Na wspólnym posiedzeniu komisji Rady Miejskiej w Barcinie radny Witold Antosik pytał o wysokość wynagrodzenia członków komisji, którzy będą pracować podczas referendum w sprawie odwołania burmistrza i Rady Miejskiej w Barcinie. Referendum odbędzie się 8 listopada.
- Czy wiemy, ile konkretnie dostaje członek komisji referendum? Czy to jest 200 zł, czy 100 zł? - pytał Witold Antosik. Burmistrz Barcina Michał Pęziak poinformował, że stawka dla członka komisji wynosi około 300 zł, przy czym przewodniczący dostaje więcej.
Skarbnik Bernadeta Chojnacka powiedziała, że sekretarz gminy przygotowując zmiany w budżecie opierał się o dane z poprzednich wyborów na prezydenta. W planie wydatków w zabezpieczono środki finansowe na przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania Rady Miejskiej w Barcinie i burmistrza Barcina przed upływem kadencji zaplanowanego na 8 listopada 2020 roku w wysokości około 90.000 zł.
- Stawki nie są na przykładzie wyborów prezydenckich, bo tam za uczestnictwo w komisji stawka wynosiła chyba 600 zł, czyli była ona o wiele wyższa - mówił burmistrz Michał Pęziak. - Oczywiście można byłoby zrobić stawkę 100 zł, tylko czy byśmy znaleźli chętnych do komisji. Wtedy byłyby głosy, że burmistrz specjalnie utrudnia organizację referendum, zaniżając diety dla członków komisji.
Dominik Zwoliński, przewodniczący grupy referendalnej zapowiada, że grupa rusza z kampanią promocyjną. Wbrew temu, do czego zachęca burmistrz, czyli do niebrania udziału w referendum, członkowie grupy nakłaniają, żeby skorzystać z demokratycznego prawa i pójść do referendum. Dominik Zwoliński jest przekonany, że w głosowaniu weźmie udział wymagalna liczba głosujących, czyli około 3.600 osób.
- Myślę, że będzie odpowiednia frekwencja - powiedział Dominik Zwoliński. - Wiem, że ludzie będą się bali pójść zagłosować, ale nawet ci, którzy są zależni od burmistrza, i dla których burmistrz jest pracodawcą, pójdą i oddadzą głos. My w to wierzymy. Bardziej obawiamy się o kwarantannę.
Dominik Zwoliński wyjaśnia, że ze względu na rozprzestrzeniającego się koronawirusa, sporo osób może przebywać na kwarantannie i nie mieć możliwości oddania głosu. Może się też okazać, że nie wystarczy czasu, żeby zgłosić chęć głosowania korespondencyjnego. Takie osoby teoretycznie będą w wykazie osób uprawnionych do głosowania, a praktycznie nie będą mogły się w referendum wypowiedzieć. Przewodniczący grupy referendalnej jest przekonany, że jeśli ludzie nie zostaną pozamykani w kwarantannie, to uda się przeprowadzić referendum, które będzie ważne.
Magdalena Kruszka, 21 X 2020
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze