31 maja 2022 roku zmarł w wieku 91 lat prof. dr hab. Czesław Kłyszejko, wybitny ginekolog, ikona oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu w Żninie lat 80-tych i 90-tych. To już przeszłość, położnictwo w Żninie w czasie pandemii covid-19 zostało najpierw zawieszone, potem zlikwidowane. Ostatnie pożegnanie profesora rozpoczęło się 6 czerwca 2022 o 11.00 w kościele pw. Katarzyny Aleksandryjskiej w Śliwicach w powiecie tucholskim, spoczął na śliwickim cmentarzu. Tekst powstał jeszcze za życia doktora, drukowany był w Pałukach w roku 2020, a Zakład Opiekuńczo-Leczniczy świadczący opiekę długoterminową w niedoszłej klinice ginekologicznej już działa.
Mieszkańcy Żnina przez 3 dekady przyzwyczaili swoje oczy do wciąż niezakończonej, choć w części od dawna użytkowanej budowli na terenie szpitala. To obiekt, w którym mieści się Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Jest nieotynkowany i z daleka wygląda, jak budynek w surowym tylko stanie. Już kilka lat temu wyższe kondygnacje nabyło Stowarzyszenie im. Sue Ryder, które planuje tam zorganizowanie domu opieki paliatywnej.
Kilka tygodni temu informowaliśmy o poszukiwaniach wykonawcy dla wspólnego działania powiatu i Stowarzyszenia im. Sue Ryder. Otóż na dwóch wyższych kondygnacjach termomodernizowane będą ściany i wymieniane okna w części, gdzie to stowarzyszenie zorganizuje dom opieki długoterminowej. Całe przedsięwzięcie jest podzielone na 3 części: wysoki parter dla PCPR termomodernizuje powiat, wyższe kondygnacje - stowarzyszenie, a prace dekarskie są finansowane wspólnie. To w starostwie miał zostać wyłoniony wspólny wykonawca, ale umowy z tym wykonawcą będą dwie odrębne.
W zeszłym tygodniu otwarte zostały trzy oferty we wspólnym przetargu. Firma Grinbud z Gniezna zażyczyła sobie za zrealizowanie termomodernizacji ponad 3.820.000 zł, przedsiębiorstwo Mega z Inowrocławia chciało ponad 3.591.000 zł, a najtańszą ofertę przedstawił żniński Wezambud - 3.497.418,65 zł. To nadal było o ponad 400.000 zł więcej, niż ogłosił, że zamierza wydatkować zamawiający, czyli powiat i stowarzyszenie prowadzące dom opieki paliatywnej. Starosta Zbigniew Jaszczuk poinformował, że ci zamawiający wstępnie założyli, iż dołożą wspólnie brakującą część środków, by spełnić oczekiwania wykonawcy, który przedstawił najtańszą ofertę. Prace mają być zrealizowane w tym roku i - jak przypomina starosta - w ten sposób zakończy się 33 -letnia historia budowania tego obiektu przy ul. Szpitalnej.
Jego genezę Zbigniew Jaszczuk dobrze zna, bo było to w 1987 r., gdy pracował jako naczelnik miasta i gminy w Żninie. Jak sobie przypomina, wtedy ówczesny dyrektor szpitala Andrzej Hoffmann wraz z ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego Czesławem Kłyszejką przyszli do niego jako do naczelnika gminy z pomysłem wybudowania kliniki położniczo-ginekologicznej.
Raz, że miała ona wypełnić lukę terytorialną w wysokiej jakości obsłudze medycznej w tej specjalizacji, jaka była między dużymi ośrodkami w Poznaniu i Bydgoszczy. Po drugie zaś Czesław Kłyszejko chciał stworzyć doskonałe warunki po temu, by zdyskontować wyniki badań profilaktycznych, które jego zespół przeprowadził akurat na Pałukach, wśród około 10.000 kobiet w zakresie nowotworów ginekologicznych. Badania te, a zwłaszcza ich zasięg oraz fakt, iż obejmowały prowincję, a nie wielkie miasta, były nowością w polskiej medycynie. Wiele lat później, w 2006 r. posłużyły jako wyznacznik przy konstruowaniu Ogólnopolskiego Programu Walki z Nowotworami.
Czesław Kłyszejko nie był rodowitym żninianinem. Nie pochodzi również z Bydgoszczy ani z Gdańska, z którymi to ośrodkami długie lata związane było jego życie prywatne i zawodowe. Brzmienie jego nazwiska może wskazywać, że pochodzi z Wileńszczyzny. I tak rzeczywiście jest. Urodził się w 1931 r. i aż do 1946 r. mieszkał w Lidzie, mieście, które obecnie leży w granicach Białorusi, a przed wojną znajdowało się w granicach II Rzeczypospolitej. Ojciec Czesława Kłyszejki był urzędnikiem, a mama nie pracowała zawodowo. Czesław ma jeszcze brata Ryszarda.
We wrześniu 1939 r. rodzinne strony Kłyszejków znalazły się pod okupacją radziecką. Niecałe dwa lata później w wyniku agresji niemieckiej na ZSRR przeszły pod okupację hitlerowską. Czesław Kłyszejko był jeszcze zbyt młody, by działać w organizacji podziemnej walczącej z okupantami, ale udzielał się nieformalnie. Zaczynał jako łącznik niosący drobną pomoc żywnościową, czy choćby przemycający informacje pomiędzy gettem żydowskim w Lidzie a światem zewnętrznym. Tak się złożyło, że Kłyszejkowie mieszkali raptem 20 metrów od siatki ogradzającej teren getta.
Nieco później młody Czesław zaczął się też udzielać jako pomagający polskiemu podziemiu zbrojnemu, również przede wszystkim jako goniec. Przypomina sobie dzisiaj jedną sytuację, która była bardzo niebezpieczna, zwłaszcza z perspektywy dorosłego człowieka, bo jako nastolatek nie musiał sobie zdawać sprawy z wszystkich konsekwencji. Otóż mieszkał wtedy nieopodal Lidy u swoich dziadków. Pewnego dnia z dziadkiem Kazimierzem Kozakiewiczem był konną furmanką w Lidzie. Starsi koledzy poprosili go o przewiezienie tym wozem, pod siedzeniem broni na wieś. Chłopak zgodził się na prośbę młodych AK-owców i chłopcy bez wiedzy dziadka schowali tam broń. Później AK-owcy wyszli z miasta inną ścieżką, a Czesław Kłyszejko z dziadkiem pojechali normalną drogą przez rogatki. - Odpowiadając niemieckim żandarmom na tych rogatkach, gdzie i dlaczego wyjeżdża z miasta, dziadek nie miał pojęcia, co wiezie pod siedzeniem. Gdyby wiedział, to mógłby jeszcze na zawał zejść, a pewnie w ogóle nie zgodziłby się na ten przemyt. Jeszcze mnie by się oberwało, że z takim pomysłem do niego przychodzę. Jednak wszystko skończyło się szczęśliwie. Przeszliśmy kontrolę żandarmów, przejechaliśmy kilka kilometrów i tam zatrzymali nas moi koledzy, mówiąc do patrzącego ze zdumieniem dziadka, że mają coś do zabrania z wozu. I wzięli broń do ukrycia we wsi - opowiada Czesław Kłyszejko.
![]() |
| Prof. dr hab. Czesław Kłyszejko fot. z archiwum Czesława Kłyszejki |
W 1944 r. tereny dawnych kresów wschodnich zajęła na powrót Armia Czerwona i parła dalej, na zachód. Zygmunt, ojciec Czesława Kłyszejki, wkrótce też został oddelegowany na zachód, do Polski, do pracy w organizowanej tam administracji. Pozostali członkowie rodziny pojechali za nim dopiero w 1946 r. - Tato nas sprowadził, nie było to już wtedy takie proste, bo po pierwszych kilkunastu miesiącach przejściowych nowe władze uznały, że kto został na Białorusi, Polak czy nie Polak, jest tutejszym obywatelem i ma tu zostać. Niemniej jednak nam się udało jeszcze wyjechać do Polski. Trafiliśmy do Bydgoszczy - wspomina Czesław Kłyszejko.
W mieście nad Brdą ukończył gimnazjum klasyczne i liceum, najstarsze w Bydgoszczy, które mieści się na placu Wolności. Tam zdał maturę. Jak wspomina, siedział w ławce z Bohdanem Porębą, też pochodzącym z Wileńszczyzny i też związanym wtedy z działalnością harcerską, późniejszym reżyserem filmowym, twórcą m.in. filmu Hubal. Czesław Kłyszejko z Bohdanem Porębą siedział wspólnie w szkolnej ławce.
- Maturę zdałem z dobrym wynikiem w 1951 r., ale nie dostałem się na studia. Prawdopodobnie zaszkodziła mi działalność w harcerstwie. Chcąc uniknąć wojska, zapisałem się do dwuletniej szkoły felczerskiej, która wtedy powstała w Bydgoszczy. Po jej ukończeniu absolwenci z najlepszymi wynikami mogli zdawać egzamin, który uprawniał ich do podjęcia studiów już na Akademii Medycznej od razu od drugiego roku. Przeszedłem pomyślnie taki egzamin i zostałem studentem Akademii Medycznej w Gdańsku - opowiada Czesław Kłyszejko.
Studia ukończył w 1957 r. i rozpoczął pracę w Klinice Ginekologiczno-Położniczej w Gdańsku pod kierunkiem prof. Wojciecha Gromadzkiego. Przeszedł kolejne stopnie awansu zawodowego od młodszego asystenta aż po adiunkta. Pracował tam 20 lat, zrobił doktorat na temat postępowania terapeutycznego przy porodach przedłużonych. W latach siedemdziesiątych zaczęły powstawać przy uczelniach medycznych instytuty położnictwa i ginekologii. W 1970 r. Czesław Kłyszejko został zastępcą ordynatora w Gdańsku. Jednocześnie cały czas prowadził zajęcia ze studentami na Akademii Medycznej. W 1975 r. został powołany na zastępcę kierownika Bydgoskiej Filii Akademii Medycznej w Gdańsku. Cały czas działalność dydaktyczną łączył z praktyką lekarską.
W 1982 r. do Czesława Kłyszejki zgłosił się z propozycją Andrzej Hoffmann, ówczesny dyrektor szpitala w Żninie. Panowie przyjaźnili się od lat pięćdziesiątych, kiedy to poznali się jako studenci na gdańskiej AM.
- Uznałem, że praca w małym, powiatowym szpitalu, przy organizowaniu oddziału położniczo-ginekologicznego z prawdziwego zdarzenia, to dla mnie ciekawe i nowe wyzwanie. W marcu 1983 r. rozpocząłem pracę w Żninie. Zorganizowaliśmy wspólnie z miejscowymi lekarzami, jak Wiesław Ilnicki, a także m.in. z moją żoną Danutą Kłyszejką, która też jest ginekologiem, cały, prężny zespół. Do pracy w zespole zatrudnieni zostali też lekarze z sąsiednich miast, jak Barcin, Szubin, czy też z Bydgoszczy. Podjęliśmy ambitne, nowatorskie wtedy zadanie przeprowadzenia badań profilaktycznych całej populacji kobiet w gminie Żnin i gminach ościennych w wieku 18-70 lat. Dostawały one imienne zaproszenia na konkretne dni i godziny do szpitala na badania cytologiczne wraz z z wywiadem medycznym. Częściowo badania te przeprowadzane były w okolicznych ośrodkach zdrowia. Jednocześnie propagowaliśmy tę akcję między innymi dzięki pomocy zaprzyjaźnionych księży np. z parafii w Świątkowie, Rogowie, czy Czewujewie. Oni zachęcali na moją prośbę w komunikatach duszpasterskich do poddawania się tym badaniom. Do tego były audycje radiowe i w telewizji, a w terenie choćby pogadanki w Kołach Gospodyń Wiejskich. Badania prowadziliśmy w latach 1983-84, a następnie powtarzaliśmy co 3 lata do roku 1990. Wszystko oczywiście było opracowywane naukowo, opisywane przez nas w artykułach, które odbiły się szerokim echem. Wykryto przy okazji dużo przypadków nowotworów na wczesnym etapie, dzięki czemu pacjentki miały większą szansę wyzdrowienia. Żnin był pokazywany jako przykład w ogólnopolskiej prasie medycznej, zwłaszcza że w miejscowym szpitalu, a nie w dużych, specjalistycznych klinikach wykonywaliśmy wiele trudnych operacji onkologicznych. Jednocześnie młodsi lekarze z naszego zespołu cały czas się dokształcali w swojej specjalności i w ten sposób oddział ginekologiczno-położniczy w Żninie miał coraz większą renomę. Do tego stopnia, że w szczytowym okresie poza porodami z naszego terenu, odbieraliśmy w Żninie liczne porody kobiet spoza Pałuk. Było to rocznie nawet ponad 100 porodów pacjentek z Bydgoszczy i z wielu dalszych lokalizacji, zwłaszcza te przypadki, o których było wiadomo, że mogą być trudne. Poza tym działalność partyjna Andrzeja Hoffmanna skutkowała tym, że za jego pośrednictwem korzystało z naszej opieki wiele żon ówczesnych notabli, bo renoma ginekologii w Żninie stała się duża na cały kraj - wspomina Czesław Kłyszejko.
On sam na podstawie przeprowadzonych badań u kobiet na Pałukach zrobił habilitację. W 1987 r., chcąc zdyskontować sukcesy żnińskiej ginekologii, wspólnie z Andrzejem Hoffmannem wymyślili budowę wspomnianej kliniki, która w nowym budynku miała dysponować 100 łóżkami, nowoczesnymi urządzeniami i jeszcze silniejszym zespołem lekarzy, pielęgniarek i położnych.
- Ja miałem wątpliwości, czy rzeczywiście to się może udać, zwłaszcza biorąc pod uwagę ówczesny stan naszego państwa i panującego systemu, ale ich ideą było wypełnić lukę w zakresie opieki ginekologicznej w specjalistycznych klinikach ginekologicznych, jaka była między Poznaniem a Bydgoszczą. Dlatego wydałem pozwolenie. Wkrótce ruszyła budowa. Nie poszło to tak, jak oni sobie wymarzyli. Na początku lat dziewięćdziesiątych to stanęło. Był plan, aby tam powstał Dom Pomocy Społecznej, wówczas jeszcze pod auspicjami państwowymi, bo powiatów nie było. Do tego też jednak nie doszło, później przejął to powiat, powstał PCPR, a teraz to wspólnie ze Stowarzyszeniem im. Sue Ryder wreszcie skończymy - mówi starosta Zbigniew Jaszczuk.
- Klinika miała wdrażać rozwiązania, które wtedy były w Polsce zupełną nowością. Według projektu, miało tam być oszklone zadaszenie i inne, nieco futurystyczne rozwiązania architektoniczne. Inżynier Parzyszek, który robił projekt, mówił, że to będzie jeden z najpiękniejszych oddziałów w Polsce. Gdy opowiadałem, że tam będą porody rodzinne czy porody w wodzie, to niektórzy pukali się w głowy, mówiąc: "a gdzie tam chłop będzie oglądał poród". Tymczasem teraz to już standard we wszystkich szpitalach. Był też plan, że będą w naszej klinice uczyli się zawodu studenci - wspomina Czesław Kłyszejko.
![]() |
| Dr Czesław Kłyszejko podczas uroczystości z okazji 30-lecia pracy zawodowej fot. z archiwum Czesława Kłyszejki |
Po habilitacji ginekolog otrzymał propozycję, aby wrócić do Akademii Medycznej w Bydgoszczy, która wówczas była samodzielną uczelnią. Akurat trwały tam wybory władz, a Czesław Kłyszejko został prodziekanem wydziału lekarskiego. Tę funkcję administracyjną pełnił, pracując nadal w szpitalu w Żninie i w Bydgoszczy. Tak było przez 3 lata do roku 1996, kiedy wybrany został na dziekana wydziału lekarskiego w Bydgoszczy. Był nim do 2001 r. Następnie otrzymał propozycję kierowania katedrą pielęgniarstwa i ratownictwa medycznego na prywatnej uczelni w Elblągu i zadanie utworzenia tam wydziału nauk o zdrowiu. Przez 5 lat był dziekanem tego wydziału, otworzył kierunki pielęgniarstwo dzienne i zaoczne, ratownictwo medyczne, dietetykę i fizykoterapię. Od 2007 r. zajmuje się tam tylko działalnością dydaktyczną, a rezygnacja z pracy administracyjnej była wtedy związana z objęciem funkcji konsultanta ginekologii onkologicznej przy wojewodzie kujawsko-pomorskim.
Czesław Kłyszejko przez 60 lat do dzisiaj oddaje się pracy dydaktycznej, praktyki lekarskiej już nie prowadzi. Był promotorem 12 doktorów medycyny oraz około 300 magistrów pielęgniarstwa i położnych na uczelniach w Bydgoszczy i Elblągu. Wykształcił blisko 25 specjalistów położnictwa i ginekologii. Łącznie ma ponad 120 opublikowanych prac naukowych w Polsce i zagranicą. W 2001 r. odebrał z rąk prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego nominację na profesora zwyczajnego. Został uhonorowany wieloma prestiżowymi odznaczeniami, z których szczególnie wysoko ceni sobie tytuł Kawalera Gloria Medicina, bo przyznaje go kapituła złożona z wybitnych medyków. Jest też honorowym członkiem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.
W Żninie mieszkał 20 lat i tyle też był zawodowo związany z tutejszym szpitalem, łącząc to z pracą w Bydgoszczy. Mieszkał w stolicy Pałuk najpierw obok tzw. belwederu przy ul. Szpitalnej, a później w bloku przy ul. Słonecznej.
- Teraz Żnin odwiedzam rzadko, ale darzę wielkim sentymentem tak miasto, jak i moich dawnych współpracowników. Wielką radość sprawiły mi kilka lat temu panie pielęgniarki i położne, które zorganizowały sobie transport autokarem, by mnie odwiedzić i powspominać stare czasy - powiedział na koniec prof. dr hab. Czesław Kłyszejko, który obecnie mieszka z rodziną w Okoninach Nadjeziornych w powiecie tucholskim.
Karol Gapiński,
Pałuki nr 16/2020, 16 kwietnia 2020
52UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze