w wieku 75 lat z chorobą nowotworową pomoc medyczna przy nagłym pogorszeniu stanu zdrowia i to jeszcze po badaniu tomograficznym, mu się nie należy? - pyta wnuczka.
14 października chory na nowotwór mieszkaniec jednej z wiosek pod Rogowem przeszedł badanie tomograficzne w Bydgoszczy. Jest po usunięciu guza i węzłów chłonnych, guz płuc jest nieoperacyjny i w związku z tym przeszedł serię naświetlań w szpitalu onkologicznym w Bydgoszczy. Efekt naświetlań miało właśnie wykazać wtorkowe badanie tomograficzne.
BYŁ SPRAWNY, NAGLE NIE MÓGŁ WSTAĆ Z ŁÓŻKA
- Do Żnina dziadek pojechał samochodem, dalej autobusem. Mimo 75 lat i choroby był on do owego wtorku bardzo sprawnym człowiekiem, interesującym się życiem, wykonującym wiele czynności, bardzo sprawnym fizycznie, jak na swój wiek. Sprzeciwiał się nawet temu, bym towarzyszyła mu w drodze na wizytę zapewniając, że nie jest on jeszcze na takim etapie starości, że sobie z tym nie poradzi, przy czym zapewniał, że jest to tylko wizyta. Nie zdradził, że przeprowadzone ma być badanie tomograficzne - opowiada wnuczka.
Po powrocie do domu zachowanie starszego pana zdziwiło domowników. Był słaby, wykazywał mały kontakt, zgubił telefon, mimo że zawsze wszystko miał pod wzorową kontrolą. Mówił, że jest bardzo zmęczony, osłabiony, że chce się położyć. Po zmierzeniu temperatury okazało się, że ma ponad 38 stopni. Kiedy ustalono, że przeszedł badanie tomograficzne z kontrastem, rodzina nabrała jeszcze większych obaw.
LEKARZ Z PORADNI NIE PRZYJEDZIE, BO MA ZA DUŻO PACJENTÓW
Wnuczka o 15:30 zadzwoniła do ośrodka zdrowia w Rogowie, by zamówić wizytę domową dla dziadka, wówczas, jak zapewnia, usłyszała od młodej lekarki, że nie przyjedzie, bo ma wielu pacjentów i sama do 18:00 nie wyrobi się z ich przyjęciem. - Kazała po 18:00 dzwonić do „Epoki” na pomoc doraźną i zamówić wizytę. Z pracy wróciła mama i ponownie dzwoniła, jednak usłyszała takie samo tłumaczenie. Tłumaczyliśmy, jakie są objawy, że choruje na nowotwór, że było badanie tomograficzne, jednak i to nie przyczyniło się do decyzji o wizycie - mówi wnuczka. Rodzina szukała pomocy na pogotowiu, jednak otrzymała tam informację, że opieka powinna zostać zapewniona przez rogowską przychodnię. Trzeci już telefon do przychodni tego popołudnia ponownie nie przyniósł rezultatu. Wnuczka zapewnia, że stan dziadka gwałtownie się pogorszył do tego stopnia, że nie był on w stanie ustać na nogach, z trudem z kuchni do pokoju w dwie z babcią go przeprowadziły. Wnuczka nie posiada prawa jazdy i jak podkreśla, nie było możliwości przetransportowania go do ośrodka z uwagi na jego bardzo silne osłabienie.
SKOKI TEMPERATURY, LEKARZ KAŻE CHODZIĆ
Choremu zaaplikowano środki na zbicie temperatury i zasnął. Następnego dnia rano obudził się z drgawkami, trząsł się, czuł nudności, był osłabiony. Temperatura spadła mu do 35 stopni, mimo że - jak zapewnia rodzina - nie doszło do przedawkowania środków na zbicie gorączki. Rodzina wykonała ponownie telefon do przychodni w Rogowie, tym razem lekarz Mieczysław Kościelniak zdecydował o przyjeździe po 13:00. - Zmierzył dziadkowi ciśnienie, osłuchał, spytał o poziom cukru i kazał mu wstać i pochodzić, a dziadek był na tyle słaby, że w dwie musiałyśmy go z babcią prowadzić - opowiada wnuczka. W czwartek chory poczuł się lepiej, w piątek wieczorem ponownie pojawiła się wysoka temperatura, przez weekend dochodziło do jej skoków. Podawano mu środki na zbicie temperatury, leżał, nie wstawał już nawet do łazienki, czuł nudności, przez co też jadł mniej.
- W poniedziałek w południe pojawiła się wysoka temperatura, która narastała, dziadek sam prosił, żeby zadzwonić po lekarza, bo chyba będzie umierał. Dziadek zawsze był samowystarczalny, nigdy się nad sobą nie rozczulał, z byle przeziębieniem do ośrodka nie chodził, więc takie jego spostrzeżenie przeraziło babcię, która niezwłocznie zadzwoniła do przychodni w celu zamówienia wizyty, jednak i tego dnia usłyszała, że jest wielu pacjentów i wizyta jest niemożliwa - opowiadają domownicy.
PRZYCHODNIA NIE REAGUJE, PRZYJEŻDŻA KARETKA
O 17:00 do domu wróciła wnuczka, która ponownie dzwoniła do przychodni i też usłyszała, że przyjazd lekarza jest niemożliwy i ponownie ta sama lekarka co przed tygodniem kazała jej dzwonić do Epoki po 18:00. - Zadzwoniłam tam od razu, by zapobiec sytuacji z minionego wtorku, gdy nie udało się nam uzyskać pomocy dla dziadka od służb medycznych. W „Epoce” połączono mnie z lekarzem dyżurnym, który wręcz nakrzyczał na mnie, że skoro temperatura utrzymuje się kilka dni, to należy wzywać lekarza rodzinnego z przychodni na wizytę i że jest to naszym błędem, że nie wyegzekwowaliśmy wizyty z Rogowa. Mama ponownie dzwoniła do Rogowa, ale usłyszała to samo - opowiada wnuczka chorego. Jego córka zadzwoniła na pogotowie, opowiedziała całą historię, powiedziała, jakie są objawy choroby, wspomniała o fakcie, że odbył badanie tomografem, że choruje na nowotwór. Rodzina zapewnia, że w całym tym procesie zabiegania o pozyskanie pomocy medycznej ta osoba okazała największe zainteresowanie stanem chorego, tłumaczyła jednak, że nie jest to stan nagłego zagrożenie życia i radziła, by ponownie skontaktować się z Epoką. Ponownie nawiązano połączenie telefoniczne z lekarzem w Epoce, który zapewnił, że taki przypadek powinniśmy kierować do przychodni w Rogowie.
W desperackim poszukiwaniu pomocy, w obawie o życie ojca mieszkanka gminy Rogowo ponownie zadzwoniła na pogotowie i tam usłyszała zapewnienie, że w drodze wyjątku, kiedy zawodzą inne podmioty, skierowana zostanie karetka z Punktu Ratownictwa Medycznego z Rogowa. Kiedy okazało się, że do chorego przyjedzie karetka, oddzwoniono z Epoki, że w drodze wyjątku lekarz zdecydował, że może przyjechać. Jednak rodzina pozostała przy wizycie karetki.
Na miejsce przyjechali ratownicy medyczni i jak zapewnia rodzina, wykazali duże zaangażowanie, zmierzyli ciśnienie, zrobili badanie EKG, podali kroplówkę z uwagi na odwodnienie organizmu i zalecili, by wezwać lekarza rodzinnego.
DYREKTOR WYJAŚNI SYTUACJĘ
We wtorek po kolejnym telefonie do przychodni lekarz Jerzy Jakubowski zapewnił, że po 13:00 przyjedzie na wizytę. Tak się też stało, lekarz stwierdził zapalenie oskrzeli, przepisał antybiotyk.
Rodzina chorego podkreśla, że nie może pogodzić się z tym, jak traktuje się chorego człowieka odsyłając go od jednego podmiotu medycznego do drugiego. - Czy to, że dziadek choruje na raka, że ma 75 lat oznacza, że jemu już pomoc się nie należy? Przykro jest słyszeć, że lekarka nie przyjedzie, bo ma pełną poczekalnię pacjentów, a mój dziadek nie jest pacjentem? Całe życie ciężko pracował, a teraz nie może doprosić się wizyty lekarza - mówi zbulwersowana wnuczka.
Rodzina zaznacza, że obawy były o tyle większe, że do tej pory dziadek był osobą sprawną, w ciągłym ruchu, a tu położył się do łóżka, nie wstawał, miewał duże skoki temperatury, nudności, kontakt z nim był utrudniony, przesypiał całe dnie, nie był w stanie chodzić, trząsł się. I cała ta sytuacja stała się nagle po badaniu, co rodziło obawy, że może to być kolejny rzut choroby nowotworowej.
Mieczysław Kościelniak, dyrektor Przychodni Lekarskiej w Rogowie, zapytany o kilkukrotną odmowę wizyty domowej przez lekarza tej przychodni zapewnił, że sprawę tą wyjaśni w najbliższych dniach i wówczas się do niej odniesie.
Piotr Chodkiewicz, dyrektor Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Epoka w Żninie zapewnił, że decyzja o wyjeździe do pacjenta zależy od lekarza dyżurującego. Zaznaczył jednak, że Epoka reaguje w nagłych przypadkach tzw. lekkich, od przypadków ciężkich jest pogotowie. W sytuacji stopniowego, kilkudniowego pogarszającego się stanu zdrowia zgodnie z procedurą opiekę medyczną powinien świadczyć lekarz rodzinny pacjenta.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1184 (43/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze