Esbecka agentura inwigilująca NSZZ „Solidarność” na terenie ziemi żnińskiej to temat niezwykle obszerny i krąży wokół niego wiele mitów. Pozwolę sobie w niniejszym artykule przybliżyć nieco problem i w oparciu o badania naukowe przedstawić proces pozyskiwania tajnych współpracowników, podpierając zagadnienie konkretnymi przykładami konfidentów, działających w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku na Pałukach.
Na samym początku warto podkreślić, że pojęcie werbunku tajnych współpracowników w latach 80. nazywanego dla złagodzenia jego negatywnego wydźwięku „pozyskaniem” - składało się z dwóch etapów. W szerszym ujęciu odnosiło się do sformalizowanego procesu polegającego, po wytypowaniu kandydata, na sprawdzeniu go pod kątem ewidencyjno-operacyjnym i archiwalnym, opracowaniu tych danych i przeprowadzeniu rozmowy operacyjnej. Drugi etap polegał na intelektualnej manipulacji oraz emocjonalnym oddziaływaniu pracownika operacyjnego na osobę wytypowaną podczas doboru w celu skłonienia jej do konfidencjonalnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i kształtowania pozytywnego stosunku do zlecanych jej zadań operacyjnych. Na podstawie moich badań można śmiało powiedzieć, że działacze „Solidarności” w latach 80. na Kujawach i Pałukach byli systematycznie oplatani pajęczyną esbeckiej agentury w celu dezintegracji związku i przejęcia kontroli nad nim.
W uzasadnieniu pozyskania do współpracy funkcjonariusz RUSW w Żninie wnioskował, że kandydaci powinni być zwerbowani w charakterze donosicieli w celu ujawniania i rozpracowywania nieprawidłowości objętych „indeksem zagrożeń”. Ów „indeks” wśród priorytetowych zagrożeń wymieniał m.in. kontrolę osób znanych w przeszłości z „negatywnych poglądów” w tym przede wszystkim działaczy „byłego” NSZZ „Solidarność”, a także donoszenie o wygłaszanych wśród załogi komentarzach na temat sytuacji społeczno-politycznej.
Po pozyskaniu obowiązkiem sygnalistów było zwracać uwagę na fakty sabotażu i dywersji oraz na marnotrawstwo i niegospodarność na „obiekcie” w którym byli zatrudnieni. Warto również dodać, że w przypadku mniejszych środowisk konfidenci pozyskani do współpracy otrzymywali zadanie inwigilacji nawet osób z sąsiedztwa, jeśli głosiły one „wrogie” poglądy, wymierzone w system.
„BOGDAN” I „MARIAN-WOJTEK”
Niektórzy tajni współpracownicy idąc na współpracę z komunistyczną bezpieką sądzili, że dzięki jej parasolowi ochronnemu uda się im zrobić karierę, inni wierzyli ślepo w system i wysługiwali się gorliwie Służbie Bezpieczeństwa.
Wydaje się, że ślepo zapatrzonym w system był delator o pseudonimie „Bogdan”, nr rej. 23635, zamieszkały w Żninie, który pracował w Fabryce Maszyn i Urządzeń Przemysłu Spożywczego „Spomasz”.
Kolejnym tajnym współpracownikiem zainstalowanym w tejże fabryce był konfident o pseudonimie „Marian-Wojtek” nr rej. 22235, zamieszkały także w Żninie.
Dobór kandydata na werbunek polegał na wytypowaniu do pozyskania odpowiedniej osoby, która powinna odpowiadać randze celów pozyskania, rodzajowi zadań operacyjnych oraz przewidywanym warunkom, w jakich TW będzie wykonywał zlecone zadania. Zgodnie z zasadami sztuki werbunkowej nie należało w zasadzie podejmować prób werbunku osób pełniących funkcje kierownicze w środowiskach uważanych za wrogie, wskazane natomiast było doprowadzać do sytuacji, w których TW przejmowali kontrolę w środowisku uznawanym za opozycyjne.
Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych w Żninie najwięcej korzyści odnosił z wprowadzania do struktur związkowych kretów. Dlatego też delatorzy o pseudonimach: „Bogdan” i „Marian-Wojtek” z racji pełnionych funkcji w zakładzie oraz równoczesnej działalności w strukturach NSZZ „Solidarność” rokowali nadzieje służb, że będą mogli nie tylko rozpracowywać środowisko „Solidarności” ale też je dezintegrować od środka.
Na podstawie odnotowanych przykładów nietrudno zauważyć, że podczas typowania kandydata na konfidenta starano się patrzeć przez pryzmat jego powiązań z osobami, instytucjami poddanymi działaniom operacyjnym komunistycznej bezpieki. Zakładano przede wszystkim, że kandydat na sygnalistę powinien znać dane środowisko, posiadać możliwości jego „melioracji” (wyciągania informacji), być podatny na stres, nie mieć skrupułów i oczywiście rokować nadzieję na wyrażenie zgody na współpracę oraz utrzymanie tego faktu w tajemnicy.
„EWA” i „ADI”
Niezwykle interesującym przykładem na ziemi żnińskiej jest tajny współpracownik o pseudonimie „Ewa” nr rej. 23907, który donosił na swoich kolegów w tym przede wszystkim działaczy „Solidarności”. Konfident mieszkał w Barcinie przy ul. Wyzwolenia.
Niewątpliwie ciekawą, choć wstydliwą przeszłość posiada konfident o pseudonimie „Adi”, nr rejestracyjny 3487, zamieszkały w miejscowości Godawy, gmina Gąsawa, zwerbowany przez kontrwywiad wojskowy w 1985 r. Oceniony został przez swojego mentora prowadzącego jako zdyscyplinowany i sumienny.
„ANDRZEJ”
Nie podlega dyskusji, że w obliczu wywołanych zagadnień kolejny TW ps. „Andrzej” wręcz idealnie się wkleja w zasygnalizowany nurt inwigilowania członków „Solidarności”. Wybrany pseudonim, sugeruje, że tajnym współpracownikiem o takim pseudonimie powinien być mężczyzna. Nic bardziej błędnego. TW ps. „Andrzej” okazał się być kobietą o interesującej aparycji.
W odniesieniu do tego co podkreślono powyżej w uzasadnieniu wniosku o opracowanie kandydata na TW z dnia 12.06.1982 r.
funkcjonariusz SB z Szubina podporucznik Remigiusz Lewandowski podkreślił: „PPGR Słupy, które zajmuje się produkcją zwierzęcą na dużą skalę znajdować się musi w zainteresowaniu SB. W tej sytuacji uznałem za konieczne posiadanie w ww. przedsiębiorstwie rolnym osobowego źródła informacji”.
W typowaniu kandydata nieprzypadkowo traf padł na tę osobę, bowiem kandydatka pełniła w przedsiębiorstwie ważną funkcję zawodową, a ponadto przed 13 grudnia była wiceprzewodniczącą Koła NSZZ „Solidarność”. W związku z powyższym tajna policja polityczna uznała, że posiada ona możliwości na uzyskiwanie interesujących informacji dla SB.
Po osobistym kontakcie z kandydatką, wymieniony wcześniej funkcjonariusz SB w kwestionariuszu odnotował: „według mojej oceny kandydatka należy do ludzi inteligentnych, dbających o swój wygląd zewnętrzny. Ubiera się jak na swój wiek stosunkowo modnie - młodzieżowo, ale z umiarem. Należy do osób dociekliwych. Pozytywnie ustosunkowana do obecnej rzeczywistości oraz organów MO i SB”. Ostatnia diagnoza dawała nadzieję na udany werbunek. Jednak nie na tyle pewny, aby przeprowadzić go natychmiast. W związku z powyższym postanowiono zastosować strategię pozyskania stopniowego.
Warto postawić w tym miejscu pytanie. W jaki sposób w myśl przepisów szkoleniowych zachowywał się funkcjonariusz werbujący, kiedy spotykał się z jawną wrogością kandydata na pozyskanie? Czy próbował zmusić lub spacyfikować taką osobę siłą? Otóż przy takim scenariuszu, pracownik tajnej policji politycznej - jeżeli nie posiadał materiałów kompromitujących - odstępował od pozyskania, pobierając jedynie oświadczenie od kandydata na werbunek o zachowaniu rozmowy w tajemnicy i zamykał sprawę.
Oświadczenie o zachowaniu tajemnicy w żadnym wypadku nie było zobowiązaniem współpracy. Bardzo często osoby, które były wzywane przed oblicze SB w celach profilaktycznych, bądź też z nadzieją ich zwerbowania, po podpisaniu takiego oświadczenia odczuwały dyskomfort, ba, nawet mogą odczuwać go do dzisiaj i mogą myśleć że Służba Bezpieczeństwa mogła spreparować dokumenty świadczące o ich współpracy z SB. Tego typu przypuszczenia jednak - jak wynika z moich badań - nie mają uzasadnienia. Kto odmówił, tego zostawiano w spokoju.
Powracając do zagadnienia pozyskania stopniowego kandydatki na TW o ps. „Andrzej”, warto zastanowić się czemu służyło pozyskanie stopniowe. W naszym przypadku funkcjonariusz, który planował pozyskanie, nie był do końca pewny efektu udanego werbunku i w związku z powyższym odłożył pozyskanie, stosując strategię pozyskania stopniowego. W trakcie pozyskania stopniowego poprzez odpowiednią manipulację starano się o doprowadzenie do zmian w sposobie myślenia kandydata, przewartościowania pojęć i pogodzenia się z sytuacją w jakiej się znalazł.
Warto zauważyć, że fakt współpracy z tajną policją polityczną kojarzy się ze zwykłym donosicielstwem, aktem hańby, zdrady, które są określeniami pejoratywnymi i w związku z powyższym nie są aprobowane społecznie. W związku z powyższym funkcjonariusz dokonujący pozyskania starał się poprzez pozyskanie stopniowe wytłumić lub wyeliminować negatywne emocje i skojarzenia kandydata, sprawić, by nie odczuwał on lęku i obaw przed kontaktami z funkcjonariuszem SB, dobrać taki zestaw argumentów, które zmieniłyby stosunek do współpracy. Strategia pozyskania stopniowego była to swoista manipulacja psychiczna kandydatem, która zmierzała do likwidacji postawy oporu. W przypadku analizowanej kandydatki przyniosło to planowany rezultat.
Dla przykładu 9.03.1982 r. przeprowadzono z kandydatką rozmowę sondażową w godzinach 14.10-15.10. Celem spotkania było wysondowanie jej stanowiska do obecnej rzeczywistości, wytworzenia przyjaznej atmosfery. Funkcjonariusz zanotował, że kandydatka okazała się bardzo wylewna:
„Podczas rozmowy ob. „EI” omówiła swoją dotychczasową tzn. do 13 grudnia działalność w NSZZ „Solidarność” w którym to pełniła funkcję wiceprzewodniczącego Koła Słupy. Stwierdziła, że NSZZ „Solidarność” w PPGR Słupy był związkiem mało aktywnym, czego głównym powodem były obawy jej członków przed kierownictwem gospodarstwa rolnego. […]. Po zawieszeniu działalności związkowej w PPGR Słupy byli działacze Koła NSZZ lub też byli członkowie nie występowali nigdy, jak do tej pory z propozycjami lub próbami reaktywowania związku zawodowego”.
W dalszej części rozmowy stanowczo opowiedziała się za wprowadzeniem „stanu wojennego”, uznając go za konieczność. Dalej omówiła szczegółowo sytuację w PPGR w Słupach, krytykując przy okazji autokratyczny sposób kierowania dyrektora przedsiębiorstwa. Funkcjonariusz prowadzący rozmowę z kandydatką zauważył, iż ta tylko w niewielkim stopniu zachowywała się nerwowo.
Fachowe wypowiedzi kandydatki na TW i znajomość problemu utwierdziły funkcjonariusza w przekonaniu, że „EI” będzie umiała odpowiednio wpływać na pracowników zakładu,
a w szczególności na działaczy NSZZ „Solidarność”, aby nie podejmowali żadnych akcji antysystemowych. W związku z powyższym zaproponował kandydatce kolejne spotkanie na co wyraziła zgodę. Po kilku rozmowach na które przynosiła pisemne denucjacje i sprawozdania oraz po rozpoznaniu postawy i osobowości „EI”, związano ją na tyle z resortem, że postanowiono ją zwerbować, co stało się faktem 17.12.1982 r. w mieszkaniu prywatnym kandydatki.
W analizowanym przypadku pozyskanie stopniowe i zastosowane strategie doprowadziły do sukcesu. Przebieg rozmowy werbunkowej i jej taktyka w naszym przypadku była starannie przygotowana. Tę konkretną rozmowę poprzedzał plan, który został załączony do raportu pozyskania. Zatem cała stopniowa namowa do współpracy konfidentalnej była przemyślaną akcją, zaś atmosfera i przebieg był dostosowany do osobowości kandydata.
Zwerbowana podpisała dobrowolnie zobowiązanie współpracy i przyjęła pseudonim „Andrzej”. Ustalono, że spotkania będą odbywały się raz w miesiącu po uprzednim telefonicznym kontakcie za pomocą uzgodnionego hasła.
Tajny współpracownik o pseudonimie „Andrzej” była kobietą na wysokim stanowisku. Potrafiła znakomicie się maskować, wcielając się w zależności od sytuacji w różne role i dobrze się czuła w roli manipulatora. Z racji swojej funkcji miała szeroki dostęp do wielu działaczy „Solidarności” działających w strukturach lokalnych i wojewódzkich.
Na zakończenie naszych przemyśleń dotyczących strategii i zasad werbunku, wypada również podkreślić, że nie tylko treść rozmowy miała znaczenie, ale także jej forma oraz inne elementy współtowarzyszące. Dlatego uczono funkcjonariuszy SB, że oprócz stwarzania aury życzliwości, powinni na spotkania przychodzić estetycznie ubrani. Ponadto przykładano odpowiednią wagę do miejsca i okoliczności przeprowadzenia rozmowy, aby stanowiły dodatkowy bodziec wpływający na kandydata i skłaniający do podjęcia decyzji o współpracy.
Adam Węsierski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze