Reklama

Doktór Eugeniusz Niemczynow - lekarz dzieci i młodzieży

Dlaczego doktór? Bo tak dawniej zwracano się do mojego Ojca. Prócz praktyki prywatnej i - już po wojnie - pracy w żnińskim Ośrodku Zdrowia, był też lekarzem szkolnym. I tak jest obecnie w Żninie pamiętany, ponieważ większość jego dorosłych pacjentów odeszła, a żyją osoby, które zetknęły się z nim w młodym wieku. W tych wspomnieniach chcę utrwalić jego sylwetkę, której najważniejszym rysem jest to, że każdego pacjenta, a już szczególnie małego traktował z powagą i serdeczną życzliwością - jakby to były jego własne dzieci.

Moje najstarsze wspomnienia sprzed wojny to coranne - a przecież o godzinie 9.00 zaczynało się przyjmowanie pacjentów - czytanie bajek lub zaprenumerowanego przez Tatę  „Płomyczka”, latem spacery w Janowcu - gdzie mieszkaliśmy do wiosny 1937 roku - do pobliskiego lasu na orzechy laskowe, a w jesienno-zimowe wieczory robienie ludzików i innych stworków z kasztanów, zabawek z wydmuszek jajek i klejenie łańcuchów na choinkę z kolorowych papierów. No, i farbowanie jajek przed Wielkanocą. Były też gry planszowe i karty w wersji „Czarny Piotruś”. 
Z najmłodszym wnuczkiem  Markiem Szumanem pan doktór bawił się w piaskownicy, a gdy zachorowała wnuczka Małgosia jeździł z poradą lekarską do Poznania. Z niekłamaną sympatią wspomina go z czasów okupacji Krysia Przybylska (dziś Zielińska): „Gdy zachorowałam na dyfteryt, przyszedł z wizytą i przysiadłszy na moim łóżku pochylił się nad pogrążonym w gorączce dzieckiem i patrzył swoimi dobrymi oczami zastanawiając się jak mi pomóc i jak mi oznajmić niedobrą diagnozę…
W czasie wojny znana była w Żninie opowieść, jak wrócił do domu z wizyty u chorych w skarpetkach, bez butów, bo potrzebne były pacjentowi. Ciepłym uczuciem Tato obdarzał też moją serdeczną żnińską przyjaciółkę Zosię Derechównę  (później Księską), która tak zapamiętała go po latach, gdy sama już uczyła polskiego w żnińskim liceum: „Pan Doktor Eugeniusz Niemczynow pozostał w mojej pamięci jako wybitny lekarz. Kontaktowałam się z nim jako lekarzem Ośrodka Zdrowia i lekarzem szkolnym Liceum im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich w Żninie. Był lekarzem niezwykle zaangażowanym, stawiającym właściwe diagnozy i obserwującym ustępowanie dolegliwości u chorego. Jego osobowość cechowała niezwykła obowiązkowość w pracy, ale także szlachetność, bezinteresowność i życzliwość i poczucie humoru. Każde wspomnienie o tym wyjątkowym Człowieku i Lekarzu kończę słowami „Jego pamięci cześć”.
 Gdy Tato był lekarzem szkolnym w Szkole Podstawowej nr 1, szedł na dyżury z kieszeniami pełnymi cukierków. Zdarzało się też latem, że dzieciaki podchodziły pod otwarte okno  gabinetu na parterze naszego mieszkania przy ulicy Szkolnej 11  prosząc o cukierki, które, rzecz jasna, dostawały. Budowało to pozytywne relacje, skracało dystans i powodowało, że dzieci kojarzyły kontakt z lekarzem jako coś przyjemnego. 
Gra w karty w moim rodzinnym domu to był chleb powszedni. Tato był zapalonym karciarzem i irytował się, gdy mu karta nie szła nawet przy niedzielnym układaniu pasjansa lub gdy brydżowy partner źle zalicytował. Przed wojną chadzał często wieczorami na brydża do już nieistniejącego przy rynku hotelu pani Władzi Smorowskiej (na rogu Rynku i ulicy Sądowej), gdzie spotykała się żnińska elita. Nie gardził też prostszymi grami jak preferans, dziewiąty wał, kierki, a nawet tysiąc. Na karty przychodzili do nas znajomi w czasie okupacji, jak też po wojnie.
Lata powojenne w Żninie to czas bez telewizji, a rozrywką kulturalną w tamtym czasie było głównie kino (nowy film raz w tygodniu) i - nie tak znowu częste - występy piosenkarek, aktorek lub satyryków, więc karty były pożądaną i łatwo dostępną rozrywką. Częstymi gośćmi u nas byli m.in. państwo Lewandowiczowie z ulicy Szkolnej, ogrodnik Franciszek Nowak z żoną i ówczesny dyrektor Gimnazjum Hieronim Gramlewicz z żoną. W trakcie rozgrywek emocje często sięgały zenitu, a w pokoju unosiły się gęste obłoki dymu papierosowego. Zabójcze działanie nikotyny nie było jeszcze wtedy jednoznacznie udokumentowane i paliło bardzo wielu panów. Mój Tato też był namiętnym palaczem przez cały rok aż do Wielkiego Postu - twierdził, że niejedzenie mięsa, za którym nie przepadał, nie jest dla niego żadnym wyrzeczeniem, natomiast niepalenie tak. W środę popielcową radykalnie odstawiał więc papierosy i po sześciotygodniowej przerwie pierwszego papierosa zapalał po wielkanocnym śniadaniu. Wiedziałam, jak trudno jest rzucić palenie i taka postawa robiła na mnie głębokie wrażenie.  
Ulubioną jego grą karcianą był jednak brydż i również tu Tato bardzo angażował się emocjonalnie. Janusz Księski, w latach 50. polonista w Gimnazjum im. Braci Śniadeckich, wspomina jak w czasie jednej z licznych rozgrywek partner Taty źle zalicytował i nie ugrał stawki. Wtedy Tato, z ledwo ukrywaną irytacją w głosie powiedział: „asa pan nie ma, a licytuje szlemika”. To powiedzenie weszło potem do powszechnego obiegu wśród brydżystów, gdy nie udało się wygrać wylicytowanego kontraktu. W sprawach karcianych wrodzone poczucie humoru Taty przestawało działać. 
Był bardzo otwarty na ludzi i chętnie poświęcał czas działalności społecznej. W latach trzydziestych w Janowcu był lekarzem szkolnym zarówno w miejscowej Szkole Rolniczej, jak i w szkole powszechnej. Walnie przyczynił się do kupna sanitarki dla tamtejszego koła PCK. Wczesną wiosną przed wybuchem II wojny światowej we wrześniu 1939 r. prowadził szkolenia z zakresu ochrony zdrowia i pomocy doraźnej dla żnińskiej grupy Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Przypomnę, że była to organizacja paramilitarna założona w 1923 roku przez kombatantki I wojny światowej z obawy przed wybuchem kolejnej. Jej zadaniem była obrona przeciwgazowa i przeciwlotnicza oraz ratownictwo medyczne w czasie wojny, a w czasie pokoju szeroko zakrojona działalność charytatywna. 
Tu pewne istotne sprostowanie. W albumie pt. „Żnin i jego mieszkańcy na starej fotografii” wydanej w 2014 roku przez żniński Urząd Miejski zdjęcie to zostało zamieszczone na str. 53  z błędnym podpisem „Załoga szpitala podczas drugiej wojny światowej”. Naprawdę przedstawia ono grupę członkiń Przysposobienia Wojskowego Kobiet, a drugi rząd od dołu to panie ze żnińskiej elity wspierające PWK - między innymi Irena Kittelowa - żona ówczesnego dyrektora cukrowni i Anastazja Szumanowa - żona emerytowanego lekarza Jana Szumana. W tym rzędzie trzeci od lewej stoi dr Niemczynow, a dziewczynka druga od lewej w pierwszym rzędzie to pisząca te słowa jego córka - Grażyna. Zdjęcie robione na schodach ówczesnego starostwa w 1939 r.
Za zasługi dla przysposobienia wojskowego został wyróżniony  w 1933 r. „Honorową Odznaką Komendancką”,  a w 1951 r.  odznaką  „Za wzorową pracę w służbie zdrowia”.  Później za działalność dla dobra Żnina i powiatu otrzymał „Srebrny Krzyż  Zasługi” i  „Medal 700-lecia Miasta Żnina”.
Mój Ojciec był bardzo oczytany, zarówno w literaturze polskiej, rosyjskiej jak i zagranicznej. Z polskich pisarzy bardzo cenił Boya-Żeleńskiego - pewnie za jego postępowe poglądy i otwartość na problemy społeczne - i nieco zapomnianego dziś Kornela Makuszyńskiego. Miał też duży zakres wiadomości z historii powszechnej. Był namiętnym czytelnikiem prasy. W kiosku przy rynku odkładano mu prawie wszystkie dostępne dzienniki i tygodniki - oprócz „Trybuny Ludu” i wojewódzkiego organu partyjnego - „Gazety Pomorskiej”. W związku z tym na jego biurku piętrzyły się stosy niedoczytanych czasopism, z którymi z żalem musiał się czasami rozstać.
Miał też ponadprzeciętną znajomość historii papiestwa i Pisma Świętego, z którego cytaty pojawiały się niekiedy w rozmowach, ale nigdy w tonie czy wydźwięku kaznodziejskim. Kilka lat po Jego śmierci, przy poszukiwaniu rodzinnych koneksji odkryliśmy, że przed podjęciem studiów medycznych uczęszczał rok do seminarium duchownego. Nigdy nie dowiemy się co Go skłoniło do zmiany drogi życiowej. Może jednak chciał - jak powinność lekarza określał Marek Edelman - „zdążyć przed Panem Bogiem”? Był przecież lekarzem z powołania. 


Grażyna Niemczynow-Burchart

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/11/2025 14:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości