Żnin, opinie, wypadek, biegły, motorowerzysta
Dwie różne opinie
Według biegłego dr. Wiesława Garbatowskiego, sprawcą wypadku jest motorowerzysta, a zachowanie kierowcy nie ma związku z wypadkiem. W opinii biegłego Witosława Stankowskiego bezpośrednią przyczyną wypadku było zachowanie oskarżonego kierowcy autobusu, który nie ustąpił motorowerzyście pierwszeństwa przejazdu, a chłopak przyczynił się do zdarzenia.
W żnińskim sądzie toczy się proces, mający wyjaśnić okoliczności wypadku, do którego doszło we wrześniu 2012 r. na skrzyżowaniu Aliantów i Browarowej w Żninie. Podczas zdarzenia śmierć na miejscu poniósł 17-letni motorowerzysta Mikołaj R. Prokuratura postawiła zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym kierowcy autobusu Henrykowi K. Zarzut powstał w oparciu o opinię biegłego z Torunia Witosława Stankowskiego, który sporządzał ją na etapie postępowania przygotowawczego. Opinię tę zakwestionował obrońca oskarżonego Henryk Biniek i wnioskował o sporządzenie drugiej opinii. Sędzia Robert Tuchciński przychylił się do wniosku obrońcy. Nową opinię sporządził biegły dr Wiesław Garbatowski z Poznania. Sędziemu dotychczas dwukrotnie nie udało się skonfrontować biegłych. W miniony piątek obaj biegli stawili się w żnińskim sądzie i konfrontacja się odbyła.
MOTOROWERZYSTA SPRAWCĄ
Biegły Wiesław Garbatowski wyjaśnił, iż był dwa razy na miejscu zdarzenia - przed sporządzeniem opinii i w miniony piątek, przed rozprawą. Biegły przeanalizował cały zgromadzony dotychczas materiał dowodowy. Dokonał oględzin miejsca wypadku i elementów istotnych dla zrekonstruowania zdarzenia.
- Dokonałem oceny postępowania uczestników zdarzenia i postawiłem wnioski końcowe. Według mojego opracowania i przekonania, uznałem, że do wypadku doszło w ten sposób, że kierujący motorowerem jest sprawcą tego wypadku. Natomiast w postępowaniu kierującego autobusem oskarżonego nie dostrzegłem związku przyczynowego z wypadkiem drogowym. Również w postępowaniu kierowcy gimbusa [który zwyczajowo przepuszczał Henryka K., by opuścił ulicę Browarową, by umożliwić mu skręt w lewo z Aliantów - przyp. am] nie dostrzegłem nieprawidłowości w zachowaniu się na miejscu zdarzenia - zeznał biegły.
Według Wiesława Garbatowskiego z osobowego materiału dowodowego wynika, że kierowca gimbusa nie miał technicznych możliwości skrętu w lewo w ulicę Browarową. Biegły podkreślił, iż zwyczajowo kierowcy jadący ulicą Aliantów, którzy chcą skręcić na ulicę Browarową, przepuszczają pojazdy wielkogabarytowe wyjeżdżające z Browarowej, która jest ulicą podporządkowaną.
- W tym wypadku wynika, że kierowca gimbusa umożliwił oskarżonemu wyjazd z ulicy Browarowej. W momencie, kiedy oskarżony wykonywał skręt w lewo, doszło do zderzenia motorowerzysty z prawym bokiem autobusu. Z rekonstrukcji wypadku wynika, że uderzenie miało charakter styczny, co może wskazywać, że motocyklista poruszał się równolegle do autobusów stojących na jezdni, a następnie wykonał wjazd w kierunku ulicy Szpitalnej. Przy takim położeniu autobusów nie ma możliwości, żeby ich omijanie czy wyprzedzanie mogło nastąpić na prawym pasie ruchu. W tej sytuacji motorowerzysta skorzystał częściowo z pasa ruchu do „Polo-Marketu”. Z zeznań świadka K. [kierowcy gimbusa - am] wynika: „Ja nie określę, skąd się wziął motorower, bo stałem bardzo blisko krawędzi do zjazdu w prawo do Polo-Marketu”. Tym bardziej kierujący motorowerem nie mógł poruszać się prawym pasem ruchu. Motorowerzysta wjeżdżał na skrzyżowanie i miał bezwzględny obowiązek zachować szczególną ostrożność. Z lewej strony nie miał możliwości widzenia skrzyżowania, bo zasłaniały autobusy. Niezastosowanie tej ostrożności było moim zdaniem główną przyczyną tego zdarzenia. Kierowca miał przyzwolenie wyjazdu na skrzyżowanie. Nie miał żadnej możliwości obserwowania tego, co dzieje się za autobusami. Nie mógł więc dostrzec w żaden sposób motorowerzysty. Oskarżony mógłby zauważyć motorowerzystę w momencie, kiedy wyjechał on zza gimbusa, ale wtedy położenie „autosana” było już takie, że kierowca nie mógł widzieć już motorowerzysty. Wtedy był zobowiązany do obserwowania pola jazdy na prawym pasie ruchu i na przejściu dla pieszych. Kierowca autobusu nie miał fizycznych możliwości dostrzec motorowerzysty - relacjonował Wiesław Garbatowski.
NIE WIDZĘ, NIE JADĘ
Na pytanie prokuratora Wojciecha Jabłońskiego, czy podczas zdarzenia zostały zachowane wszystkie prawa związane z ruchem drogowym, Wiesław Garbatowski wyjaśnił, iż kierowca gimbusa miał prawo zwyczajowo przepuścić oskarżonego, by umożliwić mu wyjazd z ulicy Browarowej. Według biegłego pojazdy wielkogabarytowe skręcające z Aliantów na Browarową nie mieszczą się w pasie ruchu i mogą zmienić pozycję odstępując od ogólnych zasad ruchu drogowego zachowując szczególną ostrożność.
Prokurator zwrócił uwagę, że szczególna ostrożność dotyczy również oskarżonego. Biegły stwierdził wówczas, iż jest mało prawdopodobne, by kierowca wyjeżdżający z Browarowej mógł widzieć motorowerzystę. I dodał: - Oskarżony nie mógł przewidzieć, że ktoś będzie się zachowywał niezgodnie z przepisami ruchu drogowego, będąc zasłonięty przez autobusy. Jeżeli motorowerzysta wyjeżdżał z drogi prowadzącej na parking [do Polo-Marketu - am], to nie miał pierwszeństwa, gdyż włączał się do ruchu.
Pełnomocnik ojca motorowerzysty, który w procesie występuje jako oskarżyciel posiłkowy, dociekał, w oparciu o co Wiesław Garbatowski sporządził swoją opinię. Zwrócił również uwagę, że biegły w swojej opinii opiera się na zeznaniach świadków, głównie kierowcy gimbusa.
Wiesław Garbatowski wyjaśnił, iż opinię sporządził w oparciu o własne obserwacje i logikę zasad ruchu drogowego. Podkreślił, że będąc na miejscu zdarzenia dwukrotnie zaobserwował, iż pojazdy wielkogabarytowe poruszają się na skrzyżowaniu środkiem pasa ruchu. Dodał, iż uczestnik ruchu posiadający kartę rowerową, którą uzyskuje w czwartej klasie szkoły podstawowej, ma podstawową wiedzę, jak należy zachować się na drodze. Zdaniem biegłego, jeśli motorowerzyście wydano kartę rowerową, to był zaznajomiony z podstawowymi zasadami ruchu drogowego.
- Jedna z zasad jest taka: nie widzę, nie jadę - zaznaczył biegły. Według Wiesława Garbatowskiego, nikt się nie zajmował kwestią techniczną motoroweru. Zwrócił uwagę, że hamulce motoroweru były niesprawne. I dodał: - A może, gdyby były sprawne, to uniknęlibyśmy tego zdarzenia? Motorower nie pozostawił żadnych śladów na jezdni. Nie wiadomo, czy hamował. Ta niesprawność techniczna mogła być jedną z przyczyn tego zdarzenia. Biegły stwierdził również, iż kierowca w momencie ustawienia autobusu w pozycji ukośnej nie ma żadnych szans obserwować, co się dzieje z tyłu autobusu. W opinii biegłego, motorowerzysta wjeżdżając na skrzyżowanie i widząc stojące na nim autobusy powinien się zastanowić, dlaczego one stoją.
Pytań do opinii Wiesława Garbatowskiego nie miał Henryk Biniek. Jego zdaniem, opinia jest jasna, czytelna i pełna.
MOTOROWERZYSTA MIAŁ PIERWSZEŃSTWO
Biegły Witosław Stankowski wyjaśnił, iż podtrzymuje swoją opinię, sporządzoną na etapie postępowania przygotowawczego. Zaznaczył, iż pierwszeństwo na skrzyżowaniu Browarowej i Aliantów wynikało ze stosownych znaków drogowych. Uznał, iż z osobowego materiału dowodowego nie można było ustalić jednoznacznie, jakim torem jazdy poruszał się motorowerzysta. Dla biegłego jest jednak jasne, że motorower jechał przez skrzyżowanie drogą z pierwszeństwem na wprost. Według Witosława Stankowskiego, pierwszeństwo przejazdu nie wynika z uprzejmości. Uważa on, iż kierowca gimbusa mógł ustąpić oskarżonemu miejsca poprzez skinienie ręką i niewjechanie na Browarową. Oskarżony mógł z kolei wjechać na skrzyżowanie, dojechać do prawego boku gimbusa i stojącego za nim drugiego autobusu i dopiero po zorientowaniu się, czy z prawej strony tych autobusów nic nie jedzie, mógł kontynuować jazdę. Witosław Stankowski podkreślił, iż oskarżony nie jechał autobusem przez skrzyżowanie Aliantów z Browarową po raz pierwszy. Wyjaśnił również, że nie dokonał oględzin miejsca zdarzenia, ponieważ dostarczona dokumentacja była wystarczająca do sporządzenia opinii.
Według Witosława Stankowskiego, kierowcy autobusów mający zamiar wykonać skręt w lewo na Browarową, stosownie do przepisów ruchu drogowego powinni zajmować lewą część pasa ruchu. Z prawej strony pozostał pas ruchu o szerokości 1 metra, który umożliwiał bezkolizyjne ominięcie autobusów, bez wjeżdżania na pas kierunkowy w prawo, przeznaczony dla kierowców skręcających na parking koło Polo-Marketu. W opinii biegłego, nie można wykluczyć, że motorowerzysta miał możliwość dostrzec wjeżdżający na skrzyżowanie autobus kierowany przez oskarżonego dopiero, kiedy znajdował się z przodu autobusu, który prowadził kierowca gimbusa Jacek K.
- Mógł nie mieć możliwości zatrzymania się przed późniejszym miejscem zdarzenia. Kierujący motorowerem nie upewnił się, co do możliwości kontynuowania jazdy. W mojej ocenie przyczynił się do spowodowania wypadku. Jeśli na wylocie ulicy Aliantów stały dwa autobusy, a nie trzy, to z przeprowadzonej analizy czasowo-przestrzennej można wnioskować, że wjeżdżający na skrzyżowanie kierowca był widoczny dla kierującego i podejmując manewr obronny miał możliwość zatrzymania. Przy dwóch autobusach stopień przyczynienia się motorowerzysty był większy. Oskarżony wjeżdżając na drogę obowiązany był do ustąpienia pierwszeństwa jadącym ulicą Aliantów, w tym jadącemu motorowerzyście. Bezpośrednią przyczyną wypadku było zachowanie oskarżonego, który nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu, a motorowerzysta przyczynił się do wypadku. Kierujący motorowerem powinien upewnić się, czy może kontynuować jazdę, niekoniecznie zatrzymując się. Gdyby jechał wolniej, to uniknąłby tego wypadku - wyjaśnił biegły z Torunia.
Witosław Stankowski przyznał, iż zapoznał się z opinią Wiesława Garbatowskiego. Zaznaczył, iż nie zgadza się z zakresem oceny zachowania uczestników ruchu. Pierwszeństwo - zdaniem Wiesława Stankowskiego - wynika z oznakowania na skrzyżowaniu, a nie z uprzejmości kierujących. Uważa, iż kierowcy autobusów oczekujący na wjazd na skrzyżowanie na ulicy Aliantów obowiązani byli zatrzymać się na lewej części pasa ruchu i prawa część była wolna, gdzie mógł przejechać motorowerzysta.
Sędzia Robert Tuchciński przyznał, iż nieraz obserwował skrzyżowanie Aliantów i Browarowej i widział, w jaki sposób kierowcy autobusów i samochodów ciężarowych skręcają na ulicę Browarową, wjeżdżając na przeciwny pas ruchu.
- Czy zjeżdżając do prawej krawędzi nie jest łatwiej skręcić? - zastanawiał się sędzia. Biegły przyznał, iż jest dopuszczalne zatrzymanie pojazdu wielkogabarytowego przy skręcie w lewo z prawej strony pasa drogowego, by ułatwić wykonanie manewru skrętu. I dodał, że zatrzymanie autobusów na Aliantów mogło również wynikać z powodu przepuszczenia samochodów, zgodnie z zasadami ruchu drogowego, jadących w kierunku Wągrowca. Takie zatrzymanie według biegłego nie wskazywało motorowerzyście, że wynika ono z wyjazdu na skrzyżowanie autobusu z drogi podporządkowanej.
Na pytanie Henryka Bińka, Witosław Stankowski odpowiedział, że nie zna akt sprawy. Mecenas dociekał również, na jakiej podstawie biegły z Torunia stwierdził, iż motorowerzysta mógł przejechać z prawej strony autobusów na tym samym pasie drogowym. - Ja to przyjąłem na podstawie szerokości jezdni, jaką dysponowałem - odpowiedział Witosław Stankowski.
Henryk Biniek zwrócił uwagę, że motorowerzysta nie miał możliwości przejechać z prawej strony autobusów. Mógł to uczynić zjeżdżając na pas kierunkowy na parking Polo-Marketu. W opinii mecenasa, wyjeżdżając z parkingu, trzeba przepuścić wszystkich uczestników ruchu na skrzyżowaniu. - Jak bez akt sprawy może pan oceniać, nie znając zeznań? - zarzucił Witosławowi Stankowskiemu Henryk Biniek.
PROMIEŃ SKRĘTU
Wiesław Garbatowski odnosząc się do opinii Witosława Stankowskiego zaznaczył, iż kierowca gimbusa skręcając w lewo miał świadomość, że musi wykonać skręt po możliwie największym łuku, by jego pozycja przy prawej krawędzi jezdni była prawidłowa. Według biegłego, żeby w ogóle wykonać skręt na Browarową, musiał umożliwić oskarżonemu wyjazd ze skrzyżowania. Wiesław Garbatowski uważa, że przepisy, które mówią o zbliżeniu się do lewej osi jezdni, dotyczą pojazdów, które mają techniczną możliwość skrętu w lewo.
- W tym przypadku autobus stojący przy prawej krawędzi jezdni dostrzegł te trudności i nie mógł wykonać tego manewru. To zachowanie było prawidłowe. Jeśli kierowca gimbusa stał najbliżej prawej krawędzi jezdni, to motorowerzysta mógł być na pasie do „Polo-Marketu”. To nie jest jezdnia, tylko dojazd do posesji. To jest pocięta linia ciągła, której nie wolno przekraczać ani dokonywać omijania i wyprzedzania. Nie ma możliwości, by nastąpił powrót na jezdnię z tego pasa wzdłuż tej linii - wyjaśnił Wiesław Garbatowski. Biegły z Poznania nie zgodził się również z opinią biegłego z Torunia, iż oskarżony mógł wjechać na skrzyżowanie, dojechać do prawego boku gimbusa i stojącego za nim drugiego autobusu i dopiero po zorientowaniu się, czy z prawej strony tych autobusów nic nie jedzie, mógł kontynuować jazdę.
- Jest to niemożliwe, bo promień skrętu autobusu jest bardzo duży. Gdyby miał tak zrobić, to wjechałby na pas do „Polo-Marketu” - zauważył Wiesław Garbatowski. I zaznaczył, że gdyby motorower był sprawny, to można by liczyć na inną reakcję motocyklisty.
Po przesłuchaniu biegłych proces został przerwany, a kolejny termin rozprawy sędzia wyznaczył na 23 stycznia.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1144 (3/2014)
Więcej informacji:
Zasnął, aby inni się obudzili
Obrona szuka świadków
Był pewien, że z prawej strony nikt nie jedzie
Jazda na wprost z pasa kierunkowego
Konfrontacja opinii biegłych
Będzie konfrontacja opinii
Konfrontacja w nowym roku
Dwie różne opinie
Nie będzie opinii trzeciego biegłego, będzie wyrok
Zawinił motorowerzysta, nie kierowca autobusu
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze