Żnin, Henryk Biniek, wypadek, kierowca, autobus
Był pewien, że z prawej strony nikt nie jedzie
Oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym kierowca autobusu Henryk K. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że nie widział motorowerzysty, który zginął w wypadku.
Na początku września 2012 r. na skrzyżowaniu ulic Aliantów i Browarowej w Żninie doszło do wypadku drogowego, w którym śmierć na miejscu poniósł jadący motorowerem siedemnastoletni Mikołaj, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w Żninie. Według ustaleń prokuratury i opinii biegłego, kierowca autobusu Henryk K. nie ustąpił motorowerzyście pierwszeństwa przejazdu i nieumyślnie spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym.
W ubiegłą środę w żnińskim sądzie ruszył proces w tej sprawie. Przewodniczącym składu orzekającego jest sędzia Robert Tuchciński. Akt oskarżenia odczytała prokurator Grażyna Pawlaczyk. Kierowca Henryk K. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Z jego relacji wynika, iż kiedy dojeżdżał z ulicy Browarowej do skrzyżowania z ulicą Aliantów, zatrzymał się. Spojrzał w lewo i widział, że nikt nie jedzie. Następnie spojrzał w prawo. Stały tam dwa autobusy - pierwszy pomarańczowy autobus szkolny, a drugi autokar PKS. Kierowca autobusu szkolnego dał wówczas Henrykowi K. sygnał ręką, że może opuścić skrzyżowanie. Wtedy kierowca ponownie upewnił się, czy z lewej strony nie nadjeżdża żaden pojazd, a następnie zerknął jeszcze raz w prawo, na kierowcę szkolnego autobusu, który dalej sygnalizował, że ma jechać. Według Henryka K., cały prawy pas na Aliantów z jego prawej strony był zablokowany przez wspomniane dwa autobusy.
- Ruszyłem powoli. Nikogo na skrzyżowaniu nie było. Już zacząłem się kierować na swój pas. Gdy prawie już całym przodem byłem na prawym pasie, wtedy poczułem jakbym na coś najechał tylnym kołem. Pani Dorota, opiekunka, która siedziała z boku, powiedziała: „Panie Heniu, chyba kogoś przejechaliśmy”. Więc za przejściem dla pieszych zatrzymałem autobus i poszedłem zobaczyć, co się stało. Gdy podszedłem, nie wiem na jaką odległość, zauważyłem, że w kałuży krwi leży motocyklista. Nogi się pode mną ugięły i słyszałem, że ktoś dzwoni po karetkę. Udałem się z powrotem do autobusu i czekałem na przyjazd karetki i policji - opowiedział o wrześniowym zdarzeniu Henryk K. Dodał, iż wyjeżdżając ze skrzyżowania poczuł tylko, że na coś najechał. Wcześniej nie poczuł żadnego uderzenia w autokar.
- Ja byłem pewien tej jazdy, bo autobusy blokowały prawy pas. Z tego prawego pasa nie mógł nikt jechać. Z tego pasa prowadzącego do „Polo Marketu” też nie miał prawa nikt jechać - zaznaczył kierowca.
Ojciec Mikołaja występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Na pytania pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego kierowca wyjaśnił, że przejeżdżał trasą, na której doszło do wypadku, 3 do 4 razy dziennie od 4 lub 5 lat. Przyznał, że znajdował się na drodze podporządkowanej, ale autobusy z jego prawej strony wstrzymywały cały ruch na prawym pasie ulicy Aliantów. Na tej podstawie wnioskował, że z tego kierunku nikt nie może wyjechać.
- Ja byłem pewien, że z prawej strony nic nie jedzie. Jak skręcałem, to musiałem już zwracać uwagę na to, co dzieje się na znajdującym się zaraz za skrzyżowaniem przejściu dla pieszych. Wcześniej motorowerzysty nie widziałem - zapewnia Henryk K.
Na pytanie swojego obrońcy mecenasa Henryka Bińka kierowca odpowiedział, iż gdy wyszedł z autobusu, nie widział na nim żadnych śladów uderzenia.
Henryk Biniek złożył nowe wnioski dowodowe. Obrońca wnioskuje o przesłuchanie Antoniego S., kierowcy trzeciego autobusu, który w okolice skrzyżowania dotarł po zdarzeniu, kierownika żnińskiej placówki PKS Błażeja G. oraz Zbigniewa F., który z ramienia PKS badał szczegółowo okoliczności wypadku. Poza tym mecenas Henryk Biniek wnioskował, by sąd zwrócił się do Komendy Powiatowej Policji i prokuratury w Żninie z pytaniem, czy w ciągu ostatnich dwóch lat prowadzone były sprawy z udziałem motorowerzysty.
- Z tego co wiemy, był on uczestnikiem zdarzeń drogowych - uzasadnił wniosek obrońca. Sprzeciw wobec tego wniosku obrońcy wyraziła prokurator Grażyna Pawlaczyk, ponieważ wcześniejsze zdarzenia nie mają związku ze sprawą. Pełnomocnik ojca Mikołaja również nie zgodził się z wnioskiem obrońcy kierowcy.
Henryk Biniek zaznaczył, że swój wniosek podtrzymuje, ponieważ nie zgadza się z opinią biegłego z zakresu ruchu drogowego, wedle której kierowcy przypisuje się nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Wnioski dowodowe rozpatrzy sąd. Na kolejnej rozprawie, która została zaplanowana na 7 czerwca, sędzia Robert Tuchciński przesłucha świadków.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1109 (20/2013)
Więcej informacji:
Kierowca autobusu wymusił pierwszeństwo
Obrona szuka świadków
Jazda na wprost z pasa kierunkowego
Konfrontacja opinii biegłych
Będzie konfrontacja opinii
Konfrontacja w nowym roku
Dwie różne opinie
Nie będzie opinii trzeciego biegłego, będzie wyrok
Zawinił motorowerzysta, nie kierowca autobusu
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze