Reklama

Klemens Janicjusz - poeta, jego kraj i epoka w 450-lecie śmierci

W tym roku przypada 450 rocznica śmierci Klemensa Janicjusza - najwybitniejszego polskiego poety piszącego po łacinie w dobie wczesnego renesansu i pierwszego prawdziwego poety polskiego. Pochodzący z Januszkowa pod Żninem osiągnął już za swego krótkiego życia dużą sławę - w 1450 roku cesarz Karol V uwieńczył go w Padwie wawrzynem poetyckim. Nakładem Fundacji Buchnera wyszedł w tym roku zbiór wierszy (200 stron) poety w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka (recenzowaliśmy go w numerze 41/93). Dziś - specjalnie do numeru gwiazdkowego na naszą prośbę pisze o nim bard i historyk średniowiecznej pieśni - Jacek Kowalski .

    ŚREDNIOWIECZNE DZIECIŃSTWO
    Gdy się urodził w 1516 r. Polska i cała Europa były jeszcze gotyckie. Ba, była to nawet epoka rozkwitu naszej gotyckiej sztuki, czas pierwszych rodzimych artystów. Ledwie zdążono ustawić w żnińskiej farze figury Ukrzyżowanego, Matki Boskiej, św. Marii Magdaleny i św. Jana. Dzieło dobrego poznańskiego warsztatu. Pierwsze dzieło sztuki, jakie oglądać mógł młody Klemens. Wzorem nowoczesnej architektury wydawał mu się też zapewne ratusz żniński, którego wieża stoi na rynku do dziś.

Reklama

    Jego ojcem był rolnik z Januszkowa. W domu Janicjusza nędzy nie było, ale nie był to też bogaty kmieć: z opisów dóbr arcybiskupich z r. 1548 wynika, że w Januszkowie były tylko kmiece grunta; musiało tak być i wcześniej: "Kmiecie płacili z nich corocznie na dzień Świętego Marcina do stołu arcybiskupiego po jednej marce, prócz tego plebanom w Górze po jednym groszu "pro strena". Nadto musieli obrabiać pewną własność arcybiskupią w Górze i dwa łany pola w Murczynie, a podstarościemu płacili razem rocznie 24 grosze" - czytamy w monografii Ćwiklińskiego "Klemens Janicki, poeta uwieńczony 1514-1543" (Kraków 1893 - jest to najnowsza monografia twórczości poety).
    W parafialnej szkole przyszły poeta poznał międzynarodowy język europejskiej inteligencji - łacinę. Wtenczas nie pisano inaczej, jak tylko po łacinie, poezja z języku polskim była prymitywna, niedotarta, polszczyzna nie zyskała jeszcze twórcy, który by z niej uczynił tworzywo poetyckie. Zresztą nie było to potrzebne. Wszyscy ludzie kulturalni znali łacinę. A tak wielka była różnica pomiędzy prostym ludem i ową średniowieczną "inteligencją", że nikomu nie wydawało się możliwe, aby naprawdę poważne utwory mogły powstać w narodowym języku.
    Ale - jak już zauważyliśmy - nawet zwyczajny, nie nazbyt zamożny wieśniak mógł niekiedy posłać syna na nauki. Wtedy jednak wchodził w świat zupełnie obcy swojej rodzinie - przepaść musiała być olbrzymia! Co jeszcze łączyło prostych rodziców i wykształcone dziecko? Chyba jedynie więzy pokrewieństwa i wiara w Boga.  

  /.../
    "Wysoko leży wieś nad żnińskim bagnem,
    od niejakiego Januszka nazwana;
    Tamtędy ponoć jeździli od Gniezna
    Nasi królowie do swych pruskich włości.
    tę glebę pługiem przewracał mój ojciec,
    Człowiek szlachetny w swej ubogiej doli.
    Gdy opłakiwał dzieci utracone
    W srogiej zarazie, mnie urodzonego
    Pośród żałoby ujrzał; był bezdzietny
    Tylko przez dziesięć miesięcy. /.../
 
    Zaledwie miałem pięć lat, na naukę
    Byłem posłany, przed pierwsze Muz progi,
    Ojciec mój bowiem tak mnie umiłował,
    Że nie chciał, aby pośród ciężkiej pracy  
    Twardy pług ranił moje wątłe dłonie,
    A upał spalał lica. Gdym początki
    (Nic więcej tobie, Żninie, nie zawdzięczam!)
    Otrzymał nauk od mistrzów niewprawnych,
    Wtedy poszedłem do gimnazjum, które
    Nad nurtem Warty założył Lubrański."
    (fragment Elegii VII O sobie samym do potomności)

Reklama

     GOTYCCY HUMANIŚCI
    Ale droga do wykształcenia była jeszcze daleka. Żnińskim nauczycielom Klemens wydał się pewnie bardzo utalentowany, skoro namówili rodziców, aby posłali syna do Akademii Lubrańskiego w Poznaniu. Poznań - jedna z głównych stolic Królestwa Polskiego w owym czasie - także był jeszcze gotycki. Oświeceni biskupi poznańscy ozdabiali swój pałac gotyckimi obrazami, fundowali gotyckie świątynie. Prawda, że pojawiały się już w nich zapowiedzi czasów nowych: coraz większe zamiłowanie do antyku. W Akademii także panowała łacina, ale już nie średniowieczna - humaniści pragnęli odnowić piękno tego klasycznego języka, lubowali się w autorach i dziełach starożytnych. W programie znalazła się też greka. Gotyk i renesansowy humanizm nie były wcale sprzeczne. Pierwsi polscy humaniści - to ludzie o gotyckim guście plastycznym i renesansowym smaku literackim. W poezji - tworzonej przecież nieprzerwanie przez wszystkie pokolenia polskiego średniowiecza - panuje teraz moda na naśladowanie dawnych pisarzy pogańskich i na ozdabianie swoich utworów postaciami starożytnej mitologii. Epitafium jednego z takich twórców - Kalimacha - wykonał Wit Stwosz, genialny rzeźbiarz gotycki. W podobnym środowisku przebywał Klemens Janicki, odeń zaraził się miłością do Wergiliusza i Owidiusza. Łaciny używał już biegle, jak języka ojczystego. Zaczął pisać i od razu dostrzeżono, że to ktoś wybitny. To, co stworzył było jednocześnie modne - zanurzone w antycznym duchu - i oryginalne. Znalazł własną, osobistą strunę, na której mógł zagrać tak, jak nikt w Polsce przed nim nie potrafił. Podpisywał się "Janicjus" - zgodnie z humanistyczną modą latynizując swoje polskie nazwisko (Janicki? Janik? Janicz? Januszkowski?).

Reklama

    RENESANSOWY MECENAT

    Jednak był człowiekiem niezamożnym. Po ukończeniu Akademii nie mógł myśleć o dalszych studiach, ojcowskie pieniądze wyczerpały się. Mało co, a trzeba by było wracać do domu - na rolę - gdyby nie uśmiech losu; przyjął go na swój dwór prymas Polski Andrzej Krzycki, sam poeta (łaciński, oczywiście), humanista, człowiek o niespożytek energii i wielkich ambicjach. Postać konfliktowa i kontrowersyjna. Choć duchowny, nie stronił od wesołych biesiad i dowcipnych, a nawet niecenzuralnych wierszyków, którymi gromił swoich przeciwników politycznych i religijnych. Dla Janicjusza stał się mecenasem doskonałym; życie na jego dworze wydawało się młodemu, zaledwie dwudziestoletniemu poecie, rajem na ziemi, poetycką Arkadią. Ale żaden ziemski raj nie trwa wiecznie; zaledwie po roku Krzycki umiera, trzeba było szukać nowego opiekuna. Został nim tym razem człowiek świecki - wielki magnat, znacząca postać na politycznej scenie Rzeczypospolitej Piotr Kmita. Również człowiek niekonwencjonalny, miłośnik ludzi uczonych i jednocześnie nieokiełznany warchoł. Taki już był los ówczesnych humanistów; potrzebowali mecenasa, a posiadłszy go, musieli zapłacić za łaskawość, pisząc dlań panegiryki i dedykując mu swe utwory. Zresztą powszechnie sądzono, że tak właśnie być powinno, wielcy tego świata muszą zabiegać o wielkich poetów, aby ci w zamian za opiekę uwiecznili ich swoją sztuką.
    Wszedłszy na wielkie dwory, zbliżone do królewskiego, jednocześnie zbliżył się Janicjusz do prawdziwie renesansowej kultury artystycznej. Sztuka włoska zaczęła być obecna w Polsce najpierw na Wawelu i w Krakowie. Była to zaledwie jakby renesansowa kropla w gotyckim morzu. I tak będzie jeszcze długo.
    ITALIA
    Dzięki Kmicie Janicjusz mógł zrealizować swoje, zapewne największe, marzenie: podróż do Włoch. Do źródła sztuki renesansowej, do ojczyzny swoich ulubionych poetów. Dwa lata spędził na padewskim uniwersytecie, zaskarbiając sobie przyjaźń wybitnych włoskich uczonych i znawców sztuki. Uzyskał w tym niezwykle krótkim czasie doktorat - jak to wszyscy wiemy - ów słynny tytuł poety uwieńczonego - tytuł "poeta laureatus". Niestety, zapewne ze względu na chorobę musiał przedwcześnie powrócić do kraju. Ale Italia uczyniła na nim tak ogromne wrażenie, że odtąd uważał ją za swoją drugą ojczyznę. Nic dziwnego! Kraj tak odmienny, tak naprawdę "renesansowy", najbliższy naszym, potocznym wyobrażeniom o renesansie. Kraj sztuki ogromnej - i jakością i gabarytami. I dziś przekroczywszy Alpy znajdujemy się od razu wśród pałaców i świątyń jakby o dwa numery od naszych najszacowniejszych zabytków. Co dopiero wówczas! Jakże kontrast ten głęboko zapadał w serca i umysły polskich studentów, których w Padwie było niemało.

Reklama

   KRAKÓW
    Wróciwszy do Krakowa, Janicjusz pozostał wierny boskiej Italii. Wszakże czuł się Polakiem, mieszkańcem północnej Sarmacji, skromnej ojczyzny skromnych twórców, która zaczynała dopiero zaszczepiać u siebie miłość sztuki i literatury. Myślał o stworzeniu dzieł, które wysławiłyby narodowe dzieje i bohaterów. Nie zdążył: puchlina wodna, na którą chorował już od kilku lat, nazbyt wcześnie miał przeciąć jego życie. Ale te właśnie ostatnie lata były dla Janicjusza czasem radosnej, gorączkowej pracy wśród ludzi, którzy go cenili i byli mu przyjaciółmi. Już nie związany z groźnym i wymagającym mecenasem, jakim był Kmita, zbliżył się do królewskiego dworu. Tam, jak możemy wnosić z jego wierszy, znalazł przyjaciół, z którymi radośnie spędzał dni i noce na zabawach, ucztach i literackich dyskusjach. Byli to m. in. uczony historyk Marcin Kromer, poeta Rojzjusz (czyli "doktor Hiszpan" ze sławnej fraszki Kochanowskiego), humanista Justus Ludwik Docjusz, którego pałac i ogród we Woli Justowskiej pod Krakowem Janicjusz uwiecznił w jednym z wierszy. A pewnie i sławny błazen królewski Staś Gąska, czyli Stańczyk, którego uczynił bohaterem łacińskiego dialogu o polskiej głupocie. Nie stronił chyba od miłostek, o których sam opowiada. Swojej rodzinnej wsi już nie zobaczył, po śmierci ojca, matka jego prawdopodobnie przyjechała do Krakowa. On sam umarł pod koniec 1543 r. w wieku 27 lat. Stojąc na progu śmierci cieszył się życiem, ale - i tu oczywiście nie ma sprzeczności - był pobożny. Świadomy człowieczego losu i bożego prawa. W epitafium, które sobie sam napisał, czytamy:
    "Tu bez nadziei i trwogi spoczywam
   Prawdziwie żywy, żegnaj, życie zmarłe".

Reklama

    /.../
    "Spraw, bym się lękał jeno nikczemności.
    Wszystkiego, co jest obce twym świątyniom;
    Bym śmierć, gdy przyjdzie, miał za nic, tak mężny
    Jak ten, co wypił bez lęku cykutę,
    Jak ten, co rzucił się ze szczytu muru,
    Jak ten, co oddal się płomieniom Etny.
    Spraw, abym umiał, pókim żyw, odpierać
    Ciosy Fortuny wymierzone w cnotę,
    A jeśli wiatry powieją pomyślne,
    Umiał zachować miarę w powodzeniu"
    /.../
    (fragment Elegii III Do Piotra Kmity)

     PRAWDZIWIE ŻYWY
    Oczywiście tam, w domu Ojca Niebieskiego. Także na ziemi - w nieśmiertelnej sławie poetyckiej. Nie stworzył dużo: dwadzieścia kilka elegii, pięćdziesiąt fraszek, dwie księgi epigramatów poświęconych żywotom królów i prymasów Polski i kilka okolicznościowych poematów. Niemniej jego spuścizna była przeniknięta takim poetyckim żarem, że długo czytywano go i naśladowano - jeszcze w XVII w. A gdy pojawił się Jan Kochanowski, to pierwszą i najlepszą rekomendacją była dla niego opinia: "lepszy od Janicjusza".

Reklama

Jacek Kowalski
Pałuki nr 96-97 (48-49/1993)

 

 

 

   Reprodukowane drzeworyty pochodzą z I połowy XVI wieku i przedstawiają humanistów przy pracy oraz lekcję śpiewu. Elegie w przekładzie Zygmunta Kubiaka
 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/05/2025 01:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości