Reklama

Ksiądz Generał z Pałuk Bernard Witucki

Ksiądz generał Bernard Witucki urodził się w Jaroszewie, chodził do szkoły w Mamliczu. Po desancie aliantów w Normandii organizował wysadzanie linii kolejowych w Masywie Centralnym. Generałem brygady alianckich sił ruchu oporu został w 1945 r. Po zakończeniu wojny, zgodnie z danym sobie kiedyś przyrzeczeniem, wybrał kapłaństwo. W trzydziestą rocznica śmierci przypominamy jego postać.

Przy zejściu ulic Słupskiej i Gen. Józefa Wybickiego mieszkańcy Miastka ufundowali księdzu generałowi Bernardowi Wituckiemu pomnik, przy którym odbywają się ważne uroczystości państwowe i kościelne fot. Barbara Filipiak

Z MAMLICZA W ŚWIAT

     - Takiego księdza jak on trudno znaleźć, wszystko by oddał. Był bardzo dobrym sąsiadem, kochał wszystkich - wspominają księdza mieszkańcy Miastka, gdzie spędził ostatnie lata życia. W przyszłym roku święcenia kapłańskie przyjmie wnuk siostry księdza Wituckiego - diakon Krystian Krysiak, który mieszka w Mamliczu (parafia Lisewo Kościelne). Upłyną 63 lata, po których z tej samej parafii, w dodatku z tego samego domu rodzinnego, wyjdzie kolejny kapłan.
     16 lipca 1918 roku w Jaroszewie koło Żnina urodził się późniejszy ksiądz i generał Bernard Witucki. Był dwunastym dzieckiem (z piętnaściorga) Agnieszki z domu Frankowskiej i Walentego Wituckich. Gdy Bernard był jeszcze małym chłopcem, jego rodzice wyprowadzili się z Jaroszewa do Mamlicza, gdzie kupili 5-hektarowe gospodarstwo. Matka zajmowała się domem i wychowaniem dzieci, ojciec zaś pracował na roli. Cieszył się długim życiem, zmarł w wieku 107 lat w 1982 r.

Reklama

     Edukację szkolną mały Bernard rozpoczął w Szkole Podstawowej w Mamliczu, a następnie uczył się w Gimnazjum w Bydgoszczy, które ukończył w 1936 r. Wychowanie rodzinne i bliskie kontakty z kuzynem księdzem Teodorem Wieczorkiem - misjonarzem w Chinach, miało znaczący wpływ na życie Bernarda. W 1937 roku wyjechał do Francji i w Instytucie Misyjnym w Saint Denis pod Paryżem rozpoczął studia teologiczne. Wybór tej uczelni nie był przypadkowy. Przede wszystkim kształcący od 1658 r. misjonarzy instytut cieszył się dużą renomą w świecie, zaś Francja młodemu Bernardowi była szczególnie bliska, gdyż tam mieszkało jego dwóch braci.

     FRANCUSKI RUCH OPORU

     Kiedy wybuchła II wojna światowa, Bernard Witucki wstąpił do Armii Polskiej, która formowała się we Francji. Po ukończeniu szkolenia przydzielono go do 4. plutonu 3. kompanii 3. batalionu Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Jako oficer łącznikowy dowództwa 3. batalionu brał czynny udział w walkach pod Narwikiem. 14 maja 1940 r. za wzorową służbę dostał nominację na stopień kapitana Wojska Polskiego.

Reklama

     Po powrocie do Francji w czerwcu 1940 roku i rozbiciu jego jednostki ukrywał się w klasztorach w Thymadeuc (Morbihan), Limoges i Lyonie. Przyjaciele asumpcjoniści załatwili mu schronienie w Alpach. Bernard Witucki nie dotarł jednak w umówione miejsce, gdyż schwytali go Niemcy i trafił do obozu w Surer. Przebywał w nim do 1942 roku, pracując przy wycinaniu lasów. Wyczerpująca praca nadszarpnęła zdrowie Wituckiego, nabawił się zapalenia płuc. Trafił do szpitala w Lyonie, skąd jeden z lekarzy pomógł mu uciec. Udał się do Saint-Flour w górach Cantal.
     W Saint-Flour Bernard Witucki pod przybranym nazwiskiem wznowił studia teologiczne. Jako Bernard Coulourrat mógł też rozwijać swoją konspiracyjną działalność. Był członkiem Polskiego Ruchu Oporu we Francji, współpracował z Francuskimi Siłami Zbrojnymi ruchu oporu M.U.R., a także z Tajną Armią ALBIAN, wchodzącą w skład Wewnętrznego Ruchu Oporu Francji (R.I.F.J.O.). Jego konspiracyjną działalność w ruchu oporu już po wojnie potwierdził m.in. wojskowy delegat generała de Gaulle’a, późniejszy premier Francji - generał Jacques Chaban-Delmas, który w zaświadczeniu z 1977 roku napisał, że Bernard Witucki pod jego rozkazami czynnie działał w ruchu oporu we Francji jako jeden z najwaleczniejszych żołnierzy.

     W kwietniu 1944 roku Niemcom udało się zdekonspirować Bernarda Wituckiego. Musiał uciekać z seminarium w Saint-Flour. Ukrywał się na jednym z folwarków w Talizat, gdzie pracował przy bydle. Swej działalności na rzecz ruchu oporu jednak nie zawiesił, wraz z innymi członkami organizacji zorganizował magazyn broni i materiałów wybuchowych, zaś po inwazji aliantów na wybrzeże francuskie w 1944 r. Witucki jako dowódca oddziału ruchu oporu m.in. organizował sabotaże linii kolejowych Masywu Centralnego (Massif Central) oraz brał udział w walkach pod Mont-Mouché.
     Działalność w ruchu oporu Bernarda Wituckiego została doceniona przez władze wojskowe. Generał Antoni Zdrojewski, jako Delegat Ministra Obrony Narodowej i Szef Wojskowy we Francji, na podstawie zarządzenia Ministra Obrony Narodowej mianował w grudniu 1944 r. pułkownika Wituckiego na stopień generała brygady ze starszeństwem z dniem 1 stycznia 1945 r.

Reklama

     W lipcu 1945 r. na mocy rozkazu głównego dowódcy naczelnego Alianckich Sił Ruchu Oporu IMOS, Witucki otrzymał nominację na generała brygady alianckich sił ruchu oporu IMOS. Dekret tej nominacji podpisał m.in. gen. George Patton z Armii Stanów Zjednoczonych. Witucki został także odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari za wybitny udział w walkach w Norwegii i Francji. Od rządu francuskiego otrzymał najwyższe odznaczenie bojowe Republiki Francuskiej - Medaille Militaire - które przyznawane było członkom ruchu oporu, Interaliancki Krzyż Zasługi Wojskowej, Pamiątkowy Medal Generała Dwighta D. Eisenhowera, jak również nadany w sierpniu 1946 r. Medal Wojenny Generała George’a S. Pattona. W 1987 roku otrzymał najwyższe francuskie odznaczenie państwowe - Legię Honorową.

     ODDANY SWEMU POWOŁANIU

     Bernard Witucki w czasie wojny przyrzekł sobie, że jeśli przeżyje, to zostanie księdzem. Przyjął święcenia kapłańskie w kaplicy sióstr wizytek w Saint-Flour w lipcu 1945 r. z rąk arcybiskupa Paryża Henryka Marii Pinsona. Swą prymicyjną mszę świętą odprawił 4 sierpnia 1945 r. w polskim kościele w Paryżu. Przepisy kościelne zobowiązały go do 5-letniej posługi duszpasterskiej w diecezji Saint-Flour. W czerwcu 1946 r. obronił pracę magisterską na temat problemu grzechu pierworodnego w teologii św. Tomasza z Akwinu, zaś dekretem z lipca 1946 r. mianowany został proboszczem w Madic par Saignes. W 1973 r. otrzymał stopień naukowy doktora teologii przyznany przez Amerykańską Akademię Międzynarodową Uniwersytetu Harvarda za pracę Problem ładu społecznego - Pokoju i Łaski w Sumie Teologii św. Tomasza z Akwinu.

Reklama

     POWRÓT DO POLSKI

     Ksiądz Bernard Witucki starał się o zwolnienie z obowiązkowej 5-letniej posługi w diecezji Saint-Flour. W 1948 roku udało mu się wrócić do Polski. Nie przyjęto go jednak zbyt dobrze, tuż po przekroczeniu granicy zabrano mu książeczkę wojskową oraz bagaż osobisty, a jego samego poddano kontroli. Nie uznano także jego stopnia generała, a jedynie stopień kapitana, na który mianowano go w 1940 r. w Norwegii.
     Władze kościelne skierowały księdza Wituckiego do Słupska, tam w latach 1948-51 uczył religii, był także spowiednikiem alumnów Małego Seminarium Duchownego, rektorem kościoła św. Ottona i kapelanem sióstr ze zgromadzenia Franciszkanek Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu.
     Problemy zdrowotne zmusiły jednak księdza Bernarda do zmiany miejsca pobytu i w 1951 roku wyjechał na roczny urlop zdrowotny, który spędzał w archidiecezji gnieźnieńskiej pełniąc posługę duszpasterską w Kruszwicy. Pracował jeszcze później w Dąbrówce Wielkopolskiej, Krajence, Wałczu, Gnieźnie i Miastku, gdzie w parafii pod wezwaniem NMP Wspomożenia Wiernych był proboszczem do 1985 roku, kiedy ostatecznie przeszedł na emeryturę.

     PEŁNOMOCNIK ALIANTÓW

     Ksiądz Bernard Witucki działał w organizacjach kombatanckich zrzeszających byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Rada Naczelna Federacji Kombatantów Alianckich w Europie w 1968 r. mianowała go Delegatem Pełnomocnikiem tej organizacji na Polskę. W Polsce wstąpił w 1958 roku w szeregi organizacji kombatanckiej ZBOWiD i zwrócił się do polskich władz o wyjaśnienie kwestii uznania jego stopnia generalskiego, który zabrano mu w 1948 roku po powrocie do kraju. Jego odwołania jednak nie uznano, za to na wniosek Ministra Obrony Narodowej PRL, nadano mu stopień podpułkownika z datą wsteczną od marca 1948 roku. Jednak podczas ważnych uroczystości i świąt państwowych ksiądz Witucki widywany był w mundurze generała brygady Wojska Polskiego.
     Na przełomie lat 70. i 80. związał się z Solidarnością. Krótko przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego otrzymał legitymację członkowską Koła Kombatantów NSZZ Solidarność w Gdańsku. Jego opozycyjna działalność nie podobała się władzom, toteż próbowano podważyć jego zasługi i stopień. Jerzy Urban w 1988 r. w telewizji publicznej, będąc wówczas rzecznikiem prasowym rządu PRL, skrytykował opozycyjną działalność księdza Wituckiego, podważając przy tym jego stopień wojskowy. W odwecie ksiądz Witucki wysłał do Urbana pismo, w którym ostro skrytykował działania rzecznika oraz zażądał od niego przeprosin. Interweniował w tej sprawie u generała Wojciecha Jaruzelskiego, ale nie przyniosło to rezultatu.

Reklama

     Władze komunistyczne nigdy oficjalnie nie uznały tytułu generała przyznanego księdzu Wituckiemu w czasie II wojny światowej. Niewątpliwie zaważyły na tym także jego kontakty z samozwańczym prezydentem Sokolnickim. Po upadku reżimu komunistycznego nikt jednak oficjalnie nie negował tytułu generalskiego księdza Wituckiego, zaś legitymację przyznaną mu przez Zarząd Główny Związku Kombatantów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, władze III RP zatwierdziły.

     Z JULIUSZEM NOWINĄ-SOKOLNICKIM

     W latach 80. ksiądz Witucki był członkiem powołanej przez Juliusza Nowinę-Sokolnickiego (podającego się za legalnego Prezydenta Wolnej Polski na Wychodźstwie w latach 1972-1990) organizacji pod nazwą „Polska Niezależna Brygada Rezerwowa”. Jako delegat Sokolnickiego w Polsce wręczał zasłużonym osobom odznaczenia. W imieniu Sokolnickiego nadał m.in. pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski ks. Jerzemu Popiełuszce, wręczył Lechowi Wałęsie Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski, także Lechowi Wałęsie i ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu Order Orła Białego. Nadanie tych odznaczeń wywołało niezadowolenie w kręgach emigracyjnych, które za prezydenta na uchodźstwie uważały Kazimierza Sabbata. Przez swoje powiązania z Sokolnickim ksiądz Witucki nie miał dobrej opinii w legalnym rządzie emigracyjnym. W kraju jednak, wśród działaczy opozycyjnych i niektórych rządzących wówczas osób, cieszył się autorytetem i szacunkiem. Podobnie jak wśród swoich parafian, którzy uważali go za serdecznego człowieka i wspaniałego kapłana. Delegatem prezydenta Sokolnickiego na kraj ksiądz Witucki pozostał do grudnia 1989 roku, a więc do zakończenia działalności polskich rządów na emigracji.

Reklama

    OBSERWOWANY I PODSŁUCHIWANY

     Służba Bezpieczeństwa i Służby Specjalne PRL interesowały się księdzem Wituckim ze względu na przeszłość wojenną oraz jego częste wyjazdy zagraniczne.

Ks. Bernard Witucki odprawia mszę w 1981 roku, fot. z archiwum Pałuk

     Państwo Stempniewscy pamiętają, że wujek wspominał im o inwigilacji ze strony władz. - Czasem wujek Bernard przyjeżdżał do nas wystraszony i zdenerwowany, mówił nam, że jest obserwowany przez Służby Bezpieczeństwa, że w mieszkaniu w Gnieźnie ma zainstalowane aparaty podsłuchowe - wspomina Andrzej Stempniewski.

Reklama

     BÓG, HONOR I OJCZYZNA

    Dewizą życia księdza generała były słowa: „Bóg, Honor i Ojczyzna”, podobnie jak ważną sprawą była dla niego kwestia równości wszystkich ludzi. Miał szacunek do każdego. Głosił, że jedyną Prawdą jest Bóg, a on sam został posłany do ludzi, by głosić tę prawdę. Był z pewnością człowiekiem honoru i cechę tę pielęgnował przez całe swoje życie. Cnotę mądrości wpajał kombatantom, harcerzom, rodzicom oraz młodzieży, a sprawdzianem tej cnoty było to, w jaki sposób postępują w swoim życiu. Uważał, że Dom Ojca jest pierwszą i wspólną Ojczyzną wszystkich ludzi na świecie i do niego pielgrzymujemy. Drugą Ojczyzną dla niego była Polska, zaś trzecią - Francja, w której spędził piękne, a jednocześnie trudne chwile swego życia.
     Ksiądz Ludwik Musiał powiedział Pałukom, że jak każdy człowiek, tak i ksiądz Witucki miał swoje lepsze, jak i gorsze dni. Był jednak księdzem bardzo wyrazistym. - Wysyp powołań w Miastku był odpowiedzią na jego rzeczową postawę. Ksiądz generał nigdy nie miał wątpliwości komu służy. Był człowiekiem Kościoła. Służbę kapłańską traktował z wielką wiarą, była to prawie dziecięca wiara, gdyż z Jezusem ksiądz Witucki rozmawiał jak z drugą osobą, która stoi obok. Był niestrudzonym spowiednikiem. Bez wątpienia był on postacią o wyrazistej osobowości, osobą bez reszty oddaną Polsce, ale w stylu Stefana Kisielewskiego. Patrzył na wiele rzeczy z pewnego dystansu - powiedział nam ks. Ludwik Musiał.
     Ksiądz Musiał, choć znał księdza Bernarda Wituckiego znacznie wcześniej ze słyszenia, bezpośrednio zetknął się z nim dopiero w 1979 r. Kiedy przejął probostwo po księdzu generale w 1985 roku miał okazję zacieśnić te kontakty, gdyż ksiądz Witucki, choć przebywał już na emeryturze, nadal wykonywał swoje duszpasterskie obowiązki względem Boga i ludzi. - Jeździliśmy razem do Gdańska na spotkania z księdzem Henrykiem Jankowskim i Lechem Wałęsą. Byłem razem z nim w Ambasadzie Francuskiej, gdy odbierał Legię Honorową. Co roku jeździliśmy 14 lipca na spotkania, które odbywały się w ogrodach Ambasady Francuskiej, tam spotykaliśmy Jaruzelskiego, widzieliśmy Urbana - dodał ksiądz Ludwik Musiał.


Moi drodzy! Życie człowieka jest dziełem pragnień. Życie człowieka ma taką wartość, jaką mają wartość jego pragnienia i życie człowieka zmierza w tym kierunku, w którym zmierzają jego pragnienia. […]
[…] Tak jak Bóg jest duchem - tak życie ludzkie - ciało nie jest człowiekiem przecież, mundur nie jest żołnierzem, sutanna nie jest księdzem. Człowiek jest dzieckiem Boga. Człowiek to jest intelekt, to jest rozum i wola - to jest człowiek. Wspólnota myślenia - człowiek. A co chcieć, to móc, to wystarczające. Trzeba rozróżnić, być mądrym katolikiem, człowiekiem wierzącym i uporządkowanym. Kościół trwa! […]

(fragment przemówienia ks. gen. Bernarda Wituckiego z Górki Klasztornej w 1991)

Reklama

     Na pogrzebie księdza generała Bernarda Wituckiego to właśnie ks. Ludwik Musiał wygłosił pożegnalne przemówienie w imieniu kapłanów. Mówił wówczas o tym, że był urzeczony osobowością księdza Wituckiego. - Konfesjonał. To jest miejsce, gdzie ks. generał Bernard Witucki, mogę powiedzieć i zaświadczyć - był stale. I myślę, że niezauważenie tego byłoby jakimś nietaktem w stosunku do zmarłego ks. generała. Przyznaję wam, wszyscy parafianie Miastka, często, kiedy mu dziękowałem w czasie rekolekcji, czy w jakichkolwiek innych okazjach, używałem słowa „męczennik konfesjonału”, tylko Bogu wiadomo, ilu tam pojednał ludzi, ilu rozgrzeszył - tak na pogrzebie ks. gen. Bernarda Wituckiego żegnał go ks. Ludwik Musiał.

     W MIASTKU

     Na początku września udaliśmy się z wizytą do Miastka. Gdy Stanisława Prolejko zapytaliśmy o księdza generała Bernarda Wituckiego, mężczyzna uśmiechnął się. - Ksiądz generał był wspaniałym człowiekiem, wielkim patriotą i wspaniałym księdzem. To były czasy przemian, końcówka komunizmu, ksiądz Bernard walczył z komunizmem, był śledzony, a mimo to na kazaniach przekazywał informacje wiarygodne i prawdziwe, co komuna zrobiła. Podtrzymywał naród na duchu. Było wtedy ciężko o jedzenie, prześladowano ludzi, a ksiądz Bernard był wojownikiem o wolność i demokrację. W czasie stanu wojennego aktywnie współpracował z uczniami liceum, którym przedstawiał prawdziwą wiedzę historyczną. Bardzo był lubiany przez młodzież. To był dobry i potrzebny ksiądz na tamte czasy - powiedział Stanisław Prolejko.
     Cmentarz, na którym pochowany jest ksiądz generał, wskazała nam Brygida Harat. - Ksiądz generał był bardzo dobry, przystępny, wszystko potrafił wytłumaczyć. Mój mąż dostał od niego krzyż za działalność w „Solidarności”. Był wesołym człowiekiem, bardzo nam go brakuje - dodała Brygida Harat.
     Na cmentarzu grób księdza generała wskazał nam Eugeniusz Topczewski. Usłyszeliśmy, że codziennie ktoś z mieszkańców Miastka zapala księdzu znicz, że zawsze jest pograbione. Na wspomnienie czasów, gdy ks. Bernard był w Miastku proboszczem, uśmiecha się serdecznie. - To był człowiek, który zasługiwał na wszystko. Był wspaniały, bardzo lubił dzieci. Gdy były odprawiane msze, zawsze było na nich dużo ludzi, a gdy kiedyś ksiądz został okradziony, to mieszkańcy Miastka przeżywali to nieszczęście razem z nim. A gdy w kościele na mszy powiedział coś śmiesznego, to wszyscy razem z nim się śmiali. Lubił żartować, nawet w czasie kazań. Ludzi szli za nim. Na jego pogrzebie było dużo ludzi, wszyscy płakali. Ksiądz Witucki dbał o parafian, rozdawał dary, które rozdawał chyba z zagranicy, dzielił się z ludźmi. Przy krzyżu i pomniku poświęconym księdzu generałowi odbywają się ważne uroczystości państwowe i kościelne. Jest tam wówczas mnóstwo ludzi - powiedział Eugeniusz Topczewski.

Reklama

     W Bibliotece Publicznej znajduje się Izba Pamięci Narodowej Ks. Gen. Broni Bernarda Wituckiego, a w niej pamiątki po księdzu - związane z nim samym oraz nieliczna część tego, co kolekcjonował. Od pani dyrektor Adeli Krzyżanowskiej usłyszeliśmy, że każda pamiątka związana z księdzem generałem jest w Izbie Pamięci mile widziana po to, by pamięć o księdzu generale nie umarła, by odwiedzali ją mieszkańcy innych miast w Polsce i poznali bogate życie oraz działalność miasteckiego proboszcza. - Izba Pamięci poświęcona księdzu generałowi została przeniesiona do biblioteki 3 grudnia 2004 roku. Kiedyś istniało u nas Stowarzyszenie Pamięci Ks. Generała Broni Bernarda Wituckiego, w którym działałam. Obecnie ono już nie istnieje. Pan Gawdzik, który był przyjacielem księdza Wituckiego i przewodniczącym naszego stowarzyszenia, organizował pierwszą rocznicę śmierci księdza generała i wiele innych rocznic związanych z rocznicą śmierci księdza - powiedziała dyrektor Biblioteki Publicznej Adela Krzyżanowska. Zapytaliśmy panią dyrektor, jak ona wspomina księdza Wituckiego. - Ksiądz generał był człowiekiem otwartym, wygłaszał wspaniałe kazania, w których przekazywał prawdę. Miał swoje wypowiedzi wzięte z życia, którymi zjednywał sobie ludzi. Był lubianym proboszczem. Cenię go sobie za jego działalność - odpowiedziała Adela Krzyżanowska.

    Odwiedziliśmy także ulicę, przy której mieszkał ksiądz Bernard Witucki będąc już na emeryturze. Kiedyś była to ulica Słoneczna, obecnie nosi nazwę Księdza Generała Bernarda Wituckiego. Cicha, spokojna okolica była przystanią dla księdza generała, któremu w ostatnich latach życia coraz bardziej choroba dawała się we znaki. Jak się dowiedzieliśmy, dom był po śmierci proboszcza miasteckiego trzy razy wystawiany na sprzedaż i dopiero za trzecim razem w drodze przetargu udało się go kupić miejscowej pani doktor i jej mężowi - nauczycielowi [na prośbę nowej właścicielki domu nie podajemy jej nazwiska - przyp. red.]. Mieszkają w nim wraz z dziećmi. Pani doktor w rozmowie z nami powiedziała, że grób księdza Wituckiego jest po sąsiedzku z grobem jej ojca. - Mój ojciec chyba musiał się w niebie dogadać z księdzem, że w końcu to nam udało się ten dom kupić - dodała na koniec rozmowy.

Reklama

    Zapukaliśmy także do drzwi domu najbliższego sąsiada księdza Wituckiego. Jan Nowak przyjął nas bardzo serdecznie, widać było, że wspomnienia o księdzu są nadal żywe. - Wszystko co mógł to zrobił, pomagał innym. Co dostał z "Caritasu" to rozdał ludziom. Tutaj mieszkał na emeryturze. Był schorowany, a mimo to pomagał innym. Takiego księdza jak on trudno znaleźć, wszystko by oddał. remontował kościół, nowe okna i drzwi wstawiał, dbał o kościół bardzo. Był bardzo dobrym sąsiadem, kochał wszystkich. Mieszkańców naszej ulicy szanował i wszyscy szanowali jego - powiedział Jan Nowak.
W dowód uznania i szacunku, w parku, przy zejściu ulic Słupskiej i Gen. Józefa Wybickiego mieszkańcy Miastka ufundowali księdzu gen. Bernardowi Wituckiemu pomnik, na którym wyryto słowa: Społeczność Miastka w hołdzie tym, którzy ufając Bożemu Miłosierdziu walczyli o niepodległą Ojczyznę - Polskę. Pośród nich był proboszcz miastecki ks. gen. Bernard Witucki.

     WIZYTY W KCYNI i ŻNINIE

     Ksiądz Witucki bywał w Kcyni, u rodziców doktora Andrzeja Stempniewskiego (ks. Witucki był kuzynem ojca dr. Stempniewskiego - babcia pana Andrzeja - Józefa i matka księdza Bernarda - Agnieszka, były siostrami). - Jak wrócił z Francji w 1948 roku, to mieszkał krótko u mojej babci w Kcyni. Tam w kościele św. Michała Archanioła odprawił swoją pierwszą mszę świętą. Potem został proboszczem w Wójcinie - powiedział pan Andrzej.


Ze łzą wzruszenia w oku, żegnamy dzisiaj człowieka szlachetnego, kapłana, żołnierza i generała oddanego całym sercem Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Żegnamy wyznawcę, który umiał cierpieć dla sprawy Bożej. Żegnamy obywatela Polaka, wiernego syna swej matki Ojczyzny, wiernego sługi Hetmance Wojsk Polskich i oddanego sługi Miłosierdziu Bożemu. Ale przecież ponad wszystko żegnamy dzisiaj byłego ojca tej parafii, kapłana, ojca tej dużej rodziny parafialnej, który swoim dzieciom - parafianom, na owe czasy oddawał wszystkie lata swego życia i całą miłość swego kapłańskiego serca. […]

(fragment homilii pożegnalnej na pogrzebie ks. generała Bernarda Wituckiego wygłoszonej przez ks. prałata Henryka Jankowskiego)


     Gdy ks. Witucki mieszkał w Gnieźnie często odwiedzał państwa Stempniewskich w Żninie. Każdy przyjazd księdza generała był dla rodziny Stempniewskich dużym wydarzeniem. Do dziś wspominają je z ogromną sympatią. - Pamiętam taki epizod. Starałem się dostać na Akademię Medyczną. Była wtedy konieczna protekcja. Zapytałem wuja co mam zrobić, a wuj kazał mi napisać do księdza Michała Sopoćki, który był w Białymstoku, aby udzielił mi wsparcia. Napisałem tak jak kazał mi wujek. A ksiądz Sopoćko odpisał mi, że jego protekcja może mi tylko zaszkodzić - śmieje się dziś z tego pan Andrzej.
     Państwo Stempniewscy bardzo żałują, że ksiądz Witucki nie mógł udzielić im ślubu, gdyż przebywał w tym czasie we Francji. - Przysłał jednak list z życzeniami i błogosławieństwem, w którym zapewnił nas, że jak się pojawią dzieci to je ochrzci. I słowa dotrzymał. Przyjechał do Żnina i w kościele pw. NMP Królowej Polski nasze dzieci z jego rąk otrzymały chrzest - powiedziała Bożena Stempniewska. A pan Andrzej dodał: - Na uwagę zasługuje fakt, że każdy swój list, czy widokówkę, którą wysyłał wujek Bernard, zaczynał od słów „Jezu Ufam Tobie”.
     Pani Bożena, podobnie jak mąż, wspomina wuja Bernarda bardzo przyjemnie. Oboje uważają, że był to człowiek serdeczny, przyjazny i życzliwy. - Odwiedzał nawet moich rodziców, po śmierci mojego ojca, moją mamę wspierał duchowo i psychicznie - powiedziała pani Bożena.
     Andrzej Stempniewski opowiedział nam o niespełnionej woli wuja Bernarda. - Jego marzeniem był wieczny spoczynek w Górce Klasztornej. Miał wielki sentyment do tego miejsca. W dniu, w którym zmarł, miał jechać załatwić sobie tam pochówek, ale niestety nie zdążył. Śmierć go wyprzedziła. Jego marzenie się nie spełniło, gdyż mieszkańcy Miastka podjęli decyzję o pozostawieniu zwłok księdza generała w swoim mieście.
     O znajomości z ks. Bernardem Wituckim powiedziała nam też żona nieżyjącego już Mieczysława Żygulskiego ze Żnina - Lucylla Żygulska. - Mój mąż przyjaźnił się z księdzem Wituckim. Mówiliśmy do niego „wujek”. Jak „wujek” czuł się dobrze to bywał u nas w domu często. To było w czasach, gdy mieszkał w Gnieźnie. Mój mąż bardzo często z Andrzejem Stempniewskim jeździł do księdza Bernarda do Gniezna, a potem sporadycznie już do Miastka. Ja z mężem, razem z państwem Stempniewskimi, byłam w Miastku raz. Gdy „wujek” przyjeżdżał do Andrzeja, zawsze nas także odwiedzał, chociażby po to, by dzień dobry powiedzieć i zapytać, jak się czujemy. Jak się na Jasnej Górze odbywały jakieś uroczystości z jego udziałem, zawsze przysyłał na nie zaproszenie. Ze swoich podróży zawsze przysyłał nam kartki z pozdrowieniami. Pamiętał o nas - powiedziała nam Lucylla Żygulska.

     MIŁOSIERDZIE BOŻE

     W czasie II wojny światowej, gdy ksiądz Witucki przebywał w obozie w Surer, gorąco modlił się w koronce i nowennie do Miłosierdzia Bożego, prosząc o uwolnienie. Potem, przez całe swoje życie głosił kult Miłosierdzia Bożego, rozpowszechniał wizerunki Jezusa Miłosiernego. Osobiście znał spowiednika św. Faustyny - księdza Michała Sopoćkę i cieszył się jego przyjaźnią. W sprawie uznania kultu Miłosierdzia Bożego interweniował w Stolicy Apostolskiej w 1957 roku, jednak zakazano mu działalności na rzecz dalszego propagowania kultu. Ksiądz Witucki nie poddał się jednak wierząc, że jest to „dzieło Boże”. Doczekał się beatyfikacji siostry Faustyny.
     Andrzej Stempniewski wspomniał, że słowa „Jezu Ufam Tobie” towarzyszyły wujowi Bernardowi przez całe życie. - To były dla niego bardzo ważne słowa, wujek całe swoje życie starał się, by w Polsce uznano kult Jezusa Miłosiernego - powiedział nam.
     - Szkoda, że wujek nie doczekał tego dnia. Zmarł w 1993 roku, a dwa lata później oficjalnie kult ten uznano i wprowadzono święto Miłosierdzia Bożego - zakończyła pani Bożena.

Barbara Filipiak
Pałuki 874 (46/2008)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/07/2025 07:15
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości