Reklama

Do żołnierzy na grochówkę

 „Było ognisko, była grochówka, dostawaliśmy puszki z jedzeniem, a to było coś, atrakcja, że żołnierze do wsi przyjechali” - wspomina stację łączności Edmund Słomowicz

      fot. Magdalena Kruszka

Jabłowo Pałuckie
     Do żołnierzy na grochówkę
    Mija trzydziesta pierwsza rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Edmund Słomowicz z Jabłowa Pałuckiego wspomina nastroje, jakie przed 13 grudnia 1981 r. panowały w jego wsi, nieopodal której wojska państw Układu Warszawskiego miały stację łączności.

     W 1981 roku Edmund Słomowicz miał 28 lat. Doskonale pamięta, jak na pobliskim wzgórzu stacjonowało wojsko oraz jak tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego odbywały się manewry wojskowe.
     - Polscy żołnierze na wzgórzu przy wieży stacjonowali od lat, chyba od czasów, kiedy wojna się skończyła, ale w sierpniu 1981 roku pojawili się Rosjanie - wspomina mieszkaniec Jabłowa Pałuckiego. - Ciekawe jest też to, że żołnierze pojawili się także w Buszkowie, tyle tylko, że tam stacjonowali Niemcy z NRD.
     Edmund Słomowicz wspomina, że z Polakami stacjonującymi w Jabłowie Pałuckim miejscowi mieli bardzo dobre relacje. Żołnierze schodzili do wioski, odwiedzali sklep w Jabłówku, rozmawiali z miejscowymi. Z kolei mieszkańcy chętnie zaglądali do ich bazy.
     - Jak byłem mniejszy, to z tatusiem chodziłem do nich i oni nawet pokazywali swoją stację łączności - mówi Edmund Słomowicz. - Potem, jak już byliśmy starsi, to chodziliśmy do nich z wódką, razem wypiliśmy, wypaliliśmy papierosy, posiedzieliśmy przy ognisku. Oni mieli kuchnię polową, częstowali nas grochówką, zawsze ugościli, a na koniec mówili: „dobre chłopaki jesteście, damy wam paliwa”. I wychodziliśmy od nich z pełnymi kanistrami.
     Edmund Słomowicz wspomina także, że w czasach, kiedy chodził na wzgórze wraz z ojcem, dostawali naftę do lampy. Podkreśla, że była ona lepsza niż ta powszechnie dostępna, która kopciła. Z żołnierzami ze stacji łączności miejscowi byli oswojeni. Co prawda zmieniali się oni co jakiś czas, jednak stosunki między nimi a lokalną społecznością pozostawały dobre. Aż do 1981 roku.
     - Kiedy w roku wprowadzenia stanu wojennego przyjechali żołnierze, to nie wiedzieliśmy kiedy - wspomina mieszkaniec Jabłowa Pałuckiego. - Wieżami zaczęli zarządzać Rosjanie i oni już nie chcieli, żebyśmy przychodzili. Kiedyś poszliśmy, wyszedł nasz żołnierz i nas nie wpuścił, a my już wtedy wiedzieliśmy, że coś się szykuje. A w Buszkowie w tym czasie byli Niemcy, tyle tylko, że oni schodzili na dół i rozmawiali z miejscowymi, nawet o tym, jak im się żyło przed wojną i w czasie wojny.
     Według relacji Edmunda Słomowicza wojsko stacjonowało tego roku w Jabłowie Pałuckim około półtora miesiąca. Pojawiło się niezauważone i niezauważone zniknęło. Zaczęły tylko stopniowo znikać anteny. Mieszkańcy myśleli, że sytuacja w kraju ustabilizuje się i polepszy. Jednak, jak wspomina Edmund Słomowicz, ojciec przekonywał go, że jeszcze nie nadszedł czas na duże zmiany ustrojowe i gospodarcze. Syn mu uwierzył i niedługo potem okazało się, że obaj mieli rację.
     13 grudnia 1981 roku wprowadzony został stan wojenny. Mimo że podczas stanu wojennego obowiązywała godzina milicyjna, a w późnych godzinach wieczornych i w nocy nie można było wychodzić, mieszkańcy Jabłowa nie odczuli aż tak bardzo tej niedogodności. Mężczyźni, a wraz z nimi Edmund Słomowicz, dostali jedynie wezwanie do gminy i zostali zmobilizowani. Trwało to jednak nie dłużej niż dwa tygodnie. Potem wrócili do domów i sytuacja wróciła do normy.
     - Po wprowadzeniu stanu wojennego dla nas nic się nie zmieniło, nie czuliśmy się przez nikogo gonieni, jedynie rozmowy telefoniczne były łączone za pośrednictwem milicji - mówi Edmund Słomowicz. - A mój tatuś mówił, że z tego nic nie będzie, że jeszcze za wcześnie na zmiany, najpierw musi stara gwardia odejść. Zmarł w lutym 1982 roku i nie doczekał tych zmian.
     Teraz na wzgórzu po stacji łączności nie ma śladu, zostały tyko fundamenty po starej wieży. Edmund Słomowicz jednak z sentymentem wspomina czasy, kiedy wspólnie z żołnierzami można było biesiadować, kiedy dostawało się od nich puszki, naftę, paliwo i kiedy stanowili oni prawdziwą atrakcję wsi.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1087 (50/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości