Barcin, ośrodek zdrowia, lekarz
Do lekarza z cierpliwością
Mieszkaniec Barcina zachorował i udał się do barcińskiego Ośrodka Zdrowia. Okazało się, że zarejestrować się nie może, więc czekał na pogotowiu, ale i tu nie doczekał się pomocy, ponieważ pani doktor zajęta była wypisywaniem recept. Dyrektor SPZOZ w Barcinie, którą poprosiliśmy o wyjaśnienie sytuacji, zasugerowała, by pacjenci z uwagi na okres grypowy i przeciążenie lekarzy pracą uzbroili się w cierpliwość.
Był styczniowy wtorek po południu. Mieszkaniec Barcina zachorował, skarżył się na ból zębów, mięśni, kości, miał temperaturę. Około 17:30 poszedł po pomoc do Ośrodka zdrowia. O tej godzinie przyjmowała tylko jedna lekarka. W rejestracji usłyszał, że musi najpierw zapytać, czy lekarka go przyjmie, bo godziny przyjęć kończyły jej się o 18:00.
- Poszedłem do jej gabinetu, nie miała nikogo, nikt z pacjentów nie czekał, zapytałem, czy mnie przyjmie, powiedziała, że dziś nie, że jutro będzie miała na to cały dzień - opowiada pacjent i dodaje, że nawet nie spytała go, co mu jest.
Od 18:00 jest dyżur pogotowia, więc mieszkaniec Barcina postanowił poczekać pół godziny i szukać pomocy na pogotowiu.
- Ta sama pani doktor miała dyżur potem na pogotowiu - mówi mieszkaniec Barcina. - Widziała, że czekam i nawet nie zwróciła uwagi. Po mnie na pogotowie przyszły jeszcze dwie osoby, które także czekały. Po 18:00 ona powinna być już na pogotowiu, ale nie przyszła. Czekałem do 18:45, a potem znów do niej do gabinetu poszedłem, bo naprawdę bardzo źle się czułem. Grzecznie zapytałem, czy mnie przyjmie, obsłucha. Usłyszałem, że jest zajęta, bo robi recepty. Wyglądało, jakbym jej tam przeszkadzał.
Pacjent wyszedł na korytarz, czekał jeszcze 10 minut i zrezygnował. Wrócił do domu. Następnego dnia, mimo że nadal źle się czuł, nie poszedł do lekarza, bo był zniechęcony wydarzeniami z dnia poprzedniego. Dopiero po dwóch dniach objawy choroby tak się nasiliły, że wrócił do ośrodka. Zarejestrował się do innego lekarza, który udzielił mu pomocy.
- Zadzwoniłem do pani dyrektor i powiedziałem, z czym się spotkałem - wspomina mieszkaniec Barcina. - Ona mnie przeprosiła, obiecała porozmawiać z lekarzami. Ja naprawdę nie choruję, do lekarza chodzę raz na rok, raz na dwa lata, więc zabolało mnie, że zostałem tak potraktowany. Ważniejsze jest zdrowie człowieka czy recepty, które można wypisać w każdym momencie? Może trafiłem na zły dzień pani doktor.
Dyrektor SPZOZ w Barcinie Alicja Wiczewska przyznała, że problem został jej zgłoszony, jednak sprawy nie chciała komentować.
- Ja z tym panem rozmawiałam, wytłumaczyłam mu wszystko, nie wiem, czy jest sens ustosunkowywać się do tego - powiedziała dyrektor. - Ja mogę do niego osobiście zadzwonić, ale nie będę rozmawiała przez gazetę. Było spotkanie kadrowe, ale nie będę spraw kadrowych omawiać na łamach prasy. Jeśli pacjent będzie chciał, to mu wszystko osobiście wyjaśnię. Był problem, został rozwiązany i ja już o nim nie myślę, tylko zajmuję się kolejnymi.
Dyrektor Alicja Wiczewska przyznała, że problem z rejestracją bywa ze względu na okres grypowy. Dodała, że to problem, z którym borykają się także inne ośrodki zdrowia. Sugerowała również, by uzbroić się w cierpliwość.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1094 (5/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze