Reklama

Klucz do wiatraka

 Stefan Czarnecki pokazał nam cenne elementy wiatraka Szybatki, które pozostały na terenie oczyszczalni ścieków w Jaroszewie w jednym
z magazynów

       fot. Karol Gapiński

Żnin, wiatrak, WiK, Jaroszewo, Stefan Czarnecki
     Klucz do wiatraka
     Na polecenie prezes WiK do siedziby spółki w Żninie z terenu oczyszczalni w Jaroszewie przywieziono pozostałości po wiatraku Szybatki. Kilka dni później prezes Żnińskiego Towarzystwa Kultury wyciągnął ze swojej kieszeni tajemniczy klucz i zabrał nas do Jaroszewa, by coś nam pokazać.

     Tydzień temu informowaliśmy o przeniesieniu resztek wiatraka Michała Szybatki na teren przedsiębiorstwa WiK na ul. Mickiewicza. Wcześniej były one złożone na terenie oczyszczalni ścieków w Jaroszewie, też należącej do WiK, a jeszcze wcześniej w starym ZEC. Prezes WiK Małgorzata Stawicka krytycznie wyraziła się o sposobie przechowywania elementów wiatraka na terenie oczyszczalni. Powiedziała, że zdecydowała się przenieść resztki wiatraka do Żnina, by złożyć je na paletach i doprowadzić do tego, że ktoś się nimi zainteresuje.
     Wywołany tą wypowiedzią do odpowiedzi poczuł się Stefan Czarnecki, prezes Żnińskiego Towarzystwa Kultury. Otóż uczestniczył on w przenoszeniu wiatraka najpierw z ul. 1 Stycznia na teren ZEC, a później do oczyszczalni ścieków w Jaroszewie. - Sprawa tego wiatraka na pewno nie jest chlubą dla Żnina. Sądzę, że popełniono bardzo wiele błędów od samego początku. Za stan wiatraka z pewnością odpowiada władza, ale też społeczeństwo. W szczególności te osoby, które zawodowo lub społecznie i z odruchu serca pracują dla miasta. I dlatego jest mi wstyd także za siebie. Jednak chcę powiedzieć, że robiłem, co można, widząc, co się dzieje z wiatrakiem na terenie ZEC. Był brak zabezpieczeń, systematyczne kradzieże drewna i elementów metalowych z tego wiatraka. W 2005 r. postanowiłem przenieść wiatrak do oczyszczalni w Jaroszewie za zgodą ówczesnego burmistrza oraz kierownictwa spółki WiK. Wbrew temu, co teraz mówi pani prezes WiK Małgorzata Stawicka, staraliśmy się zabezpieczyć te elementy, jak było można. Dwukrotnie owinęliśmy je w folię. Poza tym nie położyliśmy tego wiatraka na ziemi, jak twierdzi pani prezes, a na trelince. Dlatego chciałbym prosić panią prezes WiK i zaapelować do niej, by nie dokonywała pochopnych ocen i rozliczeń czyichś działań, nie znając szczegółów i motywów - stwierdził prezes ŻTK, który w najbliższą niedzielę ma zostać uhonorowany tytułem Zasłużony dla Gminy Żnin.
     - Ja nie chciałam szukać winnych, nie o to mi chodziło. Stało się to, co się stało z tym wiatrakiem i nie ma sensu teraz tego rozliczać. Sprawę pokazałam, by spowodować reakcję osób dbających o spuściznę w Żninie. Ja mogę mieć swoje zdanie o tym, czy wiatrak przechowywany był z należytą starannością, czy nie, i takie zdanie mam. Ale nie chodzi o to, by to teraz roztrząsać. Dodam tylko, że owinięcie w folię tych elementów też niekoniecznie jest dobre, bo nie było cyrkulacji powietrza - powiedziała Małgorzata Stawicka.
     Stefan Czarnecki zdradził, że wbrew temu, co sądziła prezes WiK, nie wszystkie pozostałości po wiatraku Szybatki zostały tydzień wcześniej przewiezione do głównej siedziby przedsiębiorstwa na ul. Mickiewicza w Żninie. Otóż w czasie przenoszenia wiatraka ze starego ZEC do oczyszczalni w Jaroszewie Stefan Czarnecki dostał klucz do jednego z garaży w tejże oczyszczalni i pozwolenie na złożenie w nim drobnych, a cennych elementów konstrukcji zabytkowego młyna wiatrowego. Tak też się stało.
     - Ostatnio tam nie byłem, ale wciąż mam klucz - powiedział Stefan Czarnecki w poniedziałkowe przedpołudnie. Zapytaliśmy go zatem, czy nie chce się przekonać, jaki jest los tych elementów, które 10 lat temu zostawił w garażu na terenie oczyszczalni. Stefan Czarnecki przyznał, że jest tego ciekawy, więc udaliśmy się do Jaroszewa. Na terenie oczyszczalni okazało się, że klucz, który ma prezes ŻTK, pasuje do drzwi jednego z garaży. Po ich otwarciu rzeczywiście odnaleźliśmy szereg przede wszystkim drewnianych, ale także metalowych elementów konstrukcyjnych młyna wiatrowego.
     - O tym, że część elementów tego wiatraka jest w garażu na terenie oczyszczalni, to ja wiedziałam wcześniej. Te rzeczy są tam bezpieczne i dopóki nie będzie jakiejś innej decyzji, to niech tam będą. A decyzja jakaś być musi. Nie można stwierdzić, że odbudowa ma kosztować 1 milion [o takich szacunkowych kosztach rekonstrukcji wiatraka w artykule sprzed tygodnia mówił Michał Woźniak, dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej] czy 2 miliony złotych, więc nie warto nic robić i lepiej zapomnieć o sprawie. Tak nie musi być. Natomiast szkoda, że nie miałam jeszcze okazji poznać pana Stefana Czarneckiego. Na pewno byśmy sobie całą sprawę wyjaśnili - tłumaczyła Małgorzata Stawicka.
     - I bardzo dobrze, że nadal te elementy są. Można je będzie wykorzystać. Wprawdzie wiatraka już nie złożymy, bo nawet nie ma z czego, duża część elementów została rozkradziona lub uległa zniszczeniu. Jednak mamy zdjęcia, mamy dokumentację projektową tej konstrukcji. Gdyby co roku w budżecie gminy odkładać 50.000 zł, to według mnie w kilka lat byłoby można wybudować wiatrak na wzór oryginalnego. Moim zdaniem, nie kosztowałoby to miliona złotych, a powiedzmy czwartą część tej sumy, zwłaszcza że gmina ma też swój las, mamy życzliwość Nadleśnictwa Gołąbki, mamy zdolnych, żnińskich rzemieślników. Jeśli znajdzie się w społeczeństwie pasjonat, który projektowi oddałby się bez reszty, to wierzę, że wiatrak Szybatki udałoby się zrekonstruować - zakończył Stefan Czarnecki.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1231 (37/2015)

Reklama

 

 

 

Inne teksty na ten temat:

Runął ostatni koźlak

Wiatraki w Reczu i w Żninie

Wiatraki wschodnich Pałuk

Resztki wiatraka Szybatki wróciły do Żnina

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości