Reklama

Bezdomny, który miał gdzie mieszkać

Łabiszyn, bezdomny, Sylwester P.
     Bezdomny, który miał gdzie mieszkać
    8 października Sylwester P. był w schronisku w Kołaczkowie. Spędził tam raptem pół godziny. Nie spodobał mu się regulamin, więc zakręcił się na pięcie i wyszedł. Niespełna trzy tygodnie później został znaleziony martwy w Łabiszynie koło dworca autobusowego.

     Sylwestra P. od kilku już lat można było spotkać w Łabiszynie, często na rynku. Widać było, że jest pod wpływem alkoholu. W ostatnich dniach był w bardzo złym stanie. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest zapuchnięty, czasem bywał potłuczony i pokaleczony. Nadużywał alkoholu. Wszyscy podkreślają, że miał gdzie mieszkać. Lista osób, które próbowały mu pomóc, wcale nie była krótka. Mimo tego mężczyzna został znaleziony martwy w okolicach dworca autobusowego w Łabiszynie 28 października około 6:00 przez przypadkowego przechodnia.
     Sylwester P. miał 57 lat. Od kilku lat mieszkał na ulicy, sypiał na klatce schodowej jednego z bloków i nie godził się na propozycje pomocy. Pisaliśmy o nim przeszło dwa lata temu.
     Już wówczas rodzina mężczyzny i pracownicy Urzędu Miejskiego podejmowali próby kierowania go na terapię antyalkoholową, jednak bez jego zgody nie można było tego uczynić. Od wiosny 2010 roku nie nocował w swoim mieszkaniu, które przekazał siostrzenicy i jej rodzinie, choć miał tam zapewniony pokój i dostęp do kuchni i łazienki. Kiedy rozpoczął swoje nocowanie w przypadkowych miejscach, między innymi na klatce schodowej jednego z bloków, zaczęły się protesty innych mieszkańców. Interweniowali na policji i w innych instytucjach, śląc między innymi listy także do naszej redakcji i wyrażając swoje zaniepokojenie na forach internetowych. Sytuacja od lat nie zmieniała się, ponieważ mężczyzna za każdym razem uparcie odmawiał współpracy.
     - Ja go nie określam mianem bezdomny, bo on miał gdzie mieszkać, a mimo to krążył po terenie - mówi burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek. - Na początku października został dowieziony do schroniska w Kołaczkowie, ale kiedy przeczytano mu regulamin, to stwierdził, że on tam przebywać nie będzie. We wrześniu z kolei była u mnie jego siostra, która chciała się nim zająć, jednak on nie wyrażał na to zgody. Istotne jest, że on miał swój lokal, swój pokój w mieszkaniu, z którego mógł korzystać. Ale u niego sprawę przesądził alkohol. On był w takim stanie, że niewielkie dawki mu wystarczały. Robił wrażenie ciągle pijanego.
     Dwa lata wcześniej do Urzędu Pracy został złożony wniosek o skierowanie go na prace społeczno-użyteczne. Wtedy jeszcze był w stanie, który pozwalał na podjęcie pracy. Miał pracować na rzecz miasta 40 godzin w miesiącu za 7,30 zł za godzinę. Pracy tej jednak nigdy nie podjął. Potem jego stan się pogarszał. W obliczu nadchodzącej zimy pracownicy pomocy społecznej podjęli kolejną próbę zapewnienia mężczyźnie schronienia. 8 października Sylwester P., po długich namowach pracowników łabiszyńskiej pomocy społecznej, został dowieziony urzędowym samochodem do schroniska w Kołaczkowie. Beata Januszkiewicz, kierownik MGOPS w Łabiszynie wspomina, że kiedy został dowieziony na miejsce, okazało się, że miał około 1 promil alkoholu w organizmie, co formalnie dyskwalifikowało go z pobytu w schronisku. Udało się jednak przekonać pracowników schroniska, żeby mimo to mężczyznę przyjąć.
     - Po wielu trudach udało nam się go przekonać, żeby na czas zimy zamieszkał w schronisku - mówi kierownik Beata Januszkiewicz. - Myśmy się ucieszyły, że on się jednak na to zgodził, że chce pojechać, a w schronisku jak mu odczytano regulamin, to wziął swoje manatki, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Podejrzewam, że chodziło o zakaz picia alkoholu.
     Beata Januszkiewicz wspomina, że jeszcze wcześniej udało się nakłonić Sylwestra P., żeby poszedł do siostry się wykąpać, zmienić ubranie. Poza tym było widać, że z dnia na dzień gorzej się porusza i cały czas nadużywa alkoholu.
     - Mogliśmy mu pomóc tylko w takim zakresie, w jakim on się godził, ale cudów nie zdziałamy - stwierdziła Beata Januszkiewicz.
     Sylwester P. do Łabiszyna z Kołaczkowa wrócił na własną rękę i zaczął unikać pracowników MGOPS. Ci z kolei po powrocie mężczyzny złożyli do prokuratury wniosek o przymusowe leczenie. Odpowiedź nie zdążyła przyjść, a Sylwester P. zimy nie doczekał. We wtorek rano jego ciało zostało znalezione w okolicach dworca autobusowego.
     - Na miejsce przybyła policja oraz lekarz, który stwierdził zgon - poinformował nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie. - Zwłoki decyzją prokuratora zostały zabezpieczone, a przyczynę śmierci, czyli to, czy było to spowodowane wychłodzeniem organizmu czy nadużywaniem alkoholu, poznamy dopiero po sekcji zwłok.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1185 (44/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości