Reklama

Bez mieszkania, pracy i pomocy

Barcin, mieszkanie, dziecko, pomoc, opieka społeczna, alimenty, M-GOPS, eksmisja
    Bez mieszkania, pracy i pomocy

     W przyszłym tygodniu czeka ją eksmisja, wraz z pięcioletnim synem nie ma gdzie się podziać, Opieka Społeczna odmówiła jej wsparcia finansowego, więc zastanawia się teraz, gdzie się podziać.

     Mieszkanka Barcina nie chce zdradzać swoich personaliów, boi się szykan ze strony społeczeństwa, a także tego, że ojciec jej dziecka dowie się o jej trudnej sytuacji. W tej chwili nie utrzymuje, ani z nią, ani z dzieckiem kontaktów. Płaci jedynie alimenty. Kobieta boi się też, że może stracić synka. To właśnie usłyszała od kuratora, który stwierdził, że jeśli zostanie bez dachu nad głową, to zostanie jej odebrane dziecko. Postanowiła do tego nie dopuścić i choć łatwo nie jest, szuka możliwości.
     Młoda kobieta jeszcze ostatnie dni mieszka z rodzicami, bratem i synkiem w mieszkaniu, które kiedyś należało do Spółdzielni Mieszkaniowej w Szubinie. Mieszkanie zostało zlicytowane w zeszłym roku jesienią. Kiedy pojawił się nowy właściciel, wiadomo było, że rodzina w nim długo nie zostanie, zwłaszcza że zadłużenie sięgnęło 70.000 zł. Jak to się stało, że narosła tak olbrzymia kwota długu?
     - Rodzice kupili to mieszkanie za gotówkę, a potem okazało się, że muszą spłacać kredyt na budowę bloku, o czym dowiedzieli się po kupnie, więc nie płacili, stąd zadłużenie, a potem nie płacili już też czynszu - mówi mieszkanka Barcina. - Trochę mam do nich żalu, że doprowadzili do takiej sytuacji, ale z drugiej strony wiem, że nie mieli z czego płacić. Mama pracowała tylko, jak ja byłam mała, potem chorowała. Ojciec miał tylko emeryturę, ja też szybko urodziłam syna i tak to się potoczyło. Przez jakiś czas komornik pobierał pieniądze ojcu z emerytury, ale potem przestał, a spółdzielnia wystawiła mieszkanie na licytację.
     Nowy właściciel postarał się o wyrok eksmisyjny, a 16 lipca lokatorzy otrzymali pismo, że 27 sierpnia przeprowadzona zostanie eksmisja. Mieszkanka Barcina wyjaśnia, że najpierw był wyrok bez prawa do lokalu, a kiedy odwołali się, to komornik wskazał dom w Złotowie, którego ojciec mieszkanki jest współwłaścicielem. Ta jednak podkreśla, że wcześniej mieszkali tam lokatorzy, którzy doprowadzili ten dom do ruiny, a kiedy go zdewastowali, dostali mieszkanie socjalne. Ponadto dom został okradziony.
- Teraz tam nikt nie mieszka, ale tam się dach na głowę sypie - mówi młoda kobieta. - Moje dziecko ma astmę i alergię, a tam jest pleśń na pleśni. Mówiliśmy, że ten dom nie nadaje się do zamieszkania, ale nikt nie słuchał. Po prostu mamy się tam przenieść, a ja mam dostarczyć do sądu zaświadczenie o tym, gdzie mieszkam.
     Kobieta w marcu złożyła w gminie wniosek o mieszkanie, ale jest 44. na liście, więc nie ma złudzeń, że zostanie jej przydzielone. To w Urzędzie usłyszała, że zawsze może pójść do domu samotnej matki, ale podkreśla, że skorzysta z tej możliwości tylko wtedy, gdy nie będzie miała innego wyjścia.
     Rychła eksmisja to nie jedyny jej problem. Wspomina, że tego lata odwiedził ją kurator.
     - Zagroził, że jeśli nie będę miała gdzie mieszkać, to mogę stracić dziecko - mówi mieszkanka Barcina. - Szczęka mi opadła, jak przyszedł. Stwierdził, że sprawdza, czy dziecku nie dzieje się krzywda. A dzieje się? Nie pójdę z nim przecież pod most.
     Przyznaje też, że od kilku lat korzystała z pomocy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Barcinie. Odkąd została sama z dzieckiem, dwa, trzy razy do roku składała wniosek o zasiłek. Otrzymywała pieniądze, syn miał dofinansowywane obiady. Korzystała też z programu realizowanego przez M-GOPS nazwanego Konferencja Grupy Rodzin. Wspomina, że na wiele się to nie zdało. Przyjechała rodzina, został opracowany plan działania. Przez pierwszy miesiąc krewni dzwonili, a potem wszystko było jak dawniej. Na początku lipca po raz pierwszy otrzymała odmowę przyznania zasiłku celowego, mimo że jej dochód jest niższy od kryterium dochodowego rodziny, powyżej jakiego zasiłek się nie należy. Tłumaczy to tym, że zmienił się pracownik odpowiedzialny za ten rejon. W uzasadnieniu pojawia się wiele zarzutów dotyczących kobiety, między innymi brak współdziałania rodziny z pracownikiem socjalnym w rozwiązywaniu trudnej sytuacji życiowej.
     Na wywiadzie środowiskowym oświadczyła pani, że poszukuje zatrudnienia, jednakże nie jest pani w stanie odpowiedzieć, do których miejsc złożyła pani podanie o pracę - czytamy w uzasadnieniu odmowy. Fakt ten przeczy pani wcześniejszym oświadczeniom dotyczącym poszukiwania pracy. Pani bierna postawa nie wpływa korzystnie na poprawę sytuacji finansowej rodziny. Ponadto nie posiada pani wiedzy na temat eksmisji z mieszkania oraz zadłużenia lokalu, co świadczy o braku zainteresowania sprawami rodzinnymi. Pani brak zaangażowania w poszukiwaniu pracy nie pomoże w znalezieniu mieszkania zastępczego, za które należy opłacać czynsz. Samo złożenie wniosku o przydział mieszkania socjalnego to również za mało, by poprawić sytuację mieszkaniową rodziny.
     W uzasadnieniu podaje się również, że osoby korzystające z pomocy społecznej zobowiązane są do współdziałania w rozwiązywaniu trudnej sytuacji, a w tym przypadku takie działania nie są podejmowane. Pojawia się także uwaga o tym, że kobieta korzysta z pomocy w różnej formie długotrwale i pomoc ta nie ma już działania motywacyjnego.
     Należy zaznaczyć, że celem pomocy społecznej nie jest wyręczanie klienta w zaspokajaniu jego potrzeb bytowych, ale udzielanie wsparcia po to, aby jak najszybciej był w stanie samodzielnie zaspokajać swe potrzeby - czytamy w uzasadnieniu.
     Mieszkanka Barcina tłumaczy, że pracy szuka, ale nie poprzez składanie dokumentów, ale poprzez rozpytywanie znajomych, w restauracjach i sklepach, przeglądanie ogłoszeń w gazecie i w Internecie. Jest także zarejestrowana jako bezrobotna w Powiatowym Urzędzie Pracy. Kiedyś odbywała staż w przedszkolu. Ponadto żadnej stałej pracy nie miała. Teraz ponownie stara się o staż w przedszkolu. Wkrótce się wyjaśni, czy uda jej się go zdobyć. Kobieta podkreśla też, że szuka miejsca dla siebie na własną rękę. Brat planuje przeprowadzić się do dziadków, podejrzewa, że rodzice także tam pójdą. Dla niej już miejsca nie będzie.
- I tak nie wiem, jak oni będą tam wszyscy spać, jak się do dziadków przeniosą, bo tam nie ma miejsca - mówi mieszkanka Barcina. - Ja na początku mogę się tułać od koleżanki do koleżanki, ale co z dzieckiem? On musi mieć jakieś warunki, a Opiece mogłoby się to nie spodobać. Szukałam też czegoś do wynajęcia, ale wynajem kosztuje minimum 600 zł, a ja mam 600 zł dochodu, a w Żninie mieszkania są jeszcze droższe. Poza tym, jak ludzie słyszą, że nie mam pracy, to się rozmowa kończy. Mały tu do przedszkola chodzi, nie chciałabym mu zmieniać środowiska, ale jak nie będzie innego wyjścia, to wyprowadzę się do domu samotnej matki, ale to będzie ostateczność.
     Kobieta tłumaczy też, że nie powiedziała pracownikowi Opieki Społecznej, kiedy będzie eksmisja, bo jeszcze nie był wyznaczony termin.
     Dorota Dokładna, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Barcinie niechętnie mówi o szczegółach związanych z tą sprawą. Podkreśla jedynie, że publicznie nie chciałaby o tym mówić, ale sytuacja kobiety jest i była trudna i jest efektem zjawisk, o których nie wolno jej mówić. Stwierdziła jednocześnie, że G-MOPS jest instytucją pomagającą czasowo i jeśli nie ma niepełnosprawności, to z pomocy nie można korzystać cały czas.
     - Byliśmy bardzo zaangażowani przez bardzo długi czas, ale rzecz w tym, że nie tylko my musimy być zaangażowani, ale wymagamy współpracy, której zabrakło - mówi Dorota Dokładna. - Tej pani przysługuje prawo złożenia odwołania od decyzji i jeśli pewne rzeczy nie zostały przez nas uwzględnione lub jeśli zaistniały nowe okoliczności, to wystarczy przyjść i nam o tym opowiedzieć. Wielu ludzi nie ma mieszkań i my im pomagamy, jeśli jest uzasadnienie i jeśli mają pracę. W sytuacjach uzasadnionych osoby zagrożone bezdomnością mogą liczyć na pomoc od nas w formie opłaty czynszowej. Ta pani musi się po prostu zmobilizować.
     Dyrektor M-GOPS podkreślała, że pracownicy socjalni są od tego, żeby wspierać swoich podopiecznych, a nie rozwiązywać za nich problemy. - Wymagamy od ludzi aktywności, szczególnie jak w nich zainwestujemy wieloletnią pomoc i udział w projektach - zakończyła Dorota Dokładna.

Magdalena Kruszka

Reklama

Pałuki nr 1123 (34/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości