Reklama

Jeszcze nie wierzę, że nie usłyszę tego głosu

Przedwczoraj na cmentarzu salwatorskim w Krakowie został pochowany prof. Tadeusz Malak, aktor, reżyser, pedagog, ale też Honorowy Obywatel Gminy Żnin, który choć w Żninie nie mieszkał od kilkudziesięciu lat, to Żnin miał zawsze w sercu.

Tadeusz Malak (1933-2017) fot. Remigiusz Konieczka

     Był luty 2010 roku. Powoli kończyła się najbardziej śnieżna zima, jaką pamiętam. Obficie sypało nawet w Żninie. - A co dopiero na południu - pomyślałem. I rzeczywiście. Kraków tonął w hałdach śniegu. Z dachów zwisały niebezpiecznie sople, które wystawione w ciągu dnia na promienie słoneczne, spadały z hukiem na chodniki. Idąc przez zaśnieżone Planty powolnym krokiem kierowałem się do wejścia głównego krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Tam umówiony byłem z prof. Tadeuszem Malakiem, od niedawna Honorowym Obywatelem Żnina. Powitał mnie serdecznie zaraz po wejściu do budynku uczelni. Udaliśmy się do małego pomieszczenia, w którym Tadeusz Malak oddał się w pełni wspomnieniom z czasów dzieciństwa i młodości. A z racji tego, że był znakomitym aktorem i mistrzem słowa, słuchając mógłbym zamknąć oczy, by znaleźć się w przedwojennym Żninie na ul. Bydgoskiej, tuż przy zakładzie Malaków.
     Tadeusz Malak urodził się w 1933 roku. Wraz z rodziną mieszkał w domu przy dzisiejszej ul. Mickiewicza (wtedy Bydgoskiej). Jego ojciec prowadził zakład powózek, zajmował się naprawą wozów i bryczek. Jako dziecko odkrywał ówczesny Żnin i chłonął wszystko to, co nowego działo się wokół. Po kilkudziesięciu latach wspominał obrazy z przedwojennych pałuckich targów rolnych; pamiętał zapach, jaki unosił się nad targami i ludzi, którzy tam handlowali. Ten obraz był zamazany, zamglony, ale już niedługo nastąpiły wydarzenia, które na zawsze i wyraziście utkwiły w pamięci Tadeusza Malaka.
     - W 1939 i w 1940 roku nasza rodzina narażona była na to, że nas Niemcy wysiedlą. Wywieźli już pierwszy transport ze Żnina wcześniej i myśmy coś przeczuwali. Rodzice też się dowiadywali, że nas wywiozą. W tym strachu przed wysiedleniem kładliśmy się spać w jednym pokoju, aby być razem, gdy przyjdą. Jak zasypiałem, zaczynały się sny. Zza okna zaczęły wychodzić potwory. Chciały mnie porwać. Jakieś moce, których nie umiem zidentyfikować. A potem drzwi do kuchni od strony podwórza się otwierały. Stamtąd „oni“ wychodzili i mnie wciągali do ciemnej otchłani. To były sny dziecka. Ale jak miałem 40 lat, jeszcze mi się to śniło. To przeżycie, wysiedlenie i strach musiały być bardzo głębokie - mówił dla Pałuk Tadeusz Malak.
     Sen okazał się dla rodziny Malaków proroczy, ponieważ potwory rzeczywiście nadeszły i były ubrane w niemieckie mundury. Zimą 1940 roku okupanci całej rodzinie kazali się szybko spakować i opuścić mieszkanie. Wszyscy wysiedleńcy ze Żnina i okolic zostali skierowani do obozu przejściowego w Szkole Podstawowej nr 1. Tam spali na podłodze wyłożonej słomą i czekali na transport. Po kilku dniach Niemcy wszystkich załadowali do wagonów, a transport skierowali na południe. W trakcie trzydniowej podróży Tadeusz Malak poważnie zachorował.
     - Z przerażenia dostałem żółtaczki. Jak nas wsadzili do pociągu, to umierałem. I byłbym pewno umarł, bo trzy dni jechaliśmy do Nowego Targu, ale rodzice dowiedzieli się, że to trzeba leczyć kawą z solą. Kawę mieliśmy, ale nie było ciepłej wody. Tato poszedł do kolejarza i prosił, żeby usączył mu gorącej wody z parowozu... I ja to świństwo musiałem pić - wspominał aktor.
     Rodzina Malaków trafiła do Nowego Targu. Tam mieszkali do końca wojny. W tym czasie Tadeusz Malak uczęszczał do szkoły powszechnej. Przez dłuższy czas ojciec nie mieszkał z nimi. Musiał wyjechać i ukrywać się w Rzeszowie, bo na podwórku u Malaków w Żninie Niemcy odkryli broń. Dołączył do żony i synów pod koniec wojny i pracował w tartaku. Zaraz po przejściu frontu, rodzina wyjechała z Nowego Targu i wróciła do Żnina.
     - Po trzech dniach podróży powrotnej z wygnania, tato nas wziął, aby zobaczyć, co zostało z naszej posiadłości. Była piąta rano. Ja bardzo tęskniłem za domem. To było moje marzenie, aby tam wrócić. Ojciec wziął mojego młodszego brata i mnie za rączkę. Poszliśmy. Był świt. Podchodzimy. Patrzymy. Dom stoi. Podwórze zasypane śmieciami powojskowymi. Drzwi otwarte. Z klatki schodowej wychodzi niewielki, zgarbiony człowieczek, patrzy na nas, poznaje i mówi: „O psiakrew. To wy żeśta te dupy uratowali, bo my myślelim, że już wos ni ma“ - opowiadał.
     Tadeusz Malak w 1945 roku miał już 12 lat. Zaczął naukę w żnińskim Gimnazjum i Liceum im. Braci Śniadeckich. Po szkole pomagał ojcu w stawianiu na nogi jego zakładu, bo władza ludowa skutecznie podkładała Malakowi seniorowi kłody pod nogi. Nie pozwolili mu zatrudniać dodatkowych pracowników, nałożyli podatek od wzbogacenia, karali za to, że nie zapisał się do spółdzielni. Zakład podupadał. Jego krach przyspieszył wypadek, podczas którego ojciec Tadeusza Malaka stracił palce u jednej ręki. Tadeusz w tym czasie skończył naukę w gimnazjum i uczył się w liceum. Jako uczeń był świadkiem represji władzy komunistycznej w stosunku do jego klasy. UB aresztowało i więziło jego kolegę Staszka Bałę. Połowę klasy oblano na maturze. Z tej połowy, która zdała, połowa nie została przyjęta na wyższe uczelnie. Mimo represji, w 1950 roku zdał maturę, ale miał problem, by dostać się na studia. Źródłem problemu było pochodzenie.

Reklama

Msza św. pogrzebowa pod przewodnictwem ks. biskupa Grzegorza Rysia w Kościele Sióstr Norbertanek na krakowskim Salwatorze fot. Miłka Księska

     - Nie dostałem się na studia do Wyższej Szkoły Handlowej w Sopocie. Byłem przez rok nauczycielem historii w moim gimnazjum w Żninie. Po roku zastanawiałem się, gdzie ja właściwie mogę pójść. Gdzie mnie przyjmą z takim pochodzeniem klasowym? Nie mogłem pójść na wybrane przez siebie studia, na przykład medyczne, humanistyczne czy nawet techniczne. Na techniczne nie za bardzo chciałem, na medyczne też nie, bo nie miałem do tego smykałki. Więc szukałem wyjścia z sytuacji. Ktoś mi powiedział, że w Poznaniu jest Wyższa Szkoła Handlowa, że to jest takie półprywatne. Zgłosiłem się i jakimś cudem (nie wiem, może nie doszły do nich wszystkie dokumenty o moim pochodzeniu) wślizgnąłem się, ale dostałem się tam do grupy pedagogicznej. To znaczy, że wychowywano mnie na nauczyciela rachunkowości. Nawet nie wiedziałem, z czym to się je - przyznał Tadeusz Malak
     Dopiero na studiach zaczął na poważnie zajmować się aktorstwem, które było swoistą odskocznią od ekonomii. Tadeusz Malak zaczął udzielać się amatorsko w poznańskim teatrze Kuźnica, zaczął też brać udział w konkursach recytatorskich. W 1957 roku pojechał na Ogólnopolski Konkurs Recytatorski do Krakowa, gdzie przewodniczącym jury był twórca Teatru Rapsodycznego Mieczysław Kotlarczyk. Tadeusz Malak zwrócił jego uwagę, a przede wszystkim sposób, w jaki recytuje wiersze. W Teatrze Rapsodycznym na pierwszym miejscu jest słowo, dlatego Mieczysław Kotlarczyk, widząc i słysząc Tadeusza Malaka, postanowił go zwerbować do swego teatru. W konkursie Tadeusz Malak zajął pierwsze miejsce, ale chcąc być aktorem, musiał zrezygnować z przewodu doktorskiego w Poznaniu. Przeprowadził rozmowę ze swoim promotorem i powiedział mu, że porzuca ekonomię dla aktorstwa.
     - Teatr Rapsodyczny to był teatr, w którym głównym walorem było słowo jako środek przekazu. Natomiast programem było umiłowanie spraw najważniejszych. To znaczy piękna, prawdy, dobra, które wynikają z pozostawionej przez najwybitniejszych ludzi tradycji. Należy ją przekazywać, powtarzać i szkolić na tej tradycji młodzież. W tym jest zawarty cały program tego teatru - wyjaśniał na naszych łamach Tadeusz Malak.
     Najpierw był Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka, a potem niemal wszystkie krakowskie sceny teatralne, wśród nich m.in. Stary Teatr, Teatr im. Juliusza Słowackiego, Teatr STU.
     Wybrane role Tadeusza Malaka: Teatr Rapsodyczny - Tadeusz w Panu Tadeuszu, Tristan w Tristanie i Izoldzie, Gustaw-Konrad w Dziadach; Stary Teatr - Walter Blunt w Królu Henryku IV, Narrator w Biesach, Ciekocki w Uciekła mi przepióreczka, Anzelm w Pierwszym dniu wolności, Hetman w Weselu, Kaminera w Procesie, Duch, a także Adolf w Dziadach, Ojciec, Geniusz, Maska w Wyzwoleniu, Filip Waschütz w Ja jestem Żyd z „Wesela“, Tardiveau w Słomkowym kapeluszu. Tadeusz Malak reżyserował m.in.: Powrót Pana Cogito, Jaskinię filozofów, Przyjaciele odchodzą, Wita Stwosza, Gdy rozum nie śpi, Ja jestem Żyd z „Wesela“ czy Tryptyk Stanisławowy, w Katedrze na Wawelu 4 września 2009 roku, w 200. rocznicę urodzin Juliusza Słowackiego.
     Trzeba też wspomnieć o tym, że Tadeusz Malak był twórcą Teatru Jednego Aktora. Napisał książkę Teatr Jednego Aktora, był autorem kilkudziesięciu publikacji o teatrze i problemach żywego słowa, inicjatorem i współautorem książki o idei Teatru Rapsodycznego.
     Szczególne miejsce w jego aktorskiej twórczości zajmował Zbigniew Herbert, poeta z którym się przyjaźnił i którego twórczość lubił, cenił, reżyserował, wystawiał i znakomicie interpretował. - Stopniowo ta przyjaźń się rozwijała. Ja jego utwory od początku wysoko ceniłem. Potem nastąpiła coraz trwalsza korespondencja. I odwiedziny. Jak byłem z teatrem w Warszawie, to go odwiedzałem. Przesiadywałem tam niekiedy nieostrożnie nawet cały dzień. Ale nie wyrzucał mnie za drzwi. Lubiliśmy się. To trwało od 1959 roku do 1998 - tak nam mówił o znajomości z Herbertem.
     Tadeusz Malak na początku lat 90. XX wieku został pracownikiem naukowo-dydaktycznym krakowskiej PWST. Był prorektorem tej uczelni w latach 1996-1999. 4 października 2001 roku otrzymał z rąk Prezydenta RP nominację profesorską. Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i zdobył Laur za Mistrzostwo w Sztuce. Żnińskie Towarzystwo Kulturalne 16 czerwca 2009 roku wystąpiło do Rady Miejskiej w Żninie z wnioskiem o nadanie profesorowi Tadeuszowi Malakowi tytułu Honorowego Obywatela Gminy Żnin. Komisja doraźna 20 lipca pozytywnie zaakceptowała ten wniosek. We wtorek 22 grudnia 2009 roku Rada Miejska przyznała Tadeuszowi Malakowi tenże tytuł. Uroczyste odebranie honorowego obywatelstwa nastąpiło 13 września 2011 roku.
     Różne były cele wizyt Tadeusza Malaka w Żninie. Czasem rodzinne, czasem zawodowe, kiedy na Uniwersytecie Trzeciego Wieku wspólnie z Jerzym Nowakiem wystawili sztukę Ja jestem Żyd z „Wesela“, ale też wspomnieniowe. Jednym z celów wizyt aktora były zjazdy klasowe rocznika 1950 organizowane przez śp. Huberta Kurczewskiego i obchody kolejnych jubileuszy Liceum Ogólnokształcącego. Tadeusz Malak spotykał się z koleżankami i kolegami z klasy, by wspominać wesołe czasy szkolne w niewesołych czasach, kiedy przyszło im się uczyć i dorastać.

Reklama

 

Wspomnienie:

     Tadziu z początkowych klas gimnazjalnych to niewysoki drobny chłopiec o pięknej twarzy i nieco chmurnym spojrzeniu. Nieśmiały. Zemdlał w czasie obowiązkowego szczepienia, z czego śmiały się wszystkie dziewczyny. Ale, gdy z którychś wakacji wrócił o kilka centymetrów wyższy, stał się godnym uwagi chłopakiem. Tym bardziej, że już wtedy mógł się pochwalić pięknym głosem i wybitnymi zdolnościami recytatorskimi….
     Po maturze, jak to zwykle bywa, rozproszyliśmy się po świecie – każde z nas organizując sobie nowe dorosłe życie. Jednak od czasów krakowskich Tadeusza utrzymywałam z nim stałe, choć niezbyt częste kontakty. Zacieśniły się one w ciągu ostatniego dziesięciolecia w trakcie moich dość częstych wizyt w Krakowie. Łączyły nas nie tylko wspomnienia żnińskich szkolnych czasów, ale też wspólne zainteresowania i często poglądy. Był żywo zainteresowany historią naszej dawnej szkoły i losem naszych wychowawców, którym, jak sam uważał, wiele zawdzięczał. Rozmowy ciągnęły się godzinami. Tadziu opowiadał nie tylko historie i anegdoty z krakowskiego świata artystycznego, ale snuł też projekty swoich dalszych działań. Wiedział, że powinien napisać książkę o zaprzyjaźnionym z nim poecie Zbigniewie Herbercie – dysponował obszernym materiałem epistolograficznym. Ale na przeszkodzie realizacji niektórych zamierzeń stawał pogarszający się stan zdrowia. Był ogromnie oczytany – zdarzało się, że w rozmowie cytował z pamięci obszerne fragmenty autorów znanych i mniej znanych, a nawet odgrywał, może podświadomie, jakby małe scenki. Z ogromną uwagą i przyjemnością wsłuchiwałam się w treść jego opowieści, ale śledziłam też w jaki sposób posługiwał się swoim pięknym głosem.
     Jeszcze nie wierzę, że nie usłyszę tego głosu w telefonie…

Reklama

Grażyna Niemczynow-Burchart


     Osobiście ostatni raz spotkałem profesora Malaka 14 października 2014 roku w I LO w Żninie na uroczystym odsłonięciu tablicy poświęconej dyrektorowi liceum Romanowi Piotrowiczowi, jego żonie i nauczycielce Jadwidze i córce Marii Piotrowiczównie, która zginęła w Powstaniu Warszawskim. Oddał hołd swoim żnińskim pedagogom i kolegom.
     - Przez te wydarzenia, jakich doświadczyliśmy w tym trudnym okresie, jest między nami szczególna więź. Uznaliśmy bowiem za konieczne spotykać się. Były to niezwykłe, sentymentalne spotkania. I tak ta nasza przyjaźń trwała na wspomnieniach naszych nauczycieli. Wywołały one w nas chęć zatwierdzenia tego, co przeżyliśmy dzięki naszym nauczycielom. Wyrażenia wdzięczności za to, że potrafili wyzwolić energię, która pozwalała spotykać się po latach. Zrobili wszystko, by ślady ich stóp przetrwały na przyszłość. Żeby w śladach, którymi my jesteśmy, zapisać to, co jest doświadczeniem tego naszego uniwersytetu żnińskiego - mówił na uroczystości w I LO w Żninie.
     W miniony czwartek 26 stycznia dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci Tadeusza Malaka, Honorowego Obywatela Gminy Żnin. Zmarł człowiek, który, choć w stolicy Pałuk nie mieszkał od kilkudziesięciu lat, Żnin miał zawsze w sercu.
     Ostatnie pożegnanie aktora miało miejsce 31 stycznia w Krakowie. Homilię podczas mszy św. pogrzebowej profesora Tadeusza Malaka wygłosił bp Grzegorz Ryś. Nawiązał do fragmentu Ewangelii wg św. Marka, mówiącego o kobiecie uzdrowionej z wieloletniego krwotoku, nazwanej przez Chrystusa córką, oraz dziewczynce przywróconej do życia dzięki wierze swojego ojca. - Proszę sobie wyobrazić - mówił - że Jezus mówi teraz do pana profesora: „synu“.
     Biskup Grzegorz Ryś w podniosłej mowie porównał śmierć do momentu zaśnięcia, który oddziela zmarłego od rzeczywistości. Zwrócił uwagę słuchaczy na to, że doświadczając odejścia bliskiej, ważnej osoby należy ufać Jezusowi - wierzyć Jego słowom, a nie własnym emocjom. Duchowny wspomniał też krótko swoją znajomość ze zmarłym profesorem. Wyraził przekonanie, że podobnie jak słowa i gesty wystarczyły Chrystusowi do przekształcania natury świata, tak służyły one profesorowi Malakowi do zmieniania jego własnej rzeczywistości.
     Tuż przed odprowadzeniem zmarłego na cmentarz, wygłoszono mowy pożegnalne. Głos zabrała między innymi prof. dr hab. Dorota Segda, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Przypomniała zebranym fragment utworu Cypriana Kamila Norwida: Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,/ Dwie tylko: poezja i dobroć...
     Według niej, profesor Tadeusz Malak zostanie zapamiętany jako osoba, która do swego otoczenia wniosła obie te wartości. Podobnie jak bp Grzegorz Ryś, przytoczyła osobiste wspomnienia związane ze zmarłym profesorem. Jednym z nich było ułożenie przez profesora kompozycji z dwóch utworów Stanisława Wyspiańskiego na okazję wybrania go na przyszłego patrona Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Podkreśliła, że ludzi tak zasłużonych, jak profesor Tadeusz Malak, nie da się zastąpić, że pozostaje po nich pustka, a ją można wypełnić tylko pracą. Na koniec swojego przemówienia do mikrofonu poprosiła pięcioro studentów z grupy, która jako ostatnia miała szansę pobierać nauki u profesora Tadeusza Malaka.
     Inni przemawiający wspominali zdolności oraz skromność zmarłego, jego cierpliwość, zaangażowanie, pomysłowość, nierzadko wspólną pracę. Po uroczystych przemówieniach rodzina, przyjaciele, studenci oraz inni uczestnicy żałobnego nabożeństwa udali się na cmentarz salwatorski, gdzie odbyło się ostateczne pożegnanie.
     9 lutego w kościele pw. NMP Królowej Polski w Żninie o 7:00 została odprawiona msza święta za śp. Tadeusza Malaka.
     Cześć Jego Pamięci.

Reklama

Remigiusz Konieczka
współpraca: Miłka Księska
Pałuki nr 1303 (5/2017)

S2UFLADA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/06/2024 08:33
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości