Reklama

Pamiętnik lekarza z Pałuk: historia życia i pracy dr. Zbigniewa Romanowskiego, lekarza polskiego podczas II wojny światowej, opisuje jego osobiste doświadczenia i trudności, z jakimi musiał się zmierzyć w burzliwych czasach.

Starsi mieszkańcy dawnego powiatu żnińskiego z pewnością pamiętają mego Ojca - doktora Zbigniewa Romanowskiego, który nie szczędząc swego czasu i pieniędzy, zawsze spieszył z pomocą lekarską wszystkim potrzebującym Jego porady.

    Trudno mi będzie pisać o Nim obiektywnie, ale myślę, że warto właśnie poprzez bardzo osobiste wspomnienia, przybliżyć człowieka, który zasłużył sobie na życzliwą pamięć pałuckich pacjentów.
    Ojciec urodził się 26 lipca 1908 r. w Warklanach na Łotwie, jako najstarszy syn nadleśniczego Leona Bończy - Romanowskiego i Wandy Tomaszewskiej, Wielkopolanki. Matka Jego za udział w strajku szkolnym przeciwko Prusakom, musiała jako niespełna 17-letnia panna uciekać za granicę. Trafiła do majątku Platerów na Łotwie, tam poznała przystojnego, starszego od niej o 17 lat, nadleśniczego z Warklan. Pobrali się w 1907 r. w Warszawie i do 1919 r. mieszkali w majątku Platerów. Tam też urodziło się ich czworo dzieci, mój Ojciec - Zbigniew, o dwa lata młodszy - Bolesław, jedyna córka Irena i najmłodszy - Janusz.
    W 1919 r. kiedy Ryga stała się stolicą radzieckiej Łotwy, dziadek został aresztowany. Po długich staraniach wykupiono go z ryskiego więzienia i następnie, w wagonie bydlęcym, przemycono do Polski. Babcia z czworgiem dzieci, ciągnąc sanie, przeszła przez granicę i szczęśliwie dotarła do Racota k. Leszna, gdzie mieszkali jej rodzice.
W 1920 r. dziadek objął nadleśnictwo w Grabównie k. Wyrzyska i dzieci, pobierające do tej pory domowe nauki, musiały rozpocząć solidną edukację. Dwaj starsi synowie trafili do Państwowego Gimnazjum w Nakle, gdzie też, przy niewielkim przykładaniu się do nauki, obaj w dniu 11 maja 1929 r. otrzymali świadectwa maturalne.
    Ojciec tego roku wstąpił na Wydział Lekarski Uniwersytetu Poznańskiego, a brat jego - Bolesław, z powodu niezamożności rodziców, musiał wybrać studia wojskowe. Wybrał Marynarkę Podwodną, gdzie pod okiem admirała Józefa Unruga zdobywał szlify oficerskie.
    Zasłynął potem w czasie II wojny światowej jako dowódca łodzi podwodnych "Jastrząb", "Dzik" i "Sokół", a następnie jako dowódca grupy okrętów podwodnych w flocie alianckiej.
    Bracia byli harcerzami. W leśniczówce w Grabównie często organizowano skautowskie obozy. Przyszli lekarze rywalizowali z oficerami marynarki wojennej o sprawności harcerskie. Tu uczono się patriotyzmu, tu zawierano długoletnie przyjaźnie i snuto marzenia.
    Moja babka, żywa jak iskra, znakomita szopenistka i kobieta o rozległych zainteresowaniach, była duszą towarzystwa i wspaniałą organizatorką patriotycznych zebrań.

Reklama

Tablica pamiątkowa na ścianie budynku przy Śniadeckich 7, wmurowana przez Żnińskie Towarzystwo Kulturalne, fot. Dominik Księski

    Ona w tej rodzinie dbała o patriotyczne wychowanie dzieci, bo dziadek był, jak to się teraz określa, "europejczykiem". Dla niego dobry Polak był tyle samo wart co dobry Niemiec, Żyd czy Rosjanin. Dla babki taka hierarchia pachniała już świętokradztwem. Nie umiała bowiem wyjść z roli Wielkopolanki, zagrożonej germanizacją. Za swoje ideały zapłaciła wysoką cenę, została w 1939 r. wraz z mężem aresztowana przez Niemców i przetrzymywana w obozie w Pile. Bita i katowana, ledwie uszła z życiem.
    Z tych głębokich dygresji pora wrócić do 1935 r., kiedy to Ojciec po otrzymaniu dyplomu lekarskiego, poszukuje placówki, gdzie mógłby odbyć praktykę zawodową. Trafia do Szpitala Powiatowego w Bydgoszczy, gdzie za zgodą dyrektora dra Suffczyńskiego odbywa praktykę na oddziale chirurgicznym. Następnie zostaje przyjęty na oddział wewnętrzny Szpitala im. Giese - Rafalskiej i do stycznia 1936 r. zapoznaje się, jak to poświadcza dyrektor dr Fischoeder "z całokształtem pracy na oddziale". Wystawione świadectwo ujawnia, że "dr Zbigniew Romanowski jest godny polecenia, jako sumienny i zamiłowany w swym zawodzie lekarz".  
    Po odbyciu w latach 1935 - 1936 praktyki w szpitalach poznańskich, otrzymuje Ojciec od Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu zaświadczenie, że przyznaje mu się prawo do praktyki lekarskiej w Państwie Polskim. W 1936 r. Izba Lekarsko - Pomorska w Poznaniu na podstawie powyższego dokumentu wpisuje go na listę swoich członków, pozwalając w ten sposób na podjęcie praktyki lekarskiej. Izba lekarska wówczas nie tylko dbała o fachowy poziom lekarzy, lecz stała na straży etyki i moralności swoich członków. Nie do pomyślenia byłyby wtedy strajki lekarzy. Zawodowych tabu było wiele, aż trudno czasami uwierzyć, że np. nie do pomyślenia było żenienie się lekarzy z pielęgniarkami, nie mówiąc o takim przewinieniu etycznym, jak udzielenie płatnej porady lekarskiej koledze po fachu, czy też członkowi jego rodziny. Kadra lekarska utrzymywała wysoką prestiżową pozycję zawodową.
    Ojciec, po rocznej pracy w Pogotowiu Ratunkowym w Poznaniu i odbyciu wolontariatu w klinikach położniczych w Poznaniu osiedlił się w Gąsawie, gdzie od 1 października 1937 r. objął praktykę lekarską po doktorze Bogusławskim, który na okres swej specjalizacji wyjechał do Gdańska.
    Jako jedyny lekarz na tym terenie Ojciec musiał być wszechstronnym specjalistą, leczył wszystkich chorych, odbierał porody, ba, nawet wyrywał zęby. Opiekował się majątkami, był lekarzem ekspedycji archeologicznej w Biskupinie, pracował przez 24 godziny na dobę. Do chorych dojeżdżał na motocyklu, mając nieraz kolizje ze zwierzakami, które również korzystały z wąskich, pałuckich ścieżek. Na wspomnianym wehikule docierał do Bydgoszczy, gdzie mieszkała moja Matka, z którą wziął ślub w kościele farnym we wrześniu 1938 r. Rodzice mieszkali w domu państwa Tyblewskich niedaleko gąsawskiego Rynku i do wojny wiedli całkiem miłe i dostatnie życie.
    Kampanię wrześniową odbył Ojciec w Szpitalu Obrony Narodowej w Kole. W dniu 17 września 1939 r. dostał się do niemieckiej niewoli, z której udało Mu się zbiec. Wrócił do Gąsawy i na nowo podjął pracę jako lekarz ubezpieczeniowy. W czasie okupacji był zakładnikiem, przeszedł szereg aresztowań i dwukrotnie uniknął wyroku śmierci. W mieszkaniu rodziców odbywały się chrzciny i nabożeństwa, a od 1943 r. spotkania członków Polski Podziemnej z konspiracyjnej placówki "Inowrocław". Wówczas już otrzymał Ojciec rozkaz organizowania po wyjściu Niemców szpitala w Żninie.  
    W dniu 24 stycznia 1945 r. zgodnie z tym rozkazem przejął Ojciec szpital, zabezpieczając go przed Rosjanami i przez okres 5 miesięcy, jako jedyny lekarz w powiecie sprawował nie tylko czynności lekarskie, lecz także obowiązki administracyjne. Był nie tylko dyrektorem szpitala, lecz starostwo żnińskie powierzyło Mu obowiązki lekarza powiatowego, był także członkiem Miejskiej Rady Narodowej w Żninie, organizatorem całego lecznictwa powiatowego.
    Po półrocznej działalności pozbyto się Ojca w białych rękawiczkach - powołano go do wojska, chociaż posiadał najniższą kategorię zdrowotną (był silnym krótkowidzem). Po powrocie do Żnina zastał już obsadzone stanowiska dyrektora szpitala i lekarza powiatowego. Wrócił zatem do ubezpieczalni i przychodni PKP.
    W 1949 r., kiedy gruźlica zaczyna kosić żniwo, szczególnie wśród biedoty, Ojciec zrezygnował z intratnej specjalizacji ginekologa - położnika i zaczął specjalizację jako ftyzjatra. W tym roku powołał w Żninie Powiatową Przychodnię Przeciwgruźliczną, a w 1952 r. otrzymał pierwszy stopień ftyzjatrii.
    Jako lekarz ubezpieczalniany odwiedzał chorych w całym powiecie żnińskim, dojeżdżając do najbardziej zapadłych wsi taksówkami panów Schlauderbacha i Woźniaka. Ojciec, który marzył dla mnie o zawodzie lekarza, zabierał mnie często w teren. Widziałam wówczas okropną biedę w wielu chłopskich rodzinach i widziałam jak często Ojciec zostawiał własne pieniądze i płacił za dojazd.
    Do dyspozycji chorych był o każdej porze dnia, a wymienieni taksówkarze na każdy telefon byli gotowi do wyjazdu.
    Nadeszły biedne powojenne czasy i na tej biedzie tworzyła się nowa finansowo - polityczna elita żnińska. Do powiatu trafiali lekarze o różnych kwalifikacjach zawodowych i nie zawsze przedwojennej etyce - nieraz bez dyplomów, ale umiejący robić pieniądze. Ojciec, który traktował pacjentów pałuckich bardzo osobiście, wchodził w ich obronie w częste konflikty z ówczesnym lekarzem powiatowym. W 1953 r. otrzymał od niego zakaz prowadzenia praktyki lekarskiej na terenie powiatu żnińskiego. Zakaz ten potwierdziło Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, dające upoważnienia do wykonywania zawodu lekarskiego.
    Decyzja ta, rażąco niesprawiedliwa i mająca prawdopodobnie także aspekt polityczny (w tym czasie brat Ojca, komandor Bolesław również został "zesłany" do Solca Kujawskiego i przebywał w domowym areszcie), pozbawiała nas środków do życia, a miał wówczas Ojciec aż 10 osób do utrzymania.
    Sprawdziło się wtedy przysłowie o przyjaciołach w biedzie. Pierwszy z pomocą naszej rodzinie pospieszył pan Krauze z Januszkowa, wspaniały człowiek i jeden z najlepszych żnińskich gospodarzy, potem inni, dzięki którym przetrzymaliśmy okres ojcowskiego bezrobocia.
    Matka, którą nazywaliśmy "Króliczkiem", w trudnych momentach okazywała zawsze dużą odwagę. Wybrała się wtedy do Komitetu Centralnego do Warszawy. Jak mi później opowiadała, przed wejściem do tego budzącego lęk urzędu przeżegnała się i już bez większych trudów dostała się przed oblicze "kacyka" z komisji zdrowia. Spowodowała kontrolę partyjną, która wykazała niewinność Ojca i przywróciła go do pracy. Władza partyjna okazała się tu łaskawa dla bezpartyjnych i zadziałała dość sprawnie.
    Wrócił Ojciec do swoich pacjentów. W 1958 roku zrobił II stopień specjalizacji w leczeniu gruźlicy i specjalizację w zakresie medycyny kolejowej. W dniu 1 stycznia 1958 r. został powołany na stanowisko kierownika Wydziału Zdrowia Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Żninie. A zatem pełna rehabilitacja. Sytuacja polityczna jak gdyby się zmieniała, lecz ludzie na stołkach pozostawali tacy sami. Ojciec nie miał już siły na dalszą prywatną wojnę i w 1962 r. pożegnał się ze Żninem.  
    Objął stanowisko dyrektora Sanatorium Przeciwgruźlicznego w Smukale koło Bydgoszczy. W Żninie pozostawiał nie tylko utworzoną przez siebie placówkę do walki z gruźlicą, lecz także szereg organizacji społecznych. Był bowiem współtwórcą Powiatowego Oddziału PCK, Komitetu Pomocy Społecznej, Komitetu przeciwalkoholowego, etc.
    Był typowym społecznikiem, uważał, że zawód lekarza to misja, polegająca na pracy wśród ludzi i dla ludzi. Miał typowego pecha, jakiego doświadczają tylko idealiści. Na swej skórze odczuł jeszcze wiele niesprawiedliwości. Kiedy rozbudował i nadał rangę naukową prowincjonalnemu sanatorium, został zmuszony przez władze do przejścia na emeryturę z powodu utraty zdolności kierowania placówką. Miał wtedy 60 lat, duże doświadczenie kierownicze i specjalistyczne. Nowy dyrektor sanatorium nie pozwolił staremu ftyzjatrze na dalszą pracę w Smukale. Dojeżdżał wówczas aż na drugi koniec miasta - do Łęgnowa, do przychodni, pracował też w poradni przeciwgruźlicznej na ul. Gimnazjalnej w Bydgoszczy.
    Zawał serca wyrwał Go z czynnego jeszcze życia zawodowego. Umarł w dniu 15 maja 1978 r. Uważał, że sens Jego życiu dawali chorzy, a później rodzina. Twierdził, że kolejność powinna być inna... ale nie była.  
    Kiedy już jako archeolog wróciłam na Pałuki, aby prowadzić prace wykopaliskowe koło Rogowa, drzwi wielu domostw stały dla mnie otworem przez pamięć o Nim - dobrym człowieku i oddanym Pałuczanom lekarzu. W pamięci ich pozostał także jako lekarz, który się nie wzbogacił. Faktycznie był biedny do końca życia i majątku nie posiadał. Wykształcił jednak nas czworo i pozostawił dobrą pamięć i serdeczny po sobie żal.
    Spoczywa na cmentarzu przy ul. Chojnickiej w Bydgoszczy i niech Mu ziemia lekką będzie.

Reklama

Olga Romanowska-Grabowska, Pałuki nr 145 (48/1994)

SLZP

 

52UFLADA

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/08/2024 10:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości