17 osób skorzystało z abolicji prezesa i zalegalizowało nielegalne przyłącza. Trzy inne spółka namierzyła wcześniej sama i one również zalegalizowały przyłącza i zapłaciły za bezumowne korzystanie z usług. Podejrzani o proceder wykonywania nielegalnych przyłączy nadal czekają na akt oskarżenia. Dwóch z nich wciąż pozostaje pracownikami WiK-u.
Jeszcze wiosną Dariusz Mańkowski,szef ośrodka zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Żninie,nie wykluczał, że akt oskarżenia w sprawie nielegalnych przyłączy wodno-kanalizacyjnych w Żninie zostanie skierowany do sądu w sierpniu. Ostatecznie jednak okazało się, że praca śledczych będzie trwała dłużej, a akt oskarżenia nie będzie gotowy wcześniej niż pod koniec tego roku.
Wszystko zaczęło się - przypomnijmy - w styczniu br. i było pokłosiem audytu Urzędu Miejskiego w Żninie, który został przeprowadzony w spółce komunalnej Zakład Wodociągów i Kanalizacji WiK po odwołaniu prezes Małgorzaty Stawickiej. W ostatnich tygodniach ub.r., gdy prowadzony był audyt, pełniącym obowiązki prezesa spółki był Michał Nowacki jako przewodniczący jej rady nadzorczej.
W styczniu prokuratura postawiła zarzuty byłemu kierownikowi działu wody w Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji WiK w Żninie Andrzejowi T. (odszedł z pracy w WiK razem z prezes Małgorzatą Stawicką) oraz wciąż tam pracującym Bogdanowi C. i Ryszardowi G. w związku ze sprawą nielegalnych przyłączy wodociągowych. Proceder, który podejrzanym zarzuca prokurator, miał trwać od 2007 r. Według śledczych, kwota strat, na jakie podejrzani narazili swój zakład pracy realizując prywatnie zlecenia, które powinni robić w ramach pełnionych przez siebie etatów, jest nie mniejsza niż 1.250.000 zł. W zainteresowaniu prokuratury znajduje się 712 przypadków podłączeń wodno-kanalizacyjnych. Przypomnijmy, że Andrzej T. usłyszał zarzut korupcji gospodarczej z art. 296a paragraf 1 i 4 kodeksu karnego. Ponadto były kierownik działu wody usłyszał 5 zarzutów z artykułu 270 paragraf 1 kk dotyczących fałszerstwa dokumentów. Kolejny zarzut prokuratura postawiła Andrzejowi T. z artykułu 284 paragraf 1 (przywłaszczenia) w związku z artykułem 11 kodeksu karnego (co do łącznej kwalifikacji czynów). Rzecz dotyczy przywłaszczenia przez byłego kierownika 4 telefonów służbowych o łącznej wartości 11.500 zł.
Jerzy Mączko, obecny prezes WiK, poinformował, że Bogdan C. i Ryszard G. nadal pracują w WiK. - Istnieje domniemanie niewinności i oni nadal pracują w naszej firmie, choć nie zajmują się tymi zadaniami, w związku z którymi usłyszeli zarzuty prokuratorskie. Jeden z nich pracuje na oczyszczalni ścieków, a drugi w stacji wodociągowej. Swoje obowiązki wykonują w sposób należyty - powiedział Jerzy Mączko.
- Nie ukrywam, że w związku ze zmianami w prokuraturze nie wykluczaliśmy, iż to dochodzenie przejmie Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy, jednak decyzja była taka, że prowadzimy je nadal my. Pracy jest bardzo dużo, a dodatkowo teraz jest okres wakacyjny - urlopowy, zaś do przesłuchania jest wielu świadków. Chodzi tutaj jeszcze o około 400 świadków. Około 150 osób już przesłuchano. Należy sprawdzać autentyczność podpisów osób. Zostali też wyznaczeni do sporządzenia opinii biegli, m.in. w zakresie prawidłowości wyceny usług. Na razie zakładane kwoty strat opierają się na szacunkach podanych przez audytora w spółce. Najwcześniej akt oskarżenia może być gotowy na przełomie października i listopada, choć to też nie jest pewne. Sprawa jest skomplikowana i wymaga dużo pracy - przekazał prokurator Dariusz Mańkowski.
Pod koniec zeszłego roku i do końca marca br. ci mieszkańcy gminy Żnin, którzy świadomie lub nieświadomie pozwolili na wykonanie na ich posesjach przyłączy wod.-kan. poza obiegiem WiK-u, mogli zgłaszać w spółce chęć zalegalizowania tych przyłączy. Prezes spółki ogłosił dla nich abolicję, która polegała na tym, że wobec osób zgłaszających ten fakt, nie były inicjowane przez WiK czynności prawne. Jeśli ktoś miał wykonane wcześniej przyłącze poza obiegiem WiK, a teraz chciał je zalegalizować, to musiał złożyć osobiście pisemny wniosek w spółce. Złożyć też trzeba było wyjaśnienia, kiedy i kto wykonał przyłącze, które właściciel nieruchomości dopiero po fakcie zdecydował się je zalegalizować. Taki wnioskodawca na własny koszt musiał zrobić odkrywkę, inwentaryzację urządzenia, wynająć geodetę. - Wszystkie osoby, które w terminie trwania abolicji nie zalegalizowały podejrzanych przyłączy, muszą liczyć się z konsekwencjami karno-administracyjnymi. Abolicja w tej sprawie już nie obowiązuje, uważam, że trwała wystarczająco długo - powiedział Jerzy Mączko.
W sumie z abolicji skorzystało 17 osób, zalegalizowały one nielegalnie wykonane przyłącza bez wszczynania przez spółkę procedury karno-administracyjnej. Oprócz tego jeszcze pod koniec zeszłego roku spółka we własnym zakresie namierzyła 3 nieruchomości z takimi przyłączami. Te sprawy również zostały zalegalizowane a właściciele zapłacili za bezumowne korzystanie z usług za okres wcześniejszy.
Przypomnijmy, że w grudniu zeszłego roku WiK zakupił urządzenie do bezwykopowego namierzania nielegalnych podłączeń do sieci wodociągowej.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1279 (33/2016)
Karol Gapiński
Pałuki nr 1265 (19/2016)
Inne teksty na ten temat:
Za przyłącza do prywatnej kasy
Prezes wydłuża abolicję dla legalizujących przyłącza
Majątki podejrzanych zabezpieczone
Straty wyliczają na 1,35 mln zł
Akt oskarżenia najwcześniej w sierpniu
Brali za przyłącza od 1.000 zł w górę
Kilka podpisów - tak, ale o korzyściach nie ma mowy
Kluczowy świadek nie pojawił się
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze