Początki obchodzenia świąt Bożego Narodzenia giną w pomroce dziejów i są starsze od samego chrześcijaństwa. Od zawsze nasi przodkowie świętowali czas zimowego przesilenia, kiedy to po najkrótszym dniu w roku zaczyna ubywać nocy a przybywać dnia. Na całym świecie, zwłaszcza na umiarkowanych szerokościach geograficznych, przesilenia zimowe i letnie oraz równonoc wiosenna i jesienna były szczególnie predestynowane do obchodzenia w ich czasie świąt. Wyznaczały one bowiem rytm pór roku, czasy zasiewów i zbiorów, które, zwłaszcza dla społeczności rolniczych, miały fundamentalne znaczenie.

Archeolog Szymon Nowaczyk z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie opowiedział nam o dawnych zwyczajach świątecznych fot. Arkadiusz Majszak
Symbolika świąt Bożego Narodzenia odnosi się do odradzania się życia. W starożytnym Rzymie 25 grudnia czczono Dzień Narodzin Niepokonanego Boskiego Słońca. Po przyjęciu w IV wieku chrześcijaństwa, jako religii państwowej, na ten właśnie dzień przeniesiono symbolicznie datę narodzin Chrystusa, który w rzeczywistości urodził się w kwietniu lub maju. W tradycji słowiańskiej również w tym dniu prawdopodobnie czczono odradzającego się Swarożyca, boga utożsamianego ze słońcem. Dlatego też po przyjęciu chrześcijaństwa w Polsce wiele starych tradycji stosunkowo łatwo przeniknęło do nowej obrzędowości, związanej z Bożym Narodzeniem.
Jak wyjaśnia Szymon Nowaczyk, archeolog z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie, nie powinien dziwić zatem fakt, że większość dzisiejszych tradycji kultywowanych podczas świąt Bożego Narodzenia ma jeszcze przedchrześcijańskie korzenie.
Przenieśmy się zatem wiele wieków wstecz i wyobraźmy sobie, jak mogły wyglądać święta obchodzone przez naszych przodków zamieszkujących teren dzisiejszych Pałuk.
Tak jak i dziś istotnym elementem świąt były spożywane potrawy. Ważną ich część stanowiły te, które przyrządzone były z produktów pochodzących z natury - miodu, grzybów, orzechów czy owoców. Wierzono wówczas w magiczną moc tychże potraw, gdyż to, co dziko rosnące, uważane było przez ówczesnych mieszkańców za bardziej szlachetne od tych produktów, które pozyskiwane były dzięki rolnictwu.
- Inną grupę stanowiły potrawy przyrządzane z produktów występujących w formie licznych ziaren - wierzono, że groch, mak czy pęczak na kutię zapewnią, w magiczny sposób, dzięki swej liczności, szczęście i obfitość na następny rok - mówi Szymon Nowaczyk.
Trzecią grupę stanowią te potrawy, które mają związek z chrześcijaństwem. Przede wszystkim chodzi tu o potrawy z ryb, które przyrządzane są na dziesiątki różnych sposobów. Trzeba jednak zaznaczyć, że potrawy spożywane podczas Wigilii, traktowane przez chrześcijan jako postne, wcale nie zostały narzucone przez Kościół - zwyczaj wigilijnego postu wywodzi się z przedchrześcijańskiej tradycji bratania się w tym dniu ludzi ze zwierzętami. Był to dzień, kiedy ludzie nie spożywali mięsa i wierzyli, że zwierzęta mówią ludzkim głosem. Przez długi czas dawni mieszkańcy Pałuk nie jedli jednak karpi. Ryba ta trafiła na polskie stoły, ponieważ jest łatwo dostępna. Spożywają ją w święta również chętnie Czesi i Słowacy. Chrześcijański a jednocześnie typowo polski charakter posiada także tradycja dzielenia się opłatkiem.
Mieszkańcy pradawnego Biskupina czy też Żnina nie mieli w domu choinki. A to dlatego, że zwyczaj ten trafił do Polski jakieś 100-200 lat temu z Niemiec. Wcześniej nasi praprzodkowie dekorowali swoje dwory i domy podłaźniczkami - wieńcami z iglastych gałązek, które również ozdabiano zabawkami czy suszonymi owocami. Niekiedy chaty dekorowano też snopkami zboża z gałązkami drzew iglastych. - Gałązki iglaste zawsze symbolizowały trwałość i odradzanie się życia, ponieważ również zimą były zielone - wyjaśnia Szymon Nowaczyk. Podobne znaczenie ma zimozielona jemioła, jednakże tradycja dekorowania mieszkań gałązkami tej rośliny jest stosunkowo w Polsce młoda i przywędrowała do nas z Zachodu.
Dziś znany jest wszystkim wigilijny zwyczaj pustego miejsca przy stole dla niespodziewanego gościa. Przed wiekami mieszkańcy Gąsawy czy Janowca zostawiali także puste miejsce przy stole, ale z nieco innego powodu. - Było to miejsce dla duchów przodków. Wierzono, że w tym dniu przybywają, żeby odwiedzić swoich bliskich. W Wigilię nie można było używać wtedy igieł i innych ostrych narzędzi, żeby nie skaleczyć tych dusz, a także gwałtownie się przemieszczać, żeby ich nie odstraszyć. Wierzono, że to jeden z tych dni w roku, kiedy przodkowie wracają do żywych - opowiada Szymon Nowaczyk.
Typowo wielkopolskim elementem związanym ze świętami jest postać gwiazdora, który znany jest także mieszkańcom Pałuk. Był to dziad z długą brodą, który w orszaku kolędników trzymał gwiazdę. Z czasem gwiazdor przejął cechy i ubiór Świętego Mikołaja. Jednakże do dziś wielu Pałuczan, nie tylko ze starszego pokolenia, dobrze wie, że Święty Mikołaj przynosi upominki 6 grudnia, natomiast w Wigilię prezenty przynosi właśnie gwiazdor.
Świąteczny zwyczaj orszaku kolędników, chociaż ma również pradawną genezę, przetrwał na Pałukach do dziś. Interesujący jest fakt, że występuje on w różnych miejscach w Europie. Lokalnie zmieniają się tylko niektóre z występujących w nim postaci - oprócz gwiazdora, występuje tam turoń lub koza, czasami także bocian czy niedźwiedź. Natomiast postaci Heroda czy Żyda doszły do orszaku kolędników w późniejszych, chrześcijańskich czasach.
Skoro jesteśmy przy gwiazdorze i Świętym Mikołaju, to nie sposób nie wspomnieć o prezentach, bez których trudno sobie wyobrazić dzisiejsze święta. A jeszcze w XIX wieku Pałuczanie nie obdarowywali siebie podczas świąt prezentami. Zwyczaj ten jest stosunkowo młody w naszej tradycji i wziął się stąd, że Trzej Królowie odwiedziwszy narodzonego Jezusa w Betlejem obdarowali go prezentami. Komercjalizacja świąt zaczęła więc z czasem rozkręcać koniunkturę na obdarowywanie się prezentami. Dziś w grudniu sklepy z zabawkami, odzieżą, księgarnie przeżywają prawdziwe oblężenie, gdyż ludzie prześcigają się w pogoni za prezentami, a producenci i sprzedawcy zacierają ręce, ciesząc się z większych zysków.
Dawne święta na Pałukach były obchodzone - podobnie jak teraz - niemal w każdym domu. Inaczej wyglądały w domach chłopskich, inaczej w mieszczańskich czy szlacheckich i wiązało się to, tak jak i obecnie, z zasobnością portfela czy też sakiewki. Najważniejsze jednak było wspólne spędzanie tego magicznego czasu z najbliższymi, duchowe oczyszczenie, rozliczenie się z dorobkiem mijającego roku i nabranie sił na kolejny rok. Najważniejsze, że idea świąt cały czas pozostaje taka sama.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1245 (51/2015)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze