Reklama

Falstart w skupie odpadów

Jarosław Witkowski tłumaczy, że teraz posesja tak źle wygląda, bo jest w trakcie jej sprzątania. Deklaruje, że chce działać zgodnie z prawem.

     fot. Magdalena Kruszka

Sadłogoszcz, skup, odpady, mieszkańcy
     Falstart w skupie odpadów
    Mieszkańcy Sadłogoszczy mówią, że mają wysypisko śmieci w centrum wsi. Urzędnicy podkreślają, żeby nie mylić wysypiska śmieci z punktem składowania odpadów. Jakkolwiek to nazwać, w bliskim sąsiedztwie kilku domów, na jednej z posesji zalegają hałdy śmieci. Przedsiębiorca zapewnia jednak, że ma za sobą szereg kontroli, teraz jest w trakcie niwelowania uchybień i jeśli uda mu się zachować zezwolenie, to będzie swoją działalność prowadził już zgodnie z prawem.

     Działalność w tym miejscu prowadzi Jarosław Witkowski, mieszkaniec Krotoszyna, który dzierżawi dwie działki w Sadłogoszczy, jedną pod lasem, drugą w samym środku wsi. Prowadzi on firmę WITPOL. Wcześniej działał na działce pod lasem. Jednak jak sam przyznaje, dojazd tam jest trudny, a jak popada, to można tam jedynie pieszo dojść i nie ma mowy o tym, żeby przejechały tamtędy samochody. Od 1 lipca działalność pod lasem nie jest prowadzona, a punkt zbierania odpadów znajduje się w centrum wsi. Większości mieszkańców wsi się to nie spodobało, a głośno powiedzieli o tym członkowie Stowarzyszenia Nad rozlewiskiem, które zawiązało się w Sadłogoszczy. Zrzesza ono około 20 pań z tej wsi, które działają trochę jak koło gospodyń wiejskich, ale przede wszystkim podkreślają troskę o ekologię i czystość. Wspominają, że nieraz organizowały akcję sprzątania okolicy. Organizują też imprezy kulturalne i rozrywkowe.

Marlena Korgul, Joanna Bierońska i Agnieszka Błaszak mówią o tym, co w działalności prowadzonej przez Jarosława Witkowskiego im się nie podoba

Reklama

       fot. Magdalena Kruszka

     WYSYPISKO W CENTRUM WSI
     Kiedy w sierpniu członkinie Stowarzyszenia Nad rozlewiskiem zauważyły, że w centrum wsi rosną stosy śmieci, zaczęły protestować.
     - Na jednej z posesji, znajdującej się w centrum naszej wsi, należącej do byłej mieszkanki Sadłogoszczy, powstało wysypisko śmieci - informowała nas Marlena Korgul ze stowarzyszenia. - Byliśmy zdezorientowani, ponieważ nikt nie pytał nas, czy jako mieszkańcy wsi nie mamy nic przeciwko tego typu działalności. Dezorientacja pogłębiała się, a kolejne hałdy śmieci przywożone były na posesję.
     Marlena Korgul pisała w liście do redakcji, że mieszkańcy zauważyli także, że właściciel składowiska śmieci wywoził odpady na działkę, którą wydzierżawił pod lasem i tam dokonywał ich przetwarzania, a owo przetwarzanie polegało na spalaniu hałd śmieci, głównie plastiku zmieszanego z metalem i odzyskiwaniu złomu. Później ona i inne członkinie stowarzyszenia informowały, że nieraz widziały, jak na posesję dzierżawioną przez Jarosława Witkowskiego w centrum wsi zajeżdżają samochody ciężarowe wypełnione odpadami. Działo się to czasem nocami.
     - Właściciel firmy przedstawił nam dokumenty, decyzję starosty żnińskiego, z której wynikało, iż ma on uprawnienia do transportu i magazynowania śmieci na posesji znajdującej się w środku wsi, a także tej pod lasem - informowała Marlena Korgul. - W decyzji tej nie było jednak wzmianki, że firma „WITPOL” może dokonywać przetwarzania zgromadzonych odpadów, a także ich segregacji. Napisaliśmy więc petycję do burmistrza gminy o likwidację tej działalności. Zebraliśmy podpisy wszystkich członków i większości mieszkańców. Wyłamały się trzy rodziny, które są w relacjach koleżeńskich z właścicielem firmy i tłumaczyły, że nie będą mu szkodzić.
     PROSZĄ O LIKWIDACJĘ
     Petycja trafiła do burmistrza Michała Pęziaka 27 sierpnia. Składający petycję zgłosili swój sprzeciw co do prowadzenia tego typu działalności oraz poinformowali o swoich obawach odnośnie zagrożenia dla środowiska, zagrożenia sanitarnego oraz epidemiologicznego, jakie stwarza firma funkcjonująca na terenie ich miejscowości. Pisali w niej, że tego typu działalność sprzyja rozwojowi insektów i gryzoni. Informowali burmistrza, że w miejscu składowania odpadów widziane były szczury, a wśród śmieci znajdowały się zużyte strzykawki oraz podpaski.
     Uważamy, iż działalność firmy „WITPOL” daleko wykracza poza przyznane uprawnienia, dlatego prosimy o zainteresowanie się naszą sprawą i pozytywne rozpatrzenie petycji - czytamy w piśmie skierowanym do burmistrza Barcina.
     30 sierpnia burmistrz Michał Pęziak zwrócił się do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego z wnioskiem o pilne podjęcie działań w zakresie prowadzonego nadzoru nad warunkami higieny środowiska oraz ochrony życia i zdrowia ludzi, do starosty żnińskiego w zakresie kontroli przestrzegania postanowień wydanego zezwolenia ze szczególnym zwróceniem uwagi na stwarzanie zagrożenia dla środowiska i do Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w zakresie przeprowadzenia kontroli przestrzegania przepisów określających zasady ochrony środowiska. Wszystkie te instytucje dokonały kontroli na działce w centrum wsi, na której Jarosław Witkowski prowadzi działalność.
     KONTROLA STAROSTWA POWIATOWEGO
     Wiesław Rumel, kierownik wydziału ochrony środowiska, leśnictwa i rolnictwa w Starostwie Powiatowym w Żninie zaznacza na wstępie, żeby nie mylić wysypiska śmieci z punktem zbierania odpadów. Właściciel firmy WITPOL uzyskał zezwolenie na zbieranie i transport odpadów innych niż niebezpieczne. Zezwolenie będzie obowiązywać (jeśli nie zostanie cofnięte) do 2021 roku. Kierownik wydziału ochrony środowiska w starostwie potwierdził, że przedsiębiorca naruszył decyzję, jaką wydał starosta w marcu tego roku zezwalającą na zbieranie odpadów. Ujawniła to kontrola, jaką starostwo przeprowadziło 10 września.
     - Decyzja starosty wskazywała na warunki techniczne, w jakich odpady miały być gromadzone - informuje Wiesław Rumel. - One miały być gromadzone w sposób selektywny, powinny być w zadaszonych boksach, na utwardzonej powierzchni, w pojemnikach lub kontenerach. Natomiast w wyniku kontroli stwierdziliśmy, że one są źle magazynowane.
     Okazało się, że choć teren jest ogrodzony przed dostępem osób trzecich, to miejsce składowania odpadów nie było zgodne z wymogami starosty. Jednym słowem, śmieci zalegały po prostu na ziemi. Nie były zabezpieczone przed działaniem warunków atmosferycznych. Co do zgłoszenia dotyczącego wypalania śmieci, kontrola tego nie ujawniła, a przedsiębiorca tłumaczył, że był to po prostu pożar, a nie spalanie śmieci. Nie potwierdziły się też zgłoszenia dotyczące przechowywania odpadów niebezpiecznych.
     - Odpadów medycznych czy pochodzenia żywnościowego nie stwierdziliśmy, ale wyglądało to bardzo źle - mówi Wiesław Rumel. - W jednym miejscu była jedna kupka z frakcją, obok druga kupka. Naruszenia były ewidentne.
     GROŹBA COFNIĘCIA ZEZWOLENIA
     Jarosław Witkowski został wezwany do zlikwidowania wszelkich naruszeń. Ma na to czas do połowy października. Po tym terminie starostwo przeprowadzi kolejną kontrolę i jeśli uchybienia nie zostaną naprawione, to pozwolenie na prowadzenie tego typu działalności zostanie cofnięte.
     Wiesław Rumel podkreśla, że tego typu firm jest na terenie powiatu niewiele, nie licząc skupów złomu. Dodatkowo wejście w życie nowej ustawy o gospodarowaniu odpadami spowodowało zmniejszenie powstawania takich firm. - Ten proceder po wejściu w życie nowej ustawy się zminimalizował, na palcach jednej ręki można by policzyć, ile mamy takich firm - uważa Wiesław Rumel.
     KONTROLA SANEPIDU
     Na terenie zbierania odpadów w Sadłogoszczy kontrolę przeprowadziła także Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Żninie. Tadeusz Kosiara, kierownik żnińskiego sanepidu stwierdził, że zagrożenia nie stwierdzono, natomiast zalecono regularne przeprowadzanie deratyzacji, co przedsiębiorca zadeklarował wykonywać.
     - Właściciel firmy segreguje z odpadów zmieszanych komunalnych wszystkie surowce wtórne, takie jak złom, plastik czy odpady gumowe - mówi Tadeusz Kosiara. - Wyodrębnia te odpady, na które ma pozwolenie. Nie stwierdzono zagrożeń, o których mieszkańcy pisali w petycji, czyli odpadów medycznych. Może zaplątała się tam jedna strzykawka, ale my tego nie stwierdziliśmy. Właściciel mówi, że na posesji zalegają stare śmieci, które były tam gromadzone zanim on wydzierżawił działkę. Ten pan ma usunąć stamtąd stare śmieci.
     ZALECENIE DERATYZACJI
     Kierownik sanepidu zauważył również, że działalność prowadzona jest w starych budynkach, w których szczury mogły zagnieździć się już wcześniej. Nie wyklucza także ich obecności w sąsiednich gospodarstwach. I choć podczas kontroli nie stwierdzono obecności szczurów, to zalecono systematyczną deratyzację.
     KONTROLA WIOŚ I DOTKLIWY MANDAT
     Odpowiedzi z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska nie udało nam się do czasu zamknięta tego numeru uzyskać, jednakże ze słów Jarosława Witkowskiego wynika, że była ona dotkliwa.
     - WIOŚ nałożył na mnie karę pieniężną - mówi Jarosław Witkowski - Dostałem taki mandat, że nie wiem, co będzie dalej, jak ja się z tego pozbieram. Kontrola była niezapowiedziana, nie mogłem się przygotować. Mnie nie było na tej posesji. Zadzwonili w zeszłym tygodniu, że czekają na mnie pod bramą. W zeszłym tygodniu to ja miałem wszystkie kontrole. Od piątku to sprzątam.
     DZIAŁALNOŚĆ WSTRZYMANA I WIELKIE SPRZĄTANIE
     Właściciel WITPOLU zdaje sobie sprawę z tego, że działał nie tak, jak powinien. Podkreśla, że działka pod lasem, na której zaprzestał działalności, została już wysprzątana. Teraz ma pozwolenie na skup złomu, folii, butelek typu PET i makulatury. Przyznaje, że wcześniej skupował odpady zmieszane z firmy USKOM, a na terenie posesji segregował z nich złom i sprzedawał dalej. Faktycznie odpady te przyjeżdżały do niego tirami, na wszystko ma jednak dokumenty, które sprawdzano wnikliwie podczas kontroli.
     - Od czasu kontroli już żaden samochód z odpadami nie przyjeżdża - mówi Jarosław Witkowski. - Teraz wiem, że źle to robiłem, bo brałem mieszankę i segregowałem. Jak „Uskom” nie będzie mi sprzedawał odpadów wyselekcjonowanych, to nie będę już od nich ich brał. Teraz będę folię pobierał od gospodarzy, będę rozmawiał z prywatnymi ludźmi.
     Przedsiębiorca z Krotoszyna zdaje sobie sprawę z niezadowolenia części mieszkańców. Tłumaczy jednak, że w Krotoszynie, gdzie mieszka, nie ma działki, na której mógłby prowadzić działalność, a w Sadłogoszczy rozmawiał z najbliższymi sąsiadami i oni nie wyrażali swojego sprzeciwu. Mówi, że co prawda większość mieszkańców petycję podpisała, to jednak w rozmowie z nim już takich kategorycznych sprzeciwów nikt nie zgłaszał. Jarosław Witkowski przyznał, że był u sołtysa, tłumaczył, jaką działalność prowadzi. Jest skłonny spotkać się z mieszkańcami, opowiedzieć o tym, co robi, ustosunkować się do ich zarzutów i oczekiwań.
     - Wcześniej na tej działce zalegały śmieci i nikomu to wtedy nie przeszkadzało, dopiero, kiedy ja się pojawiłem - skarży się Jarosław Witkowski. - A przecież normalne jest, że w miastach funkcjonują skupy makulatury czy skupy złomu. Źle zacząłem, ale chce to robić zgodnie z prawem. Będę pokierowany przez urzędy, jak to ma wyglądać. Na razie muszę posprzątać i utwardzić plac.
     Przedsiębiorca zapewnia, że jak już upora się ze sprzątaniem i dostosuje swoją działalność do wymogów, to posesja nie będzie wyglądała tak odrażająco jak w tej chwili.
     - Jak już tam wszystko posprzątam, na nowo zorganizuję, jeśli to mi się uda, to chętnie zaproszę - zakończył Jarosław Witkowski.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1127 (38/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości