Żnin, Sąd Okręgowy, Lidia C., antropolog, wyrok, policja
Czy Lidii C. pomoże antropolog
Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uchylił wyrok uniewinniający Lidię C., którą policja obwinia o przywłaszczenie sobie 400 zł z bankomatu PKO BP przy ul. 700-lecia. Sprawa z powrotem trafia do sądu w Żninie, który ma powołać biegłego antropologa do zbadania, czy kobieta w niebieskiej kurtce z kapturem nagrana na monitoringu bankomatu jest Lidią C., czy też nią nie jest.
Do marca zeszłego roku życie Lidii C. płynęło pod znakiem codziennego, ale pozytywnego stresu związanego z obowiązkami w pracy. Aż któregoś dnia, właśnie w marcu, wszystko uległo zmianie. Oto kierownik biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Żninie otrzymała nakaz zapłaty mandatu z policji w wysokości 500 złotych.
Komenda Powiatowa Policji w Żninie zarzuciła jej kradzież pieniędzy z bankomatu PKO przy ul. 700-lecia, który znajduje się kilkanaście metrów od wejścia do jej biura. Policjanci obwinili Lidię C. o to, iż wzięła 400 zł na szkodę Witolda P.
Lidia C. nie zgodziła się płacić mandatu, bo to oznaczałoby przyznanie się do winy, a kobieta nie czuje się winna. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Szubinie, do wydziału zamiejscowego w Żninie. Sędzia Robert Tuchciński w październiku zeszłego roku uniewinnił Lidię C. od zarzutu wykroczenia. Wyjaśnijmy bowiem, że kwota strat, które poniósł poszkodowany, jest na tyle niska, że czyn, o którego popełnienie obwiniono Lidię C., kwalifikuje się jako wykroczenie, a nie przestępstwo kradzieży.
Po wyroku uniewinniającym w październiku, Lidia C. zgodziła się w naszej publikacji na podanie swego nazwiska w pełnym brzmieniu. Teraz jednak nie chce już, aby w kolejnej relacji prasowej, tym razem w związku z orzeczeniem w sprawie apelacji od tamtego wyroku, jej nazwisko podawać w pełnym brzmieniu. - Ja nie wiem, o co tutaj chodzi. Jeśli chcecie podawać moje nazwisko to tak, zgadzam się, ale tylko wtedy, gdy podobnie będzie z osobą poszkodowaną w zdarzeniu, które jest przedmiotem sprawy - mówi Lidia C., kierownik biura ARiMR w Żninie, a od listopada ub.r. także radna Rady Miejskiej Żnina i przewodnicząca komisji rolnictwa i rozwoju wsi w tejże Radzie. Witold P., po orzeczeniu wydanym przedwczoraj w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy w wyniku apelacji od wyroku z października, nie zgodził się podczas rozmowy z nami na podanie w artykule prasowym swego nazwiska. Stąd wierni czytelnicy naszej gazety mogą być teraz zdziwieni, że tym razem również Lidia C. nie występuje w naszym artykule pod pełnym nazwiskiem.
Przedwczoraj po południu sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy Danuta Flinik rozpatrzyła dwie apelacje dotyczące sprawy, o której mowa. Otóż Witold P., w październiku chciał w Sądzie Rejonowym w Żninie uzyskać uzasadnienie wyroku korzystnego dla Lidii C. Sąd w Żninie mu odmówił, uzasadniając to tym, iż Witold P., mimo iż pokrzywdzony, nie był stroną w sprawie. Toczyła się ona z oskarżenia publicznego, a dokładnie Komendy Powiatowej Policji w Żninie.
Sędzia Danuta Flinik odrzuciła zażalenie Witolda P. jako niezasadne. W wymaganym terminie nie złożył on żadnego wniosku w sądzie żnińskim, że jako poszkodowany chce być też oskarżycielem posiłkowym. Ponieważ takowym się w rezultacie nie stał, to nie był też stroną w postępowaniu i sąd nie miał obowiązku dawać mu uzasadnienia swego wyroku.
To jednak nie był koniec wtorkowej wokandy w Sądzie Okręgowym. Otóż Komenda Powiatowa Policji, która jako oskarżyciel stroną w sprawie była, złożyła apelację od wyroku uwalniającego Lidię C. od zarzutu wykroczenia. I tę właśnie apelację w dalszej części rozpatrzyła sędzia Danuta Flinik. Wcześniej otrzymała ona zebrany materiał dowodowy w protokole ze sprawy, która toczyła się w Żninie. Sędzia obejrzała też wcześniej nagranie z kamery na bankomacie przy ul. 700-lecia w Żninie 17 września 2013 r., kiedy to około 15:20 poszkodowany utracił swoje pieniądze. Był on wtedy w tym bankomacie. Za pomocą karty, wbijając kod PIN ściągnął pieniądze ze swojego konta, ale nie wybrał gotówki wydanej przez bankomat, bo zapomniał. Gdy sobie o tym po chwili przypomniał i wrócił do bankomatu, pieniędzy już nie było.
Sędzia Danuta Flinik uchyliła wyrok uniewinniający Lidię C. z zarzutu z artykułu 119 paragraf 1 kodeksu wykroczeń. W uzasadnieniu zażalenia do pierwotnego wyroku oskarżyciel, czyli KPP w Żninie, napisał, iż kluczowe jest nagranie, na którym widać, jak zidentyfikowana Jolanta C. - pracownik ARiMR w Żninie, idzie do swego samochodu, volkswagena. Druga kobieta w niebieskiej kurtce z kapturem udaje się na nagraniu do fiata pandy.
Zdaniem policji, widać na nagraniu, jak kobieta w niebieskiej kurtce wzięła wcześniej pieniądze z bankomatu, a przy samochodzie ma też pieniądze w ręku. Aspirant policji Krzysztof Cholewa, reprezentujący oskarżyciela we wtorek w Bydgoszczy tłumaczył nam po wyjściu z sali rozpraw, że kurtka kobiety jest dość elegancka. Kobieta na nogach ma buty na wysokim obcasie. Nie wygląda, jak osoba skrywająca się pod szeroką bluzą z kapturem. - To była kurtka, a nie jakaś - byle jaka - bluza - tłumaczył nam aspirant.
Mecenas Henryk Biniek reprezentujący Lidię C., wnosił o podtrzymanie pierwszego wyroku. Powiedział, że Witold P. po zdarzeniu chodził po instytucjach znajdujących się w okolicy bankomatu i próbował ustalić, kto zabrał pieniądze. Trafił nawet do Lidii C. i ją również prosił o pomoc i wtedy jakoś nie rozpoznawał jej jako sprawcy, a później już tak. Poza tym Henryk Biniek podważał argumentację poszkodowanego, że w niebieskiej kurtce jest Lidia C., bo żona poszkodowanego tak twierdziła. - To są jakieś plotki, że ktoś coś słyszał z drugiej ręki. Świadkowie nie rozpoznali przed bankomatem Lidii C., pracownicy twierdzą, że była w pracy. Wnoszę o podtrzymanie wyroku - mówił Henryk Biniek. Zresztą w przerwie, w oczekiwaniu na ogłoszenie orzeczenia sądu w Bydgoszczy, mecenas Lidii C. i pokrzywdzony Witold P. wymieniali dalej swoje argumenty. W grę zaczęły wchodzić emocje. Aspirant Krzysztof Cholewa jednak skutecznie uspokajał obu panów słowami: - Po co nam te kłótnie. Jest niezawisły sąd i pozostawmy mu decyzję - mówił do nich. Ten apel okazał się skuteczny, a obaj panowie kilka minut później, po wydanym orzeczeniu podali sobie dłonie.
Kilka godzin po wtorkowej apelacji, na której Lidii C. nie było, obwiniona powiedziała nam, że do biura ARiMR Witold P. trafił dopiero w marcu, pół roku po zdarzeniu. - Ja nie pamiętam, w co byłam wtedy ubrana, gdy on był u mnie. Może w białą bluzkę i ciemne spodnie, a później dowiadywałam się, że w różnych biurach w sąsiedztwie pytał o tak ubraną kobietę. Ja naprawdę nic z tego nie rozumiem. Podkreślam, że nie byłam oskarżona, a obwiniona o czyn z kodeksu wykroczeń. Teraz muszę udowadniać niejako, że nie mam garba - mówiła nam Lidia C.
Sędzia Danuta Flinik podkreśliła, że skoro Jolanta C. była już poza biurem, to niewykluczone, iż podobnie było w tej samej porze w przypadku obwinionej Lidii C., jej zwierzchniczki w zakładzie pracy. Sędzia uważa, iż należy zbadać, jakim samochodem poruszała się Lidia C., bo być może w ten sposób można pomóc w ustaleniu tożsamości kobiety w kurtce. Tablice z numerami pojazdu są na nagraniu. Zapis monitoringu sędzia określiła jako materiał o dobrej jakości. Skrytykowała jednak zastosowaną metodę dochodzeniową, która polegała na pokazywaniu przypadkowym osobom kadru z twarzą z monitoringu i porównywaniu jej ze zdjęciem Lidii C., w celu ustalenia tożsamości osoby z kadru. - To jest tylko kwiatek do kożuszka. Jest to niedopuszczalne, żeby dokonywać rozpoznania zdjęć przez rozpytywanie przypadkowych osób. Wydaje się zasadny postulat uwzględniony w apelacji, aby powołać biegłego antropologa czy innego specjalistę dla porównania nagrań. Również specjalista z banku czy obsługa bankomatu muszą dokładnie określić godziny dokonanych operacji. Jest to drobna sprawa, ale społecznie bardzo ważna i Sąd Rejonowy nie uczynił wszystkiego, ażeby to wyjaśnić - zakończyła Danuta Flinik swoje ustne uzasadnienie uchylenia wyroku sądu pierwszej instancji.
Teraz sąd w Żninie ma sprawę rozpatrzyć ponownie, powołując biegłego antropologa - specjalistę, który potrafi dokonać porównań sposobu poruszania się postaci, ocenić sylwetkę i/lub specjalistę z zakresu porównywania fotografii.
Ma być też dokładnie sprawdzona księga wyjść urzędników ARiMR z pracy oraz sprawdzone numery rejestracyjne pojazdów. Możliwe jest też przeprowadzenie eksperymentu dochodzeniowego przy bankomacie z udziałem świadków.
- I dobrze, niech to wszystko zostanie przeanalizowane dokładnie, bo teraz ludzie się ze mnie śmieją, a jestem niewinna. My w pracy mamy system wyjść. Ja wychodzę ostatnia. Zamykam system informatyczny, zdaję klucze. Nie mogłam być o 15:20 przed biurem. Mam nadzieję, że powołani zostaną też inni świadkowie, tak ażeby raz na zawsze oczyścić mnie z tego absurdalnego zarzutu - powiedziała nam Lidia C. Dodała, że jeśli dobrze pamięta, to w tamtym czasie jeździła już czarnym volkswagenem golfem. Tak samo, jak teraz.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1198 (4/2015)
Inne teksty na ten temat:
Lidia C. cudzych pieniędzy nie potrzebowała
Byli świadkowie, czas na antropologa
Uniewinniona, bo kurtki z zaciągniętym kapturem nie nosi
Lidia C. niewinna
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze