Pomnik Katyński, odsłonięty w ubiegłym tygodniu upamiętnia synów ziemi żnińskiej - jeńców wojennych zamordowanych skrytobójczo na rosyjskiej i ukraińskiej ziemi. Jednym z nich był internista - major Stanisław Czarliński - domowy lekarz Unrugów z Cerekwicy, Peszkenów z Podobowic (tam gdzie Dom Opieki Społecznej) i wielu innych rodzin w Żninie i okolicy.
W numerze 14/93 "Pałuk" opublikowaliśmy jego notatki, które zostały wydobyte wraz z ciałem z katyńskiej mogiły. Z naszej publikacji znajomi St. Czarlińskiego mogli dowiedzieć się kilku nieznanych faktów z ostatniego roku jego życia.
Żyje jeszcze w Żninie 93-letnia p. Bolesława Kościelecka, która przyjaźniła się w latach trzydziestych z rodziną Czarlińskich. W jej przebogatych zbiorach zachowało się wiele pamiątek z tamtych czasów (zdjęcie Mariana Brossa i rodziny Czarlińskich na 1 stronie reprodukujemy właśnie z tego źródła, za co gorąco dziękujemy).
To pani Bolesława właśnie odebrała od listonosza pierwszy list z Katynia, adresowany do Heleny Czarlińskiej i odwiozła go do Bydgoszczy, gdzie - u swoich rodziców - mieszkała żona doktora. Z notatek wynika, że list był nadany 27 listopada 1939 r. Później już wysyłał korespondencję na adres bydgoski, choć list, który wędrował przez Genewę (z 19 lutego 1940 r.) przybył również do Żnina (nie był to rękopis - przepisali go na maszynie w Szwajcarii). W jednym z pism prosił o ciepłe skarpety, czekoladę i mleko w puszce. Przyjaciele doktora Czarlińskiego spakowali paczkę, dr Niemczynow kształtną cyrylicą ją zaadresował, wróciła jednak z dopiskiem: "Adresat zmienił miejsce pobytu".
Pani Bolesława Kościelecka przekazując nam zdjęcie, dołączyła do niego gorzką refleksję: "Niech pan popatrzy na to zdjęcie (reprodukujemy je na 1 stronie) - tylko ptasiego mleka im brakowało".
Dominik Księski
Pałuki nr 83 (35/1993)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze