W podżnińskiej wsi widok z okna na czarną folię
Hodowla świń przeszkadza
Rodzina Goców z Sarbinowa ma dość zapachu z hodowli świń, którą prowadzą ich sąsiedzi - Ińscy. Pracownicy firmy Agro-Goc wokół posesji rodziny Ińskich zawiesili na palach czarną, grubą folię. Sołtys jest załamany, mówi, że to tworzenie getta. Właściciele gospodarstwa czują się zaszczuci. Burmistrz nie ma wątpliwości. - Wieś jest od hodowli - mówi.
Widok z okien domu Ińskich - Żyję już tyle lat, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Dla mnie to straszne, żeby w taki sposób jeden człowiek upokorzył drugiego - martwi się sołtys Adam Kowalewski, patrząc na folię rozciągniętą wzdłuż jednej z posesji w Sarbinowie.
DWIEŚCIE SZTUK, A NIE DWA TYSIĄCE
Od blisko dwóch lat rodzina Goców skarży się na przykre zapachy pochodzące z gospodarstwa Ińskich. Z relacji Piotra Goca wynika, że problemy zaczęły się we wrześniu 2008 roku, kiedy to ich sąsiad - Jarosław Iński - rozpoczął wielkoprzemysłowy chów trzody.
Lidia Cieślewicz, kierownik żnińskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wyjaśnia, że Jarosław Iński nie prowadzi wielkoprzemysłowego tuczu trzody; w jego gospodarstwie znajduje się ponad 200 świń, a o wielkoprzemysłowej, czyli fermowej hodowli świń można mówić, kiedy w fermie znajduje się powyżej 2.000 świń o wadze powyżej 30 kg lub 750 macior.
Według Ińskich, konflikt rozpoczął się, kiedy chcieli poszerzyć wjazd na posesję. Uzyskali wszelkie pozwolenia z Zarządu Dróg Wojewódzkich. Nie mają pojęcia, w jaki sposób o ich planach dowiedział się Grzegorz Goc. W efekcie w miejscu, w którym Ińscy planowali poszerzenie wjazdu, Grzegorz Goc umiejscowił parking.
WYCZUWALNY ZAPACH OBORNIKA
Hodowla Ińskich znajduje się kilkanaście metrów od stacji paliw należącej do Goców. Obok stacji jest sklep z artykułami spożywczymi - również należący do Goców.
W marcu 2009 roku Grzegorz Goc (ojciec Piotra), właściciel Przedsiębiorstwa Handlowo-Usługowo-Produkcyjnego Agro-Goc w Sarbinowie, skarżąc się na uciążliwe zapachy pochodzące z hodowli sąsiadów, poprosił o reakcję Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Żninie. O sprawie powiadomił również wydział ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa w Starostwie Powiatowym i Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną.
Wiesław Rumel, kierownik wydziału ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa w żnińskim starostwie skierował sprawę do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w celu oceny stanu i warunków technicznych obiektu inwentarskiego Ińskich oraz oceny prawidłowości jego eksploatacji. Kontrola Inspektoratu Nadzoru Budowlanego wykazała, że hodowla trzody chlewnej prowadzona jest w dwóch obiektach, które użytkowane i utrzymywane są w sposób właściwy.
Przedstawiciele Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Żninie przeprowadzili badania organoleptyczne na terenie należącym do państwa Goców. Badania wykazały wyczuwalny zapach obornika i trzody chlewnej.
W związku z brakiem uregulowań prawnych dotyczących uciążliwości zapachowych trudno jednoznacznie określić uciążliwość zapachową, jaką stwarza chów i hodowla zwierząt gospodarskich dla sąsiadujących posesji - czytamy w piśmie Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego.
Z kolei powiatowy lekarz weterynarii poinformował Goców, że przeprowadzono kontrolę w gospodarstwie Jarosława Ińskiego i podjęto działania w ramach obowiązujących przepisów prawa. Jednak Piotr Goc nie zgadza się z odpowiedzią powiatowego lekarza weterynarii: - Nie podjęto żadnych działań. Prosiliśmy o analizę stosowanej przez sąsiada paszy. Mówili, że to zrobią. Kiedy chcieliśmy poznać wyniki analizy paszy, dowiedzieliśmy się, że analizy nie ma i nigdy nie było. A przecież sąsiad karmi zwierzęta mączką kostną, która jest znacznie tańsza od paszy sojowej i której nie można stosować - twierdzi Piotr Goc. Nie ukrywa, że ma również żal do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, że nie zbadał sprawy wnikliwie, zahaczając m.in. o sprawę adaptacji budynków pod wielkoprzemysłową hodowlę trzody (bo utrzymuje cały czas, że jest to hodowla wielkoprzemysłowa).
ZALECENIA WIOŚ-U
W czerwcu ubiegłego roku Grzegorz Goc skierował sprawę uciążliwych zapachów do Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Miesiąc później pracownicy inspektoratu po przeprowadzeniu kontroli ustalili, że Jarosław Iński ma dokumenty świadczące, że stary budynek chlewni został wybudowany jako budynek inwentarski, natomiast nowy budynek został zaprojektowany jako typowa chlewnia. Z kontroli Inspektoratu Ochrony Środowiska wynika, że powstający obornik przetrzymywany na płycie gnojowej może powodować zwiększoną uciążliwość odorową. Poza tym w trakcie kontroli stwierdzono, że charakterystyczny zapach wychodzi poza teren gospodarstwa Jarosława Ińskiego.
Ustalono z właścicielem, iż w celu zminimalizowania uciążliwości zapachowej nagromadzony obornik zostanie wywieziony poza teren gospodarstwa, a powstający będzie na bieżąco usuwany. Teren wzdłuż płyty gnojowej zostanie zabezpieczony przed emisją substancjami odorowymi balotami słomy.
Zarządzeniem pokontrolnym zobowiązano właściciela gospodarstwa do opracowania harmonogramu działań zmierzającego do ograniczenia uciążliwości zapachowej powstającej podczas chowu trzody chlewnej - czytamy w piśmie z Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. W grudniu zeszłego roku pracownicy WIOŚ-u wybrali się do gospodarstwa Jarosława Ińskiego na ponowną kontrolę. W jej wyniku ustalili, że wydane zarządzenia pokontrolne w lipcu zostały zrealizowane. Ponadto podczas oględzin gospodarstwa stwierdzono, że na płycie gnojowej znajdowała się jedna przyczepa obornika, a na teren wzdłuż płyty gnojowej ustawiono baloty słomy.
Pracownicy firmy „Agro-Goc”skarżą się, że muszą pracować w maskach, by nie czuć przykrego zapachu z sąsiedniego gospodarstwa. W tle drewniane pale, na których miała zostać zawieszona folia przeciwodorowa. KONTROLE NIC NIE DAŁY
Według Piotra Goca, wspomniane kontrole nie przyniosły żadnych rezultatów, a na terenie posesji Goców jak śmierdziało, tak śmierdzi.
- Smród cały czas jest nie do wytrzymania. Przeważnie wieją wiatry zachodnie, więc to wszystko leci w naszą stronę. Właściciel firmy jest na zwolnieniu lekarskim, bo ma nadwrażliwość oskrzelową i nie może w takich warunkach pracować. Pracownicy też nie chcą w takich warunkach pracować. Powiedzieli, że się zwolnią, bo nie będą w takich warunkach pracować. Przez ten smród ciągle pokaszlują. Nasi klienci skarżą się, że nieprzyjemny zapach jest odczuwalny - podkreśla Piotr Goc, syn właściciela przedsiębiorstwa i pokazuje listę 59 klientów, którzy podpisami potwierdzili uciążliwość przykrych zapachów na stacji paliw.
Pracownicy Grzegorza Goca pracują w maskach. Dlaczego? - Są momenty, że jest nie do wytrzymania. Po całym dniu pracy czujemy się zmęczeni. Zdarzają się bóle głowy, nudności, jak się tego nawdychamy - opowiadają pracownicy stacji paliw.
Ińscy się dziwią: - Ja muszę przebywać w chlewni po kilka godzin dziennie i nic mi nie jest.
Piotr Goc kwestionuje sposób przeprowadzania kontroli przez WIOŚ. Tłumaczy, że pracownicy WIOŚ-u informują Jarosława Ińskiego, że następnego dnia przyjadą na kontrolę. Sąsiad ma dzięki temu dość czasu na wywiezienie obornika i gnojowicy. Zamyka okna w chlewni. Kiedy przyjeżdżają kontrolerzy, wszystko jest w porządku.
UCIĄŻLIWE WARUNKI PROWADZENIA FIRMY
24 maja tego roku Grzegorz Goc po raz kolejny zwrócił się o pomoc do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska o egzekwowanie ustaleń podjętych w celu zminimalizowania uciążliwych zapachów pochodzących z gospodarstwa Jarosława Ińskiego.
Jest coraz cieplej, a co za tym idzie uciążliwość zapachów niepokojąco wzrasta. (...) Rolnik informowany jest telefonicznie o kontroli, usuwa z płyty obornik, wywozi gnojowicę nawet w nocy. Następnego dnia przyjeżdża komisja i stwierdza w protokole, że wszystko jest w porządku. Taka sytuacja powtórzyła się dwukrotnie przez cały okres. (...) Rolnik usuwa obornik tylko na zapowiedzianą kontrolę i moją interwencję, a powinien zgodnie z ustaleniami na bieżąco. Na dzień 24 maja stwierdzamy, że rolnik nie podjął żadnych znaczących działań w związku z przykrymi zapachami. Pan Jarosław do dziś nie wywozi obornika z płyty gnojowej, nie wywozi systematycznie gnojowicy oraz nie założył wentylacji mechanicznej. W tzw. małym budynku nie ściółkuje i nie wywozi obornika wcale. Wszystkie odchody prawdopodobnie spłukuje do kanalizy miejskiej. Szamba przecież nie ma.
Unoszący się fetor na dłuższy czas jest nie do zniesienia. Moim zdaniem jeden z budynków nadaje się do rozbiórki, a nie produkcji wielkotowarowej. Znajduje się on 4 metry od domu mieszkalnego i powinien spełniać rolę budynku gospodarczego. Jednak inspektorzy z nadzoru budowlanego stwierdzili, że budynek jest w pełni przystosowany. Drugi budynek znajduje się około 15 metrów od naszej firmy, gdzie jest skład nawozów sztucznych, skład węgla, materiałów budowlanych, magazyny z paszami. Znajduje się również stacja paliw. W pawilonie handlowym sprzedawane są artykuły spożywcze. Klienci, pracownicy, wszyscy zadajemy sobie pytanie, jak to jest, że w praworządnym państwie jeden człowiek może zatruć życie tylu ludziom. Jako firma odprowadzamy podatki: od prowadzonej działalności, z tytułu opłaty alkoholowej, koncesję od środków ochrony roślin, koncesję na sprzedaż paliw ciekłych, koncesję na obrót materiałem siewnym, opłatę za nadzór Urzędu Dozoru Technicznego, opłaty od środków transportu, wszelkie opłaty legalizacyjne. Proszę sobie wyobrazić, ile trzeba starań i zabiegów, żeby zdobyć klienta przy tak uciążliwych warunkach prowadzenia firmy - pisze do WIOŚ-u Grzegorz Goc.
Ińscy załamują ręce, słysząc te zarzuty. Brak im słów, gdy słyszą, że nie wywożą obornika, albo że odchody spłukują do kanalizacji miejskiej.
Pracownicy WIOŚ-u przeprowadzili kolejną kontrolę i stwierdzili, że na płycie gnojowej znajdował się obornik, teren wzdłuż płyty gnojowej zabezpieczono balotami słomy, właściciel gospodarstwa wzdłuż granicy z działką skarżącego wykonał pas zieleni, a gnojówka powstająca w procesie chowu tuczników gromadzona jest w zbiornikach podziemnych. W tej sytuacji brak jest podstaw prawnych do podjęcia działań przez WIOŚ.
FOLIA PRZECIW ZAPACHOM
Burmistrz Żnina Leszek Jakubowski zwrócił się 28 maja do WIOŚ-u o przeprowadzenie wcześniej niezapowiedzianej kontroli w gospodarstwie rolnym Jarosława Ińskiego. Zdaniem burmistrza, eksploatacja instalacji do chowu i hodowli trzody chlewnej na skalę masową w dość zwartej zabudowie oraz w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań Grzegorza Goca powoduje uciążliwość na tyle intensywną, że zagraża zdrowiu osób stale przebywających na terenie nieruchomości Grzegorza Goca.
Grzegorz Goc o interwencję poprosił ponownie żniński sanepid. Poinformował również gminę, że w związku z bierną działalnością WIOŚ-u i brakiem stanowiska władz lokalnych jego firma podjęła działania w związku z uciążliwościami zapachowymi. Działania te mają na celu zmniejszenie uciążliwości i polegają na wykonaniu tymczasowego płotu o wysokości 230 cm pokrytego folią. Piotr Goc zaznacza, że przed Bożym Ciałem nie można było posprzątać parkingu, gdyż odór był nie do zniesienia. Dlatego pracownicy Grzegorza Goca powbijali pale i założyli folię, by odgrodzić się od posesji Jarosława Ińskiego.
- Załoga w akcie desperacji założyła tę folię - wyjaśnia Piotr Goc. I dodaje, że pracownicy zastanawiają się, czy nie będą skarżyć z powództwa cywilnego Jarosława Ińskiego z powodu uciążliwych warunków pracy. Oni - podkreśla Piotr Goc - chcą pracować. Piotr Goc obawia się jeszcze czego innego: - Przez jednego człowieka firma może zostać zamknięta. Ludzie stracą pracę. Przez te smrody straciliśmy wielu klientów. Właściciel i pracownicy firmy nadal oczekują pomocy ze strony władz lokalnych, ponieważ podjęte próby rozmów z sąsiadami nie przyniosły spodziewanego efektu.
Folia ma około 2 metrów wysokości i rozciągnięta została na długości 50 metrów. Wzdłuż parkingu i płotu państwa Ińskich. Z okien swojego domu nie widzą praktycznie nic. Jedynie czarną foliową płachtę. Od strony ulicy na folii ktoś napisał FOLIA ODOROWA.
Piotr Goc twierdzi, że folia została założona w akcie desperacji Matka Jarosława Ińskiego miała łzy w oczach: - Tyle lat tutaj mieszkaliśmy i jak się nas na starość traktuje. Wraz z mężem przez blisko 60 lat prowadziła gospodarstwo rolne w Sarbinowie, od 30 lat są tu hodowane świnie. Od 5 lat gospodarstwem zajmuje się ich syn z żoną. - Moje 2,5-letnie dziecko krzyczy, bo boi się szelestu folii - mówi Barbara Ińska.
NIE WYPRAWIA IMIENIN
- Taki był cel mój i moich pracowników - twierdzi Piotr Goc. - Założymy jeszcze więcej, bo nie możemy dać sobie rady z tym smrodem.
- Ja przebywam na zwolnieniu chorobowym i się od tego odcinam - stwierdził Grzegorz Goc, który jednak przez cały czas był obecny przy rozmowie reporterów ze swoim synem. - Imienin nie wyprawiam, bo mi wstyd jest przed gośćmi. Największy syf jest po południu, jak wywożą to wszystko z chlewni. Nie można wytrzymać. Gdybyśmy po południu zrobili grilla, to pan by się zrzygał i wyjechał - stwierdził dobitnie Grzegorz Goc.
- Skoro im śmierdzi, to dlaczego nie założyli tej folii od strony posesji, tylko od strony drogi? - pytają Ińscy.
Zdaniem Ińskich, założenie folii to złamanie prawa, ponieważ została postawiona w pasie drogowym Zarządu Dróg Wojewódzkich, a on żadnej zgody na budowę nie wydawał. - Tak przynajmniej nam powiedzieli w Bydgoszczy - twierdzą Ińscy.
- Teren jest dzierżawiony przez naszą firmę. Mamy prawo dbać o czystość i funkcjonalność. Jeśli śmierdzi, to nie jest on funkcjonalny. Czy jako kierowca chciałby pan odpoczywać w takim smrodzie? - powiedział Grzegorz Goc.
KRĘCI FILMY, ZBIERA DOWODY
Małżeństwo z Sarbinowa twierdzi, że są fotografowani i śledzeni przez sąsiadów: - Pod naszą nieobecność robi zdjęcia na naszej posesji, a potem przysyła je do WIOŚ w Bydgoszczy.
Piotr Goc nie ukrywa, że robił zdjęcia i kręcił filmy, dokumentując co dzieje się w gospodarstwie sąsiadów. Tłumaczy, że skoro gromadzi materiał dowodowy, który znajdzie się w sądzie, to może filmować i robić zdjęcia. - Nie dopuszczę do tego, żeby moja rodzina była chora. Kto nam zwróci zdrowie? - mówi Grzegorz Goc.
Ińscy zwrócili uwagę, że kiedy Grzegorz Goc starał się o pozwolenia na budowę stacji paliw, nie zgłaszali sprzeciwu w stosunku do planów, a później do inwestycji sąsiada. Grzegorz Goc powiedział, że było inaczej. To właśnie jego sąsiedzi bardzo interesowali się tym, co robi i odwiedzali instytucje, które prowadziły nadzór nad budową stacji.
Ińscy powiedzieli, że nie byli u Grzegorza Goca, bo boją się do niego iść. - Nie w naszej naturze jest konflikt. Zalecenia pokontrolne wykonaliśmy. Nie wiemy, co jeszcze mamy zrobić. Przez cały czas atak prowadzony jest z jego strony. Wszedł nam na głowę, a teraz zrobił coś takiego. Przecież nie zlikwidujemy hodowli. To nasze źródło dochodu. Jak przestaniemy hodowli, to nie będziemy mieli z czego utrzymać dzieci. I kto nam wtedy da na życie? Pan Goc?
W OBOWIĄZUJĄCYCH NORMACH
Maciej Joachimowski, powiatowy lekarz weterynarii w Żninie, dziwi się, skąd Piotr Goc ma informacje, że nie były badane próbki stosowanej przez Jarosława Ińskiego paszy. Dodaje, że Jarosław Iński nie prowadzi wielkoprzemysłowej hodowli świń. Podkreśla, że kontrola nie stwierdziła nieprawidłowości.
Zbigniew Napierała, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, zwraca uwagę, że w przedmiotowej sprawie może odnieść się jedynie do obiektów, a nie intensywności zapachów.
- Nasza kontrola z punktu widzenia utrzymania obiektu budowlanego wypadła pozytywnie - wyjaśnia Zbigniew Napierała. I zapowiada, że wybierze się na kontrolę do Sarbinowa, by sprawdzić, czy pracownicy firmy Agro-Goc legalnie rozwiesili folię i zasłonili okna w budynku Ińskich.
- Musimy sprawdzić, co to jest - mówi inspektor.
- Pan Goc wiedział, że tam jest gospodarstwo. Pozwolenie na płytę gnojową zostało wydane. To nie jest nic na czarno, tylko wszystko było legalne - dodaje Lidia Cieślewicz.
Tadeusz Kosiara, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Żninie, wyjaśnia, że w wyniku kontroli stwierdzono, że nieprzyjemny zapach jest wyczuwalny i tyle, a sanepid mógłby podjąć zdecydowane kroki, gdyby hodowla i jej skutki stanowiły bezpośrednie zagrożenie dla wód powierzchniowych i wody w kąpielisku, żywności i pomieszczeń użyteczności publicznej.
NIEZAPOWIEDZIANA KONTROLA
W Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Bydgoszczy dowiedzieliśmy się, że problem zapachu, często uciążliwego, nie został w Polsce prawnie uregulowany. Anna Nowakowska, naczelnik wydziału inspekcji w WIOŚ zapytana, dlaczego kontrole są zapowiadane, odpowiada, że ostatnia kontrola, która odbyła się 2 tygodnie temu, była niezapowiedziana. Poprzednie kontrole były zapowiadane, ponieważ WIOŚ musi działać w oparciu o przepisy ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.
- Musimy o kontroli powiadomić. Prawo nas do tego obliguje, żeby tę kontrolę zapowiedzieć - tłumaczy Anna Nowakowska. I dodaje: - Podczas ostatniej, niezapowiedzianej kontroli nie odczuliśmy żadnego uciążliwego zapachu. Nasze kontrole wykazały, że zalecenia, które wydaliśmy, pan Iński wykonał.
WIEŚ JEST OD HODOWLI
WIOŚ przekazał sprawę burmistrzowi Żnina. Według Anny Nowakowskiej, to w gestii burmistrza leży rozwiązanie problemu.
Burmistrz Leszek Jakubowski wyjaśnia, że gdyby hodowla świń prowadzona była w Żninie, to byłoby to sprzeczne z prawem. - Ale przecież wieś jest od hodowli - podkreśla burmistrz.
UCZULENIE
Janina Drążek, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie twierdzi, że ciągłe wdychanie fetoru pochodzącego z obornika i gnojowicy może spowodować uczulenie. Wpływa również niekorzystnie na układ oddechowy.
- Wiem, że pan Goc się z tego powodu leczy. Trudno pracuje się też pracownikom. Czym innym jest stać i wdychać to przez godzinę, a czym innym wdychać to codziennie po kilkanaście godzin. Stanowi to również zagrożenie dla wód i gleby - mówi pani prezes.
TU MOŻE BRZYDKO PACHNIEĆ
Inni sąsiedzi Ińskich, z którymi rozmawialiśmy, nie mają problemów z ich hodowlą. Zaznaczają jednak, że najczęściej zachodnie wiatry rzeczywiście narażają na przykre zapachy właśnie Goców, ale - jak twierdzą - są to typowe zapachy wiejskie. I tu dla nich zaczyna się i kończy problem.
Sołtys Adam Kowalewski zwraca uwagę, że konfliktów sąsiedzkich jest wiele i trudno je zażegnać. Stawia sobie pytanie, czy konflikt pomiędzy Gocami a Ińskimi wymknął się spod kontroli i odpowiada: - Sytuacja wymyka się spod kontroli, bo były tu takie niesamowite incydenty, o których nie chciałbym mówić. Zwraca uwagę, że sołtys powinien być obiektywny, ale kiedy 2 czerwca na interwencję Ińskich wybrał się do ich gospodarstwa i zobaczył, że jest zagrodzone folią i gdy spojrzał na maleńkie dziecko, które nie ma pojęcia czym są konflikty międzyludzkie, pomyślał, iż to nieprawdopodobne, że po tylu latach jego życia dzieje się to naprawdę.
Adam Kowalewski twierdzi, że jeśli teren, który ogrodzono folią, należy do Ińskich, to ich prawa zostały naruszone. Dlatego chce wyjaśnić sprawę. Kiedy zbierze całą dokumentację, zwoła zebranie wiejskie.
- To już jest zagrożenie dla całego Sarbinowa. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem tę folię, to poczułem się jakby w Sarbinowie powstało getto. Ludzie są zaszczuci, zastraszeni i ogrodzeni folią. Wieś jest typowo rolnicza. Może tu brzydko pachnieć - podkreśla Adam Kowalewski.
WYMAGAĆ OD SIEBIE
Grzegorz Goc nie jest przeciwny hodowli świń. Podkreśla, że sąsiad powinien prowadzić ją w taki sposób, by nie zagrażała ludziom i środowisku. By było to możliwe - w opinii Piotra Goca - Ińscy powinni zainstalować wentylatory, które emitowałyby nieprzyjemne zapachy na 9-10 metrów w powietrze (tzw. wentylacja wymuszona), prowadzić hodowlę ściółkową, zmienić pasze z przemysłowych na gospodarskie i wywozić obornik i gnojowicę na czas. - Jeśli to nie poskutkuje, to będziemy wnioskować o zmniejszenie stanu świń - zapowiada syn właściciela przedsiębiorstwa.
Barbara Ińska odpowiada: - Wentylacja już jest założona, a obornik i gnojowica są wywożone. I dodaje: - Nie będziemy spełniać wszystkich próśb pana Goca, bo ja jemu też nie dyktuję, jak ma żyć. Może sytuacja inaczej by się potoczyła, gdyby umożliwiono nam poszerzenie wjazdu. Może teraz byśmy zajmowali się czym innym niż hodowlą świń. Niech pan Goc wymaga nie tylko od nas, ale również od siebie.
ZDEMONTOWAŁ FOLIĘ
Ogrodzeniem z folii zainteresowała się policja. Komisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Żninie, powiedział, że policjanci wytłumaczyli Grzegorzowi Gocowi, że założeniem folii narusza przepisy.
- On to nie na swoim terenie postawił. To była samowola. Dlatego policjanci pouczyli go i dobrowolnie zdemontował tę folię - dodaje Krzysztof Jaźwiński.
Arkadiusz Majszak
współpraca
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 956 (23/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze