Dzisiejsza rozprawa w Sądzie Rejonowym w Żninie przeciwko byłemu przewodniczącemu tutejszej Rady Miejskiej była równie długa, jak posiedzenie we wtorek. Tym razem jednak, oprócz kolejnych radnych dawnego obozu popierającego Roberta Luchowskiego, zeznawali także dwaj ówcześni opozycjoniści, wtedy pełniący funkcję wiceprzewodniczących Rady.
W piątek 23 stycznia przed Sądem Rejonowym w Żninie odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko Dariuszowi Kaźmierczakowi, byłemu przewodniczącemu Rady Miejskiej w Żninie. Sędzia Michał Kuchnicki wysłuchał kilku kolejnych świadków, którzy w kadencji samorządu lokalnego 2018-2024 pełnili mandaty radnych w Radzie Miejskiej w Żninie.
Część z odpowiedzi niektórych radnych na pytania wrażliwe, dotyczące ich stanu zdrowia, które stawiała strona oskarżonego, zostały na wniosek prokuratora wyłączone z jawności. Przypomnijmy, że akt oskarżenia przeciwko Dariuszowi Kaźmierczakowi (pozwolił nam posługiwać się nam w publikacjach swoim pełnym nazwiskiem i wizerunkiem), skierowała do żnińskiego sądu Prokuratura Okręgowa w Elblągu.
W piątek sąd najpierw kontynuował wysłuchania świadków, którzy w poprzedniej kadencji byli w grupie radnych popierających ówczesnego burmistrza Roberta Luchowskiego. A przynajmniej byli w przewadze przez większość tej kadencji. Jako pierwszy tego dnia zeznawał Grzegorz Wesołek. Powiedział on, że za czasów wcześniejszego przewodniczącego Rady, którym był Grzegorz Koziełek, ów organ funkcjonował sprawnie i bez problemów. Wszystko zmieniło się, gdy szefem Rady został wybrany Dariusz Kaźmierczak. Świadek uważa, że skoro przewodniczący Kaźmierczak nie miał czasu przychodzić na zwoływane przez siebie sesje (te na wniosek grupy większościowej, do której należał wtedy Grzegorz Wesołek), to powinien złożyć mandat.
Świadek Grzegorz Wesołek zeznał, że sesje popołudniowe na wniosek jego grupy nie odbywały się właśnie z powodu nieobecności przewodniczącego lub któregoś z wiceprzewodniczących, którzy byli wyznaczani wcześniej przez niego do ich prowadzenia. A jak pamięta świadek Wesołek, nie zawsze było tak, że przewodniczącego nie było przed sesją. Jeden raz Grzegorz Wesołek zmierzając schodami na piętro do auli sesyjnej zobaczył Dariusza Kaźmierczaka, który krzyczał, że może wracać, bo sesji nie będzie. Świadek zeznał też, że oskarżony był niegrzeczny jako radny i przewodniczący Rady, co on sam mocno odczuł. - Wyzywał mnie od durniów i wyzywał na solo - powiedział Grzegorz Wesołek.
Grzegorz Wesołek zeznawał podobnie, jak we wtorek jego koledzy z grupy większościowej w Radzie w poprzedniej kadencji. Mianowicie to, że z jego wiedzy wynikało, iż nieodbywanie się sesji i nie podejmowanie niektórych uchwał generowało duże problemy. Nie można było np. w pewnym momencie wypłacać mieszkańcom dodatków węglowych. On nawet musiał raz wysłuchiwać narzekań jednej z mieszkanek w tej sprawie, że Rada Miejska się ociąga i nie podejmuje uchwały. On ze wstydu, że sam jest członkiem takiej nie potrafiącej rozwiązać tematu Rady, nie przyznał się przed tą panią, że też pełni w niej mandat.
Świadek zeznał, że część z sesji się odbywała, ale to były tylko te, które zwołane zostały na wniosek grupy mniejszościowej Dariusza Kaźmierczaka. I były to sesje nadzwyczajne, na których grupa większościowa nie mogła złożyć wniosku do porządku obrad, by odwołać przewodniczącego. Świadek pamięta także, iż w 2023 r. był problem z uchwaleniem budżetu gminy z powodu nieodbywania się sesji. Krańcowy termin uchwalenia miał upłynąć z końcem stycznia roku budżetowego, ale sesja, która rozpoczęła się 18 stycznia została przerwana bez głosowania do 9 lutego. Świadek zeznał, że gminie groziło wprowadzenie budżetu zastępczego, a on pamięta taką sytuacje, gdy przewodniczący arbitralnie zdecydował także o niegłosowaniu wniosku formalnego w jednej ze spraw, który zgłaszał właśnie Grzegorz Wesołek.
W sprawie protokołów z sesji, które zostały przyjęte w drodze głosowania jednego razu w pakiecie kilku takowych, Grzegorz Wesołek zeznał, że on nie wiedział, iż tych protokołów nie było. Dopiero się dowiedział o tym, czytając ostatnią relację z tego procesu, która była w internecie w Pałukach. Zeznał również, że głosował nad przyjęciem protokołów, choć ich nie widział, bo miał zaufanie do przewodniczącego, który stwierdzał, że się zapoznał z protokołami.
Świadek przyznał również, że nie pamięta, aby w 2023 r. był choćby jeden taki kwartał, w którym sesja w ogóle by się nie odbyła. Tu zaznaczmy, że w statucie gminy jest zapis, że sesje mają się odbywać nie rzadziej, niż raz na kwartał, przy czym chodzi o jakiekolwiek sesje Rady Miejskiej w Żninie - czy to zwyczajne, nadzwyczajne, czy wreszcie tzw. uroczyste.
Grzegorz Wesołek zeznał, że brak uchwały upoważniającej do wyemitowania obligacji oraz niepodejmowanie odpowiednio wcześnie uchwały budżetowej, mogły wpłynąć na brak realizacji inwestycji w gminie. Przy czym chodziło o to, że środki z obligacji miały być w rezerwie, na wszelki wypadek, jako wkład własny gminy, gdy pojawią się dofinansowania z programów centralnych. Grzegorz Wesołek zapewniał, że nie miały być te obligacje emitowane na imprezy i zabawy, jak domniemywał wtedy Dariusz Kaźmierczak.
Zarówno oskarżony, jak i jego obrońca zbijali argumentacje tego świadka podobnymi pytaniami, jak te, które zadawali we wtorek wcześniejszym świadkom. Jednak tym razem Grzegorz Wesołek stwierdził, że o zaginionych protokołach dowiedział się dopiero teraz, z artykułu w mediach. Tymczasem w listopadzie 2023 r. skierowano zawiadomienie do prokuratury przeciwko Dariuszowi Kaźmierczakowi, gdzie również zarzucono mu przestępstwo poświadczenia nieprawdy przez radnych w dokumencie z głosowania co do przyjęcia protokołów, których w rzeczywistości miało nie być. Pod zawiadomieniem Grzegorz Wesołek się podpisał, a skoro tak, to chyba musiał wiedzieć o sprawie protokołów wcześniej, a nie dopiero teraz wyczytał w prasie.
Świadek znalazł się w ten sposób w pułapce i odmówił odpowiedzi na pytanie, czy podpisywał się pod zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, co do którego nie miał wiedzy, że zostało popełnione. Świadek przyznał, że pismo osobiście pisał Grzegorz Koziełek, a on jako jeden z sygnatariuszy oczywiście czytał jego treść, ale teraz już nie pamięta okoliczności, o co dokładnie chodziło.
Oskarżony Dariusz Kaźmierczak pytał także Grzegorza Wesołka, dlaczego ten zarzuca mu manipulowanie sesjami, przecież on nie uchybił ani razu w terminie. Dopytywał się także, skąd świadek Grzegorz Wesołek miał wiedzę, który wniosek od burmistrza, czy od grupy radnych wpływał chronologicznie jako pierwszy, skoro to nie były wnioski do Grzegorza Wesołka, tylko do przewodniczącego Dariusza Kaźmierczaka?
W odpowiedzi świadek zeznał, że widział wniosek, ale później na pytanie, kto mu taki wniosek pokazał, nie udzielił precyzyjnej odpowiedzi.
Następnie zeznawał kolejny ówczesny radny z większościowej grupy odciętej od możliwości wpływania na prace Rady, Piotr Ostrowski. On również wpadł w tę samą pułapkę, co Grzegorz Wesołek, mówiąc o protokołach, o których braku dowiedział się dopiero teraz z prasy. Gdy przypomniano mu, że było to ujęte w zawiadomieniu do prokuratury, pod którym jest i jego podpis, odpowiedział, że już nie pamięta dokładnie tamtych okoliczności.
Odnośnie blokowania uchwały dotyczącej zgody na emisję obligacji świadek Piotr Ostrowski zeznał, że wie, iż miały one służyć jako pokrycie deficytu w budżecie i być wykorzystane jako wkład własny do oczekiwanych inwestycji. - Przy czym nie uważam, że w tym sporze chodziło o to, czy są potrzebne obligacje, czy też nie. Tutaj chodziło o to, że uniemożliwiono radnym podjęcie decyzji dotyczącej tego, czy dać zgodę na ich emisję, czy nie. Ja sam nie wiem, jak bym zagłosował ostatecznie w takim głosowaniu, ale jako przedstawiciela w radzie mnie od tego odcięto - mówił Piotr Ostrowski.
Ów świadek był jednym z trójki radnych tamtej kadencji, którzy najpierw byli w grupie wynoszącej na fotel przewodniczącego Dariusza Kaźmierczaka, a następnie przeszli do obozu jego przeciwników, czyli do koalicji popierającej ówczesnego burmistrza. Piotr Ostrowski zeznał, że zmienił opcję, bo nie chciał blokady działań samorządu, nie uważał, że tędy jest droga. Zapewnił, że zmiana obozu nie była powiązana z rzekomą propozycją zostania zastępcą burmistrza, którą miał mu według sugestii Dariusza Kaźmierczaka, złożyć w zamian za dokonanie wolty Robert Luchowski.
Podobnie od prób politycznej korupcji odciął się na procesie świadek Jacek Orzechowski. On obok Piotra Ostrowskiego i Haliny Krygier uzupełniał trójkę, która najpierw należała do grupy Kaźmierczaka, a później przeszła do grupy zwolenników Roberta Luchowskiego. Radny Jacek Orzechowski zaprzeczył, że miał on lub jego żona propozycje pracy od Roberta Luchowskiego. Owszem, żona Jacka Orzechowskiego pracuje w Urzędzie Miejskim, ale zatrudnienie tam ma od wielu lat, jeszcze od czasów świętej pamięci burmistrza Leszka Jakubowskiego. Starosta żniński też - jak zapewniał Jacek Orzechowski - nie składał mu żadnych propozycji pracy w zamian za pozostanie w opozycji do ówczesnego burmistrza Żnina.
Zarówno Jacek Orzechowski, jak i świadkowie Bernard Starczewski oraz Alicja O.-S. (na naszą prośbę, czy zgodzi się zrezygnować z anonimizacji swoich personaliów jako świadek w procesie, ona odmówiła) zeznawali podobnie odnośnie zagrożeń dla budżetu i dla płynności finansowej gminy wynikających z nieodbywania się wszystkich sesji Rady Miejskiej w Żninie. Uważali, że tamta blokada stanowi zagrożenie.
Oskarżony, jak i adwokat podobnie, jak podczas poprzedniej rozprawy, zbijali te argumenty. Wskazywali, że nic takiego się nie stało, okazało się, że finanse gminy są bezpieczne, a właśnie to bezpieczeństwo byłoby zagrożone, gdyby do niepotrzebnej emisji obligacji doszło. Spłata tych zobowiązań dotknęłaby finanse gminy dopiero za 10 lat, być może uniemożliwiając realizację wielu przyszłych zadań, przed którymi stanie samorząd.
Jako dwaj ostatni na piątkowej rozprawie zeznania złożyli Sławomir R. (też nie zrezygnował z anonimizacji swych personaliów w publikacji prasowej) oraz Andrzej Kurek, którzy w tamtych latach, gdy samorząd Żnina dotknęła obstrukcja, pełnili funkcje wiceprzewodniczących. A przynajmniej pełnili je do pewnego momentu, bo latem 2023 r., zmęczeni tą sytuacją zrezygnowali z owych funkcji.
Sławomir R. zeznał, że w tamtym czasie był mocno zajęty pomaganiem swej żonie w prowadzeniu działalności gospodarczej. Obowiązki z tego wynikające, a przede wszystkim bycie kierowcą odpowiedzialnym za odbiór towarów, kontakty z klientami, często uniemożliwiały mu bycie na sesjach Rady Miejskiej. To była przyczyna tego, że nie stawiał się na sesje, do których prowadzenia wyznaczał go przewodniczący Dariusz Kaźmierczak. Świadek Sławomir R. zeznał, że męczyło go to, bo myślał, że sesje będą mniej więcej zwoływane raz na miesiąc, a tymczasem okazało się, że jest ich znacznie więcej, czasami nawet po 2 w tym samym tygodniu, albo i nawet 2 jednego dnia.
Ponadto świadek zeznał, że sytuacja gminy nie była taka zła i jakoby przez to, że nie odbywają się sesje, jak próbował to wmawiać opinii publicznej ówczesny burmistrz. Sławomir R. zeznał, że włodarz gminy wtedy opowiadał w mediach, że np. z winy opozycji trzeba będzie zwolnić kilkanaście osób z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Tyle tylko, że Robert Luchowski nie dodawał już, że są to stażyści, którym termin stażu się kończy. - Tak samo mówił, że jeśli nie będzie budżetu, to będą problemy, a okazalo się, że budżet był i gmina się nie zawaliła. Wręcz przeciwnie, jeszcze na tym dobrze wyszła, bo nie ma dodatkowych obciążeń dla finansów, które byłyby, gdyby obligacje zostały zaciągnięte - zeznawał Sławomir R.
Były wiceprzewodniczący odniósł się też do przyczyn wolty trojga radnych, którzy wtedy zasilili obóz popierający burmistrza, choć początkowo byli w grupie Kaźmierczaka. Według wiedzy Sławomira R., pani Halina Krygier otrzymała wtedy pracę w MOPS, co do przyczyn odejścia Jacka Orzechowskiego, to ten nigdy nie mówił o nich Sławomirowi R., aczkolwiek on słyszał, że być może chodziło pracę żony Jacka Orzechowskiego. Podobnie tylko z pogłosek słyszał o możliwej propozycji Roberta Luchowskiego dla Piotra Ostrowskiego, że ten miał zostać wiceburmistrzem. Ostatecznie - przypomnijmy - do takich ruchów wtedy nie doszło. Jedynym zastępcą Roberta Luchowskiego do końca kadencji pozostała Halina Rosiak.
Sławomir R. odniósł się również do tej kwestii, czy były wywierane na niego naciski, by przyszedł na którąś z sesji, na którą został wyznaczony jako prowadzący, albo żeby zmienił obóz. Świadek odpowiedział, że nie było takich nacisków. Burmistrz już po odejściu Sławomira R. z koalicji nie spotykał się z nim.
Drugi ówczesny wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Kurek zeznał, że próby przedstawiania sytuacji gminy Żnin wskutek nieodbywających się wszystkich sesji, jako krytycznej, były ze strony ówczesnego burmistrza przesadzone. Burmistrz zmieniał rząd wielkości potrzebnych jakoby do wyemitowania obligacji a za oczekiwanymi przez Roberta Luchowskiego kwotami nie stały konkretne wskazania, na jakie mają być cele wykorzystane te środki.
W ocenie Andrzeja Kurka nie było wtedy w gminie takich inwestycji, które nie zostałyby zrealizowane, choć były w planie. Także płynność finansowa gminy nie była zagrożona. - Burmistrz mówił, że nie będzie pieniędzy na wypłaty, ale nieco wcześniej nie wahał się przyznać wysokich nagród wysokim urzędnikom - zeznawał Andrzej Kurek.
Zaprzeczył on, że grożono mu bezpośrednio sankcjami karnymi, jeśli będzie pozostawał w tamtym układzie i unikał prowadzenia sesji. Choć w mediach wyczytał sugestie płynące z obozu burmistrza, że takie problemy może mieć.
Andrzej Kurek odniósł się również do standardów pracy w Biurze Rady w tamtej kadencji. Powiedział, że do momentu, gdy biuro prowadził Łukasz Lisiecki, wszystko działało sprawnie, a pracownik ten był wysokiej jakości specjalistą. Gdy natomiast biuro prowadził Łukasz M., to owszem, był on uprzejmy i grzeczny, ale nic z tego nie wynikało. Ogólne wrażenie było takie, że jest to człowiek burmistrza, a nie osoba, która ma pomagać radnym. Podobnie zresztą, jak i radca prawny - był bardziej reprezentantem interesów burmistrza, niż pomagał radnym.
Ciąg dalszy procesu w najbliższy wtorek.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze