Reklama

Hrabia Leon odnaleziony

W łabiszyńskich kryptach
     Hrabia Leon odnaleziony
     Tajemnicza historia pochówku hrabiego rozwiązana. Leon Skórzewski, który rzekomo miał być pochowany na Dębiej Górze, spoczywa w podziemiach łabiszyńskiego kościoła.

 

Ks. proboszcz Jerzy Witucki ogląda wyczyszczone tabliczki natrumienne Leona Skórzewskiego i Kornelii Skórzewskiej. Na zdjęciu po lewej Bronisław Bonek z wnukiem, po prawej Maciej Banaś.
             fot. Magdalena Kruszka

     Prace trwają od 27 kwietnia. Jedno pomieszczenie w jednej z krypt zostało już całkowicie uporządkowane. Znajduje się w nim jedenaście trumien, w których spoczywają członkowie roku Skórzewskich, wśród nich hrabia Leon. Alicja Drozd antropolog i archeolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i Tamara Zajączkowska, starszy inspektor do spraw zabytków architektonicznych w Urzędzie Konserwatora Zabytków w Delegaturze w Bydgoszczy, ustaliły w większości, kto w poszczególnych trumnach się znajduje.
     W tak zwanej krypcie hrabiowskiej znajdują się cztery trumny cynowe. Jedna z nich ma wycięty niewielki prostokąt w wieku, to w niej spoczywa Maria Kazimiera. W kolejnej Zofia z Nasierowskich. Jej trumna nie była naruszona, dlatego też pozostanie zamknięta. Cynowa trumna Kazimierza była otwarta, a część szczątków wypadła na zewnątrz. Ostatnia z cynowych trumien pozostała jeszcze niezidentyfikowana, ale ustalenie, kto w niej został pochowany, jest tylko kwestią czasu.
     W krypcie znajdują się także cztery bogato zdobione trumny z wnętrzem cynowym, obite dębowymi deskami. W jednej z nich spoczywa Arnold. Wieko tej trumny było otwarte, ale szczątki pozostały w miarę kompletne. Jak poinformowała Alicja Drozd, trumna ta mogła ulec uszkodzeniu na skutek ciężaru, jaki na sobie nosiła. Była ona umiejscowiona na samym dole, a na niej stała w poprzek trumna cynowa. W kolejnej trumnie na pewno jest hrabia Leon. Panie prowadzące prace w krypcie twierdzą, że co do tego nie może być już żadnych wątpliwości. Zachowała się tabliczka, która po wyczyszczeniu ukazała bardzo wyraźny napis wraz z datą urodzenia i śmierci. Trumna pozostała nienaruszona, z minimalnymi uszkodzeniami. Nie ma na niej śladów otwierania ani prób dewastacji. Natomiast widać próby dostania się do wnętrza kolejnej z trumien, należącej do Antoniny Melanii. Cynowe wnętrze zostało do połowy rozprute niczym puszka konserwowa. Kolejna z trumien cynowych z drewnianym obiciem pozostała na razie niezidentyfikowana. Jest bardzo podobna do trumny Leona, więc przypuszczalnie pochodzi mniej więcej z tego samego okresu. W ostatniej tego typu trumnie spoczywa Kornelia Skórzewska. Jest to najskromniejsza z trumien znajdujących się w tej części podziemi.
     - Jeśli chodzi o dekoracyjność, to trumna najmniej ciekawa, jest bardzo prosta, zbita z desek na jaskółczy ogon na ciosanych z drewna łapach - powiedziała Tamara Zajączkowska.
     Oprócz tych pochówków w krypcie znajdowały się jeszcze trzy inne, które przed pracami fachowców pozostawały zupełnie niewidoczne.
     - W trzech trumnach spoczywają Fryderyk, Antonina i Olimpia - mówi Alicja Drozd. - To były trumny drewniane, które tak jak stały, rozpadły się. Wcześniej w ogóle nie było tego widać. Myśleliśmy, że tam są deski, które trzeba po prostu uprzątnąć, a okazało się, że oprócz desek są tam jeszcze dwie tabliczki natrumienne, okucia, które pospadały, i szczątki. Uporządkowałyśmy to, a szczątki zostaną złożone w zbitych drewnianych trumnach i pozostaną w krypcie.Uporządkowane zostały już także nisze, w których chowani byli zakonnicy. Z górnych części nisz usunięty został gruz i szczątki, natomiast dolne pozostały nienaruszone.
     - Te krypty nie były plądrowane na taką skalę jak sądzono - powiedziała Alicja Drozd. - Gdyby chciano to splądrować, to na pewno nie zostałby cynowy, a może nawet srebrny talerz w jednym z grobów. Jest też żuchwa ze złotymi zębami. Nie zostawiono by pewnie też nieotwartych trumien. Splądrowane krypty wyglądają zupełnie inaczej. Tutaj raczej ktoś zaglądał na szybko z ciekawości. W jednej z trumien jest wycięty otwór, jakby ktoś chciał zajrzeć, co jest w środku. Część trumien mogła się uszkodzić samoistnie, kiedy ustawiano na nich inne trumny. Są ślady wgięć, ale nie plądrowania. Nie znaleźliśmy żadnych kosztowności, ale nie wiemy dlaczego, czy dlatego, że je ktoś zabrał, czy dlatego, że ich tam w ogóle nie było. Nie otwierałyśmy zamkniętych trumien, więc nie mamy porównania.
     W ostatni piątek Anna Drążkowska, specjalistka od konserwacji i rekonstrukcji tkanin z instytutu archeologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu pobrała próbki tkanin znalezionych przy szczątkach. Okazało się, że zachowały się przede wszystkim te fragmenty odzieży i wyposażenia trumien, które zostały zrobione z jedwabiu. Tkaniny lniane i wełniane uległy rozkładowi. Były fragmenty jedwabnej poduszki, sukni, kołnierz koszuli oraz rękaw marynarki. Zachowała się nawet jedwabna pończocha i ozdobne nakrycie głowy. A oprócz tego różnego rodzaju dekoracje, tasiemki, chwosty i koronki. Jednak dopóki nie będzie zrobiona konserwacja, nie będzie można wiele powiedzieć o fragmentach strojów, które znaleziono.
     Zachowała się także poduszka wypełniona trocinami.
     - To znana praktyka, że poduszki do trumien wypełniane były trocinami - wyjaśnia Anna Drążkowska. - Trocinami i wiórami wysypywane były także dna trumien. Kiedy ciało ulegało rozkładowi, to ocieklina wsiąkała w te wióry, a nie wyciekała szczelinami trumny. Myślę, że te tkaniny zachowały się w stosunkowo dobrym stanie. Są na pewno skażone mikrobiologicznie, bo przecież miały kontakt ze zwłokami, porozrywane, z licznymi dziurami, pogniecione i pobrudzone, ale na ich podstawie wiele będzie można powiedzieć, na przykład czy taka suknia była noszona za życia, czy była użyta specjalnie na uroczystość pogrzebową. Rozpoznam to po sposobie szycia, ściegach, po sposobie wykańczania. Czasem do trumny zakładano taki fartuch z rękawami bez pleców. Przednia część była bogato zdobiona, ale tylnej części nie miała. To było wygodne, ponieważ łatwo było naciągnąć taką odzież na zesztywniałe zwłoki. Ale żeby uzyskać te informacje będę musiała te tkaniny najpierw zdezynfekować, oczyścić, uelastycznić włókna, żeby się nie pokruszyły i wyprostować. A takie prace mogą potrwać kilka miesięcy.
Większość tkanin znalezionych w krypcie była koloru brązowo-złotawego. Jest to kolor, który tkaniny zazwyczaj przybierają w kryptach. Początkowo ich kolor mógł być zupełnie inny. Mogły to być tkaniny zachowane w podobnej tonacji, ale także dużo jaśniejsze, na przykład koloru écru, które z czasem zmieniły barwę.
     Wracając do sprawy Leona, to przypomnijmy, że dwa miesiące temu zdjęcie między innymi jego trumny zostało opublikowane na pierwszej stronie Pałuk. Wówczas jeszcze nikt nie wiedział, kto w niej spoczywa i że rozwiązanie tajemnicy jego pochówku znajduje się w zasięgu ręki. Potrzeba było specjalistów i solidnego czyszczenia tabliczki natrumiennej, żeby legenda o wywiezieniu zwłok Leona Skórzewskiego na Dębią Górę pozostała jedynie plotką przekazywaną od pokoleń z ust do ust.
     Nie podlega jednak wątpliwości, że w miejscu, w którym stanął głaz upamiętniający Leona Skórzewskiego, znajdował się niegdyś grobowiec otoczony łańcuchami. Wśród łabiszynian krąży jeszcze jedna hipoteza, wyjaśniająca historię tego miejsca w łabiszyńskim lesie. Według niej został tu pochowany brat Witolda Skórzewskiego Włodzimierz, który w 1913 roku powiesił się w magazynie zbożowym.
     - Istnieje opowieść o Michale Górskim, który był synem zarządcy lasów i tartaków Skórzewskich - opowiada Maciej Banaś. - Podaje się w niej, że kiedy jako dziecko bawił się w majątku Skórzewskich, pobiegł do lasu za budynki folwarczne, do magazynu, w którym składowane było zboże i tam natknął się na wisielca w stanie zaawansowanego rozkładu. Być może to jego wywieziono i pochowano na Dębiej Górze, bo samobójców nie można było chować ani na cmentarzu, ani tym bardziej w kościele. A do tego podobno Włodzimierz był niepełnosprawny umysłowo, znikał na wiele dni nie wiadomo gdzie, stronił od ludzi i najczęściej przebywał w lesie. Został też przez Leona wydziedziczony. Ale ta historia także pozostaje tylko hipotezą. To tylko jedno z przypuszczeń. Jedno jest pewne - Leon na Dębiej Górze nie leży, spoczywa w podziemiach kościoła i co do tego nie może być już wątpliwości.
     Tabliczkę Leona i Kornelii, a także herb Skórzewskich, który leżał pomiędzy trumną Arnolda i Leona wyczyścił Bronisław Bonek, który od początku prac fachowców wspiera ich swoją pomocą. Przez cały ten czas porządkuje trumny, pomaga wynosić gruz i oświetla trudno dostępne miejsca tak, żeby ułatwić prace badawcze i porządkowe.
     - Cały czas tyle się o Leonie mówiło, a ja zdejmowałem, czyściłem i przybijałem tabliczkę do jego trumny - mówi Bronisław Bonek. - Teraz już nikt nie powie, że leży on na Dębiej Górze, bo lepszego dowodu na to, że jest w kryptach, nie ma.
     Od poniedziałku trwają prace porządkowe w drugim z pomieszczeń w krypcie. Prawdopodobnie do końca czerwca Tamara Zajączkowska i Alicja Drozd będą porządkować trumny pozostawione w nieładzie w krypcie pod ławkami i w krypcie pod chórem. Ale plany są ambitniejsze. Być może uda się zrobić inwentaryzację architektoniczną z planem podziemi kościoła i może okaże się, że w podziemiach starej części kościoła znajduje się jeszcze jakaś nieodkryta krypta. Jest szansa, że prowadzone będą badania georadarem.
     - Nie znaleźliśmy jeszcze trumny Doroty Gembickiej, która zmarła w 1730 roku - wyjaśnia Tamara Zajączkowska. - Praktyką grobową było to, że ludzie zasłużeni chowani byli najbliżej ołtarza, czyli gdybyśmy mieli szukać pochówku Doroty Gembickiej, to trzeba by było szukać jak najbliżej ołtarza, czyli w miejscu, w którym teraz znajduje się ambona. Krypta Witolda jest już w nowej części kościoła. Możliwe, że z przodu starej części kościoła także znajdują się pochówki.
Specjalistki zastrzegają także, że tych trumien, które nie zostały naruszone, otwierać nie będą. Prace prowadzone są przede wszystkim w zakresie porządkowania, a jeśli prowadzone będą badania na konkretnym materiale, to jedynie na tym, który jest dostępny.
     - Nie będziemy otwierać zamkniętych trumien, bo nie można robić wszystkiego dla dobra nauki. Należy mieć wzgląd na ludzi, którzy tu zostali pochowani. Im się należy szacunek - powiedziała Alicja Drozd.
     Prace porządkowe finansowane są z budżetu gminy, która przeznaczyła na ten cel ok.10.000 zł. Jednak jeśli chodzi o bardziej szczegółowe badania czy choćby o rekonstruowanie zachowanych fragmentów strojów, to wszystko zależy od tego, czy uda się pozyskać na to dodatkowe środki.
     - Jeżeli muzeum byłoby zainteresowane wystawieniem tych tkanin i udałoby się pozyskać na to pieniądze, to można by się pokusić o rekonstrukcję tych ubrań. Ale to wszystko jest kosztowne, środki chemiczne, które są do tego potrzebne i nowe tkaniny, z których można by było uzupełnić te oryginalne. To wymaga jednak bardzo dużych nakładów finansowych - poinformowała Anna Drążkowska.
     Ewa Leżoń, prezes Towarzystwa Miłośników Historii Łabiszyna i okolic, na pytanie, co stanie się z głazem na Dębiej Górze powiedziała: - Głaz w lesie zostanie, choćby ze względu na legendę. Dębia Góra od pokoleń była owiana tajemnicą i ludzie od pokoleń o tym mówili, łabiszynianie o tym pamiętają. Ja nie chcę zajmować stanowiska w tej sprawie. Jednak wierzę żywym świadkom. Są ludzie, którzy o pogrzebie Leona słyszeli od swoich dziadków, pradziadków. A nauka nauką. Jeśli są antropolodzy, to niech badają szczątki i niech potwierdzają, czy w trumnie faktycznie leży Leon. Ja w tej sprawie nie chcę się wypowiadać.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 900 (19/2009)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości