Reklama

Hodowcy zeznawali w sądzie

Hodowcy, bydło, sąd, afera wagowa, skup, organizator
     Hodowcy zeznawali w sądzie
    Oskarżeni w aferze wagowej przy skupie bydła nie przyznają się do postawionych im zarzutów. Sąd wysłuchał hodowców i organizatora skupu.

     W żnińskim sądzie odbyły się przesłuchania hodowców odstawiających bydło do firmy Mateusza K. z Osieczna oraz osoby organizującej skup dla tej firmy. Sprawa dotyczy zgłoszonego przez hodowców procederu zaniżania wagi skupowanego bydła na szkodę hodowcy, a z korzyścią dla podmiotu skupującego. Policja prowadziła dochodzenie w tej sprawie, trafiła też do wielkopolskiej rzeźni, gdzie było odstawiane bydło. Zebrany materiał doprowadził do postawienia zarzutów dwóm kierowcom, pracownikom tej firmy bezpośrednio odbierającym i ważącym bydło w obejściach hodowców oraz właścicielowi firmy o tzw. sprawstwo kierownicze. Odpowiedzą oni z art. 286 kodeksu karnego, który mówi: Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
     Każda z trzech oskarżonych osób usłyszała po sześć zarzutów.
     Sprawę prowadzi sędzia Robert Tuchciński z Sądu Rejonowego w Szubinie X Zamiejscowego Wydziału Karnego z siedzibą w Żninie. Przesłuchania świadków są elementem prowadzonego postępowania dowodowego, gdyż oskarżeni nie przyznają się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
     Przesłuchanych zostało pięcioro hodowców oraz osoba organizująca skup na naszym terenie. Właściciele sprzedawanego firmie z Osieczna bydła przed sądem opowiedzieli, jak wyglądały sytuacje skupu w ich obejściach i o podejrzeniach, jakie mieli w stosunku do skupujących.
     Rolnik z Posługowa zeznał, że podczas skupu w jego gospodarstwie wprowadzone na wagę skupującego bydło miało o blisko 100 kg mniej niż kiedy ważył je wcześniej na swojej wadze. Kiedy zaprotestował, został zapewniony, że waga jest elektroniczna i sprawna. - Dwa czy trzy razy bydło wprowadzane było ponownie i za każdym razem waga rosła, aż doszła prawie do tej, którą miałem na swojej wadze. Ostatecznie przystaliśmy na najwyższą spośród wskazanych wag, bo kusili wyższą o 30 czy 40 groszy ceną - mówił rolnik. Przyznał, że zapewniono go, iż różnica w wadze powodowana była ruchem bydła w czasie ważenia. Rolnik wyliczył, że stratny jest około 14.000 zł, szacując zaniżenia tylko na poziomie 70-80 kg na 1 sztuce.
     Adwokat pytał hodowcę o liczbę osób obecnych przy skupie. Mieszkaniec Posługowa przyznał, że były dwie, może trzy osoby, raz przy skupie obecny był organizator całej akcji.
     Rolnik z Żędowa zeznał, że w zamiarze miał sprzedać trzy sztuki, ostatecznie sprzedał pięć. Wykazana waga wydawała się mu niska, ale zapewnienia o elektronice w wadze spowodowały, że przystał na warunki skupującego. Wypisano fakturę, wypłacono mu pieniądze, po przeliczeniu okazało się, że brakuje 500 zł, które uregulowali skupujący i odjechali. Hodowca przeczytał artykuł w Pałukach, udał się do ARiMR w Nakle i tam okazało się, że rozbieżności sięgają do 100 kg na sztuce. Zgłosił to na policję.
     Adwokat pytał hodowcę, czy miał kontakt bezpośredni z właścicielem firmy, na co otrzymał zapewnienie, że do takiego kontaktu nie doszło.
     Kolejnym przesłuchiwanym był rolnik z Kołdrąbia. Opowiedział on, że przed ważeniem bydła sam wszedł na wagę, później podczas ważenia kolejnych sztuk wykazywana waga wydawała mu zbyt niska, tym bardziej, że sprzedawał niedawno bydło w słabszej kondycji do innej firmy, a wagowo wychodziło dużo lepiej. Zważył się ponownie i waga wykazała na jego masie ciała o 9 kg mniej niż przed ważeniem bydła. Ostatecznie z uwagi na to, że potrzebował pilnie gotówki na inwestycje w gospodarstwie, przystał na warunki skupujących, pieniądze wypłacili mu do ręki.
     Sędzia pytał hodowcę z Kołdrąbia, czy widział wyświetlaną wielkość wagi, na co otrzymał zapewnienie, że nie widział. Pytano też, czy widział dokumenty z rzeźni w ARiMR w Żninie. Mieszkaniec Kołdrąbia zapewnił, że widział tylko na monitorze komputera, wydruku nie dostał i rozbieżność sięgała około 320 kg na 3 odstawionych sztukach, co daje około 2.000 zł straty. Zapewnił też, że kontaktu osobistego z Mateuszem K., właścicielem firmy, nie miał.
     Hodowca z Laskowa, który nagłośnił nieprawidłowości przy ważeniu w prasie i który upewnił innych hodowców w przekonaniu, że zostali oszukani, przed sprzedażą zważył swoje bydło w punkcie sprzedaży węgla i miał dowód potwierdzający wagę. Zrobił to, ponieważ przy poprzedniej sprzedaży miał podejrzenia, że waga bydła została zaniżona.      Po dwóch godzinach na wadze elektronicznej Mateusza K. ta sama sztuka miała o blisko 100 kg mniej. Ostatecznie trzy razy sprowadzano sztukę z wagi, tarowano na nowo i waga za każdym razem szła w górę, aż do różnicy 10 kg. Wypisano fakturę bez podpisu i numeru, wypłacono i odjechano, a hodowca zgłosił to na policję. Prokurator pytał o reakcję skupujących na widok kartki z wagą danej sztuki. Hodowca przyznał, że byli zaskoczeni. Rolnik wyjaśniał, że dzwonił do właściciela tej firmy, od którego otrzymał zapewnienie, że on się nie zajmuje skupem, ma od tego ludzi i kazał dzwonić do osoby organizującej skup. - Kazał dzwonić do Robert K. organizującego skup i już więcej Mateusz K. nie odebrał ode mnie telefonu - mówił w sądzie rolnik z Laskowa.
     Hodowca z Dąbrowy Mogileńskiej zeznał, że firma Mateusza K. skupowała bydło u sąsiada, cenę oferowali wysoką, a on miał na sprzedaż bydło, więc przyjechali też do niego. Przed ważeniem byków zważył się ojciec hodowcy i waga była orientacyjnie przybliżona. Zważono bydło, rolnicy mieli jednak podejrzenia co do zbyt niskiej wagi. Ostatecznie sprzedał bydło, ale zapewnił, że więcej im bydła nie sprzeda. Po 2 tygodniach odstawiał następne sztuki innej już firmie, a wagi były dużo wyższe. Jak sądzi, stracił po 50-60 kg na 1 sztuce. Rolnik przyznał, że z ojcem chodzili do obory po bydło i nie mają pewności, czy wówczas przy wadze nie dokonano jakichś zmian, bo wyświetlacz w czasie ważenia był widoczny.
     Mecenas pytał hodowcę, czy miał kontakt z Mateuszem K., na co otrzymał zapewnienie, że nie nawiązał z nim kontaktu.
     Ostatnim przesłuchiwanym był Robert K. organizujący skup, którego wskazywali i z którym kontaktowali się hodowcy. Mężczyzna zapewnił, że prowadzi działalność, zajmuje się pośrednictwem. Ogłasza się w prasie, rolnicy dzwonią, że mają bydło na sprzedaż, on współpracując z różnymi firmami skupującymi, nawiązuje współpracę pomiędzy sprzedawcą i skupującym. Zleca skup w danym gospodarstwie, a przy większej liczbie sztuk jedzie nawet na miejsce. - Współpracuję między innymi z firmą Mateusza K. od ponad 2 lat. Rolnicy mają różne upodobania, jeden chce akurat tę firmę, inny inną, wszystkim się nie dogodzi, ale nie było żadnych problemów z tą firmą do czasu aż nie opisano jej w prasie - mówił organizator skupu. Prokurator pytał, czy słyszał o nieprawidłowościach, prowadzący działalność przyznał, że dopiero kiedy pojawiły się artykuły. Zapewnił, że są sytuacje, kiedy zwierzęta ważone są też poza gospodarstwem na wniosek rolnika w innych miejscach i że sam musi dbać o renomę, bo z tego żyje. Dalej pytany wyjaśniał, że rozlicza się z firmami od ilości skupionych sztuk i że na inne firmy też wpływają różne skargi. Pytany przez adwokata zapewnił, że sam uczestniczy również przy skupie, nie słyszał wówczas żadnych zażaleń i to on decyduje, którą firmę posłać do hodowcy, chyba, że hodowca indywidualnie składa zlecenie na konkretną firmę skupującą. - Waga jest tarowana, sztuki ważone indywidualnie, później na wspólnej wadze może być 5-10 kg różnicy, ale bywa tak, że przed sprzedażą rolnik pompuje w bydło wywar, by było cięższe, a później w rzeźni wychodzą znaczne różnice, było nawet tak, że bydło było tak napojone, że do rzeźni nie dojechało - tłumaczy organizator skupu. Przyznał też, że ceny przy skupie są różne, na nasz teren przyjeżdżają nawet firmy z gór.
Kolejną rozprawę zaplanowano na marzec.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1100 (11/2013)

Reklama

 

 

 

Podobne teksty:

Rolnicy otrzymywali faktury bez numerów

Policja czeka na hodowców

Policja drąży temat

Hodowcy zeznawali w sądzie

Z bykami w areszcie

Miał być byczy interes, ale przelewu nie ma

Nie o zaniżaniu, a o zawyżaniu

Rozprawa w sprawie wagi byków odroczona

Cztery lata za byki

Zgłoszenie - tak, dochodzenie - nie

Rolnik czuje się oszukany na wadze

Oskarżeni uniewinnieni

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości