Drugi sezon w jednej z zaledwie kilkunastu w Polsce upraw dyni - gigantów, która znajduje się w Żninie przyniesie najprawdopodobniej kolejne sukcesy. Rekordu Polski dyniowego Andrzejowi Felcynowi może nie uda się pobić, ale swój własny, zeszłoroczny rekord krajowy w arbuzach może poprawić.
Zbliża się sezon festiwali dyniowych, na czele z Banią Fest, czyli Festiwalem Dyni w Krapkowicach na Opolszczyźnie. Będą też podobne we Wrocławiu i Warszawie. O rekordy przynajmniej Polski znów będzie miał zamiar powalczyć na tych imprezach utalentowany ogrodnik z ul. Moniuszki w Żninie, Andrzej Felcyn.
Jak informowaliśmy rok temu, po przejściu na emeryturę zainteresował się roślinami dyniowatymi. Zaczął zgłębiać tajniki upraw i wymyślać własne innowacje. Istotne było znalezienie odpowiedniego materiału siewnego. Taki dają rośliny, które wcześniej same były rekordzistkami lub posiadają w swojej linii genealogicznej przodków - gigantów. Pierwsze sukcesy odniósł w zeszłym roku, a teraz zamierza je kontynuować, choć - jak przyznaje - nie będzie łatwo o pobicie rekordu wielkości dyni. Przede wszystkim z tego powodu, że wytypowany na początku uprawy okaz, który miał o rekord powalczyć, zaczął rosnąć w nietypowym kształcie. To spowodowało, że tamta dynia straciłaby szansę na sukces. Andrzej Felcyn musiał więc postawić na inny owoc z tego samego nasiona. Roślina, która ma szansę na rekordy wyrasta bowiem z nasion od jednej dyni - matki, która była rekordzistką Włoch. Taka roślina to nie jest jakiś krzak dyni, który możemy zaobserwować na zwykłym, dyniowym polu. Ta roślina, jej pędy, liście i kwiaty zajmują powierzchnię połowy szklarni Andrzeja Felcyna. Druga połówka to też zasiew rekordowych dyni, ale w innej metodzie uprawy.
Po jednej stronie widzimy uprawę aeroponiczną dyni giganta. Co najważniejsze, jest obecnie jedyną taką uprawą w świecie i drugą w historii. Andrzej Felcyn zaadaptował tę technikę uprawy od prof. Andrzeja Komosy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Przy czym profesor kilka lat temu wynalazł ją dla ogórków i pomidorów, nie dla dyni. Jak wspomnieliśmy, rekord ze względu na konieczność zmiany wytypowanego do jego pobicia owocu, na tym etapie wydaje się trudny do osiągnięcia. Na dodatek jeszcze w ostatnich dniach się ochłodziło, co też jest problemem. Jednak satysfakcja nawet z ponad półtonowego okazu dyni białej (taka to bowiem jest odmiana) w metodzie aeroponicznej, też nie będzie mała.
Większe szanse na rekord Polski mają arbuzy. W tym sezonie bowiem Andrzej Felcyn ma w swej szklarni 5 arbuzów gigantów i ponadto tykwę - gigant. Dynia w systemie hydroponicznej jest dość pokaźna, ale na rekord - to już wiadomo - szans żadnych nie ma. Mimo to pojedzie z innymi gigantami na festiwale. Co do szans na rekord arbuza, te są w tym sezonie bardzo duże. Okaz planowany na prezentację na ostatni ze wspomnianych festiwali - w Warszawie - jeśli przekroczy 118 kg, będzie nowym rekordzistą Polski. Zresztą odbierze ten rekord zeszłorocznemu okazowi także wyhodowanemu w szklarni Andrzeja Felcyna.
Arbuz, który rośnie nad ziemią, na ustawionej półce jest regularnie ważony. W apogeum wzrostu przybierał do 1,5 kg na dobę. Jeśli chodzi o dynię, to ich przyrost jest określany tylko szacunkowo. Nie da się bowiem ważyć takiego giganta bez odcięcia pędów. Szacunkowy przyrost maksymalny wynosił około 20 kg na dobę. Takie okazy zatem rosną nie tylko mówiąc przysłowiowo, ale faktycznie w oczach. Andrzej Felcyn wie o tym najlepiej, bo spędza w swojej szklarni wiele godzin codziennie. I tak od kwietnia aż do wczesnej jesieni.
Uprawa tych gigantów jest kosztowna i nie chodzi tylko o pieniądze na pożywki składające się z kilkunastu pierwiastków. Ich proporcje i podawanie Andrzej Felcyn regularnie konsultuje z profesorem. Nie tylko przez internet, bo naukowiec też przyjeżdża do Żnina, by rzucić swoim okiem na hodowlę (bo przecież nie jest to zwykła uprawa). Oprócz więc wydatków finansowych, niezwykle cennym wkładem w takie sukcesy pozostaje jak zawsze poświęcony czas i zdobywana wiedza. Chodzi też o to, aby szybko wychwytywać nowe owoce dyni, czy arbuza na tej samej roślinie, by je odciąć od pędów. Cały potencjał wegetacyjny rośliny musi być ukierunkowany na jeden owoc. A wbrew pozorom, w gęstwinie zielonych liści wcale nie jest łatwo dostrzec od razu arbuza. W zeszłym tygodniu np. Andrzej Felcyn zorientował się, że ma takowy w momencie, gdy ten niechciany i zagrażający potencjalnemu rekordziście owoc miał już 17 kg.
Giganty, które stworzył do celów spożywczych raczej się nie nadają. Co najwyżej na paszę. Choć pestki warto wziąć. W tym roku Andrzej Felcyn ma jeszcze jeden plan. Otóż po przyjeździe ze wspomnianych festiwali gigantów okazy pochodzące z jego hodowli zostaną zawiezione na Farmę Dyniową w Obórzni pod Łabiszynem, gdzie z największej dyni zostanie zrobiona karoca. Będzie można sobie w niej zrobić zdjęcie. Pozostałe okazy - giganty też mają zostać poddane artystycznemu carvingowi.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze