Reklama

Chory między szpitalem a przychodnią

Żnin, szpital, przychodnia, mieszkaniec, oddział ratunkowy, Pałuckie Centrum Zdrowia, Epoka
     Chory między szpitalem a przychodnią
     Chory na białaczkę mieszkaniec Żnina trafił w nocy na szpitalny oddział ratunkowy Pałuckiego Centrum Zdrowia. Lekarz dyżurny nie wgłębiając się w opis dolegliwości odesłał go do przychodni Epoka. Lekarka w przychodni po przebadaniu mężczyzny wypisała skierowanie i karetką został przewieziony z powrotem do szpitala.

     W ubiegły czwartek po południu pan Jan ze Żnina źle się poczuł. Kilka godzin wcześniej pierwszy raz w życiu przyjął interferon, ponieważ choruje na przewlekłą białaczkę limfocytową. Mężczyzna po zażyciu leku poczuł duszności i nudności. Był osłabiony. Rodzina chciała wezwać karetkę, jednak pan Jan nie wyraził na to zgody. W końcu w nocy, kiedy dolegliwości nie ustępowały, lecz się nasilały, zgodził się, by synowa zawiozła go na szpitalny oddział ratunkowy w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. Na oddział został dowieziony około północy.
     - Postanowiłam sama zawieźć teścia do szpitala. Zgłosiłam się na oddział z teściem, który choruje na białaczkę, ma usuniętą lewą nerkę, odczuwa silne bóle w biodrze i prawym boku, organizm walczy z kolejnymi przerzutami. Uskarżał się na duszność i boleści związane ze stanem zdrowia, ma problem z poruszaniem się. Obecny na stanowisku ratownik medyczny przywołał lekarza dyżurującego, a ten nie zagłębiając się w opis dolegliwości zapytał, czy byliśmy u lekarza pierwszego kontaktu. Odpowiedziałam, że nie. Uzyskaliśmy informację, że najpierw należy skonsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu, a jeśli on zadecyduje, to należy przyjechać do szpitala - jak to określił lekarz: „tak dla porządku” - relacjonuje pani Beata, synowa pana Jana.
     W tej sytuacji synowa pojechała z teściem do przychodni Epoka. Dyżurująca w ośrodku lekarka przeprowadziła wywiad z chorym i po wykonanych badaniach (ciśnienie, EKG) zdecydowała o skierowaniu mężczyzny do szpitala. Według pani Beaty, stan zdrowia teścia okazał się na tyle poważny, że do szpitala został tym razem przewieziony z przychodni karetką.
     - Podczas formalności związanych z przyjęciem teścia na oddział przyjechała kobieta z mężem, uskarżając się na ból nogi z powodu przewrócenia. I tym razem nie padło pytanie, czy byli państwo u lekarza pierwszego kontaktu. Ten sam lekarz dokonał oględzin pacjentki i skierował na prześwietlenie. Po konsultacji pani pojechała do domu. Czy przypadek podejrzenia złamania wymaga natychmiastowej pomocy, a przewlekle chory człowiek musi konsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu, by została mu udzielona pomoc? - zastanawia się pani Beata.
     Pan Jan został przyjęty na oddział, gdzie udzielono mu pomocy medycznej. Nad ranem został wypisany. Z wypisu ze szpitala wynika, że był w stanie ogólnym dobrym.
     Pani Beata wyjaśnia, iż nie poinformowała o sprawie dyrekcji szpitala.
     - Nie miałam siły, żeby iść do dyrektora w tej sprawie. Byłam i jestem jednak zdegustowana postawą lekarza. Ręce miał w kieszeni i pierwsze, o co zapytał, to o to, czy byliśmy u lekarza pierwszego kontaktu. Nie wgłębiał się w ogóle, co dolega teściowi, tylko odesłał nas do „Epoki”. A miał wszystko podane w wypisie ze szpitala, kiedy usunięto teściowi nerkę. Na oddziale było też trzech ratowników medycznych. Nikt o nic nie zapytał. Siedzieli z pielęgniarką i takie odniosłam wrażenie, że się dobrze bawili.      A jak zrobiło się gęściej, to uciekli na zaplecze. Moje odczucia są takie, że podczas wizyty na oddziale ratunkowym dano mi do zrozumienia, iż procedura przyjęć na oddział niezupełnie funkcjonuje lub tylko wybrani mają możliwość przećwiczyć ją na sobie - uważa pani Beata.
     Michał Skowroński, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w Pałuckim Centrum Zdrowia wyjaśnia, iż pacjenci ze świeżymi urazami, które wystąpiły w czasie ostatnich 24 godzin, przyjmowani są przez lekarza na szpitalnym oddziale ratunkowym, natomiast pacjenci z chorobami przewlekłymi, o ile nie ma bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia, powinni zgłaszać się na dyżur nocny do zakładu podstawowej opieki zdrowotnej. Dlatego pani, która się przewróciła i doznała urazu, nie usłyszała pytania o wizytę w przychodni, a została przyjęta na szpitalny oddział ratunkowy.
     - Działanie lekarza było prawidłowe. Uznał bowiem, że nie ma zagrożenia życia dla pacjenta chorego na białaczkę i odesłał go do „Epoki” - zwraca uwagę Michał Skowroński.
    - Na prośbę bohaterów artykułu zmieniliśmy ich imiona. Pełne dane do wiadomości redakcji.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1176 (35/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości