Przy głównej alei cmentarza parafialnego w Żninie znajduje się grób dyplomowanego kapitana piechoty WP Jana Curzytka. Zmarły nie ma w mieście i okolicy rodziny i spoczywa w zapomnieniu w zaniedbanej mogile. Rzadko położy tam ktoś kwiaty lub zapali znicz...
Warto przypomnieć postać kapitana Curzytka, barwną i nietuzinkową, przez wiele lat związaną z przedwojennym Żninem. W stolicy Pałuk nie było garnizonu, więc kapitan Jan Curzytek (mając do pomocy sierżanta Macieja Polaszewskiego) był jedynym przedstawicielem armii.
Kpt. Jan Curzytek był także dowódcą Przysposobienia Wojskowego, popularyzatorem sportów obronnych wśród młodzieży. Jako oficjalny przedstawiciel wojska brał udział w różnych uroczystościach, w otoczeniu pana starosty i księdza proboszcza przyjmował defilady i pochody podczas świąt państwowych.
Był sympatycznym, kochającym życie, potrafiącym korzystać z jego uroków, lubianym przez żninian człowiekiem. Miał liczne grono znajomych i serdecznych przyjaciół. Starsi mieszkańcy Żnina pamiętają doskonale kapitana i przede wszystkim kordialne powitania znajomych na ulicy, których ściskał i z kresowym akcentem wołał: "witam Ciebie druhu mój serdecznie, panie dziejku"...I tak w otoczeniu najbliższych mówiło się nie kapitan Curzytek - a po prostu Pan Dziejek i każdy wiedział o kim mowa. To także świadczyło o popularności kapitana.
Do dziś wspominana jest związana z nim anegdota. Pewnej nocy kpt. Curzytek, powracający z bankietu wąską ścieżką nie opodal Dużego Jeziora Żnińskiego, napotkał na swej drodze drewniany mostek nad Gąsawką. Konstrukcja ledwo się trzymała, bez poręczy, wymagała przy przechodzeniu ekwilibrystycznych zdolności. Mając problemy z utrzymaniem równowagi kapitan przystanął, oczy wzniósł w niebiosa i westchnął: "Anieli pańscy trzymajcie mnie" po czym ruszył przed siebie. Niestety, zbyt wcześnie swą "mostkową peregrynację" uznał za skończoną. Wykrzyknąwszy radośnie "Bóg zapłać, anieli pańscy puśćcie mnie" i dodając tradycyjnie "panie dziejku", pan kapitan wpadł do Gąsawki. Na szczęście była ona jeszcze wówczas czystą rzeką...
Kpt. Curzytek walczył mężnie w kampanii wrześniowej. Okupację spędził w niemieckim oflagu w Woldenbergu, aktywnie uczestnicząc w kulturalno-społecznym życiu obozu. Po wyzwoleniu powrócił do Żnina. Ale to już były inne czasy i nie ten sam kapitan. Ciążyła na nim anatema sanacyjnego oficera. Wkrótce zmarł w zapomnieniu.
Warto, aby mogiłę kpt. Curzytka, który wniósł m. in. znaczny wkład w rozwój sportu żnińskiego, ocalić od zupełnej zagłady. Może opiekę nad tym grobem przejmie młodzież którejś ze żnińskich szkół lub miejscowych klubów sportowych? Sądzę, że i Urząd Miejski z panem burmistrzem mógłby w tej sprawie pomóc.
Stanisław Czabański
Pałuki nr 64 (16/1993)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze